niedziela, 23 marca 2014

Epilog

Pięć lat później – Noah
Dokładnie pamiętałem dzień i czas, kiedy zakochałem się w niej – 23 marzec 1990 o 22:59. Zawsze ją kochałem. Jako dzieciak nie wiedziałem, co to było, wiedziałem tylko, że ekscytowałem się, gdy ją widziałem i chciałem widzieć ją cały czas.
Pamiętałem również dokładną datę i czas, gdy zdałem sobie sprawę, że Tweet zamieniła się w dziewczynę, a ja w napalonego łajdaka. 27 maj 2005 o 19:03.
Szliśmy z Tweet do naszego miejsca. Zatrzymała się nagle. – Widzisz pensa, podnieś go. Przez cały dzień będziesz miał szczęście – powiedziała śpiewnym głosem.
Zachichotałem, gdy pochyliła się, żeby podnieść pensa. Gdy spuściłem wzrok nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem. Najbardziej uroczy, najokrąglejszy, najpiękniejszy tyłek na świecie, który idealnie pasowałby w moich dłoniach.
Podniosła się trzymając dumnie pensa, jakby był wart milion dolców. Nie mogłem powstrzymać się od patrzenia na jej uśmiechające się usta. Jej jasnoróżowe usta w kształcie serca, które naprawdę chciałem pocałować. Stałem zahipnotyzowany nimi, jak myślałem o innych częściach jej ciała, które chciałbym pocałować. Tweet była gorąca!
Nie była chudziutka tak jak wiele dziewczyn w szkole. Miała właściwą ilość kształtów w odpowiednich miejscach. Jej nogi były świetne, ale ich najlepszą częścią było to, że prowadziły do tego pięknego tyłka. Jej czekoladowobrązowe włosy sięgały trochę za jej kremowe barki i zawsze były takie błyszczące. Jej oczy były niesamowite. Były morskiego koloru. Nigdy nie widziałem u nikogo takiego koloru oczu. Gdy na mnie patrzyły mógłbym przysiąc, że potrafiły zajrzeć w moją duszę. Co ze mną było do diabła nie tak? Brzmiałem jak dziewczyna. Potem poczułem drganie w moich krótkich spodenkach. Nie, zdecydowanie byłem pełnokrwistym, amerykańskim napalonym łajdakiem.
Wyrwałem się z mojej fantazji, kiedy usłyszałem jej krzyk. – NOAH! IDZIESZ?
Pomyślałem, że jeśli nie przestanę myśleć o jej idealnym tyłku to na pewno gdzieś dojdę. – Tak, idę! – Szedłem kilka kroków za nią. W moich szortach było o wiele więcej drżenia, którego ona nie musiała widzieć.
Przez całe lato spędzałem czas myśląc o dotykaniu jej, odnajdując najsubtelniejsze sposoby, żeby ją dotknąć i dotykając ją najczęściej, jak było to możliwe.

Drogi Noah,
Siedzę tutaj, próbując wymyślić jak zacząć ten list. Zawsze nienawidziłam tej części pisania. Pusta strona nie jest fajna do patrzenia.
Nigdy nie byłam pewna wielu rzeczy w moim życiu poza tym, że zawsze cię kochałam. Każdej minuty każdego dnia, kiedy byłam na ziemi, moje serce należało do ciebie. Nigdy nie było to pytaniem. Nigdy wątpliwością. Miłość ta nabierała przez lata wiele różnych form, ale zawsze tam była. Biliard książek, artykułów i poematów było o niej napisanych. Każą nam wierzyć, że miłość jest skomplikowana. To nie miłość jest skomplikowana. To te wszystkie pierdoły, które z nią łączymy i kładziemy na niej, robiąc z niej skomplikowaną rzecz. Przepraszam, że tak długo zajęło mi odkomplikowanie się.
Dziękuję, że mnie kochałeś. Dałeś mi 1000 żyć szczęścia. Pokazałeś mi jak to jest być kochaną i jak kochać. Jesteś moją siłą, nadzieją, spokojem i światłem. Jesteś moim wszystkim.
Dziękuję, że byłeś moją bratnią duszą, miłością mojego życia i przyjacielem.
Dziękuję za wszystkie rozmowy, śmiech, muzykę i ciche czasy w naszym miejscu.
Dziękuję, że dzieliłeś się ze mnie swoimi pierwszymi razami.
Dziękuję za wszystkie czekoladowe ciasta.
Dziękuję za wszystkie mrowienia, wibracje i dreszcze, które dzięki tobie czułam.
Dziękuję za trzymanie mnie za rękę i wszystkie uściski. Dziękuję za mój pierwszy pocałunek i dziękuję za mój ostatni pocałunek.
Dziękuję za bycie w moim życiu. Przepraszam, że tak szybko muszę się żegnać. Ale masz Halle. Ona da ci siłę i nadzieję. Będziesz najlepszym ojcem na świecie.
Dziękuję za danie mi kogoś, za kim mogę tęsknić.
Kocham cię głęboko i całkowicie. Moje niebycie tam nigdy tego nie zmieni.
Żegnaj, Noah.
Zawsze będę cię kochać. Tweet.

Trzymałem w ręce list, kiedy do domu weszła Emily. – Hej, Noah.
- Cześć.
- Co robisz?
- Czytałem tylko ten list, który napisała mi twoja siostra.
Emily spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach. Była niesamowita podczas choroby Tweet.
- Więc gdzie jest moja słodka Halle?
- Jest w jej pokoju i upewnia się, że ma odpowiednie lalki na waszą noc dziewcząt.
- Cóż, to bardzo ważne. – Urwała, patrząc na mnie przez chwilę. – Ej, nic ci nie jest?
- Nie, tylko denerwuję się z jakiegoś powodu – odparłem, chichocząc cicho.
- Będzie dobrze, wiesz. Może wezmę Halle do siebie na noc. Tak możesz wrócić, kiedy będziesz chciał. Było ciężko, Noah. Zasługujesz na wieczór, kiedy nie musisz być gdzieś tam o jakimś czasie. Idź się zabaw.
- Byłoby świetnie, Emily. Dzięki. Pójdę zapakować torbę dla Halle.
- Ja to zrobię.
Wtedy usłyszeliśmy  małe buciki stukające w korytarzu. Uwielbiałem patrzeć jak Halle robiła wszystko, ale szczególnie jak biegała. Robiła to z taką determinacją.
- Emmie! Emmie! Emmie! – krzyczała Halle.
Halle była taka podekscytowana widząc jej ciocię. Uwielbiała spędzać czas z Emily, robiąc te dziewczęce rzeczy. Przebiegła przez pokój wpadając w otwarte ramiona Emily, które czekały na uścisk.
- Hej, sikorko. Chciałabyś spędzić dzisiaj u mnie noc?
- Bardzo, ale muszę spakować więcej lalek.
- Oczywiście, tego nawet nie trzeba mówić.
Halle uniosła do mnie swoją słodką okrągłą twarz. Pojawiło się na niej zaniepokojenie, kiedy zapytała. – Tatusiu, co ty dzisiaj robisz?
- Mam na dziś plany. Spotkam się z przyjaciółką. – Wymieniliśmy się z Emily znaczącymi spojrzeniami.
- Tęsknię za mamusią.
- Wiem, ptaszku. Ja też. Posłuchaj, ja muszę już iść. Spotykam się z przyjaciółkę i chcę dojechać tam trochę wcześniej.
- Halle, chodźmy zapakować więcej lalek, a może nawet pidżamę i szczoteczkę do zębów – powiedziała Emily.
Halle złapała małą rączką dłoń Emily i zaczęły kierować się do jej pokoju. Kilka sekund później Halle rzuciła się do mnie biegiem. Uniosłem ją i przytuliliśmy się do siebie. Ścisnąłem ją mocno i szepnąłem w jej włosy. – Bardzo cię kocham, ptaszku.
Spojrzały na mnie najpiękniejsze jasnoniebieskie oczy. Kąciki jest małych ust uniosły się w promiennym uśmiechu i odparła. – Też bardzo cię kocham, tatusiu.

Tak bardzo denerwowałem się jadąc tam, że musiałem parę razy wytrzeć dłonie o spodnie, tak bardzo się pociły. Wysiadłem z samochodu i podszedłem do miejsca, gdzie mieliśmy się spotkać. Stałem tam, próbując się uspokoić. Rozruszałem szyję, parę razy poruszyłem ramionami i wziąłem kilka głębokich wdechów. Nic z tego tak naprawdę mi nie pomogło. Potem usłyszałem zza siebie moje imię.
- Noah?
Odwróciłem się i spojrzałem na nią. Przełknąłem ślinę, która wydawała się być rozmiarów piłki baseballowej. Mój Boże, była piękna. – Cześć – powiedziałem, uśmiechając się do niej.
- Przepraszam, że się spóźniłam. Był dość ciężki korek z lotniska. – Jej uśmiech skierowany był we mnie, ale jej oczy pochłaniały jej otoczenie. – Um… co to wszystko jest?
Utrzymując kontakt wzrokowy podszedłem do niej trzech szybkich krokach, lądując tuż przed nią. – Czy facet nie może zrobić czegoś wyjątkowego dla jego dziewczyny numer jeden?
Zmrużając na mnie te niesamowite morskie oczy, odparła. – Tak, sądzę, że może.
- Witaj w domu, Tweet.
Położyłem jedną rękę na jej karku, drugą otaczając ją w talii i przyciągnąłem ją do siebie, jak nasze usta się zderzyły i języki natychmiast nawiązały kontakt. Uwielbiałem ją całować. Wciąż była moim ulubionym smakiem na świecie.
Wyciągnąłem język z jej ust. Oboje byliśmy zdyszani. Uśmiechnąłem się, kiedy usłyszałem wydobywający się z niej cichy jęk. Nasze usta nadal się dotykały, gdy powiedziałem. – Czy kiedykolwiek ci powiedziałem jak nienawidzę, kiedy wyjeżdżasz z miasta, żeby pracować nad artykułem?
- Tak, ale seks po powrocie do domu jest całkiem wspaniały. – Puściła mi oko.
Potrząsnąłem głową, próbując oczyścić głowę z obrazów jej nagiej i leżącej pode mną. Musiałem się skupić. Byliśmy w naszym miejscu, więc nagość będzie musiała zaczekać.
Przyszedłem tutaj wcześniej, żeby przygotować rzeczy. Rozrzuciłem wokół naszego stolika żółte płatki róż. Zdołałem podłączyć się do elektryczności przy obszarze grillowym i zawiesiłem na drzewach parę żółtych lamp, które otaczały nasz stolik. Słońce zaczynało zachodzić, więc dopiero robiły się wyraźne. Stolik był zastawiony dla dwojga z białymi talerzami, sztućcami, butelką wina, dwoma kieliszkami i kawałkiem czekoladowego ciasta z lukrem.
Złapałem jej rękę, odwróciłem się i pociągnąłem ją za sobą do stolika.
- Gdzie jest Halle? – zapytała.
- U Emily.
Zatrzymałem się przed stolikiem i włączyłem muzykę na moim iPhonie. Wciąż miałem te same głośniki, które wykorzystałem na naszej pierwszej randce. Wiedziałem, że pewnego dnia znowu ich użyję. Obróciłem się i przyciągnąłem ją do siebie, gdy zaczęło grać „Everything”.
- Nie chciała przyjść się ze mną zobaczyć?
- Wiesz, że gdybym powiedział jej, że wracasz dzisiaj do domu, to chciałaby przyjść, a na jakiś czas chciałem cię mieć tylko dla siebie. – Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, nic nie mówiąc. Pocałowałem ją lekko i szepnąłem. – Brakowało mi twoich ust.
- Im też brakowało ciebie. Całego. – Posłała mi seksowny uśmiech, poruszając brwiami.
Pozostaliśmy w taki sposób przez kilka minut, ledwie się poruszając. Nie mogłem uwierzyć do czego się przygotowywałem, ale nadeszła na to pora.
Przełykając ślinę wahałem się przez chwilę. – Doktor Lang zadzwonił dzisiaj z wynikami twoich testów. – Przestaliśmy się ruszać i patrzyliśmy na siebie. – Znowu jesteś czysta. To już twój czwarty rok wolny od nowotworu. – Niemal zadławiłem się tymi słowami.
Chociaż chemioterapia po narodzinach Halle zadziałała i Tweet dalej była wolna od nowotworu, to te badania były przerażające i stresujące. Dwa razy myślałem, że ją stracę i te wspomnienia wracały pełną falą z każdą wizytą kontrolną, przytłaczały mnie.
Westchnęła głęboko i powiedziała. – Nienawidzę tej pory roku. Wiem, że moje ciało jest wolne od raka od czterech lat, ale chyba nigdy tak naprawdę nie będę od niego wolna.
Uścisnąłem ją mocniej. – Chciałbym móc ci powiedzieć, że z każdym rokiem będzie lepiej.
- Znalazłeś swój list? – zapytała.
- Tak. Dlaczego postanowiłaś dać mi go teraz? – Kiedy Tweet była w ciąży to nie tylko napisała listy do Halle, napisała do każdej osoby, która była jej bliska, listy podziękowania i pożegnania. Zostawiła mój na komodzie w naszej sypialni zanim wyjechała na podróż służbową.
- Czułam, że to właściwa pora. Chciałam poczekać, aż będę czysta pięć lat, ale po co czekać. – Uniosła na mnie te przeszywające morskie oczy, które wypełniały się łzami.
Musiałem to jakoś obrócić. Powinniśmy świętować, a nie myśleć o przeszłości.
- Jak chcesz świętować twoją piątą rocznicę? – zapytałem.
- Powinniśmy zrobić coś wyjątkowego. Wiesz, może gdzieś pójść.
- Może na ślub.
Spojrzała na mnie zdezorientowana. – Ślub? Na kogo ślub mielibyśmy pójść?
- Może nasz – odparłem.
Cofnąłem się o krok i opadłem na jedno kolano. Wyraz czystego zszokowania na jej twarzy był bezcenny. Prawie wziąłem telefon, żeby zrobić jej zdjęcie, ale szybko się opamiętałem, wiedząc, że to pewnie nie byłby dobry pomysł.
- Kiedy patrzę w twoje oczy widzę wszystko czego pragnę i potrzebuję. Budzę się każdego ranka podekscytowany, ponieważ wiem, że zobaczę cię tego dnia i będę z tobą tej nocy. A po środku będę mógł spędzić czas z tobą i naszą piękną córką. Każda sekunda każdej minuty każdego dnia, miesiąca i roku z tobą jest doskonała. Kocham cię. Uwielbiam cię. I chcę spędzić resztę mojego życia uszczęśliwiając cię. – Zamilkłem na chwilę, wyciągając z kieszeni pierścionek z żółtym diamentem. Spoglądając w jej oczy, powiedziałem. – Aman…
- Nie tak mnie nazywasz. Nie próbuj teraz tego zmieniać. – Łzy spływały po jej twarzy.
- Tweet, uczynisz mi ten honor zostając moją żoną?
Nie potrafiła wydusić z siebie słów, tak bardzo była oniemiała. Wyciągnęła drżącą rękę i powoli wsunąłem pierścionek na jej palec. Wstając chwyciłem ją i pocałowałem ją wolno oraz głęboko, pozostawiając ją bez tchu.
- Kocham cię, Noah.
- Powiedz to znowu.
- Kocham cię, Noah.
- Jeszcze raz.
- Kocham cię, Noah. – Zamilkła na parę sekund. – Będę panią Tweet Stewart. – Zaczęła śmiać się ze swoich własnych słów. – Przepraszam za śmiech. To po prostu brzmi tak…
- Doskonale? – zapytałem.

- W gruncie rzeczy nie mogłoby brzmieć jeszcze bardziej doskonale. 

Listy do Halle

Halle,
Kocham cię i przykro mi, że nie mogę być tam i patrzeć jak wyrastasz na piękną, inteligentną kobietę. Piszę ci te listy z dwóch powodów.
Powód pierwszy: Chociaż twój tatuś jest cudownym człowiekiem, a twoje babcie i ciocia Emily będą mogły odpowiedzieć na twoje pytania, są pewne rzeczy, których tylko matka może nauczyć swoją córkę. Zrobię co w mojej mocy, żeby omówić najważniejsze tematy.
Powód drugi: Chociaż twój tatuś nagrał mnie na tonę filmów, żebyś mogła obejrzeć, piszę te listy, ponieważ chciałam, abyś mogła je zabrać ze sobą gdziekolwiek chcesz, żebyś mogła wyciągnąć je do przeczytania, kiedy będziesz mnie potrzebować. Moje słowa zawsze będą przy tobie.
Nie masz pojęcia jak szczęśliwa byłam, kiedy dowiedziałam się, że nadchodzisz. Kochałam cię od tamtej sekundy. Byłaś doskonała, bo byłaś moja i twojego tatusia. Kocham go bardzo mocno, Halle. Byłam pobłogosławiona jego obecnością w moim życiu. Gdy lekarz powiedział mi, że znowu jestem chora, moją pierwszą i jedyną myślą było ochronienie ciebie. Nie było mowy, że mogłabym zrobić coś, żeby cię skrzywdzić czy powstrzymać od poznania twojego tatusia. Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumiesz mój wybór. Kocham cię sercem i duszą.
Mamusia

Halle,
Nie dorastaj zbyt szybko. Ciesz się byciem dzieckiem. Będzie wiele wpływów, takie jak presja rówieśników i rzeczy, które będziesz widywać w telewizji i filmach, popychające cię do dorastania. Nie czuj presji, żeby robić to, co oni mówią. Baw się, śmiej, nawiązuj przyjaźnie. Wszystkie dorosłe rzeczy nadal tam będą, kiedy do nich dojdziesz. Kocham cię.
Mamusia

Halle,
Zmusiłam moją matkę, twoją babcię, żeby napisała na kartce, że nie będzie cię zmuszać do założenia kostiumu Halloweenowego, który nie będzie twoim wyborem. Na wszelki wypadek uwierzytelniła to twoja ciocia Emily. Kiedy będziesz wystarczająco duża będziesz w stanie sama chodzić do drzwi, pukać i mówić cukierek albo psikus. Nie ma powodu, żeby się bać. Nie ma potworów za tymi drzwiami. Obiecuję. Kocham cię.
Mamusia

Halle,
Czekoladowe ciasto sprawia, że wiele rzeczy w życiu jest lepszych. Tylko nie jedz go zbyt dużo. Kocham cię.
Mamusia

Halle,
Mądrość jest fajna i nigdy nie wyjdzie z mody. Nigdy nie rób się dla kogoś głupsza. Kocham cię.
Mama

Halle,
Przyjaciele: to nie ilość, ale jakość się liczy. Poznasz w swoim życiu wielu ludzi, nie każdy będzie twoim przyjacielem. To w porządku. Będziesz wiedzieć, kiedy poznasz prawdziwego przyjaciela. Prawdziwi przyjaciele są ufni i lojalni. Są przy tobie w dobrych i złych czasach. Przychodzą we wszystkich kształtach, rozmiarach i kolorach. Nie ma znaczenia to jak wyglądają na zewnątrz. Wewnątrz odnajdziesz ich jakość. Kocham cię.
Mama

Halle,
Twój tatuś jest cudownym mężczyzną. Nie było okresu w moim życiu, kiedy go nie kochałam. Byliśmy dosyć młodzi, kiedy się pojawiłaś. Staram się powiedzieć, że pewnego dnia twój tatuś prawdopodobnie znajdzie kogoś, kto będzie go uszczęśliwiał. Może nawet będzie chciał ją poślubić. On zasługuje na bycie szczęśliwym i zakochanym. Chcę, żebyś cieszyła się z jego szczęścia. Nie bądź zazdrosna. Nie znaczy to, że kocha cię mniej. Po prostu jest serce się zagoiło. Kocham cię.
Mama

Halle,
Nie pozwól, żeby powstrzymały cię etykietki społeczeństwa. Jeżeli masz do czegoś prawdziwą pasję, czy jest to sport, sztuka, nauka itd… nie wierz nikomu, kto mówi ci, że nie możesz tego robić, bo jesteś dziewczyną. Jeżeli chcesz grać w baseball, hokej albo piłkę nożną, nie pozwól, żeby ktoś powiedział ci, że nie możesz. Jeżeli chcesz bawić się samochodzikami Hot Wheels albo klockami Lego, to zrób to. Tylko ty jesteś swoim szefem. (Technicznie twój tatuś jest twoim szefem, dopóki nie skończysz 18 lat, ale wiesz o co mi chodzi). Kocham cię.
Mama

Halle,
W temacie mody/makijażu: Z makijażem ogólną zasadą jest; mniej to więcej.
Moda: Mniej, mikro-mini, obcisłe, niższe – to są wszystkie słowa, których unikasz, gdy szukasz ubrań.
Bieliznę powinnaś nosić pod ubraniami. Dlatego nazywa się to bielizną, nie odzieżą wierzchnią.
Szanuj siebie i swoje ciało. Bluzki pokazujące brzuch i krótkie szorty są w porządku na plaży, oczywiście, jeśli tatuś wypuści cię tak wybraną z domu. Kocham cię.
Mama

Halle,
Podróżuj do innych miast, stanów i krajów. Uświadom sobie, że twoja droga nie jest jedyną drogą. Inność nie równa się złu czy niewłaściwości. Miej otwarty umysł i bądź poinformowana zanim podejmiesz decyzję. Kocham cię.
Mama

Halle,
Poszerz swoją mentalność. Czytaj coś codziennie, czy jest to książka, czy artykuł. Kocham cię.
Mama

Halle,
Bądź wbrew naturze i bądź pewna siebie. Nie musisz mieć rozmiaru 34, blond pasemek i dużych piersi. Bycie innym i unikalnym ma złą reputację. Inność i unikalność równa się oryginalności i rzadkości. Na świecie nie ma innej Halle Marie Stewart. Nikt inny nie będzie widział świata tak jak ty. Pielęgnuj swoją oryginalność, nigdy jej nie chowaj. Kocham cię.
Mama

Halle,
Nie porównuj się do innych i nie pozwalaj innym cię porównywać. Wierz w swoje umiejętności. Ustal sobie cele i pracuj ciężko, żeby do nich dotrzeć. Nie zawsze ich sięgniesz i nic nie szkodzi. Jeżeli zrobiłaś, co w twojej mocy to powinnaś być z tego dumna. Możesz nie dostać trofea, ale wstążka za uczestnictwo też jest całkiem fajna. Pokazuje to, że byłaś tam i próbowałaś, a tak długo jak próbujesz to będziesz zwycięzcą. Kocham cię.
Mama

Halle,
Możesz okazjonalnie usłyszeć jak tatuś używa terminu, który zawiera słowo „Smurf”. Nie powtarzaj tego słowa… zwłaszcza twoim babciom… czy dziadkowi… czy… po prostu go nie powtarzaj. Kocham cię.
Mama

Halle,
Nie bój się kochać całym twoim sercem. Ryzykujesz zostanie zranioną, ale korzyści warte są ryzyka. Twój tatuś i dziadziuś byli najlepszymi ludźmi, jakich znałam. Znajdź chłopaka, o którym możesz coś takiego powiedzieć. Kiedy go znajdziesz, pozwól mu cię kochać. Wszyscy mamy wady, cechy, których nie lubimy. Prawdziwa miłość nie patrzy na to, skupia się na twoim sercu. Jeśli kogoś kochasz, to powiedz mu to. Nie ma znaczenia czy powie ci to samo. Ktokolwiek sprawia, że czujesz coś tak głębokiego oraz intensywnego zasługuje, żeby wiedzieć jak na ciebie wpłynął. Kocham cię.
Mama

Halle,
Będziesz miała w życiu ciężkie chwile, wszyscy je mają. Mam nadzieję, że ty będziesz miała bardzo mało. Miej poczucie humoru. Przeprowadzi cię przez te chwile. Nie uciekaj od trudności. Przetrwanie ich buduje twoją siłę i osobowość. Kocham cię.
Mama

Halle,
Jestem z ciebie dumna. Czy zdecydowałaś się być żoną, matką, karierowiczką albo wszystkimi trzema (zdecydowanie możesz być wszystkimi trzema), jestem dumna z kobiety, którą się stałaś. Pewnie zastanawiasz się jak mogę być z ciebie dumna, kiedy nie ma mnie tam, by zobaczyć kim jesteś. Wiem, że wyrosłaś na cudowną kobietę, ponieważ znam cudownego mężczyznę, który cię wychował. Kocham cię.
Mama

Halle,
Znajdź coś/kogoś za kim będziesz tęsknić. Bo jeśli za nimi tęsknisz to oznacza, że twoje życie zostało polepszone i zależało ci. Tęsknię za tobą.
Mama

Halle,
Ludzie powiedzą ci, że na świecie jest dla każdego jedna bratnia dusza i kiedy ją znajdziesz, to będziesz to wiedzieć i romantycznie się w niej zakochasz. To stek bzdur. Ekstremalnie rzadkie jest mieć więcej niż jedną bratnią duszę w życiu, ale to możliwe. A bratnia dusza nie musi być romantycznym związkiem. Czasami w życiu spotykasz ludzi, kiedy ich potrzebujesz i pojawia się natychmiastowa więź. Ja byłam jednym z tych szczęśliwców.
Miałam w życiu dwie bratnie dusze. Twój tatuś był pierwszą, miłością mojego życia. Kiedy miałam 19 lat poznałam moją drugą bratnią duszę, chłopaka o imieniu Dalton. Nigdy nie przestałam kochać twojego tatusia. Dalton wkroczył w moje życie dokładnie wtedy, kiedy powinien. Był w moim życiu tylko przez krótki okres czasu, ale wywarł na mnie niezapomniane wrażenie. Więc czasami twoja bratnia dusza jest w twoim życiu przez krótki czas, ale zawsze będziesz nieść ją w twoim sercu i duszy. Kocham cię.
Mama

Halle,
Każdy zasługuje na podziękowanie i pożegnanie. Kocham cię.
Mama

Halle,
Chciałabym być tam, żeby otoczyć cię ramionami, gdy byłaś zraniona i gdy byłaś szczęśliwa. Chciałabym być tam, żeby otrzeć twoje łzy i powiedzieć ci, że wszystko będzie dobrze, kiedy jadłybyśmy kawałek czekoladowego ciasta. Chciałabym być tam, żeby dzielić się z tobą twoimi wszystkimi pierwszymi razami. Ale gdziekolwiek pójdziesz w swoim życiu będę z tobą poprzez moje słowa i w twoim sercu oraz duszy. Nie musisz być doskonała w twoim życiu, ale zawsze bądź w nim obecna. Teraźniejszość jest najdoskonalszym prezentem, jaki możesz dostać. Kocham cię.

Mama

Wpis 36

Uwielbiam wszystkie gadżety, które mamy teraz do komunikacji. Komórki, esemesowanie, emailowanie, Facetime, Skype, ale nadal nic nie dorównuje pisanym ręcznie listom czy notatkom. Są ciepłe, wygodne i osobiste. Pewnie, może dłużej zajmuje ich dojście, ale niektóre rzeczy warte są czekania.


Byłam w pokoju dziecięcym zwinięta na dużym krześle bujanym, którzy moi rodzice dali nam jako prezent dla dziecka. Miałam jeszcze dwa miesiące zanim poznam te maleństwo. Miałam nadzieję, że jeśli mój czas dobiegał końca, to przynajmniej będę mogła poznać moje pierwsze dziecko, nawet jeśli na krótki moment.
Noah przeszedł obok i zatrzymał się w progu. – Tutaj jesteś. Co kombinujesz? – zapytał.
- Piszę więcej listów.
- Dlaczego? – To była jego odruchowa reakcja. Uśmiechnęłam się do niego. Rozumiał dlaczego to robiłam, ale nie lubił o tym rozmawiać.
- Nie rób tego – powiedziałam.
- Czego?
- Nie udawaj głupiego. Nie jesteś w tym dobry.
- Spoliczkowany własnymi słowami. – Zachichotał, podchodząc do mnie. Schylając się pocałował mnie w czubek głowy. – Dobrze. Możesz jej je przeczytać, kiedy będzie na tyle duża, żeby je zrozumieć.
Podniosłam na niego wzrok. Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać jak bardzo go kochałam. Znałam go całe moje życie i z każdym mijającym dniem kocham go jeszcze mocniej i nawet jeśli mnie tutaj nie będzie, to nigdy nie przestanę kochać mojego rycerza w plastikowej zbroi.
Wiedziałam, że Noah był przerażony przyszłością. Nie mówił o tym, ale widziałam to w jego oczach ilekroć ktoś poruszał ten temat. Chciałam być częścią wychowywanie Halle, nawet jeśli nie będzie mnie tutaj fizycznie. W dzień, kiedy wyszliśmy z gabinetu doktora Langa zdecydowaliśmy, że poczekam i pójdę na chemioterapię zaraz po tym jak urodzi się Halle. Było to bardzo ryzykowne, ponieważ wcześniej mój nowotwór był bardzo agresywny, ale musiałam podjąć te ryzyko dla naszej córki.

Później tamtego wieczora zaczęłam pisać listy do Halle. Musiałam się upewnić, że dam jej podziękowanie i pożegnanie, na wszelki wypadek, gdybym nie miała szansy jej poznać i wiedziałam, że teraźniejszość była doskonałym czasem na upewnienie się, że ona będzie je miała.

Wpis 35

Na razie, żegnaj, adios, sayonara, krzyżyk na drogę!, ciao i dobranoc.


Chemia nareszcie dobiegła końca tuż przed wakacjami. Powiedzieć, że byłam podekscytowana byłoby niedopowiedzeniem. Poza moimi wspomnieniami bycia na chemii razem z Daltonem, chciałam, żeby ta część mojego życia już się skończyła. Nadal wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, nawet złe rzeczy. I zawsze będę wdzięczna za lekcje, których nauczył mnie nowotwór, za ludzi, których wprowadził do mojego życia i jasne światełko, którym oświetlił tych, co byli już w moim życiu, tak że mogłam zobaczyć jak głęboko mnie kochali. Gotowa byłam zacząć znowu szkołę i prowadzić życie z Noah. Nowotwór dał mi drugą szansę i nie zamierzałam jej zmarnować.
Byliśmy z Noah nierozłączni. Kiedy nie był na zajęciach, to był ze mną. Chyba próbowaliśmy nadrobić cały ten czas, gdy nie byliśmy parą. Postanowiliśmy razem zamieszkać. Jego tata zostawił mu wystarczająco pieniędzy na pokaźną zaliczkę i więcej, więc kupił mieszkanie w tej samej okolicy co jego znajomy Carter, co było świetne, bo nie byliśmy daleko od Emily. Emily i ja byłyśmy sobie bliższe niż kiedykolwiek. Wsparcie i siła, którą mi dała podczas najgorszej części mojego leczenia były niewiarygodne. Nie przetrwałabym tego bez niej.
Wprowadziliśmy się z Noah do naszego mieszkania w pierwszej części lata. Był to jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia.
Noah chciał wcześniej skończyć studia i zacząć medyczną szkołę, więc brał zajęcia na wakacjach i pracował na pełnoetatowej pracy jako transportowiec w MUSC, medycznej szkole, do której będzie chodził. Noah był niesamowity.
Postanowiłam wziąć parę podstawowych zajęć, kiedy zaczął się jesienny semestr w College of Charleston. Zamierzałam poszukać szkół, które oferowały kierunek dziennikarski przez internetowe kursy. Nie zamierzałam zostawiać Charleston, mojej rodziny i oczywiście Noah. Charleston pełne było lokalnie publikowanych magazynów poza gazetami. Podczas wakacji jako wolny strzelec pisałam trochę dla lokalnego magazynu. Było świetnie, ponieważ zdobywałam doświadczenie i nawiązywałam kontakty. Życie było dobre, ale pracowite. Pracowitość jest dobra, bo pokazuje, że żyjesz. To brzmi jak coś, co powiedziałby Dalton aka pan Miyagi. Ten chłopak wywarł spore wrażenie na mnie i moim poglądzie na świat.

Dotarłam do jednorocznej rocznicy bycia wolnej od raka. Początkowo chodziłam co miesiąc na badania, potem co trzy miesiące, a skoro uderzyłam w jeden rok, teraz będę chodzić co pół roku, chyba że będę miała jakieś problemy. Nie mogłam uwierzyć, że minęło półtora roku od diagnozy i amputacji. Moja sztuczna noga nareszcie zaczynała czuć się dla mnie jak część mnie. Nigdy nie będzie to prawdziwa noga, ale zdziwilibyście się jak umysł się do tego przystosowuje.
Każdego dnia myślę o Daltonie i za nim tęsknię. Chociaż moja chemioterapia się skończyła, to nadal odwiedzam go w te niedziele przed tygodniem, który byłby naszym tygodniem chemii. Zaczęłam działać jako wolontariuszka raz w tygodniu w Hollings Cancer Center. Nigdy nie będę dla kogoś Daltonem, bo to co mieliśmy było wyjątkowe i unikalne, ale mogłam trzymać rękę przestraszonego dziecka albo wysłuchać nastolatka opowiadającego o obawach przed jego przeszłością.

Noah ukończył College of Charleston po trzech latach z wyróżnieniem. Nie wiem kto był z niego bardziej dumny, ja czy jego mama. Najprawdopodobniej był remis. Był bardziej niż podekscytowany mogąc zacząć szkołę medyczną.
Nadeszła druga rocznica wolności od raka i nie była wielce celebrowana. Cieszyłam się. To oznaczało, że już nie określałam siebie przez raka. Świętowaliśmy z Noah kolacją na statku wycieczkowym wokół Charleston Harbor. Miło było spędzić cały wieczór razem. Tak bardzo zajęty był swoimi zajęciami, że rzadko kiedy miał wolny wieczór. Medyczna szkoła była bardziej wymagająca niż przypuszczaliśmy. Niby mówią na początku, że takie będzie twoje życie, dniem i nocą, ale sądzi się, że wyolbrzymiają. Otóż nie. Ale przejdziemy przez to razem, bułka z masłem.

Siedziałam w gabinecie doktora Langa, czekając na niego. Kiedy Noah i ja oficjalnie staliśmy się parą, chodził ze mną na każdą pozostałą chemioterapię i każdą wizytę kontrolną, poza dniem dzisiejszym.
Wczoraj wieczorem do późna się uczył. Zajęcia miał dziś dopiero później, więc chciałam, żeby się przespał. Będzie wkurzony, kiedy obudzi się i odkryje, że wymknęłam się z mieszkania i przyszłam tutaj bez niego, ale nie było konieczne, abym zawsze miała przy sobie kogoś na każdej wizycie. Wszystko było dobrze i czułam się świetnie. Doktor Lang wszedł do środka i usiadł za swoim biurkiem.
- Noah dzisiaj z tobą nie przyszedł?
- Wczoraj do późna się uczył, więc pozwoliłam mu spać. Będzie wściekły, ale przejdzie mu.
- Był z tobą na każdej innej wizycie. Przypuszczałem, że dzisiaj z tobą będzie. – Spojrzał na mnie.
Dość dobrze poznałam doktora Langa przez ostatnich parę lat. Widziałam w jego oczach, że nie miał dobrych wieści.
- Amando, sądzę, że Noah musi tutaj byś, abyśmy porozmawiali. Powiem Gayle, żeby do niego zadzwoniła.
- Nie. Nie dzwońcie do niego. On śpi.
- Będzie chciał tutaj być. – Otworzyły się drzwi i do środka weszła jego recepcjonistka Gayle. – Gayle, możesz zadzwonić do Noah Stewarta i…
Wstałam gwałtownie, mówiąc. – Proszę do niego nie dzwonić. On śpi. – Łzy kłuły mnie w oczy.
Te ukryte uczucie, którego niemal zapomniałam wróciło do mnie pełną falą. Lekarz pokazał coś Gayle i zostawiła nas samych. Usiadłam na krześle.
- Amanda, nie jesteś w stanie sama pojechać do domu. Musimy przedyskutować nasz plan strategii. Noah musi tutaj być. Możemy zadzwonić także do twoich rodziców, jeśli chcesz. – Potrząsnęłam tylko głową.
Pół godziny później Noah siedział przy moim boku, ściskając moją rękę. – Pojawiło się parę podejrzanych miejsc na prześwietleniu twojej klatki piersiowej. Inne testy pokazują, że nowotwór wrócił. Przykro mi. Myślę, że kolejna runda chemioterapii jest wskazana – powiedział lekarz.
Kolejna runda chemioterapii obijała się echem w mojej głowie. Kolejna runda chemioterapii z mdłościami i wyczerpaniem. Kolejna runda chemioterapii, ale bez Daltona.
Chociaż znałam statystki i doktor Lang nigdy nie ukrywał faktu, że nowotwór może powrócić najprawdopodobniej w moich płucach, to nadal wmawiałam sobie, że już jestem wolna i czysta. Moje niepokoje gwałtownie wzrastały podczas pierwszego roku badań kontrolnych, ale zaczęłam się uspokajać po drugiej rocznicy.
- Moim zaleceniem jest zrobienie tego, co ostatnim razem, czyli dziesięć cykli i…
- Jestem w ciąży – powiedziałam nagle.
Doktor Lang uniósł wzrok na mnie i Noah. Już o tym wiedział.
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. – Wypuścił głęboki wdech. – Wiem, że nawrót jest okropną i niespodziewaną wiadomością. Nadal jesteś we wczesnym etapie ciąży. – Spojrzeliśmy na siebie z Noah. Chyba oboje byliśmy zszokowani, ponieważ nie rozumieliśmy co on sugerował. – Oboje jesteście młodzi i nadal macie pełno czasu na zaczęcie rodziny.
- Urodzę nasze dziecko.
- Amando, wiesz jak silne są leki chemioterapeutyczne. Dziecko będzie w niezwykle wysokim ryzyku.
- Więc nie będę brała chemii dopóki dziecko się nie urodzi – odparłam.
- Tweet…
- Nie zabiję naszego dziecka chemioterapią ani innym sposobem. – Doktor Lang wstał i obszedł swoje biurko.
- Wiem, że to trudna decyzja. Wyjdę na chwilę, żebyście mieli trochę prywatności.
Jak tylko usłyszałam kliknięcie zamykanych drzwi wylał się ze mnie szloch. Noah podszedł do mnie i kucnął przede mną. Objęliśmy się ramionami, trzymając mocno i roztopiłam się przy nim.
Powtarzał raz po raz. – Kocham cię i uwielbiam. – Jego głos łamał się, jak przytulał mnie i głaskał po włosach.
Moją jedyną odpowiedzią było. – Przepraszam, że znowu zachorowałam.
Zacisnął wokół mnie ramiona. Nie wiem jak długo tak siedzieliśmy. Byłam wyczerpana od płaczu, ale nie potrafiłam przestać.
- Tweet, wiesz, że chcę naszego dziecka, ale potrzebuję ciebie. Chcę mieć życie z tobą.
- Jeżeli nie urodzę naszego dziecka i nie przeżyję, to będziesz sam. Nie chcę, żebyś był sam. Wiem, że to będzie wiele, ale moja mama ci pomoże, tak jak twoja mama i Emily…
- Mogłoby mi pomagać całe pieprzone miasto, ale jeżeli ciebie ze mną nie będzie to będę sam.
Spojrzałam w jego piękne jasnoniebieskie oczy, z których ciągle wypływały łzy, mocząc jego twarz. Te piękne oczy przepełnione były miłością i strachem.

Musiały minąć godziny, rozważając wszystkie nasze opcje. Gdy opuściliśmy z Noah gabinet, podjęliśmy naszą decyzję. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, ale tak naprawdę nie było dla nas innej opcji.

Wpis 34

Noah posiada 99.9% mojego serca. Reszta zawsze będzie należeć do wyjątkowego chłopaka, który zmienił na zawsze moje życie.


Wciąż spędzałam czas z Daltonem w niedziele przed chemioterapią. Dawało mi to pocieszenie i siłę na stawienie czoła kolejnemu cyklowi.
- Dalton, zrobiłam to. Powiedziałam Noah, że go kocham, a on kocha mnie. Nie było za późno.
Kucnęłam, odkładając kwiaty i przesunęłam ręką po jego imieniu. Dalton Michael Connor.
W wieczór, kiedy tańczyłam z Daltonem ostatni raz go widziałam. Kiedy następnego ranka poszłam na chemię dowiedziałam się, że umarł we śnie, zaledwie kilka godzin po tym, jak mnie zostawił.

Pogrzeb Daltona był moim pierwszym nowotworowym pogrzebem. Sam go sobie zaplanował. Był tam zespół coverowy, który grał The Stonesów, AC/DC i oczywiście Whitney Houston. Nie było dnia, kiedy za nim nie tęskniłam. Teraz zdaję sobie sprawę, że to co czułam między nami tamtego wieczoru było podziękowaniem i pożegnaniem od Daltona. Ale przede wszystkim dawał mi moje życie z Noah.

Wpis 33

Niektóre dni warte są ponownego wykonania, w dobrym znaczeniu tych słów.


Idiotka! Powinnam była wiedzieć, że był zajęty, gdy mi nie odpisał. Pojechałam prosto do domu, przebrałam się w luźne spodnie i koszulkę, wczołgałam się do łóżka i zarzuciłam kołdrę na głowę.
Musiałam zasnąć, bo obudziłam się do dzwoniącej komórki. Sięgnęłam po nią i próbowałam skupić się na ekranie. Pełny był wiadomości głosowych i sms-ów od Noah. Potrzebowałam trochę czasu przed wysłuchaniem ich i przeczytaniem. Opadłam z powrotem na łóżko i próbowałam się rozbudzić.
W końcu wstałam, wzięłam dietetyczny napój i rozerwałam torebkę czekoladowych pączków. Potrzebowałam kofeiny i cukru. Gdy przetrawiałam w głowie ostatnich kilka godzin zorientowałam się, że nie było mi przykro za wyznanie Noah, że go kochałam. Nienawidziłam widoku Brooke otoczonej kołdrą, wychodzącej z jego pokoju, pokoju, w którym dorastałam i zakochałam się w nim. Nie jestem głupia. Wiedziałam, że uprawiali seks od pierwszego miesiąca, w którym zaczęli się umawiać, ale jedna rzecz wiedzieć, a całkiem inna widzieć to tuż przed tobą. Tak długo jak nie widziałam tego dowodu, mogłam udawać, że to się nie działo. Głośne szybkie pukanie wyrwało mnie z myśli.
Kiedy otworzyłam drzwi on opierał się o framugę, mając na sobie dżinsy i szarą bluzkę. Prosty ubiór, ale było coś w Noah ubranym w dżinsy i tę bluzkę co pozostawiało mnie bez tchu.
- Cześć – odezwał się. Jego mina nic nie pokazywała, była neutralna.
- Cześć – szepnęłam. Krew przepływała tak szybko przez moje ciało, że kręciło mi się w głowie.
- Brooke ze mną zerwała – powiedział prosto z mostu.
- O Boże, Noah, przepraszam. Powinnam była poczekać aż mi odpiszesz zanim tam przyszłam. Co jej powiedziałeś?
- Żegnam. – Jego oczy się iskrzyły, a na ustach tkwił cień uśmiechu. Odepchnął się od framugi, pokazując talerz z ogromnym kawałkiem czekoladowego ciasta, który ukrywał.
Wchodząc do środka, zamknął nogą drzwi ani na chwilę nie zrywając ze mną kontaktu wzrokowego, idąc w moją stronę pewnym krokiem. Szłam tyłem, jak on się do mnie przybliżał. – Gdzie jest Emily? – zapytał.
- Pojechała do Hilton Head na dziewczęcy weekend.
Dotarłam do blatu oddzielającego salon od kuchni. Postawił na nim ciasto i położył dłonie po obu moich stronach, schylając się. – Miałaś na myśli wszystko, co mi powiedziałaś?
- Każde słowo – odparłam bez tchu. Serce waliło mi tak mocno i szybko, że moje ciało aż wibrowało.
- Nie mogę w to uwierzyć. Nareszcie jesteś moja – powiedział ze zdumieniem.
- Zawsze byłam twoja.
- Wiem, ale teraz możemy się dotykać i robić ze sobą rzeczy, a ty nie się nie zatrzymasz… Nie zatrzymasz się, prawda?
- Mam dosyć zatrzymywania. Teraz jesteśmy na pełnym gazie. O jakich rzeczach myślisz?
- Pierwsza rzecz dotyczy ciebie nago i tego czekoladowego ciasta. – Szelmowski uśmiech pojawił się na jego pięknej twarzy. – Co się zmieniło? – spytał.
- Naprawdę chcesz teraz rozmawiać?
- Stwierdziłem, że najlepiej będzie zabrać z drogi rozmowę, bo kiedy moje usta dotkną twojego ciała, to nie zostawią go przez jakiś czas.
- O rany – szepnęłam bez tchu.
Wpatrywaliśmy się przez kilka chwil, pochłaniając się wzrokiem. Chyba żadne z nas nie mogło uwierzyć, co się miało stać.
- Pieprzyć to. Nie obchodzi mnie dlaczego to się zmieniło – powiedział.
Język Noah zaatakował moje usta. Chwycił mnie za biodra i trzymał je mocno, przyciskając się do mnie. Już byłam mokra, a nadal mieliśmy między sobą kilka warstw ubrań. Wsunęłam palce do jego miękkich ciemnych włosów, jak nasze głośne oddechy i jęki wypełniły pokój. Schylając się trochę ręce Noah przesunęły się po moich udach, biodrach, a potem wylądowały na tyłku.
- Opleć mnie nogami, kochanie – powiedział w moje usta. Rozchyliłam nogi, gdy mnie uniósł i mocno oplotłam nimi jego talię. Potrzebowałam go bliżej. Teraz.
Skierowaliśmy się prosto do mojej sypialni i do mojego łóżka.
Zsunęłam się po jego ciele, aż moje stopy dotknęły podłogi. Nasze usta złączone były przez cały czas. Zdumiewało mnie to jak potrafiłam się w nim zatracić w ciągu paru sekund. Zostawiając jego włosy, przesunęłam dłońmi po jego plecach. Złapałam brzeg jego koszulki i zaczęłam ją unosić. Noah oderwał ode mnie usta na tyle długo, żeby podnieść ramiona i pomóc mi ściągnąć jego bluzkę. Czułam dreszcz, który przebiegł po jego ciele, jak przesunęłam dłońmi po jego nagiej skórze. Sama zadrżałam. Noah spojrzał na mnie i uśmiechnął się na to, jak nasze ciała na siebie reagowały.
Jego język wsunął się między moje wargi wolno i głęboko zanim jego usta zaczęły podróż po mojej szczęce i szyi. Przeciągnął nosem parę razy wzdłuż mojej szyi, szepcząc. – Jesteś piękna. Kocham cię bardziej niż cokolwiek na świecie.
Byłam tak ogarnięta radością i pożądaniem, słysząc jego słowa, że niemal się rozpłakałam. Nie potrafiłam uwierzyć, że ten niewiarygodny mężczyzna był mój i mnie kochał. Gładko przesunął się między moimi piersiami i zatrzymał się przy brzuchu. Unosząc lekko moją bluzkę, przycisnął się do mnie. Językiem zakreślił kółko wokół mojego pępka i delikatnymi pocałunkami obsypał mój brzuch.
Zacisnęłam palce w jego włosach, jęcząc. – O Boże, Noah. – Przysięgam, że niemal tam doszłam. Wyczuwałam jego uśmiech na mojej skórze. Przesunął rękami po moim tyłku, lekko ściskając, a jego język nadal kreślił linie. Spojrzałam na niego, cieszącego się moim smakiem. Żar i wilgoć rozprzestrzeniły się między moimi nogami z taką intensywnością, że nie byłam pewna ile wytrzymam przed rozpadnięciem się.
Poczułam jak jego palce wsunęły się pod pasek moich spodni. Wargi Noah podążały drogą spodni, kiedy zsunęły się po moich nogach. Przejechał czubkiem języka po górze moich ud i leciutko pocałował mnie między nogami. Ugięły się pode mną kolana i wylądowałam siadem na łóżku. Moje ciało wydawało się być galaretką. Ściągnął całkiem moje spodnie, pozostawiając mnie tylko w majtkach i koszulce.
Jego dłonie powoli przesuwały się po moich nogach. Zauważyłam, że patrzył się na protezę. Wciągnęłam wielki haust powietrza. Nacisnął guzik z boku nogi, który zabezpieczał w miejscu protezę i zaczął ją ściągać.
Odsuwając się nieznacznie, powiedziałam nieśmiało. – Noah, powinnam iść do łazienki i zająć się protezą.
- Mogę to zrobić. Chcę. – Wymknęło mi się kilka łez, które spłynęły po mojej twarzy. – Co się dzieje, kochanie? Wyglądasz na przerażoną. Oddychaj, Tweet. To ja.
Mój głos zaczął się łamać. – Proteza jest zrobiona z silikonu i robi się gorąca, jak się ją nosi. Przez nią się pocę. – Próbowałam przełknąć szlochy, ale byłam tak bardzo zażenowana. Nikt nie chce spoconych części ciała przed kochaniem się, podczas tak, ale nie przed. – Proszę, daj mi się nią zająć.
- Co zazwyczaj robisz?
- Myję ją mydłem i ciepłą wodą.
Podniósł się, pochylił i pocałował mnie, szepcząc. – Chcę się tobą zająć na każdy sposób.
Poszedł do łazienki i wrócił z myjką pokrytą ciepłą wodą zmieszaną z mydłem oraz ręcznikiem. Noah ściągnął protezę i odłożył ją na bok. Podniósł ciepłą myjkę i zaczął ocierać moją lewą nogę. Gdy skończył otulił moją nogę puszystym ręcznikiem, delikatnie ją masując i wycierając. Trzymałam wzrok w dole, nie patrząc mu w oczy. Czułam się bezbronna i odsłonięta.
Noah złapał moją brodę palcami i podniósł moją głowę, żebym na niego spojrzała. – Nie musimy tego robić, jeśli nie jesteś gotowa.
- Denerwuję się.
- Dlaczego?
- Bo to jesteś ty, a ja chcę być dla ciebie seksowna i piękna. – Spojrzał na mnie zdezorientowany. – Protetyczna noga nie jest zbyt seksowna, tak jak amputowana noga.
Jego spojrzenie powoli zlustrowało moje ciało, zanim spojrzał mi z powrotem w oczy. Patrzył na mnie kilka sekund, potem powiedział. – Czekałem kilka lat na ten moment, naprawdę sądzisz, że coś takiego mnie powstrzyma? Jesteś i zawsze byłaś najpiękniejszą i najseksowniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek znałem. Kocham cię. Kocham w tobie wszystko – nie tylko twoje nogi, ramiona, oczy, serce, poczucie humoru czy inteligencję. Wszystko to kocham. Kocham całą ciebie. To się nigdy nie zmieni. – Łzy spływały po mojej twarzy. Potem dodał z uwodzicielskim uśmiechem. – Poza tym nigdy tak bardzo nie interesowały mnie nogi. Bardziej interesują mnie piersi, a twoje są fenomenalne. – Wybuchłam śmiechem i otarłam łzy.
- Kocham cię, Noah.
- Powiedz to jeszcze raz. – Zbliżył się do mnie.
- Kocham cię, Noah. – Spojrzałam na niego spod rzęs, uśmiechając się.
- Jeszcze jeden raz. – Przysuwał się, dopóki nie było między nami żadnej przestrzeni.
- Kocham cię, Noah.
Jego wargi zderzyły się z moimi i od razu złączyliśmy się językami. Była w tym taka siła, że leciutko mnie cofnęło. Otoczyłam go nogami i ramionami, przyciągając do siebie. Przejechałam zębami po jego szczęce, docierając do miejsca pod uchem. Chwytając nimi jego płatek uszny, przygryzłam go lekko i szepnęłam. – Potrzebuję cię w sobie.
Wstając rozwiązał swoje buty, kiedy ja działałam przy jego spodniach. Przesunęłam dłońmi po jego doskonałym zakrytym spodniami tyłku i przeniosłam się na zamek. Jego spodnie zwisały tuż pod górą miejsca gdzie zaczynało się jego V. Przygryzałam i lizałam jego mięśnie brzucha do jego V, dłońmi pracując nad zamkiem.
Tak pochłonięta byłam chwilą, że byłam zaskoczona, kiedy poczułam jak chwycił mnie za nadgarstki i zabrał moje ręce, zatrzymując moje działanie. Pochylając się pocałował mnie. – Od lat chciałem dotknąć twojego ciała ustami. Nie spieszmy się. Chcę posmakować każdego cala twojego ciała, powoli.
Noah kucnął przede mną, siadając na piętach, nasze oczy przez cały czas były w kontakcie. Uniósł moją lewą nogę i obsypał ją leciutkimi pocałunkami. Jego usta powoli się przesuwały, przemieszczając się między wewnętrzną a zewnętrzną częścią nogi, dopóki nie sięgnęły góry mojego uda. Potem podarował tę samą uwagę prawej nodze.
Zaczął od czubków moich palców, przesuwając się po kostce, łydce i kolanie, aż dotarł do uda, po drodze kładąc te same leciutkie pocałunki. Brakowało mi tchu, jak opierałam się na łokciach i przyglądałam się jego wspinaczce. Jego usta przesuwały się powoli i metodycznie od biodra do biodra. Pokazywał mojemu ciału całkowitą miłość i cześć. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam. Czułam się piękna, seksowna, kochana i chroniona. Czułam się wielbiona.
Gdy przenosił się w górę mojego brzucha, moja bluzka unosiła się w górę po moich piersiach, pokazując jasnożółty koronkowy biustonosz. Poczułam wibracji emanujące z jego klatki piersiowej, a potem usłyszałam niskie, głębokie warknięcie, które spowodowały, że zadrżałam. Wysunęły się spode mnie łokcie, przez co wylądowałam na plecach. Po raz drugie niemal się rozpadłam, a wciąż mieliśmy na sobie parę ubrań. Naprawdę robił to wszystko skrupulatnie wolno i kochałam to. Kochałam jego. Uniosłam ramiona nad głowę, jak Noah ściągnął ze mnie całkiem koszulkę.
Chwytając mnie w pasie uniósł mnie do swojego torsu i umieścił mnie wyżej na łóżku. Przez kilka sekund nade mną wisiał ze spojrzeniem podziwu, zanim pochylił się i pocałował skórę tuż ponad moimi piersiami. Wycałował ścieżkę po moim ramieniu, zsuwając ramiączko biustonosza, powtarzając ten sam ruch po drugiej stronie. Uniosłam się lekko, żeby mógł odpiąć biustonosz. Czując materiał przesuwający się po moich twardych sutkach wprawił mnie w drżenie. Leżałam przed nim kompletnie odkryta poza majtkami i nie czułam wstydu ani niezręczności.
Noah pochylił głowę i objął ustami jednego sutka mocno go ssąc, podczas gdy kciukiem robił kółka na drugim. Uwolnił sutka i wtedy na mnie spojrzał. Jego piękne jasnoniebieskie oczy zaczynały błyszczeć, powodując, że moje także to robiły. Nigdy nie czułam dawanej mi tak niepohamowanej miłości.
Patrzyliśmy na siebie przez parę sekund, po czym Noah szepnął. – Dziękuję, że nareszcie pozwoliłaś mi cię kochać.
Przez chwilę pochłanialiśmy swoje usta, a potem działał magię swoim językiem po moim ciele. Poczułam jego zęby przesuwające się po jednym biodrze, palcami chwytając moje majtki. Gdy się zsunęły Noah podniósł na mnie wzrok, mówiąc. – Przez jakiś czas nie będziesz ich potrzebować.
Siadając na piętach, złapał moją prawą nogę, unosząc ją do jego biodra. Jego dłonie przejechały po zewnętrznej stronie nóg, kiedy całował wnętrze mojego uda. Czułam jak moje ciało napinało się od oczekiwania. Pulsowanie między moimi nogami było prawie nieznośne. Zniżył moją nogę i usadowił się między nimi. Uniosłam plecy z łóżka, ręce zaciskając na kołdrze. Usta i język Noah bawiły się mną i ssały, kiedy moje ciało zwijało się niekontrolowanie. Jedyną werbalną komunikacją były jęki satysfakcji. Im więcej wierciło się moje ciało, tym szybciej ruszał się jego język, dopóki głęboko się we mnie nie wsunął.
- NOAH! – krzyknęłam, jak fala po fali doznania wprawiały w drżenie moje ciało. Odsunął się nieznacznie i wyczuwałam na tym obszarze podmuch powietrza, gdy zachichotał.
Przeciągnął powoli ustami w górę mojego ciała, nareszcie lądując na moich wargach. Patrząc na mnie z góry, powiedział. – Jesteś moim ulubionym smakiem na świecie.
- Nie wziąłeś tych ruchów z Wal Marta – odparłam, oddychając tak ciężko, jakbym przebiegła dziesięć mil.
- Musiałem się poprawić dla mojej dziewczyny numer jeden. – Wyraz oczy Noah zatrzymywał bicie mojego serca. Było to idealne połączenie głodu i miłości.
Zszedł z łóżka i szybko zdjął spodnie i bokserki. Oddech zamarł mi w piersi, kiedy po raz pierwszy go zobaczyłam. Nigdy wcześniej nie widziałam nagiego Noah. Jego ciało było tak doskonałe jak jego serce, byłam zahipnotyzowana. Przygryzając dolną wargę, zlustrowałam go wzrokiem.
Noah przyłapał mnie na gapieniu się i zapytał. – Na co patrzysz, Tweet?
- Co? – Uniosłam wzrok i zobaczyłam największy, najseksowniejszy uśmiech na świecie. Rumieniec pokrył moje policzki i oderwałam od niego wzrok.
Wspinając się z powrotem na mnie, powiedział. – Też lubię na ciebie patrzeć… i cię rozbierać… i cię całować… i przesuwać językiem po całym twoim ciele, smakując cię.
Obracając głowę na bok, zamknęłam oczy, ciesząc się jego słowami i tym jak go czułam między nogami.
Jego ciepły oddech owiał moją skórę. – Tweet, spójrz na mnie. – Otworzyłam oczy, spoglądając na niego. – Muszę cię widzieć, słyszeć i czuć, żebym wiedział, że to jest realne i nie muszę już udawać.
Przełknęłam wielki haust powietrza. Nie nawiązywałam kontaktu wzrokowego z innymi facetami, z którymi byłam. Podczas seksu trzymałam oczy zamknięte, bo zawsze wyobrażałam sobie Noah. Patrzenie na siebie wydawało się zbyt intymne, nie chciałam dzielić się tym z nikim innym, tylko nim.
Jego biodra zaczęły się poruszać, jak się we mnie wsunął, najpierw powoli i łagodnie, potem szybciej i szybciej, cały czas patrząc mi w oczy. – Jesteś niesamowita, kochanie. Doskonale do siebie pasujemy – wydyszał w moje usta.
- Tak bardzo cię kocham, Noah.
Doszliśmy razem. Był to najdłuższy i najpotężniejszy orgazm jaki kiedykolwiek doświadczyłam. Patrząc na twarz Noah dla niego było tak samo. Leżeliśmy nieruchomo, przyciskając do siebie czoła, próbując uspokoić oddech. Niespodziewanie zalała mnie fala smutku i spłynęły po mojej twarzy łzy. – Bardzo cię przepraszam – szepnęłam.
- Nie masz za co przepraszać. – Scałował moje łzy. – Nie płacz, Tweet.
- Zmarnowałam tyle czasu i raniłam cię.
- Nic nigdy nie było marnotrawstwem, kiedy chodzi o ciebie. Ani mój czas, ani myśli czy serce. Nie żałuję niczego związanego z tobą w moim życiu, nawet czasu, gdy byliśmy odseparowani. Ten czas pokazał mi jak bardzo do ciebie należę. Wiedziałem, że pewnego dnia będziemy razem. Musiałem po prostu być cierpliwy i czekać. Jesteś warta czekania.
Noah i ja byliśmy doskonałym połączeniem. Zdołaliśmy się jeszcze połączyć trzy razy zanim opuściliśmy łóżko. Moje życie było doskonałe. Nadal miałam raka i jeszcze parę chemii, ale życie było piękne. Miałam przy sobie miłość mojego życia, moją bratnią duszę, mojego bohatera i co mogłoby być od tego bardziej doskonałe.

- Uwielbiam twoje włosy w taki sposób.
- Są po prostu spięte na czubku mojej głowy. To bałagan.
- Podobasz mi się taka rozczochrana – powiedział, jak jego wargi przesuwały się po mojej szyi.
Trzeba było trochę przekonywania, ale w końcu namówiłam Noah do wzięcia ze mną bąbelkowej kąpieli. Był bardzo chętny do wejścia ze mną nago do wody. Nie był pewien co do tej części z bąbelkami, ale zrobił to dla mnie. Moja wanna była dość duża, więc mógł się w niej rozłożyć. Siedziałam na jego kolanach, twarzą do niego. Obijały się o nas bąbelki.
Jedliśmy ciasto czekoladowe. Właśnie dałam mu widelec pełen lukru. Dostrzegłam resztkę na jego ustach. Pochyliłam się i wciągnęłam do ust jego dolną wargę. – To najlepszy sposób na jedzenie ciasta – powiedziałam, pochłaniając jego usta. Wymknął mu się głęboki jęk. Czułam jak robił się pode mną twardy. Położył ręce na moich policzkach i odsunął usta.
- Wszystko w porządku? – zapytałam.
- Jestem z kobietą, którą kocham i uwielbiam, która również jest cholernie seksowna. Objęta jest nagość i ciasto. Co mogłoby być lepsze? – Zamilkł na parę sekund. – Nie miałaś szansy, żeby odpowiedzieć na moje wcześniejsze pytanie o to, co się zmieniło.
- Moje postrzeganie. Zmarnowałam wiele teraźniejszości trzymając się przeszłościowego postrzegania i próbując odgadnąć przyszłość, żeby mnie nie zaskoczyła. Tak jakbym dorosła, ale moje postrzeganie siebie i innych ludzi nigdy się zmieniło. Potem zachorowałam i poznałam przyjaciela, który podzielił się jego odpowiedziami. Jedyną doskonałą rzeczą jest nasza teraźniejszość, bo oddychamy, ruszamy się, kochamy, czujemy. I jesteśmy w stanie powiedzieć ludziom jak wiele dla nas znaczą.
- Kiedy tylko jestem przy tobie, dotykasz mojej duszy. Nie sądziłem, że mógłbym kochać cię jeszcze bardziej, ale kiedy dowiedziałem się, że jesteś… - Przełknął ślinę. Zobaczyłam łzę spływającą po jego twarzy. Uniosłam rękę i dotknęłam jego policzka, ścierając jego łzy.
- Noah… - Mój głos drżał i łzy zbierały się w moich oczach. – Nie chcę, że minął następny dzień, w którym nie wiedziałbyś jak bardzo cię kocham. Marnowałam moje życie do tego momentu, nie informując cię, że kocham cię już od 23 marca 1990. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale nigdy nie przestanę cię kochać. Nie wiem jak.
- Tweet, odłóż to. – Wyraz jego oczu był zdeterminowany i pełen pożądania.
- Co?
- Ciasto, odłóż je. Już.
Położyłam ciasto na boku wanny. Noah sięgnął za moją szyję, przyciągając mnie do siebie. Nasze usta się połączyły, a języki wiedziały dokładnie gdzie iść i co robić. Chwytając się jego ramion, uniosłam się i powoli na niego opadłam, kiedy jego usta i dłonie odnalazły już moje twarde sutki.

- To jest najlepsza bąbelkowa kąpiel w historii bąbelkowych kąpieli – jęknęłam.