wtorek, 11 marca 2014

Wpis 19

Kije i kamienie kości mi połamią, ale twoje słowa nigdy mnie nie zranią. To nieprawda. Słowa mają ogromną władzę nad ludźmi. Słowa reprezentują pomysły. Bez względu na to co kto powie, wszyscy przejmujemy się, do pewnego stopnia, jak widzą nas inni. Może nie obchodzić nas, co myślą o nas wszyscy, ale zawsze jest ta jedna osoba, która kilkoma słowami posiada moc, która może nas ukształtować albo złamać.


Pogrzeb był tak rozdzierający jak oczekiwałam, ale Noah był filarem siły dla swojej mamy. Po wszystkim pani Stewart zaprosiła bliskich przyjaciół i rodzinę do jej domu. Noah stał blisko jego mamy, pomagając jej witać i otrzymywać kondolencje od ludzi. Brooke stała blisko boku Noah, trzymając się jego ramienia, kiedy tylko było to możliwe. Próbowałam utrzymywać trochę dystansu. Sytuacja ta była już wystarczająco stresująca. Od czasu do czasu zauważałam, że Noah szukał mnie w pomieszczeniu. Kiedy Brooke to dostrzegła zaczęła przeszywać mnie wrogim spojrzeniem, gdy Noah skupiał się na czymś innym. Po jakichś czterdziestu minutach skupionej na mnie wściekłości Brooke, potrzebowałam trochę świeżego powietrza. Przykułam uwagę Noah z drugiej strony pokoju, dając mu znać gdzie będę.
Wyszłam na podwórko i podeszłam do małego ogródka warzywnego na dalekim końcu trawnika. Pan Stewart zasadził go ponad miesiąc temu. Z ziemi wychodziły już jakieś pędy. Chociaż był początek lata na dworze wydawało się być chłodniej niż w domu zapchanym ludźmi. Pan Stewart był kochany przez wielu. Dzisiaj było to widoczne przez wszystkich ludzi, którzy byli na pogrzebie. Był dobrym człowiekiem. Noah jest taki jak jego ojciec. Zaczęłam myśleć o wszystkich wakacjach, które spędziły razem nasze rodziny. Poczułam kłujące w oczy łzy. Moją uwagę zwrócił odgłos kroków za mną. Przeciągając palcami pod oczami, starłam łzy.
- Możemy pogadać?
Obróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Brooke. Jej wyraz twarzy był identycznym duplikatem sposobu w jaki patrzyła na mnie tamtego wieczora.
- Wyszłam tutaj na chwilkę, żeby zaczerpnąć powietrza. Wracam do środka – powiedziałam.
Naprężyły się mięśnie moich ramion i słyszałam zgrzyt moich zębów. Nie miałam pojęcia o czym chciała rozmawiać Brooke, nie chciałam, żeby taka rozmowa miała miejsce, zwłaszcza nie dzisiaj i nie tutaj.
- Szybko to załatwię. – Była zdeterminowana, że rozmowa nastąpi.
- Okej – odpowiedziałam z wahaniem.
- Co ty robisz? – Jej ton był oskarżycielski.
- Nie nadążam za tobą, Brooke.
- Co robisz z Noah?
- Zamiast grać w dwadzieścia pytań po prostu powiedz to, co chcesz powiedzieć.
Nie byłam zainteresowana gadaniem ani słuchaniem jej w tej chwili. Zaczęłam czuć niepokój. Nie będzie przyjemnie.
- Zdaję sobie sprawę, że w ogóle się nie znamy. Noah nie chce dzielić się szczegółami jego relacji z tobą. Zapytałam mojego kuzyna o waszą dwójkę. Odnosił wrażenie, że ze sobą chodziliście.
Chciałam jej przerwać i ją poprawić, ale wiedziałam, że to by to tylko przedłużyło, a ja chciałam mieć już to za sobą.
Ciągnęła. – Nie powiedziałam nic tamtego wieczora, kiedy was przyłapałam. Wyraźnie nie była to pora ani miejsce.
- Czekaj chwilę. Kiedy nas przyłapałaś? Mówisz to tak jakbyśmy robili coś, czego nie powinniśmy.
- Obejmowałaś rękami i nogami mojego chłopaka.
- Tak, pocieszałam mojego najlepszego przyjaciela.
- Wyglądało na to, że robiłaś coś więcej niż go pocieszała. – Zamilkła na moment. Rozejrzała się wokoło, upewniając się, że jesteśmy same i nikt nas nie podsłucha. – Posłuchaj, nie chcę się z tobą kłócić, a ponieważ chcę to zrobić szybko, przejdę do sedna. Cokolwiek ty i Noah macie jest to coś więcej niż przyjaźń, choć on ciągle twierdzi inaczej. Widzę jak na ciebie patrzy i jak zawsze się do ciebie zwraca. Tamtej nocy to ja powinnam tam go obejmować. Proszę cię, żebyś dała mnie i jemu trochę czasu bez ciebie w pobliżu. Noah nie potrafi ruszyć ze mną w życie, gdy nadal jesteś w obrazku. Jego automatyczną reakcją jest zawsze zwrócenie się do ciebie. Nie wiem dlaczego nie jesteście razem. Naprawdę nie interesuje mnie ta historia. – Urwała, biorąc głęboki wdech. – Jeżeli zależy ci na Noah i chcesz, żeby był szczęśliwy, to odejdź. Pozwól mu zobaczyć, że to nie do ciebie musi się zwracać. Teraz ja przy nim jestem, nie ty.
Nie byłam pewna czy byłam bardziej zszokowana, czy wkurzona jej prośbą. Patrzyłam jej prosto w oczy, podtrzymując neutralną minę.
- Dostaniesz czego chcesz za parę miesięcy, kiedy wyjadę na studia.
- Miałam nadzieję, że odejdziesz od niego teraz.
- Oczekujesz, że porzucę Noah teraz, kiedy dopiero co stracił ojca? To go złamie. Znienawidzi mnie – powiedziałam.
- Trochę przesadzasz z tym to go złamie, nie sądzisz?
- Żeby cały czas myśleć o sobie… Jesteś największą samolubną suką, wiesz o tym? – Czułam pulsujące żyły na mojej szyi. Mimowolnie zwinęłam dłonie w pięści. Kompletnie zignorowała mój komentarz.
- A nienawiść to bardzo silne słowo, ale myślę, że jest potrzebne, żeby w końcu się od ciebie uwolnił. Jestem pewna, że Noah ostatecznie znowu zechce z tobą rozmawiać. Do tego czasu będę miała z nim solidniejszy związek – powiedziała.
Nie jestem agresywną osobą, ale chciałam ją powalić tutaj na podwórku Stewartów.
- Czemu miałabym to dla ciebie zrobić? – zapytałam.
- Nie byłoby to dla mnie. Wiem, że kochasz Noah. Jest to wypisane na twojej twarzy. Obie wiemy, że nie jesteś dla niego odpowiednią kobietą. Nie bądź samolubna, Amanda. Pozwól mu ruszyć dalej i mieć szczęśliwe życie. Ma teraz mnie, żebym mu to dała. Nie musi być już do ciebie przywiązany.
Byłam wryta w miejsce. Nie potrafiłam zmusić nóg, żeby zabrały mnie w cholerę od niej. Chciałam się z nią kłócić. Powiedzieć jej, że przekroczyła linię i jest kompletnie szalona, jeśli myśli, że odejdę od Noah. Chciałam, ale nie potrafiłam. W głębi duszy wiedziałam, że miała rację, nie w tym, że była tym czego potrzebował Noah, ale we wszystkim innym. Jeżeli miałabym być ze sobą szczera, nawet nie brałam pod uwagę pójścia z kimś na randkę od incydentu z Bradem. Nie wiedziałam na co czekałam. Chyba nie byłam w stanie iść dalej, kiedy Noah był codziennie obecny w moim życiu.
Miałam dość Brooke i jej gadki troskliwej/zazdrosnej dziewczyny. Pora na zakończenie naszej małej pogawędki.
- Pomyślę o tym. – Minęłam ją, ale jej słowa mnie zatrzymały.
- Czy zrobisz to w tym tygodniu, następnym miesiącu czy kiedy indziej, to i tak go to zrani. Jeśli zrobisz to prędzej niż później, przynajmniej będzie miał wakacje, żeby o tym zapomnieć. W taki sposób będzie mógł zacząć pierwszy semestr na studiach bez rozproszenia uwagi. Może nie ja jestem tutaj taka samolubna. – Rzuciła mi ostatnie lodowate spojrzenie, po czym odwróciła się i odeszła.

Minął tydzień od naszej małej rozmowy z Brooke. Cóż, ona gadała. Ja przeważnie słuchałam. Oficjalnie nienawidziłam teraz Brooke, nie było żadnego szarego obszaru. Jednakże wiedziałam, że miała rację. Niemożliwe jest zapomnieć o pragnieniu kogoś, kogo kochasz, kiedy ten ktoś zawsze przy tobie jest, powodując, że miłość robi się tylko silniejsza.
Noc przed pogrzebem pana Stewarta jeszcze bardziej udowodniła, że ani ja, ani Noah nie mamy większej kontroli nas naszymi uczuciami do siebie. Jego szczęście było dla mnie najważniejszą rzeczą. Nie wiedziałam czy to Brooke go uszczęśliwi, ale zasługiwali na szansę. Noah zasługiwał na szansę. Wiedziałam, że będzie na mnie wściekły, ale byłam pewna, że po jakimś czasie rozłąki oboje pójdziemy dalej w życie i zniknie przyciąganie między nami, potem znowu będziemy mogli uczestniczyć w swoim życiu jako przyjaciele.
Czułam się jakbym szła po ruchomych piaskach, kiedy kierowaliśmy się do naszego miejsca. Bałam się tego, co miałam zrobić. Wciąż mówiłam sobie, że robię to dla Noah. Spędziłam z nim każdą minutę jaką mogłam w tym tygodniu, ponieważ wiedziałam, że nadchodzi ten dzień. Wiele razy odtwarzałam w głowie to, co powiem. W drodze do naszego miejsca w głowie miałam całkowicie pusto.
Gdy dotarliśmy do naszego stolika, chciał pomóc mi usiąść, ale potrząsnęłam głową. Oparł się o brzeg stolika, patrząc na mnie stojącą przed nim.
W jego oczach było zdezorientowanie i zaniepokojenie, kiedy spytał. – Co się dzieje? Przez ten tydzień byłaś strasznie cicha.
Łzy zaczęły wzbierać się podczas drogi tutaj i teraz spłynęły po mojej twarzy. Wydawało się jakbym stała tam wieczność ze słowami tkwiącymi w gardle. Osoba, która znaczyła dla mnie wszystko dopiero co pochowała jego ojca, a ja miałam złamać obietnicę i go zostawić. Noah błędnie odczytał moje łzy jako docierające do mnie emocje z minionego tygodnia. Pan Stewart był dla mnie jak drugi tata.
Sięgnął po mnie, przyciągając do mnie uścisku. Objęłam go za szyję, trzymając mocno. Wiedziałam, że to będzie ostatni raz jak poczuję jego mocne ramiona wokół siebie, dotknę jego miękkich włosów i powącham jego cudownego cytrusowego zapachu. Gdy mnie trzymał, starałam się opanować szloch. Musiałam zrobić to szybko, zanim stchórzę.
Odsunęłam się od niego, jego ręce pozostały na mojej talii. – Noah, muszę coś powiedzieć.
- Okej.
Cofając się od niego, wciąż nie byłam pewna czy przez to wszystko przejdę. Każda cząsteczka mojego ciała zaczęła drżeć, wewnątrz jak i na zewnątrz. – Obiecaj mi, że mnie wysłuchasz zanim coś powiesz.
- O co chodzi, Tweet?
- Obiecaj mi.
- Dobrze. Obiecuję – powiedział.
Przełknęłam łzy. – Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Twoje szczęście jest moim pierwszym priorytetem. Nigdy w to nie zwątp, ponieważ nigdy się to nie zmieni.
- Przerażasz mnie. – Jego głos łamał się od emocji. Jego piękne jasnoniebieskie oczy wypełnione głębokim smutkiem zaczęły błyszczeć.
Wiedziałam, że to już to, że moje życie już nigdy nie będzie takie samo i byłam śmiertelnie przerażona.
- Muszę odsunąć się od nas na jakiś czas. Oglądanie cię z Brooke jest trudniejsze niż myślałam. – Przełknęłam ciężko ślinę. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to robię.
- Zerwę z nią. – Jego odpowiedź była szybka i wypowiedziana z zapewnieniem. Zaskoczyło mnie to.
- Brooke jest osobą, do której powinieneś się zwracać, nie ja. Jest twoją dziewczyną. – Skręciło mi wnętrzności, kiedy wypowiedziałam te słowa. – Ona jest dla ciebie dobra, Noah.
- Kłamiesz. Nie możesz jej znieść – powiedział.
Czułam płacz napierający na moją pierś, chcący się wydostać, ale zdusiłam go w środku. Musiałam pozostać silna.
- Musisz przestać być do mnie tak przywiązany.
Nogi ledwo mnie podtrzymywały, tak bardzo były słabe. Ból w klatce piersiowej eksplodował z każdym słowem, które mu mówiłam.
- Przestać być tak do ciebie przywiązany? – Odepchnął się od stolika, robiąc krok w moją stronę.
- Już nie jesteśmy dziećmi. Przygotowuję się do wyjazdu do szkoły…
- Nie rób tego. Już cię nie dotknę, przyrzekam, nawet nie przytulę. Nie możesz tego zrobić. Nie mogę ciebie też stracić. – Podszedł do mnie bliżej. – Kocham cię.
Chciałam go złapać i powiedzieć mu jak bardzo go kocham, lecz nie mogłam się do tego zmusić. Nie zamierzał mi tego ułatwić. Musiałam powiedzieć coś, co dotknie go do żywego.
- Cóż, nie powinieneś. Ciągle ci mówiłam, że nie potrafię z tobą być. Ale za każdym razem coraz bardziej naciskałeś. Nie mogę z tobą być, Noah, i nie chcę być. Nie czuję do ciebie tego samego.
Zobaczyłam w jego oczach, kiedy zranienie zmieniło się w gniew. – Więc to jest moja wina? Zawsze mówiłaś, że powód dlaczego nie możemy być parą jest taki, że zrobiłabyś coś co by to schrzaniło i stracilibyśmy naszą przyjaźń. Teraz obwiniasz mnie.
- Nikt nie jest winny. – Mój głos brzmiał na bardzo cichy.
- Czyżby? Ja obwiniam ciebie. – Czułam żar jego wściekłości promieniujący z jego ciała. – Nic nie obchodzę cię ja ani moje szczęście. Obchodzi cię tylko trzymanie wszystkich rzeczy w tym samym małym przedziale, żebyś wszystko mogła kontrolować.
Wyraz jego oczu znowu się zmienił, tyle że tym razem ze złości na nienawiść. Zaczynał mnie nienawidzić.
Cofnęłam się i chciałam odwrócić głowę, ale Noah chwycił mnie za szyję, zmuszając do spojrzenia na niego. – Nie waż się odwracać ode mnie wzroku. Tym razem nie uciekniesz. – Milczałam, pozwalając mu powiedzieć wszystko, co musiał. – Starałam się trzymać od ciebie z daleka, nie dotykać cię i tak cholernie starałem się w tobie nie zakochać.
Zbliżył się do mnie. Nasze klatki piersiowe dotykały się z każdym ciężkim oddechem, który braliśmy. Nasze spojrzenia się złączyły.
Głos Noah stał się niski i ochrypły. – Wiem, że mnie pragniesz. Wiedziałem jak mokra byłaś przez pidżamę ostatnim razem w twoim pokoju. Byłaś tak bardzo gotowa, żebym się w ciebie wsunął. Pocałowałem cię tylko w brzuch, a ty niemal doszłaś w moich ramionach… prawda?
Przestraszyłam się, kiedy krzyknął, żądając odpowiedzi. – PRAWDA?!
Skinęłam głową. Odsunął się ode mnie. Potrząsnął głową i zachichotał bezbarwnie. – Zawsze mówiłaś, że zasługuję na kogoś lepszego od ciebie. Może tak naprawdę myślała, że to ty zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie, bo nie jestem idealny, a ty zawsze musisz mieć wszystko tak pieprzenie idealne.
- To nieprawda. Ty jesteś idealny, ja nie. Zasługujesz na idealność.
- I myślisz, że Brooke jest dla mnie idealna?
- Nie wiem. Wiem tylko, że ja nie jestem.
- ZAMKNIJ SIĘ DO CHOLERY! Mam dosyć słuchania jak tak mówisz. Przez wszystkie te lata nie cierpiałem tego, co o sobie myślałaś. Wiem, że myślisz, że Emily jest idealna. I wiem, że ciągle jesteś do niej porównywana. Znosiłem to, że mnie odpychałaś, bo o tym wiedziałem. Byłem przekonany, że faktycznie wierzysz, że nie jesteś dla mnie dość dobra. Stwierdziłem, że jeśli będę ci mówił jak wspaniała jesteś i jak bardzo cię kocham to pewnego dnia w to uwierzysz i skończysz te bzdury. Nie jesteś nieudacznikiem, Tweet. Jesteś tchórzem, bo właśnie odrzuciłaś szansę, żeby być z kimś kto chciał być spędzić resztę jego życia kochając cię.
- Proszę, nie znienawidź mnie. Kiedy już się uspokoisz i pomyślisz o tym zobaczysz, że tak będzie najlepiej. – Mój głos dalej drżał, ledwo wydusiłam te słowa.
Stał tam przez chwilę w milczeniu, ręce trzymając na biodrach, wpatrując się w ziemię. Jego ton był cichy i napięty, gdy powiedział. – Odpieprz się ode mnie.
- Noah…
Spojrzał na mnie. Sapnęłam. Wyraz jego twarzy był wyrazem złamanej i zdruzgotanej osoby, a ja byłam tego powodem.
Patrząc mi prosto w oczy, powiedział powoli. – Odpieprz. Się. Ode. Mnie.
Gdy odchodziłam czułam jak odpływa z mojego ciała cała siła życiowa. Nie doszłam daleko, kiedy usłyszałam następujące po sobie walenie. Odwróciłam się i umarł ostatni mały kawałek mojego serca. Noah kopał i walił w nasz stolik, po czym przewrócił go, krzycząc. – PIEPRZONA… SAMOLUBNA… NIECH JĄ SZLAG!

Zaczęłam drżeć spazmatycznie, opierając się o pobliskie drzewo. Uniosłam trzęsącą się dłoń, żeby zakryć usta. Było mi niedobrze. Jednak nie odwróciłam się od niego. Zasługiwałam na każdy kawałek cierpienia, który podążał w moją stronę za to co właśnie zrobiłam jedynemu chłopakowi, który będzie miał moje serce. Właśnie doszło do tego, o co najbardziej się martwiłam… i nie zdarzyło się nawet w taki sposób, jaki wyobraziły to sobie moje obawy. Było jeszcze gorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz