niedziela, 23 marca 2014

Wpis 32

Gdy byłam dzieckiem, czułam się jakby mijała wieczność do Bożego Narodzenia albo moich urodzin. Wkrótce nigdy nie było wystarczająco szybko. W ciągu dziesięciu sekund, długość czasu w której lekarz mówi ci o twojej diagnozie, przestajesz myśleć, że świat pełen jest nieskończonej ilości czasu i zdajesz sobie sprawę, że nic w świecie nie jest nieskończone.
Wszystko ma początek, środek i koniec. Przed rakiem nie wiele myślałam o końcu. Okrutnym żartem jest to, że kiedy uświadamiasz sobie, iż jest koniec, czas zaczyna przesuwać się szybciej, pędząc do niego. Życie idzie dość szybko. Wkrótce możesz się znaleźć na jego końcu.
Ten wpis był zainspirowany wielkim filozofem Ferrisem Buellerem… Buellerem… Buellerem…


Wracałam z łazienki do naszego stolika. Kiedy zajęłam miejsce w loży obok Daltona nie mogłam uwierzyć w rozmowę, którą przeprowadzali moi przyjaciele.
- Więc chcesz się ze mną pieprzyć?
- Tak, jeśli się zgadzasz.
- Będę tutaj tylko parę dni zanim pojadę na Florydę. Nie będę tutaj długo.
- Ja też nie. – Moja głowa przesuwała się w obu kierunkach tak szybko, że bałam się, iż skręcę sobie kark.
Lisa, Dalton i ja byliśmy w śródmieściu blisko college’u jedząc lunch w Hungry Lion, gdzie były najlepsze hamburgery. Lisa przyjechała do miasta wcześnie rano i spotkaliśmy się z Daltonem na lunchu. Natychmiast się zakolegowali, wiedziałam, że tak będzie, ale nie miałam pojęcia, że to będzie tematem ich pierwszej rozmowy.
- Nie mogę uwierzyć, że dyskutujecie to przy lunchu, tuż przede mną.
- Liczy się czas, pasikoniku – odparł Dalton, wrzucając do ust frytkę.
- Dalton mówi prawdę. – Lisa pochyliła się lekko nad stolikiem do Daltona, jakby miała wyznać mu sekret. – Od razu uprzedzam… pozwalam tylko na wejście od przodu. Nie robię imprezy od tylnych drzwi.
Dietetyczna pepsi wyleciała z moich ust i nieumyślnie wciągnęłam ją nosem. Lisa i Dalton wybuchli głośnym śmiechem.
Kiedy Dalton przestał się śmiać i zaczął znowu oddychać powiedział. – Młody pasikoniku, w ten weekend jedyną rzeczą jaka będzie pieprzona jest twój umysł.
- Tylko się z tobą droczyliśmy – dodała Lisa. Uścisnęła dłonie z Daltonem. – Brawo, proszę pana, za pana piękne przedstawienie napalonego łajdaka.
- Och, dziękuję. Muszę powiedzieć, że ty bardzo przekonująco grasz zdzirę.
- Jesteście prze-ko-mi-czni. – Włożyłam w głos dodatkową dozę sarkazmu.
Miło było poznać ze sobą Lisę i Daltona. Dziwnie również było stykać ze sobą oba moje światy. Było tak jakby oboje znali kompletnie inny aspekt mojego życia, ale nie całą mnie.
- Więc jaki jest plan na dzisiejszy wieczór? – zapytała Lisa.
- Myślałam, że moglibyśmy wrócić do śródmieścia i pospacerować. Zawsze coś się dzieje, zwłaszcza kiedy zaczynają przyjeżdżać turyści. Dalton, tobie to pasuje? – spytałam.
- Róbcie ze mną co chcecie. Jestem do waszej dyspozycji.
Dostrzegłam go jak tylko przeszedł przez drzwi. Nie powiedziałam Noah o Daltonie i vice versa. Po prostu nigdy nie pojawił się ten temat. Poza tym z żadnym z nich nie byłam w taki sposób, ale jednak i tak czułam się, jakbym została przyłapana na robieniu czegoś, czego nie powinnam, szczególnie, że siedziałam obok Daltona.
- Tweet?
- Noah, hej. – Jego wzrok natychmiast skupił się na Daltonie. – Noah, pamiętasz Lisę?
- Tak, cześć. Jak się masz?
- Cześć, Ten Noah. Dobrze – odparła. Uśmiechnął się na jej przezwisko dla niego.
- A to jest Dalton – powiedziałam.
- Cześć. Jesteście razem z Lisą? – spytał Noah.
- Nie, właściwie…
O cholera! Dalton uwielbia drażnić się z ludźmi, bez względu na konsekwencje.
Obejmując ramieniem moje barki, przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej. - …mój młody pasikonik i ja bzykamy się co każdy poniedziałek. – Uśmieszek, który nastąpił po tej informacji był wycelowany prosto w Noah. Noah wyglądał jakby gotów był unieść Daltona z jego siedzenia. – Tak, robimy to już od jakichś dwóch miesięcy. – Spojrzał na mnie. – Nasz wspólny czas bardzo mnie wyczerpuje.
Noah poruszał szczęką i zaciskał pięści.
- On mówi o chemioterapii. Mamy razem chemię w poniedziałki. Dalton, powiedz mu, że to chemioterapia – prosiłam.
- Czy to tak nazywają teraz to dzieciaki? – Lisa próbowała powstrzymać śmiech, kiedy ja panikowałam. Noah wyglądał jakby chciał zbić Daltona na kwaśne jabłko. – Tylko sobie żartuję, koleś. Mamy razem chemię. To tyle. Chyba że uważasz robienie loda w magazynku za związek.
- Tweet, mogę porozmawiać z tobą chwilę. Na zewnątrz. – Wtedy ktoś zawołał imię Noah. To była Brooke.
Podeszła do naszego stolika, nie zwracając na nas uwagi. – Nasz stolik jest gotowy.
- Zaraz tam będę.
Spojrzała na twarz przy naszym stoliku i skupiła się na mnie. – Cześć, Amanda, jak tam noga?
- Wciąż zagubiona.
Brooke często lubiła wspominać moją amputowaną nogę, ale tylko wtedy, gdy był blisko Noah. Starała się wyglądać jakby miała troskliwe serce, tym samym przypominając Noah, że byłam towarem uszkodzonym.
Otoczyła kościstymi dłońmi umięśnione ramię Noah, mówiąc. – Chodź, zanim ktoś nam ukradnie stolik.
- Idź usiąść. Będę tam za moment. – Fuknęła, prychnęła i odeszła obrażona. – Tweet, na zewnątrz. – Odwrócił się i odszedł, nie czekając na mnie.
Na dworze znalazłam Noah, który parę razy przesunął dłonią przez włosy. – Kim jest ten dupek?
- On nie jest dupkiem. Tylko sobie żartował. Robi tak.
- Lubi sobie żartować o pieprzeniu się z tobą? – Jego głos był ostry i rozgniewany. Nie wiedziałam skąd się to brało. – Jest tak?
- Co jest tak?
- Pieprzy się z tobą?
- A skąd do diabła przyszło ci to do głowy? Jesteśmy z Daltonem przyjaciółmi. Tylko żartował. Co się z tobą dzieje?
- Nie podoba mi się jak faceci tak o tobie mówią. Nie lubię go.
- Cóż, ja go lubię i pomaga mi przejść przez całe te gówno, z którym teraz się mierzę. Potrzebuję go. – Nie było to moją intencją, ale widziałam, że moje słowa były jak cios w brzuch.
- Kiedyś to mnie potrzebowałaś. – Zmiażdżyło mnie zranienie w jego oczach.
- Noah, zawsze cię potrzebuję. Chodzi o to… Dalton dokładnie rozumie przez co przechodzę. To śmieszne. Obserwuję jak Brooke wiesza się na tobie przy każdej okazji i uwielbia przypominać mi, że mam odciętą kończynę. Teraz, jak mam kogoś w życiu, żeby zajął…
- Moje miejsce?
- Nie. Nikt nigdy nie zajmie twojego miejsca. Dlaczego ty możesz kogoś mieć, a ja nie?
Pochylił się tak blisko, że dotykały się nasze nosy. – Przypomnę ci, kochanie, że ja nigdy nie chciałem nikogo innego. To była twoja decyzja. – Ominął mnie i wrócił do kawiarni.

Reszta weekendu poszła o wiele lepiej. W sobotę poszłyśmy z Lisą na zakupy i tamtego wieczora spotkaliśmy się z Daltonem na kolacji i filmie. Świetnie było mieć przy sobie Lisę. Tęskniłam za nią. Chociaż pisałyśmy do siebie i co parę dni rozmawiałyśmy przez telefon to nie było to to samo, co bycie razem. Spakowała swoje rzeczy do auta i pojechała na Florydę, żeby spotkać się z paroma przyjaciółmi na wiosennej przerwie.

Był niedzielny wieczór przed poniedziałkową chemioterapią. Spędzałam czas z Daltonem w mieszkaniu. Zamówiliśmy pizzę i słuchaliśmy muzyki. Zaczęliśmy spędzać razem niedzielę przed tygodniami z chemią. Chemia była wystarczająco zła, ale wieczór przed nią nie był lepszy. Wtedy pojawiał się strach, bo wiedziałeś, że następny tydzień będzie piekielny. Pomagaliśmy sobie z Daltonem skupiając się na innych rzeczach w te szczególne niedziele.
- Masz rację, pasikoniku. Lifehouse jest diabelnie dobrą grupą.
- Ach, uczeń staje się mistrzem i mistrz staje się uczniem. – Dalton podniósł poduszkę z kanapy i walnął mnie nią.
Zaczęłam zbierać resztki pizzy, żeby zanieść je do kuchni. – Więc dlaczego ty i pan Idealny nie jesteście razem? – Mimowolnie odwróciłam głowę w jego kierunku.
- Wow! Nie lubisz subtelnych zmian tematu, co?
- Nie mam czasu na te gówno. Odpowiedz na pytanie.
- Um… - Usiadłam z powrotem na kanapie.
- Mały kutas? O to chodzi? – Przechylił głowę na bok ze sztucznym współczuciem na twarzy.
- Nie – odparłam.
- Zbyt duży kutas? Wiesz, wiele ludzi myśli, że liczy się rozmiar, ale to nieprawda. Można mieć rozmiar kija baseballowego, ale jeśli nie wie się jak nim machać, to jest to tylko wysuszony kawałek drewna. Jeżeli wiesz, o co mi chodzi – powiedział, unosząc brwi i znowu przechylając głowę. Gapiłam się na niego bez słowa. Czasami słowa, które wychodziły z jego słowa były niesamowite i to nie w dobry sposób.
- To skomplikowane.
- Co jest takie skomplikowane? On się rozbiera. Ty się rozbierasz i… - Nagle przerwał w połowie zdania. Spojrzałam na niego zaniepokojona. Wpatrywał się przed siebie, nie poruszając się. Wiedziałam, że miewał ataki i myślałam, że może teraz też miał.
- Dalton? Nic ci nie jest?
Wciąż wpatrując się przed siebie, uniósł palec wskazujący i powiedział. – Poczekaj… nadal wyobrażam sobie ciebie nago.
Waląc go w ramię, krzyknęłam. – Niech to szlag, Dalton! To nie jest zabawne.
- Więc gdzie ja byłem? A tak. Oboje się rozbieracie i bierzecie się do roboty. – Urwał na chwilę, spoglądając na mnie poważnie. – Serio, o co chodzi?
Westchnęłam głęboko i zastanowiłam się czy powinnam odpowiadać na jego pytanie.
- Noah i ja zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Potrzebuję go w życiu. Jeżeli mielibyśmy przekroczyć tę linię i zdarzyłoby się coś, co by nas rozdzieliło, to nie przeżyłabym tego. Wolę mieć go w życiu jako przyjaciela niż ryzykować stracenie go na zawsze. I straciłabym go, bo zrobiłabym coś, co by nas zrujnowało. Zawsze to robię.
Dalton przyglądał się mojej twarzy przez parę sekund. Jego brwi powoli się złączyły, oczy zmrużyły, a usta uformowały w cienką linię. – Amando, to jest najgłupsza bzdura jaką kiedykolwiek słyszałem.
- Taka jest prawda. Moja siostra i jej przyjaciel umawiali się ze sobą i skończyło się to źle. Teraz nienawidzą się nawzajem. Emily jest we wszystkim doskonała. Jeżeli ona nie potrafiła utrzymać tego związku, to ja na pewno tego nie zrobię. Noah zasługuje na coś lepszego.
Obrócił się do mnie całym ciałem. – Ach, młody pasikoniku… doskonałość jest złudzeniem pielęgnowanym przez obawy. – Spojrzałam na niego, jakby oszalał. – Emily nie jest doskonała.
- Nie musisz tego mówić, żeby polepszyć mi nastrój.
- Nie robię tego. Ona ma szalone lewe oko.
- O czym ty gadasz?
- Zauważyłem to za pierwszym razem, jak ją spotkałem. Spojrzałem jej w oczy. Jej prawe oko na mnie patrzyło, ale te lewe kręciło się na wszystkie strony. Przeraziło mnie to. – Zrobił głupią minę i wywracał oczami na każdą stronę, powodując, że wybuchłam śmiechem.
- Nigdy wcześniej tego nie zauważyłam.
- Może facet, z którym się umawiała przestraszył się szalonego oka.
- Nie wiem. Nie powiedziała, co się stało.
- Gdy ustaliliśmy już, że Emily jest cyrkowym dziwakiem i nie jest doskonała, nie możesz użyć jej jako wymówki. Więc odpowiedz na pytanie.
Siedzieliśmy parę minut w ciszy zanim byłam w stanie odpowiedzieć. Niekomfortowo było mi rozmawiać z Daltonem o Noah, ale kiedy zaczynał rozmowę to nie łatwo się poddawał.
- Nigdy nie spełniałam oczekiwań tego, na co on zasługuje, a teraz z amputacją i nowotworem… nie chcę być ciężarem.
- Przestań wymyślać wymówki, bo się boisz. Czemu nie pozwolisz mu zdecydować jakie chce mieć życie i kogo chce w nim mieć?
- O czym mówisz?
- Spotkałem w życiu wiele ludzi i żadnego z nich nie lubię. Lubię ciebie. Wiedziałem, że zostaniemy przyjaciółmi w chwili, jak zobaczyłem cię wchodzącą na chemię. Jesteś mądra, zabawna i gorąca. Nie zachowujesz się jak dziewczyna i nie przeszkadza ci, kiedy przeklinam. Amanda, nic nie możesz zrobić z przeszłością, a tacy ludzie jak my nie wiedzą czy mają przyszłość. Przeszłość już nie istnieje. Mamy tylko teraźniejszość. Teraźniejszość jest doskonała, młody pasikoniku, bo oddychamy, ruszamy się, śmiejemy, płaczemy i jesteśmy zaskoczeni, gdy spotkamy w końcu kogoś, z kim potrafimy nawiązać więź. Przestań żyć przeszłością i marnować teraźniejszość. Musisz powiedzieć Noah, co czujesz.
- Co jeśli jest za późno i to właśnie Brooke go uszczęśliwia.
- Bez znaczenia. On zasługuje na to, aby wiedzieć jak wpłynął na twoje życie. Podarował ci prezent. Wiesz jak to jest kogoś kochać. Nie przychodzi to do ciebie każdego dnia, przynajmniej nie prawdziwa miłość. Musisz mu za to podziękować zanim będziesz musiała się pożegnać. Każdy zasługuje na podziękowanie i pożegnanie.
Przeszła przeze mnie fala szoku, gdy skojarzyłam jego ostatnie słowa. Dokładnie takie same słowa napisałam w moim pamiętniku, gdy umarł tata Noah.
Spoglądając na Daltona poczułam między nami coś innego, głębszą więź. Czułam się jakby coś się zmieniło albo miało między nami zmienić.
Przez głośniki zaczęło lecieć „Come Away With Me” od Nory Jones. Dalton podniósł się, wyciągając do mnie rękę. – Wypróbujmy tę nową nogę. Zatańcz ze mną – powiedział.
Złapałam go za rękę. Poprowadził mnie na środek pokoju. Gdy przysunęłam się do jego klatki piersiowej, otoczyliśmy się ramionami. Położyłam głowę na jego barku, a on oparł swoją między moim barkiem a szyją.
Kiedy zmysłowy głos Nory Jones płynął po pokoju, zaczęliśmy się kołysać. Ruch był leciutki, niemal niezauważalny. Zamknęłam oczy i dałam się ponieść muzyce i dotyku jego ciała. Teraźniejszość doskonała.
Jak piosenka dobiegała końca Dalton szepnął mi do ucha. – Bardzo się cieszę, że byłem tutaj na tyle długo, żeby cię poznać. Dziękuję, że dałaś mi kogoś, za kim mógłbym tęsknić.
Odsunęliśmy się lekko od siebie, ale dalej się przytulaliśmy.
- Nie przeszłabym przez to bez ciebie. Jedyną dobrą rzeczą w tym wszystkim jest to, że pojawiłeś się w moim życiu. – Oparł czoło na moim czole i staliśmy w takiej pozycji przez parę minut po zakończeniu piosenki.
Dalton uniósł głowę, pocałował mnie w czoło i szepnął. – Lepiej już pójdę.
Skierował się do drzwi. Zanim je otworzył, odwrócił się i spojrzał na mnie. – Zawsze pamiętaj o teraźniejszości doskonałej, pasikoniku. – Piękny uśmiech pojawił się na jego twarzy, po czym odwrócił się i wyszedł.

Minął tydzień od momentu jak tańczyłam z Daltonem w mieszkaniu. Tamtego wieczoru zmieniło się coś między nami albo w końcu zdałam sobie wtedy z tego sprawę. Dalton był moją bratnią duszą. Miałam spotkać go wtedy, kiedy go spotkałam. Dalton i nowotwór zmusili mnie do innego myślenia, innego widzenia świata i innego widzenia samej siebie.
Nie, nie byłam doskonała i nigdy nie będę, ale nic nie szkodzi. W życiu są ważniejsze rzeczy od gonienia za tym mitem ogólnoświatowego wyobrażenia doskonałości. Doskonałość jest w oku obserwatora. Straciłam wystarczająco czasu próbując kontrolować rzeczy w moim życiu i było to wyczerpujące. Mogłam kontrolować tylko samą siebie. Jeżeli wystawię się i zostanę zraniona, to niech tak będzie. To pokazuje przynajmniej, że wciąż tu jestem i nie żyję z żalem.
Zatem stałam przed jego drzwiami, gotowa wystawić się światu. Nie byłam pewna, co powiem, miałam nadzieję, że coś samo do mnie przyjdzie. Napisałam do niego wiadomość, że stałam przy jego drzwiach. Uniosłam rękę i zapukałam. Gdy otworzył drzwi oddech opuścił moje ciało. Stał tam bez koszulki, w znoszonych spodniach i jego włosy były potargane. Patrzyliśmy na siebie bez słowa. Chociaż do niego napisałam, to wyglądał na zaskoczonego, nie miał pojęcia dlaczego tam byłam. Wzięłam głęboki wdech. Nadszedł czas, zero żałowania.
- Kocham cię. Kocham cię od pierwszej chwili, kiedy się spotkaliśmy. Ilekroć cię widzę kocham cię coraz mocniej. Wiem, że wyczucie jest okropne, ale nigdy nie ma idealnej pory. Więc bez względu na to, co się stanie, chciałam, żebyś wiedział, co czuję. – W końcu wypuściłam oddech.
Wyglądał na całkowicie oszołomionego. Moim instynktem była ucieczka stamtąd, ale zostałam i czekałam na jego odpowiedź.
Wydawało się, że staliśmy tam wiele godzin, gdy w końcu szepnął. – Tweet…
Kiedy tylko Noah wypowiedział moje imię usłyszałam wołanie jego imienia. Spojrzałam za niego i zobaczyłam wchodzącą do pokoju Brooke, owinięta kołdrą.
- O mój Boże! Myślałam, że jesteś sam. Widziałam tylko twoje auto na zewnątrz. – Odwróciłam się, żeby odejść, ale chwycił mnie za ramię.
- Tweet, nie odchodź. Daj mi trochę czasu. Brooke, chodźmy do innego pokoju.
- PRZECZYTAŁEŚ JEJ WIADOMOŚĆ, KIEDY MNIE PIEPRZYŁEŚ!!! – wrzasnęła Brooke.
- Mój telefon był na szafce obok. Tylko na niego spojrzałem.
- Potem niemal skręciłeś pieprzony kark, zeskakując ze mnie, żeby otworzyć drzwi.

Nie mogłam już dłużej tam stać. Odwróciłam się, pobiegłam do mojego auta i wyjechałam z podjazdu. Kręciło mi się w głowie i adrenalina przepływała w zawrotnym tempie przez moje ciało. Poszło gorzej niż kiedykolwiek sobie wyobrażałam. Był to najbardziej żenujący i upokarzający moment, którego byłam częścią, a wliczam w to bycie częścią zakładu Brata przeleć dziewicę. Po raz pierwszy kiedy się otworzyłam i powiedziałam komuś, że go kocham, musiało być to wtedy, gdy był w łóżku ze swoją dziewczyną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz