Gdy byłam
dzieckiem, czułam się jakby mijała wieczność do Bożego Narodzenia albo moich
urodzin. Wkrótce nigdy nie było wystarczająco szybko. W ciągu dziesięciu
sekund, długość czasu w której lekarz mówi ci o twojej diagnozie, przestajesz
myśleć, że świat pełen jest nieskończonej ilości czasu i zdajesz sobie sprawę,
że nic w świecie nie jest nieskończone.
Wszystko ma
początek, środek i koniec. Przed rakiem nie wiele myślałam o końcu. Okrutnym
żartem jest to, że kiedy uświadamiasz sobie, iż jest koniec, czas zaczyna
przesuwać się szybciej, pędząc do niego. Życie idzie dość szybko. Wkrótce
możesz się znaleźć na jego końcu.
Ten wpis był
zainspirowany wielkim filozofem Ferrisem Buellerem… Buellerem… Buellerem…
Wracałam z łazienki do naszego stolika. Kiedy zajęłam
miejsce w loży obok Daltona nie mogłam uwierzyć w rozmowę, którą przeprowadzali
moi przyjaciele.
- Więc chcesz się ze mną pieprzyć?
- Tak, jeśli się zgadzasz.
- Będę tutaj tylko parę dni zanim pojadę na Florydę. Nie
będę tutaj długo.
- Ja też nie. – Moja głowa przesuwała się w obu kierunkach
tak szybko, że bałam się, iż skręcę sobie kark.
Lisa, Dalton i ja byliśmy w śródmieściu blisko college’u
jedząc lunch w Hungry Lion, gdzie były najlepsze hamburgery. Lisa przyjechała
do miasta wcześnie rano i spotkaliśmy się z Daltonem na lunchu. Natychmiast się
zakolegowali, wiedziałam, że tak będzie, ale nie miałam pojęcia, że to będzie
tematem ich pierwszej rozmowy.
- Nie mogę uwierzyć, że dyskutujecie to przy lunchu, tuż
przede mną.
- Liczy się czas, pasikoniku – odparł Dalton, wrzucając do
ust frytkę.
- Dalton mówi prawdę. – Lisa pochyliła się lekko nad
stolikiem do Daltona, jakby miała wyznać mu sekret. – Od razu uprzedzam…
pozwalam tylko na wejście od przodu. Nie robię imprezy od tylnych drzwi.
Dietetyczna pepsi wyleciała z moich ust i nieumyślnie wciągnęłam
ją nosem. Lisa i Dalton wybuchli głośnym śmiechem.
Kiedy Dalton przestał się śmiać i zaczął znowu oddychać
powiedział. – Młody pasikoniku, w ten weekend jedyną rzeczą jaka będzie
pieprzona jest twój umysł.
- Tylko się z tobą droczyliśmy – dodała Lisa. Uścisnęła
dłonie z Daltonem. – Brawo, proszę pana, za pana piękne przedstawienie
napalonego łajdaka.
- Och, dziękuję. Muszę powiedzieć, że ty bardzo przekonująco
grasz zdzirę.
- Jesteście prze-ko-mi-czni. – Włożyłam w głos dodatkową
dozę sarkazmu.
Miło było poznać ze sobą Lisę i Daltona. Dziwnie również
było stykać ze sobą oba moje światy. Było tak jakby oboje znali kompletnie inny
aspekt mojego życia, ale nie całą mnie.
- Więc jaki jest plan na dzisiejszy wieczór? – zapytała
Lisa.
- Myślałam, że moglibyśmy wrócić do śródmieścia i
pospacerować. Zawsze coś się dzieje, zwłaszcza kiedy zaczynają przyjeżdżać
turyści. Dalton, tobie to pasuje? – spytałam.
- Róbcie ze mną co chcecie. Jestem do waszej dyspozycji.
Dostrzegłam go jak tylko przeszedł przez drzwi. Nie
powiedziałam Noah o Daltonie i vice versa. Po prostu nigdy nie pojawił się ten
temat. Poza tym z żadnym z nich nie byłam w taki
sposób, ale jednak i tak czułam się, jakbym została przyłapana na robieniu
czegoś, czego nie powinnam, szczególnie, że siedziałam obok Daltona.
- Tweet?
- Noah, hej. – Jego wzrok natychmiast skupił się na
Daltonie. – Noah, pamiętasz Lisę?
- Tak, cześć. Jak się masz?
- Cześć, Ten Noah.
Dobrze – odparła. Uśmiechnął się na jej przezwisko dla niego.
- A to jest Dalton – powiedziałam.
- Cześć. Jesteście razem z Lisą? – spytał Noah.
- Nie, właściwie…
O cholera!
Dalton uwielbia drażnić się z ludźmi, bez względu na konsekwencje.
Obejmując ramieniem moje barki, przyciągnął mnie do swojej
klatki piersiowej. - …mój młody pasikonik i ja bzykamy się co każdy
poniedziałek. – Uśmieszek, który nastąpił po tej informacji był wycelowany
prosto w Noah. Noah wyglądał jakby gotów był unieść Daltona z jego siedzenia. –
Tak, robimy to już od jakichś dwóch miesięcy. – Spojrzał na mnie. – Nasz wspólny
czas bardzo mnie wyczerpuje.
Noah poruszał szczęką i zaciskał pięści.
- On mówi o chemioterapii. Mamy razem chemię w poniedziałki.
Dalton, powiedz mu, że to chemioterapia – prosiłam.
- Czy to tak nazywają teraz to dzieciaki? – Lisa próbowała
powstrzymać śmiech, kiedy ja panikowałam. Noah wyglądał jakby chciał zbić
Daltona na kwaśne jabłko. – Tylko sobie żartuję, koleś. Mamy razem chemię. To
tyle. Chyba że uważasz robienie loda w magazynku za związek.
- Tweet, mogę porozmawiać z tobą chwilę. Na zewnątrz. – Wtedy
ktoś zawołał imię Noah. To była Brooke.
Podeszła do naszego stolika, nie zwracając na nas uwagi. –
Nasz stolik jest gotowy.
- Zaraz tam będę.
Spojrzała na twarz przy naszym stoliku i skupiła się na
mnie. – Cześć, Amanda, jak tam noga?
- Wciąż zagubiona.
Brooke często lubiła wspominać moją amputowaną nogę, ale
tylko wtedy, gdy był blisko Noah. Starała się wyglądać jakby miała troskliwe
serce, tym samym przypominając Noah, że byłam towarem uszkodzonym.
Otoczyła kościstymi dłońmi umięśnione ramię Noah, mówiąc. –
Chodź, zanim ktoś nam ukradnie stolik.
- Idź usiąść. Będę tam za moment. – Fuknęła, prychnęła i
odeszła obrażona. – Tweet, na zewnątrz. – Odwrócił się i odszedł, nie czekając
na mnie.
Na dworze znalazłam Noah, który parę razy przesunął dłonią
przez włosy. – Kim jest ten dupek?
- On nie jest dupkiem. Tylko sobie żartował. Robi tak.
- Lubi sobie żartować o pieprzeniu się z tobą? – Jego głos
był ostry i rozgniewany. Nie wiedziałam skąd się to brało. – Jest tak?
- Co jest tak?
- Pieprzy się z tobą?
- A skąd do diabła przyszło ci to do głowy? Jesteśmy z
Daltonem przyjaciółmi. Tylko żartował. Co się z tobą dzieje?
- Nie podoba mi się jak faceci tak o tobie mówią. Nie lubię
go.
- Cóż, ja go lubię i pomaga mi przejść przez całe te gówno,
z którym teraz się mierzę. Potrzebuję go. – Nie było to moją intencją, ale
widziałam, że moje słowa były jak cios w brzuch.
- Kiedyś to mnie potrzebowałaś. – Zmiażdżyło mnie zranienie
w jego oczach.
- Noah, zawsze cię potrzebuję. Chodzi o to… Dalton dokładnie
rozumie przez co przechodzę. To śmieszne. Obserwuję jak Brooke wiesza się na
tobie przy każdej okazji i uwielbia przypominać mi, że mam odciętą kończynę.
Teraz, jak mam kogoś w życiu, żeby zajął…
- Moje miejsce?
- Nie. Nikt nigdy nie zajmie twojego miejsca. Dlaczego ty możesz
kogoś mieć, a ja nie?
Pochylił się tak blisko, że dotykały się nasze nosy. –
Przypomnę ci, kochanie, że ja nigdy nie chciałem nikogo innego. To była twoja
decyzja. – Ominął mnie i wrócił do kawiarni.
Reszta weekendu poszła o wiele lepiej. W sobotę poszłyśmy z
Lisą na zakupy i tamtego wieczora spotkaliśmy się z Daltonem na kolacji i
filmie. Świetnie było mieć przy sobie Lisę. Tęskniłam za nią. Chociaż pisałyśmy
do siebie i co parę dni rozmawiałyśmy przez telefon to nie było to to samo, co
bycie razem. Spakowała swoje rzeczy do auta i pojechała na Florydę, żeby
spotkać się z paroma przyjaciółmi na wiosennej przerwie.
Był niedzielny wieczór przed poniedziałkową chemioterapią. Spędzałam
czas z Daltonem w mieszkaniu. Zamówiliśmy pizzę i słuchaliśmy muzyki.
Zaczęliśmy spędzać razem niedzielę przed tygodniami z chemią. Chemia była
wystarczająco zła, ale wieczór przed nią nie był lepszy. Wtedy pojawiał się
strach, bo wiedziałeś, że następny tydzień będzie piekielny. Pomagaliśmy sobie
z Daltonem skupiając się na innych rzeczach w te szczególne niedziele.
- Masz rację, pasikoniku. Lifehouse jest diabelnie dobrą
grupą.
- Ach, uczeń staje się mistrzem i mistrz staje się uczniem.
– Dalton podniósł poduszkę z kanapy i walnął mnie nią.
Zaczęłam zbierać resztki pizzy, żeby zanieść je do kuchni. –
Więc dlaczego ty i pan Idealny nie jesteście razem? – Mimowolnie odwróciłam
głowę w jego kierunku.
- Wow! Nie lubisz subtelnych zmian tematu, co?
- Nie mam czasu na te gówno. Odpowiedz na pytanie.
- Um… - Usiadłam z powrotem na kanapie.
- Mały kutas? O to chodzi? – Przechylił głowę na bok ze
sztucznym współczuciem na twarzy.
- Nie – odparłam.
- Zbyt duży kutas? Wiesz, wiele ludzi myśli, że liczy się
rozmiar, ale to nieprawda. Można mieć rozmiar kija baseballowego, ale jeśli nie
wie się jak nim machać, to jest to tylko wysuszony kawałek drewna. Jeżeli
wiesz, o co mi chodzi – powiedział, unosząc brwi i znowu przechylając głowę.
Gapiłam się na niego bez słowa. Czasami słowa, które wychodziły z jego słowa
były niesamowite i to nie w dobry sposób.
- To skomplikowane.
- Co jest takie skomplikowane? On się rozbiera. Ty się
rozbierasz i… - Nagle przerwał w połowie zdania. Spojrzałam na niego
zaniepokojona. Wpatrywał się przed siebie, nie poruszając się. Wiedziałam, że
miewał ataki i myślałam, że może teraz też miał.
- Dalton? Nic ci nie jest?
Wciąż wpatrując się przed siebie, uniósł palec wskazujący i
powiedział. – Poczekaj… nadal wyobrażam sobie ciebie nago.
Waląc go w ramię, krzyknęłam. – Niech to szlag, Dalton! To
nie jest zabawne.
- Więc gdzie ja byłem? A tak. Oboje się rozbieracie i
bierzecie się do roboty. – Urwał na chwilę, spoglądając na mnie poważnie. –
Serio, o co chodzi?
Westchnęłam głęboko i zastanowiłam się czy powinnam
odpowiadać na jego pytanie.
- Noah i ja zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Potrzebuję
go w życiu. Jeżeli mielibyśmy przekroczyć tę linię i zdarzyłoby się coś, co by
nas rozdzieliło, to nie przeżyłabym tego. Wolę mieć go w życiu jako przyjaciela
niż ryzykować stracenie go na zawsze. I straciłabym go, bo zrobiłabym coś, co
by nas zrujnowało. Zawsze to robię.
Dalton przyglądał się mojej twarzy przez parę sekund. Jego
brwi powoli się złączyły, oczy zmrużyły, a usta uformowały w cienką linię. – Amando,
to jest najgłupsza bzdura jaką kiedykolwiek słyszałem.
- Taka jest prawda. Moja siostra i jej przyjaciel umawiali
się ze sobą i skończyło się to źle. Teraz nienawidzą się nawzajem. Emily jest
we wszystkim doskonała. Jeżeli ona nie potrafiła utrzymać tego związku, to ja
na pewno tego nie zrobię. Noah zasługuje na coś lepszego.
Obrócił się do mnie całym ciałem. – Ach, młody pasikoniku… doskonałość
jest złudzeniem pielęgnowanym przez obawy. – Spojrzałam na niego, jakby
oszalał. – Emily nie jest doskonała.
- Nie musisz tego mówić, żeby polepszyć mi nastrój.
- Nie robię tego. Ona ma szalone lewe oko.
- O czym ty gadasz?
- Zauważyłem to za pierwszym razem, jak ją spotkałem. Spojrzałem
jej w oczy. Jej prawe oko na mnie patrzyło, ale te lewe kręciło się na
wszystkie strony. Przeraziło mnie to. – Zrobił głupią minę i wywracał oczami na
każdą stronę, powodując, że wybuchłam śmiechem.
- Nigdy wcześniej tego nie zauważyłam.
- Może facet, z którym się umawiała przestraszył się
szalonego oka.
- Nie wiem. Nie powiedziała, co się stało.
- Gdy ustaliliśmy już, że Emily jest cyrkowym dziwakiem i
nie jest doskonała, nie możesz użyć jej jako wymówki. Więc odpowiedz na
pytanie.
Siedzieliśmy parę minut w ciszy zanim byłam w stanie
odpowiedzieć. Niekomfortowo było mi rozmawiać z Daltonem o Noah, ale kiedy
zaczynał rozmowę to nie łatwo się poddawał.
- Nigdy nie spełniałam oczekiwań tego, na co on zasługuje, a
teraz z amputacją i nowotworem… nie chcę być ciężarem.
- Przestań wymyślać wymówki, bo się boisz. Czemu nie
pozwolisz mu zdecydować jakie chce mieć życie i kogo chce w nim mieć?
- O czym mówisz?
- Spotkałem w życiu wiele ludzi i żadnego z nich nie lubię. Lubię
ciebie. Wiedziałem, że zostaniemy przyjaciółmi w chwili, jak zobaczyłem cię
wchodzącą na chemię. Jesteś mądra, zabawna i gorąca. Nie zachowujesz się jak
dziewczyna i nie przeszkadza ci, kiedy przeklinam. Amanda, nic nie możesz
zrobić z przeszłością, a tacy ludzie jak my nie wiedzą czy mają przyszłość. Przeszłość
już nie istnieje. Mamy tylko teraźniejszość. Teraźniejszość jest doskonała,
młody pasikoniku, bo oddychamy, ruszamy się, śmiejemy, płaczemy i jesteśmy
zaskoczeni, gdy spotkamy w końcu kogoś, z kim potrafimy nawiązać więź. Przestań
żyć przeszłością i marnować teraźniejszość. Musisz powiedzieć Noah, co czujesz.
- Co jeśli jest za późno i to właśnie Brooke go
uszczęśliwia.
- Bez znaczenia. On zasługuje na to, aby wiedzieć jak
wpłynął na twoje życie. Podarował ci prezent. Wiesz jak to jest kogoś kochać. Nie
przychodzi to do ciebie każdego dnia, przynajmniej nie prawdziwa miłość. Musisz
mu za to podziękować zanim będziesz musiała się pożegnać. Każdy zasługuje na
podziękowanie i pożegnanie.
Przeszła przeze mnie fala szoku, gdy skojarzyłam jego
ostatnie słowa. Dokładnie takie same słowa napisałam w moim pamiętniku, gdy umarł
tata Noah.
Spoglądając na Daltona poczułam między nami coś innego,
głębszą więź. Czułam się jakby coś się zmieniło albo miało między nami zmienić.
Przez głośniki zaczęło lecieć „Come Away With Me” od Nory Jones. Dalton podniósł się, wyciągając do
mnie rękę. – Wypróbujmy tę nową nogę. Zatańcz ze mną – powiedział.
Złapałam go za rękę. Poprowadził mnie na środek pokoju. Gdy
przysunęłam się do jego klatki piersiowej, otoczyliśmy się ramionami. Położyłam
głowę na jego barku, a on oparł swoją między moim barkiem a szyją.
Kiedy zmysłowy głos Nory Jones płynął po pokoju, zaczęliśmy
się kołysać. Ruch był leciutki, niemal niezauważalny. Zamknęłam oczy i dałam
się ponieść muzyce i dotyku jego ciała. Teraźniejszość doskonała.
Jak piosenka dobiegała końca Dalton szepnął mi do ucha. – Bardzo
się cieszę, że byłem tutaj na tyle długo, żeby cię poznać. Dziękuję, że dałaś
mi kogoś, za kim mógłbym tęsknić.
Odsunęliśmy się lekko od siebie, ale dalej się
przytulaliśmy.
- Nie przeszłabym przez to bez ciebie. Jedyną dobrą rzeczą w
tym wszystkim jest to, że pojawiłeś się w moim życiu. – Oparł czoło na moim
czole i staliśmy w takiej pozycji przez parę minut po zakończeniu piosenki.
Dalton uniósł głowę, pocałował mnie w czoło i szepnął. – Lepiej
już pójdę.
Skierował się do drzwi. Zanim je otworzył, odwrócił się i
spojrzał na mnie. – Zawsze pamiętaj o teraźniejszości doskonałej, pasikoniku. –
Piękny uśmiech pojawił się na jego twarzy, po czym odwrócił się i wyszedł.
Minął tydzień od momentu jak tańczyłam z Daltonem w
mieszkaniu. Tamtego wieczoru zmieniło się coś między nami albo w końcu zdałam
sobie wtedy z tego sprawę. Dalton był moją bratnią duszą. Miałam spotkać go
wtedy, kiedy go spotkałam. Dalton i nowotwór zmusili mnie do innego myślenia,
innego widzenia świata i innego widzenia samej siebie.
Nie, nie byłam doskonała i nigdy nie będę, ale nic nie
szkodzi. W życiu są ważniejsze rzeczy od gonienia za tym mitem ogólnoświatowego
wyobrażenia doskonałości. Doskonałość jest w oku obserwatora. Straciłam
wystarczająco czasu próbując kontrolować rzeczy w moim życiu i było to
wyczerpujące. Mogłam kontrolować tylko samą siebie. Jeżeli wystawię się i
zostanę zraniona, to niech tak będzie. To pokazuje przynajmniej, że wciąż tu
jestem i nie żyję z żalem.
Zatem stałam przed jego drzwiami, gotowa wystawić się
światu. Nie byłam pewna, co powiem, miałam nadzieję, że coś samo do mnie
przyjdzie. Napisałam do niego wiadomość, że stałam przy jego drzwiach. Uniosłam
rękę i zapukałam. Gdy otworzył drzwi oddech opuścił moje ciało. Stał tam bez
koszulki, w znoszonych spodniach i jego włosy były potargane. Patrzyliśmy na
siebie bez słowa. Chociaż do niego napisałam, to wyglądał na zaskoczonego, nie
miał pojęcia dlaczego tam byłam. Wzięłam głęboki wdech. Nadszedł czas, zero
żałowania.
- Kocham cię. Kocham cię od pierwszej chwili, kiedy się
spotkaliśmy. Ilekroć cię widzę kocham cię coraz mocniej. Wiem, że wyczucie jest
okropne, ale nigdy nie ma idealnej pory. Więc bez względu na to, co się stanie,
chciałam, żebyś wiedział, co czuję. – W końcu wypuściłam oddech.
Wyglądał na całkowicie oszołomionego. Moim instynktem była
ucieczka stamtąd, ale zostałam i czekałam na jego odpowiedź.
Wydawało się, że staliśmy tam wiele godzin, gdy w końcu
szepnął. – Tweet…
Kiedy tylko Noah wypowiedział moje imię usłyszałam wołanie
jego imienia. Spojrzałam za niego i zobaczyłam wchodzącą do pokoju Brooke, owinięta
kołdrą.
- O mój Boże! Myślałam, że jesteś sam. Widziałam tylko twoje
auto na zewnątrz. – Odwróciłam się, żeby odejść, ale chwycił mnie za ramię.
- Tweet, nie odchodź. Daj mi trochę czasu. Brooke, chodźmy
do innego pokoju.
- PRZECZYTAŁEŚ JEJ WIADOMOŚĆ, KIEDY MNIE PIEPRZYŁEŚ!!! –
wrzasnęła Brooke.
- Mój telefon był na szafce obok. Tylko na niego spojrzałem.
- Potem niemal skręciłeś pieprzony kark, zeskakując ze mnie,
żeby otworzyć drzwi.
Nie mogłam już dłużej tam stać. Odwróciłam się, pobiegłam do
mojego auta i wyjechałam z podjazdu. Kręciło mi się w głowie i adrenalina przepływała
w zawrotnym tempie przez moje ciało. Poszło gorzej niż kiedykolwiek sobie
wyobrażałam. Był to najbardziej żenujący i upokarzający moment, którego byłam
częścią, a wliczam w to bycie częścią zakładu Brata przeleć dziewicę. Po raz pierwszy kiedy się otworzyłam i powiedziałam
komuś, że go kocham, musiało być to wtedy, gdy był w łóżku ze swoją dziewczyną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz