wtorek, 11 marca 2014

Wpis 6

On miał moc wypełnienia mnie 1000 żyć szczęścia. Miał również moc, żeby powalić mnie na kolana. Większość ludzi wzięłaby od razu szansę na tak wiele szczęścia, ale nie ja. Im więcej ma się szczęścia, tym bardziej druzgocący jest upadek, a zawsze jest upadek, kraksa albo jakieś zderzenie. Z tym nieposkromionym, wstrząsającym szczęściem zawsze są ofiary, to nieuniknione.
Nie, utrzymam moje unormowane szczęście. Skosztowałam uczucia jak to jest, kiedy zaczyna się upadek. Tylko mały łyczek niemal mnie zniszczył.
Być może nie doświadczę 1000 żyć szczęścia, ale nie zostanę rozbita na milion kawałeczków, których nie można złożyć z powrotem. Utrzymam normę, ponieważ pozostawia wszystko nietkniętym, na miejscu, pod kontrolą.
(Notatka dla siebie: Jedzenie ogromnej tabliczki czekolady i picie dietetycznej Pepsi o 23:25, nie jest dobrym pomysłem. Mam nadzieję, że to co właśnie napisałam będzie miało jutro sens, gdy ocknę się z nadmiernej dawki sacharozy i kofeiny (sachakofeiny). Sprawdzić czy sachakofeina jest prawdziwym słowem. Raz sprawdzone, zaczyna się go używać, więc przeniknie do społeczeństwa. Rany, jestem na niewiarygodnym haju.)


Z akademickiego punktu widzenia mój pierwszy rok liceum był w porządku. Skończyłam rok z przeciętną 4+. Jak zwykle ominęłam mój cel, ale zdobyłam kolejną wstążkę za udział. Yay dla mnie. Jednak jestem nieustępliwa i zaczynał się nowy rok szkolny. Musiałam osiągnąć ten doskonały status piątki na drugim roku i w końcu mieć te trofeum.
Uczucia, które żywiłam do Noah nabierały siły. Miałam motylki ilekroć widziałam jak podchodził do mnie, ode mnie, stał obok mnie. Im bliżej był, tym intensywniejsze się stawały. Ciągle o nim rozmarzałam; podczas zajęć, w moim pokoju, w samochodzie, kiedy jadłam. Zasadniczo siedział w mojej głowie w każdej minucie każdego dnia. Czułam ciepło i mrowienie, kiedy myślałam o czymś, co do mnie powiedział albo jak mnie dotknął. Miałam ciarki za każdym razem, kiedy myślałam o naszym pierwszym pocałunku, a często o nim myślałam.
Mama kilka razy przyłapała mnie na rozmyślaniu o Noah. Któregoś ranka na śniadaniu zorganizowali z tatą prawdziwą interwencję. Miała nawet garść broszur ‘Po Prostu Powiedz Nie’ z 1980. Myślę, że były z jej osobistego schowka z nastoletnich lat.
Początkowo sądziłam, że przechodziłam przez przelotną fazę, jedynie niewinne zauroczenie. Zawsze kochałam Noah. Było to coś, co robiłam naturalnie, bez namysłu, tak jak oddychanie. Gdy zaczęliśmy częściej się przytulać i trzymać za ręce stwierdziłam, że było to naturalne następstwo naszej przyjaźni. Potem dostrzegłam jak przez to się czułam i najwyraźniej te uczucia nigdzie się nie wybierały w najbliższym czasie. Myślałam, że oboje po prostu szaleliśmy przez hormony, to było biologiczne i ewentualnie miało odejść. Cóż, jestem idiotką, bo zdarzyło mi się wprost przeciwieństwo.

Był na zewnątrz piękny dzień, więc zdecydowałyśmy z Beth zrezygnować ze stołówki i spędzić przerwę lunchową na dziedzińcu szkolnym.
- Idziesz na zabawę? – zapytała, jak kończyłyśmy nasz lunch.
- Jaką zabawę?
- Zabawę KIZZ.
- Co to takiego?
- Kobieta Jest Zobowiązana Zapłacić. Dziewczyny muszą zaprosić chłopców.
- Więc to będzie duże, grube nieee – powiedziałam.
- Powinnaś iść.
- Czemu? Nie umiem tańczyć.
- Będzie mnóstwo zabawy.
- Bardzo w to wątpię. Poza tym nie mam z kim iść.
Zwinęłam w kłębek pustą torbę po chipsach i rzuciłam ją w kierunku kosza na śmieci, omijając go o pół metra. Podeszłam do pogniecionej torebki, podniosłam ją, wykonałam kolejny rzut do kosza i znowu nie trafiłam. Jak do diabła Emily zdobywała tyle punktów podczas meczu koszykówki z koszem wiszącym w powietrzu, a ja nie potrafiłam wrzucić kawałka śmieci do ogromnego kosza pół metra ode mnie. Rzuciłam jeszcze dwa razy zanim się poddałam.
- Chrzanić to – powiedziałam, wracając i usiadłam na ławce.
- Ty musisz zaprosić chłopca, głupolu.
- Nie rób tego znowu.
- Czego? – zapytała Beth.
- Nie nazywaj mnie głupolem. Ekscentryczka jest w porządku. Lubię dziwaczną. Tylko nie głupol. Nie lubię głupola.
- Boże, czasami jesteś dziwna.
- Dziwna też jest dopuszczalne.
Miałyśmy jeszcze kilka minut do końca przerwy lunchowej, więc postanowiłam popracować trochę nad moim kolorem. Odchylając się na ławce, zamknęłam oczy i uniosłam głowę, pozwalając słońcu ogrzać moją twarz. Nie byłam dość odważna, żeby zrobić sobie pasemka we włosach, jak zasugerowała Sukani, ale opaliłam się trochę przez wakacje i starałam się to utrzymać.
Siedziałyśmy z Beth w ciszy. Ostatnio zachowywała się trochę dziwnie ale uznałam to za normalne zachowanie Beth. Niekiedy zachowywała się dziwacznie, zwłaszcza kiedy myślała o chłopaku. Zerknęłam na nią kątem oka i zobaczyłam, że obgryzała paznokcie.
- Myślę o zapytaniu Noah – powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.
Kiedy usłyszałam jej słowa, poruszyły się w moim ciele tylko usta, gdy zapytałam. – Jakiego Noah, zapytać o co?
- Noah Stewarta, o pójście na zabawę.
Siedziałam całkowicie nieruchomo przez pełną minutę, starając się przetrawić to, co powiedziała. Próbowałam ukryć wszystkie widoczne znaki mojego narastającego rozdrażnienia, ale moja szczęka była zaciśnięta i czułam paznokcie wbijające się w uda. Wezbrał się we mnie gorący gniew i zazdrość. Powoli usiadłam i odwróciłam się do niej twarzą. Nałożyłam najlepszą pokerową minę. Nie mogłam pokazać Beth, jak się czułam. Musiałam zachować spokój, gdy wyjaśniałam jej jak niewiarygodnie głupia była, myśląc w ogóle o zaproszeniu Noah.
- To śmieszne – odezwałam się.
- Dlaczego? – spytała, opuszczając rękę z ust.
- Po prostu. On nie pójdzie z tobą na głupie tańce.
- Czemu nie?
- Cóż, po pierwsze, on nie cierpi tańczyć. Po drugie, gdyby szedł z kimś, to ze mną. Byłaby to pierwsza zabawa dla nas obojga, a robimy wszystkie pierwsze razy razem. Po trzecie, wy dwoje nie możecie iść razem beze mnie.
- Dlaczego nie możemy?
- Bo jestem klejem – odparłam.
- Klejem? Co? – Marszczyła brwi w konsternacji.
- Klejem. Pierwsi byliśmy z Noah przyjaciółmi. Potem wprowadziłaś się ty i ja pierwsza stałam się twoją przyjaciółką. Przedstawiłam cię Noah. Wtedy zaprzyjaźniłaś się z nim.
Beth patrzyła na mnie, jakby wyrosła mi druga głowa. Spowolniłam moje przemówienie, mając nadzieję, że bardziej zrozumie o co mi chodzi.
- Przestawiłam was sobie. Nie bylibyście przyjaciółmi, gdyby nie ja. Klej. Jestem pomiędzy wami wspólną więzią. Mogę z Noah spędzać razem czas. My możemy spędzać razem czas. Ale ty i Noah nie możecie spędzać czasu razem beze mnie. – Położyłam rękę na piersi. – Klej. Jestem klejem.
Beth wpatrywała się we mnie przez moment, po czym potrząsnęła głową. Spojrzała na swoje wykręcające się ręce i wzięła głęboki wdech. – JużzaprosiłamNoahaonsięzgodził. – Głośno wypuściła powietrze.
- Słucham?
- Już zaprosiłam Noah, a on się zgodził.
- Jak długo planowaliście z Noah tę małą randkę na zabawie? – Rzuciłam jej uniesioną brew, ale mój głos był spokojny.
- Niedługo – zawahała się. – Parę dni… albo tygodni… a może miesiąc.
- Miesiąc!! – Pochyliłam się do niej.
Beth nie chciała spojrzeć mi w oczy, jak potykała się w słowach. – Potrzebowałam przynajmniej miesiąca. Musiałam kupić nową sukienkę, buty i…
- Czemu nic mi nie powiedzieliście? Powinnam wiedzieć o takich rzeczach.
- Nie byliśmy pewni jak zareagujesz. Jesteś trochę dziwna, kiedy chodzi o Noah.
- Dziwna? Wiesz, to już drugi raz, jak określasz moją przyjaźń z nim dziwną – powiedziałam zirytowana.
- Może dziwna to złe słowo. Zaborcza. Jesteś bardzo zaborcza względem Noah.
- To nie jest prawda.
- Jesteś szalenie zazdrosna, kiedy inne dziewczyny są w jego pobliżu.
- Nie jestem zazdrosna. Po prostu nie uważam, że są dla niego wystarczająco dobre.
- Amanda, czy ty lubisz Noah? – zapytała.
- Głupie pytanie, oczywiście, że go lubię. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Wiesz o co mi chodzi. Lubisz go, w sensie, że lubisz?
- Noah to mój najlepszy przyjaciel i jest dla mnie całym światem.
Nie zamierzałam wyznawać Beth moich uczuć do Noah. Sama byłam nimi zdezorientowana. Zdawałam sobie sprawę, że nie mogę go mieć, ale nie chcę też, żeby inni go mieli. Wiedziałam, że to głupie i niesprawiedliwe, ale tak właśnie się czułam.
- Dobra. Nie rozumiem cię – zamilkła. – Czemu nie zaprosisz jakiegoś kolesia i nie przyjdziesz? Będzie fajnie. – Podnosząc jej plecak, wstała. – Słuchaj, muszę pobiec do szafki przed zajęciami. Przynajmniej pomyśl o pójściu na zabawę.
Patrzyłam za odchodzącą do głównego budynku Beth. Nie byłam na nią zła za chęć pójścia z Noah. Każda dziewczyna w szkole tego chciała. Byłam zraniona i zła na Noah. Nie mogłam sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek wcześniej była na niego zła. Nie rozumiałam dlaczego nie powiedział mi nic na temat tej randki. Wszystko sobie mówiliśmy. Co się zmieniło?
Może powinnam iść na tę zabawę. Być może dzięki temu zobaczę ich na prawdziwej randce. Nie miałam pojęcia kogo zaprosić. Z pewnością nie chciałam dawać facetowi złego wrażenia. Jedynie potrzebowałam randki na tę zabawę i to wszystko. Zabawa była za tydzień, w tej chwili mogłabym zaprosić kogokolwiek.
Rozejrzałam się po dziedzińcu, mając nadzieję, że moja ‘randka’ magicznie się pojawi. Gdy zobaczyłam, że moje szanse były marne, usiadłam, spuszczając wzrok jakby odpowiedź była napisana na betonie.
Przygotowując się na wrócenie do klasy, podniosłam plecak, podniosłam spojrzenie i oto była moja odpowiedź, siedząca naprzeciwko mnie.
- Hej! – Żadnej odpowiedzi. – Hej!
Vincent spojrzał przez oba ramiona, sprawdzając czy ktoś stał za nim. – Mówisz do mnie? – zapytał.
Vincent Chamberlin był najmądrzejszym dzieciakiem w drugiej klasie, a właściwie to prawdopodobnie w całej szkole. Był również kujonem i piekielnie niezręczny, ale miły i niegroźny.
- Oczywiście. Do kogo innego miałabym mówić?
- Praktycznie kogokolwiek poza mną – odparł.
- Masz plany tego piątkowego wieczoru?
- Poważnie? – Zamilkł, podnosząc wzrok jakby jego harmonogram towarzyski zapisany był w chmurach. – Nie.
- Chcesz iść na tę zabawę?
- Czy ty zapraszasz mnie na randkę?
- Technicznie.
- Cóż… um… daj mi o tym chwilę pomyśleć. Nikt nigdy nie zadał mi tego pytania. – Oparł brodę między kciukiem a palcem wskazującym, przesuwając je po linii szczęki, gdy rozmyślał nad moim pytaniem. – Ty i ja znamy się od przedszkola. Mimo to nie rozmawiałaś ze mną od tamtej pory ani nie zauważałaś mojego istnienia.
Nie mogłam powstrzymać wywrotu oczami. Vincent naprawdę zamierzał sprawić, żebym się postarała. – Jestem nieśmiała, co mogę powiedzieć. Tak czy nie?
- Tak. Honorem będzie eskortowanie cię na zabawę. O której powinienem cię odebrać?
- Wiesz, gdzie mieszkam?
- Nie jestem pewien – powiedział.
Wstałam. – Spotkamy się na zabawie. Żaden sens w zaśmiecaniu ci głowy moim adresem.
- Nie chciałabyś iść na kolację przed zabawą?
- Bardzo, ale myślę, że będę tak podekscytowana i zdenerwowana, iż jeśli coś zjem, to mogę wszystko na ciebie wyrzygać. – Vincent zmarszczył twarz z obrzydzeniem. Nachylając się do niego dla podkreślenia, ciągnęłam. – Nie chciałbyś, żeby moje rzygi z ciebie spływały, prawda?
Odchylił się, szybko potrząsając głową. – Spotkamy się na zabawie.

Masochista – ktoś, kto czuje przyjemność z otrzymywania kary, aka Amanda Marie Kelly. Nawet nie była dobrą masochistką, ponieważ nie będę czuła żadnej przyjemności z tego, co zamierzałam zrobić.
Przez resztę dnia nie mogłam skoncentrować się na niczym prócz nieuchronnej randki Noah i Beth. Potrzebowałam i chciałam wiedzieć dlaczego Noah trzymał to przede mną w tajemnicy. Dzisiaj spotykałam się z nim po szkole.
Raz jeszcze zapisałam się do pracy nad gazetką szkolną w tym roku. Kochałam pisanie. Planowałam iść na dziennikarstwo na studiach. Byłam niezdecydowana co do obszaru, na którym chciałam się skupić; telewizji, gazetach czy Internecie. Może nawet pewnego dnia napiszę książkę. Wiedziałam tylko, że chciałam pisać.
Noah został w tym roku poproszony o granie reprezentacyjnej drużynie baseballu. Niespotykane było, żeby drugoklasista grał w reprezentacyjnej drużynie. Był fantastycznym graczem, zawsze był. Gazetka szkolna chciała mieć napisany o nim artykuł i przydzielili go mnie, oczywiście przez to, że się przyjaźniliśmy, zdecydowanie nie dzięki mojej wiedzy o baseballu.
Pomyślałam, że świetnie będzie poprowadzić wywiad na boisku baseballowym. Coś magicznego działo się z Noah, kiedy tam był i chciałam spróbować uchwycić to w artykule oraz towarzyszącym zdjęciu.
Tony Hoffman był fotografem szkolnej gazetki. Najpierw zabraliśmy się za zdjęcia. Tony postawił Noah w kilku pozycjach baseballowych i posadził go na trybunie pod znakiem pokazującym nazwę szkoły i maskotkę. Kiedy zdjęcia zostały zrobione Tony poszedł, zostawiając mnie samą z Noah.
Przeszłam przez standardowe pytania, chociaż już znałam na nie odpowiedzi. Takie jak, ile miałeś lat, gdy zacząłeś grać w baseball? Który zawodnik najbardziej na ciebie wpłynął? Potem przeniosłam się na głębsze pytania.
- Dobra, mam jeszcze jedno pytanie, a potem cię wypuszczę. – Oderwałam spojrzenie od moich notatek i uśmiechnęłam się do niego. – Co sprawiło, że zakochałeś się po raz pierwszy w grze?
- Mój tata, on kocha grę. Pokazał mi ją, kiedy miałem cztery lata. Wtedy obejrzałem pierwszy mecz w telewizji, siedząc obok niego na kanapie z litrem napoju pomarańczowego i dwiema torebkami chipsów na stoliku. – Niewielki uśmiech przebiegł po jego twarzy. – Nie pamiętam kto grał. Nie ma to znaczenia. Liczy się to, że mogłem spędzić czas z tatą, który dzielił się czymś, co kochał.
Przez pierwszych parę lat grałem w drużynie dziecięcej i małej lidze, lubiłem grać, ale najlepszą częścią był zawsze czas, który spędzałem z nim razem. Bez względu na to jak bardzo zajęty był w pracy, przychodził na każdy trening i mecz.
Gdy miałem sześć lat, zabrał mnie na mój pierwszy profesjonalny mecz w Fenway Park. Red Sox grali z Minnesota Twins, 9-1 dla Soxów. Byłem wszystkim oszołomiony; zawodnikami, stadionem, boiskiem, trybunami, lożą dla zawodników obok boiska, jedzeniem, parkingiem – zachichotał. – Tata dał mi jeden z najlepszych dni mojego życia.
W samej grze kocham wszystko; pracę zespołową, uczucie, którym jest trzymanie kija w ręce, dźwięk piłki uderzającej w skórzaną rękawicę, zapach trawy i sklepik z jedzeniem. Kocham patrzeć w trybuny, widzieć fanów i najważniejsze osoby w moim życiu.
Spotkały się nasze oczy. Uczucie w jego spojrzeniu podtrzymywało mnie przez kilkanaście sekund. Chciałam wspiąć się na jego kolana i przytulać go do końca życia. Dzięki Bogu, że przyniosłam odtwarzacz, żeby nagrać jego odpowiedzi. W jego głosie było tyle szacunku i miłości, kiedy opowiadał o swoim ojcu, byłam zbyt zniewolona, aby zapisać notatki.
Wyraźnie ogarnięty emocjami, odchrząknął i powiedział. – Przepraszam, Tweet. Nie chciałem zanudzać.
- Nie zanudzałeś. Byłeś doskonały. – Nie mogłam przestać na niego patrzeć.
- Jeszcze jakieś pytania?
- Nie. Już wszystkie. Dzięki.
- Nie ma sprawy. Nie przegapiłbym spędzenia czasu sam na sam z moją dziewczyną – powiedział, puszczając mi oko.
W tej chwili nie potrzebowałam wiedzieć czemu nie powiedział mi o randce. Wydawało się małostkowe pytanie go o to, kiedy dopiero co dał mi taką piękną odpowiedź. Zaczęłam się wiercić, stukając szybko długopisem o notes.
- Co jest, Tweet?
Głos w mojej głowie ciągle powtarzał, wstań i wyjdź, Amanda. TERAZ! Nie pytaj go o zabawę, nie teraz. NIE PYTAJ!!!
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że idziesz na zabawę z Beth?
Wzdychając głęboko, położył łokcie na kolanach. Zdjął czapkę baseballową i przesunął ręką przez włosy, przełykając kilka razy ślinę, zanim zaczął mówić.
- Wiesz co, zapomnij, że pytałam – przerwałam mu i zaczęłam prędko zbierać swoje rzeczy. Wstając, zrobiłam jeden krok przed Noah, a on złapał mnie za nadgarstek.
- Nie uciekaj ode mnie. Usiądź. – Jego głos był spokojny i ochrypły. Wzięłam głęboki wdech i usiadłam obok niego. Nie patrzyliśmy na siebie. – Czułem poczucie winy. Wiem, że zabrzmię jak ciota, ale byłem rozczarowany, że ty mnie nie zaprosiłaś.
- Nie wiedziałam, że chciałeś iść.
- Nie obchodzi mnie ta zabawa. Chciałem iść z tobą i miałem nadzieję, że ty będziesz chciała iść ze mną, ale nigdy nic nie powiedziałaś. Kiedy Beth zapytała, to zgodziłem się z jakiegoś powodu. Potem tego żałowałem. Wydawała się taka podekscytowana i szczęśliwa. Nie mogłem jej powiedzieć, że zmieniłem zdanie.
- Dlaczego czułeś poczucie winy?
- Sam nie wiem. Czułem się, jakbym cię zdradzał. – Zamilkł na chwilę, jakby zmagał się ze swoimi następnymi słowami. Spoglądając na mnie, powiedział. – Tweet, mam co do ciebie pewne myśli i uczucia.
Siedziałam w milczeniu. Kręciło mi się w głowie. Nie byłam gotowa na tę rozmowę. Czułam jak zaczyna zamykać mi się gardło. Mięśnie w mojej szyi i barkach napinały się. Musiałam stąd odejść. Słowa Noah zostały zastąpione świstem w uszach, jak tempo serca i pulsu rosło. Wtedy poczułam ciepły dotyk ręki na mojej i ona przywróciła mnie z powrotem. Odwróciłam głowę, widząc parę jasnoniebieskich oczu, w których mogłam się zatopić.
- Cały czas o tobie myślę, Tweet – powiedział, splatając palce z moimi.
- Miło jak ktoś o tobie myśli. – Do chwili obecnej była to najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałam.
Rzucił mi uśmieszek. – Kiedy jesteś obok chcę cię dotknąć, trzymać za rękę albo objąć cię ramionami. Znowu chcę cię pocałować. – Nie odrywał ode mnie wzroku, szukając jakieś reakcji na mojej twarzy lub w oczach.
Przełknęłam wielki haust powietrza. Byłam dziesięć sekund od ataku paniki. Czułam krople potu zaczynające tworzyć się na czole i szyi. Gardło jeszcze bardziej mi się zamknęło, a mięśnie jeszcze mocniej się zacisnęły. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc zrobiłam to co zazwyczaj. Uciekłam.
- Um… Noah, muszę już iść.
Te piękne oczy które pełne były troski kilka sekund wcześniej, teraz wyglądały na zszokowane, zranione i wkurzone. – Odchodzisz?! – Zdecydowanie brzmiał na wkurzonego.

- Muszę iść upewnić się, że Tony zrobił dosyć zdjęć i… um… Słuchaj, przepraszam. Zobaczymy się później. Jeszcze raz dzięki za wywiad. – Plecak ściskałam w jednej ręce, podczas gdy Noah trzymał drugą. Wstałam i odeszłam szybko, uwalniając dłoń z jego uścisku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz