Kije i kamienie
kości mi połamią, ale twoje słowa nigdy mnie nie zranią. To nieprawda. Słowa
mają ogromną władzę nad ludźmi. Słowa reprezentują pomysły. Bez względu na to
co kto powie, wszyscy przejmujemy się, do pewnego stopnia, jak widzą nas inni.
Może nie obchodzić nas, co myślą o nas wszyscy, ale zawsze jest ta jedna osoba,
która kilkoma słowami posiada moc, która może nas ukształtować albo złamać.
Pogrzeb był tak rozdzierający jak oczekiwałam, ale Noah był
filarem siły dla swojej mamy. Po wszystkim pani Stewart zaprosiła bliskich
przyjaciół i rodzinę do jej domu. Noah stał blisko jego mamy, pomagając jej
witać i otrzymywać kondolencje od ludzi. Brooke stała blisko boku Noah,
trzymając się jego ramienia, kiedy tylko było to możliwe. Próbowałam utrzymywać
trochę dystansu. Sytuacja ta była już wystarczająco stresująca. Od czasu do
czasu zauważałam, że Noah szukał mnie w pomieszczeniu. Kiedy Brooke to
dostrzegła zaczęła przeszywać mnie wrogim spojrzeniem, gdy Noah skupiał się na
czymś innym. Po jakichś czterdziestu minutach skupionej na mnie wściekłości
Brooke, potrzebowałam trochę świeżego powietrza. Przykułam uwagę Noah z drugiej
strony pokoju, dając mu znać gdzie będę.
Wyszłam na podwórko i podeszłam do małego ogródka warzywnego
na dalekim końcu trawnika. Pan Stewart zasadził go ponad miesiąc temu. Z ziemi
wychodziły już jakieś pędy. Chociaż był początek lata na dworze wydawało się
być chłodniej niż w domu zapchanym ludźmi. Pan Stewart był kochany przez wielu.
Dzisiaj było to widoczne przez wszystkich ludzi, którzy byli na pogrzebie. Był
dobrym człowiekiem. Noah jest taki jak jego ojciec. Zaczęłam myśleć o
wszystkich wakacjach, które spędziły razem nasze rodziny. Poczułam kłujące w
oczy łzy. Moją uwagę zwrócił odgłos kroków za mną. Przeciągając palcami pod
oczami, starłam łzy.
- Możemy pogadać?
Obróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Brooke. Jej wyraz
twarzy był identycznym duplikatem sposobu w jaki patrzyła na mnie tamtego
wieczora.
- Wyszłam tutaj na chwilkę, żeby zaczerpnąć powietrza.
Wracam do środka – powiedziałam.
Naprężyły się mięśnie moich ramion i słyszałam zgrzyt moich
zębów. Nie miałam pojęcia o czym chciała rozmawiać Brooke, nie chciałam, żeby
taka rozmowa miała miejsce, zwłaszcza nie dzisiaj i nie tutaj.
- Szybko to załatwię. – Była zdeterminowana, że rozmowa
nastąpi.
- Okej – odpowiedziałam z wahaniem.
- Co ty robisz? – Jej ton był oskarżycielski.
- Nie nadążam za tobą, Brooke.
- Co robisz z Noah?
- Zamiast grać w dwadzieścia pytań po prostu powiedz to, co
chcesz powiedzieć.
Nie byłam zainteresowana gadaniem ani słuchaniem jej w tej
chwili. Zaczęłam czuć niepokój. Nie będzie przyjemnie.
- Zdaję sobie sprawę, że w ogóle się nie znamy. Noah nie
chce dzielić się szczegółami jego relacji z tobą. Zapytałam mojego kuzyna o
waszą dwójkę. Odnosił wrażenie, że ze sobą chodziliście.
Chciałam jej przerwać i ją poprawić, ale wiedziałam, że to
by to tylko przedłużyło, a ja chciałam mieć już to za sobą.
Ciągnęła. – Nie powiedziałam nic tamtego wieczora, kiedy was
przyłapałam. Wyraźnie nie była to pora ani miejsce.
- Czekaj chwilę. Kiedy nas
przyłapałaś? Mówisz to tak jakbyśmy robili coś, czego nie powinniśmy.
- Obejmowałaś rękami i nogami mojego chłopaka.
- Tak, pocieszałam mojego najlepszego przyjaciela.
- Wyglądało na to, że robiłaś coś więcej niż go pocieszała.
– Zamilkła na moment. Rozejrzała się wokoło, upewniając się, że jesteśmy same i
nikt nas nie podsłucha. – Posłuchaj, nie chcę się z tobą kłócić, a ponieważ
chcę to zrobić szybko, przejdę do sedna. Cokolwiek ty i Noah macie jest to coś
więcej niż przyjaźń, choć on ciągle twierdzi inaczej. Widzę jak na ciebie
patrzy i jak zawsze się do ciebie zwraca. Tamtej nocy to ja powinnam tam go
obejmować. Proszę cię, żebyś dała mnie i jemu trochę czasu bez ciebie w
pobliżu. Noah nie potrafi ruszyć ze mną w życie, gdy nadal jesteś w obrazku.
Jego automatyczną reakcją jest zawsze zwrócenie się do ciebie. Nie wiem
dlaczego nie jesteście razem. Naprawdę nie interesuje mnie ta historia. –
Urwała, biorąc głęboki wdech. – Jeżeli zależy ci na Noah i chcesz, żeby był
szczęśliwy, to odejdź. Pozwól mu zobaczyć, że to nie do ciebie musi się
zwracać. Teraz ja przy nim jestem, nie ty.
Nie byłam pewna czy byłam bardziej zszokowana, czy wkurzona
jej prośbą. Patrzyłam jej prosto w oczy, podtrzymując neutralną minę.
- Dostaniesz czego chcesz za parę miesięcy, kiedy wyjadę na
studia.
- Miałam nadzieję, że odejdziesz od niego teraz.
- Oczekujesz, że porzucę Noah teraz, kiedy dopiero co
stracił ojca? To go złamie. Znienawidzi mnie – powiedziałam.
- Trochę przesadzasz z tym to go złamie, nie sądzisz?
- Żeby cały czas myśleć o sobie… Jesteś największą samolubną
suką, wiesz o tym? – Czułam pulsujące żyły na mojej szyi. Mimowolnie zwinęłam
dłonie w pięści. Kompletnie zignorowała mój komentarz.
- A nienawiść to bardzo silne słowo, ale myślę, że jest
potrzebne, żeby w końcu się od ciebie uwolnił. Jestem pewna, że Noah
ostatecznie znowu zechce z tobą rozmawiać. Do tego czasu będę miała z nim
solidniejszy związek – powiedziała.
Nie jestem agresywną osobą, ale chciałam ją powalić tutaj na
podwórku Stewartów.
- Czemu miałabym to dla ciebie zrobić? – zapytałam.
- Nie byłoby to dla mnie. Wiem, że kochasz Noah. Jest to
wypisane na twojej twarzy. Obie wiemy, że nie jesteś dla niego odpowiednią
kobietą. Nie bądź samolubna, Amanda. Pozwól mu ruszyć dalej i mieć szczęśliwe
życie. Ma teraz mnie, żebym mu to dała. Nie musi być już do ciebie przywiązany.
Byłam wryta w miejsce. Nie potrafiłam zmusić nóg, żeby
zabrały mnie w cholerę od niej. Chciałam się z nią kłócić. Powiedzieć jej, że
przekroczyła linię i jest kompletnie szalona, jeśli myśli, że odejdę od Noah.
Chciałam, ale nie potrafiłam. W głębi duszy wiedziałam, że miała rację, nie w
tym, że była tym czego potrzebował Noah, ale we wszystkim innym. Jeżeli
miałabym być ze sobą szczera, nawet nie brałam pod uwagę pójścia z kimś na
randkę od incydentu z Bradem. Nie wiedziałam na co czekałam. Chyba nie byłam w
stanie iść dalej, kiedy Noah był codziennie obecny w moim życiu.
Miałam dość Brooke i jej gadki troskliwej/zazdrosnej
dziewczyny. Pora na zakończenie naszej małej pogawędki.
- Pomyślę o tym. – Minęłam ją, ale jej słowa mnie
zatrzymały.
- Czy zrobisz to w tym tygodniu, następnym miesiącu czy
kiedy indziej, to i tak go to zrani. Jeśli zrobisz to prędzej niż później,
przynajmniej będzie miał wakacje, żeby o tym zapomnieć. W taki sposób będzie
mógł zacząć pierwszy semestr na studiach bez rozproszenia uwagi. Może nie ja
jestem tutaj taka samolubna. – Rzuciła mi ostatnie lodowate spojrzenie, po czym
odwróciła się i odeszła.
Minął tydzień od naszej małej rozmowy z Brooke. Cóż, ona
gadała. Ja przeważnie słuchałam. Oficjalnie nienawidziłam teraz Brooke, nie
było żadnego szarego obszaru. Jednakże wiedziałam, że miała rację. Niemożliwe
jest zapomnieć o pragnieniu kogoś, kogo kochasz, kiedy ten ktoś zawsze przy
tobie jest, powodując, że miłość robi się tylko silniejsza.
Noc przed pogrzebem pana Stewarta jeszcze bardziej
udowodniła, że ani ja, ani Noah nie mamy większej kontroli nas naszymi
uczuciami do siebie. Jego szczęście było dla mnie najważniejszą rzeczą. Nie
wiedziałam czy to Brooke go uszczęśliwi, ale zasługiwali na szansę. Noah
zasługiwał na szansę. Wiedziałam, że będzie na mnie wściekły, ale byłam pewna,
że po jakimś czasie rozłąki oboje pójdziemy dalej w życie i zniknie
przyciąganie między nami, potem znowu będziemy mogli uczestniczyć w swoim życiu
jako przyjaciele.
Czułam się jakbym szła po ruchomych piaskach, kiedy
kierowaliśmy się do naszego miejsca. Bałam się tego, co miałam zrobić. Wciąż
mówiłam sobie, że robię to dla Noah. Spędziłam z nim każdą minutę jaką mogłam w
tym tygodniu, ponieważ wiedziałam, że nadchodzi ten dzień. Wiele razy
odtwarzałam w głowie to, co powiem. W drodze do naszego miejsca w głowie miałam
całkowicie pusto.
Gdy dotarliśmy do naszego stolika, chciał pomóc mi usiąść,
ale potrząsnęłam głową. Oparł się o brzeg stolika, patrząc na mnie stojącą
przed nim.
W jego oczach było zdezorientowanie i zaniepokojenie, kiedy
spytał. – Co się dzieje? Przez ten tydzień byłaś strasznie cicha.
Łzy zaczęły wzbierać się podczas drogi tutaj i teraz
spłynęły po mojej twarzy. Wydawało się jakbym stała tam wieczność ze słowami
tkwiącymi w gardle. Osoba, która znaczyła dla mnie wszystko dopiero co
pochowała jego ojca, a ja miałam złamać obietnicę i go zostawić. Noah błędnie
odczytał moje łzy jako docierające do mnie emocje z minionego tygodnia. Pan
Stewart był dla mnie jak drugi tata.
Sięgnął po mnie, przyciągając do mnie uścisku. Objęłam go za
szyję, trzymając mocno. Wiedziałam, że to będzie ostatni raz jak poczuję jego
mocne ramiona wokół siebie, dotknę jego miękkich włosów i powącham jego
cudownego cytrusowego zapachu. Gdy mnie trzymał, starałam się opanować szloch.
Musiałam zrobić to szybko, zanim stchórzę.
Odsunęłam się od niego, jego ręce pozostały na mojej talii.
– Noah, muszę coś powiedzieć.
- Okej.
Cofając się od niego, wciąż nie byłam pewna czy przez to
wszystko przejdę. Każda cząsteczka mojego ciała zaczęła drżeć, wewnątrz jak i
na zewnątrz. – Obiecaj mi, że mnie wysłuchasz zanim coś powiesz.
- O co chodzi, Tweet?
- Obiecaj mi.
- Dobrze. Obiecuję – powiedział.
Przełknęłam łzy. – Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
Twoje szczęście jest moim pierwszym priorytetem. Nigdy w to nie zwątp, ponieważ
nigdy się to nie zmieni.
- Przerażasz mnie. – Jego głos łamał się od emocji. Jego
piękne jasnoniebieskie oczy wypełnione głębokim smutkiem zaczęły błyszczeć.
Wiedziałam, że to już to, że moje życie już nigdy nie będzie
takie samo i byłam śmiertelnie przerażona.
- Muszę odsunąć się od nas na jakiś czas. Oglądanie cię z
Brooke jest trudniejsze niż myślałam. – Przełknęłam ciężko ślinę. Wciąż nie
mogłam uwierzyć, że to robię.
- Zerwę z nią. – Jego odpowiedź była szybka i wypowiedziana
z zapewnieniem. Zaskoczyło mnie to.
- Brooke jest osobą, do której powinieneś się zwracać, nie
ja. Jest twoją dziewczyną. – Skręciło mi wnętrzności, kiedy wypowiedziałam te
słowa. – Ona jest dla ciebie dobra, Noah.
- Kłamiesz. Nie możesz jej znieść – powiedział.
Czułam płacz napierający na moją pierś, chcący się wydostać,
ale zdusiłam go w środku. Musiałam pozostać silna.
- Musisz przestać być do mnie tak przywiązany.
Nogi ledwo mnie podtrzymywały, tak bardzo były słabe. Ból w
klatce piersiowej eksplodował z każdym słowem, które mu mówiłam.
- Przestać być tak do ciebie przywiązany? – Odepchnął się od
stolika, robiąc krok w moją stronę.
- Już nie jesteśmy dziećmi. Przygotowuję się do wyjazdu do
szkoły…
- Nie rób tego. Już cię nie dotknę, przyrzekam, nawet nie
przytulę. Nie możesz tego zrobić. Nie mogę ciebie też stracić. – Podszedł do
mnie bliżej. – Kocham cię.
Chciałam go złapać i powiedzieć mu jak bardzo go kocham,
lecz nie mogłam się do tego zmusić. Nie zamierzał mi tego ułatwić. Musiałam
powiedzieć coś, co dotknie go do żywego.
- Cóż, nie powinieneś. Ciągle ci mówiłam, że nie potrafię z
tobą być. Ale za każdym razem coraz bardziej naciskałeś. Nie mogę z tobą być, Noah, i nie chcę być. Nie czuję do ciebie tego
samego.
Zobaczyłam w jego oczach, kiedy zranienie zmieniło się w
gniew. – Więc to jest moja wina? Zawsze mówiłaś, że powód dlaczego nie możemy
być parą jest taki, że zrobiłabyś coś co by to schrzaniło i stracilibyśmy naszą
przyjaźń. Teraz obwiniasz mnie.
- Nikt nie jest winny. – Mój głos brzmiał na bardzo cichy.
- Czyżby? Ja obwiniam ciebie. – Czułam żar jego wściekłości
promieniujący z jego ciała. – Nic nie obchodzę cię ja ani moje szczęście.
Obchodzi cię tylko trzymanie wszystkich rzeczy w tym samym małym przedziale,
żebyś wszystko mogła kontrolować.
Wyraz jego oczu znowu się zmienił, tyle że tym razem ze
złości na nienawiść. Zaczynał mnie nienawidzić.
Cofnęłam się i chciałam odwrócić głowę, ale Noah chwycił
mnie za szyję, zmuszając do spojrzenia na niego. – Nie waż się odwracać ode
mnie wzroku. Tym razem nie uciekniesz. – Milczałam, pozwalając mu powiedzieć
wszystko, co musiał. – Starałam się trzymać od ciebie z daleka, nie dotykać cię
i tak cholernie starałem się w tobie nie zakochać.
Zbliżył się do mnie. Nasze klatki piersiowe dotykały się z
każdym ciężkim oddechem, który braliśmy. Nasze spojrzenia się złączyły.
Głos Noah stał się niski i ochrypły. – Wiem, że mnie
pragniesz. Wiedziałem jak mokra byłaś przez pidżamę ostatnim razem w twoim
pokoju. Byłaś tak bardzo gotowa, żebym się w ciebie wsunął. Pocałowałem cię
tylko w brzuch, a ty niemal doszłaś w moich ramionach… prawda?
Przestraszyłam się, kiedy krzyknął, żądając odpowiedzi. –
PRAWDA?!
Skinęłam głową. Odsunął się ode mnie. Potrząsnął głową i
zachichotał bezbarwnie. – Zawsze mówiłaś, że zasługuję na kogoś lepszego od
ciebie. Może tak naprawdę myślała, że to ty zasługujesz na kogoś lepszego ode
mnie, bo nie jestem idealny, a ty zawsze musisz mieć wszystko tak pieprzenie
idealne.
- To nieprawda. Ty jesteś idealny, ja nie. Zasługujesz na
idealność.
- I myślisz, że Brooke jest dla mnie idealna?
- Nie wiem. Wiem tylko, że ja nie jestem.
- ZAMKNIJ SIĘ DO CHOLERY! Mam dosyć słuchania jak tak
mówisz. Przez wszystkie te lata nie cierpiałem tego, co o sobie myślałaś. Wiem,
że myślisz, że Emily jest idealna. I wiem, że ciągle jesteś do niej
porównywana. Znosiłem to, że mnie odpychałaś, bo o tym wiedziałem. Byłem
przekonany, że faktycznie wierzysz, że nie jesteś dla mnie dość dobra.
Stwierdziłem, że jeśli będę ci mówił jak wspaniała jesteś i jak bardzo cię
kocham to pewnego dnia w to uwierzysz i skończysz te bzdury. Nie jesteś
nieudacznikiem, Tweet. Jesteś tchórzem, bo właśnie odrzuciłaś szansę, żeby być
z kimś kto chciał być spędzić resztę jego życia kochając cię.
- Proszę, nie znienawidź mnie. Kiedy już się uspokoisz i
pomyślisz o tym zobaczysz, że tak będzie najlepiej. – Mój głos dalej drżał,
ledwo wydusiłam te słowa.
Stał tam przez chwilę w milczeniu, ręce trzymając na
biodrach, wpatrując się w ziemię. Jego ton był cichy i napięty, gdy powiedział.
– Odpieprz się ode mnie.
- Noah…
Spojrzał na mnie. Sapnęłam. Wyraz jego twarzy był wyrazem
złamanej i zdruzgotanej osoby, a ja byłam tego powodem.
Patrząc mi prosto w oczy, powiedział powoli. – Odpieprz.
Się. Ode. Mnie.
Gdy odchodziłam czułam jak odpływa z mojego ciała cała siła
życiowa. Nie doszłam daleko, kiedy usłyszałam następujące po sobie walenie.
Odwróciłam się i umarł ostatni mały kawałek mojego serca. Noah kopał i walił w
nasz stolik, po czym przewrócił go, krzycząc. – PIEPRZONA… SAMOLUBNA… NIECH JĄ
SZLAG!
Zaczęłam drżeć spazmatycznie, opierając się o pobliskie
drzewo. Uniosłam trzęsącą się dłoń, żeby zakryć usta. Było mi niedobrze. Jednak
nie odwróciłam się od niego. Zasługiwałam na każdy kawałek cierpienia, który
podążał w moją stronę za to co właśnie zrobiłam jedynemu chłopakowi, który
będzie miał moje serce. Właśnie doszło do tego, o co najbardziej się martwiłam…
i nie zdarzyło się nawet w taki sposób, jaki wyobraziły to sobie moje obawy.
Było jeszcze gorzej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz