wtorek, 11 marca 2014

Wpis 9

Codzienne zapewnienia są… Co to za słowo? A tak, GÓWNIANE.
Jest tysiące książek próbujących przekonać cię, jak bardzo jesteś wspaniała. Autorzy cię nie znają. Jak mogą cię zapewnić, że jesteś wystarczająco dobra taka jaka jesteś? Jest wiele prawdziwych nieudaczników na świecie. (Hejka moim ludziom!).
Te książki są wypełnione uniwersalną mentalnością. Poza tym odnoszę się podejrzliwie do ludzi, którzy mówią, że kochają wszystkich za to kim są. Jedzie mi to skłonnością do praktyk kultowych.
(Jedzie to zabawne słowo. Jedzie… jedzie… jedzie… przypomina trochę jedzenie. No świetnie… Teraz jestem głodna.)
Potem autorzy kumbaya mówią, że możesz wymyślić zapewnienie, które pasuje do twojej osobowości i mówić je sobie w ciągu dnia. Nawet gdybym wymyśliła własne pozytywne zapewnienie, to czemu miałabym siebie słuchać? Co ja wiem? Jestem cholernym nieudacznikiem. Gdybym potrafiła wmówić sobie czucie się lepiej z własnym sobą, to nie kupowałabym waszych głupich książek.
(Zastanawiam się czy w spiżarni są jeszcze chrupki serowe.)


Od przedszkola harowałam, żeby osiągać moje cele. W niczym nie byłam naturalna. Chociaż wiele czasu i wysiłku wkładałam w projekty, to zawsze się nie spełniałam. Jeżeli celowałam w 5+, to dostawałam 5-. Spędziłam niezliczone godziny próbując rozgryźć dlaczego jestem jaka jestem. Dlaczego miałam tę nieodpartą chęć doskonałości? Wiem w umyśle, że tego nie osiągnę, ale dorzuca się do tego potrzeba i obezwładnia wszystkie logiczne myśli. Zawsze znajduję skazę we wszystkim, co robię, a kiedy to się dzieje, zaczyna się cykl.
Przez kilka dni pławię się w uczuciu niedoskonałości oraz przeciętności. Gdy już nie mogę się znieść, daję sobie przemowę podnoszącą na duchu. Mówię sobie, że to błędne koło, które muszę zatrzymać. A to sprawia tylko, że czuję się jeszcze gorzej. Ta przemowa zazwyczaj starcza mi na około godzinę, zanim cykl zaczyna się raz jeszcze. Nie wiem jak zatrzymać coś, co jest tak wgryzione w to, kim jestem.
Gdy moi rodzice chwalili Emily za dobrze zrobioną pracę, słyszałam w ich głosach dumę i ekscytację. Kiedy ja otrzymywałam od nich jakąś pochwałę, wydawało mi się, że słyszę u nich rozczarowanie. Wiedziałam, że nie byli mną rozczarowani, ale w jakiś sposób wykrywałam pewien ton lub odmianę w ich głosie, co sprawiało, iż czułam się jakbym ich zawiodła.
Kiedy możesz wyróżnić swoje uczucie niedoskonałości z określonego wydarzenia, które możesz dokładnie sprecyzować, jesteś w stanie zobaczyć je z innej perspektywy, jak stajesz się starszy i być możesz zmieniasz swój punkt widzenia. Kiedy te uczucie po trochu przedostaje się do charakteryzacji twojej osobowości, rok po roku, nie zdajesz sobie sprawy, że przejęło kontrolę, aż uniemożliwia ci posiadanie czegoś lub kogoś, kogo pragniesz bardziej niż cokolwiek na świecie, a wtedy jest za późno.
Sądzę, że moi rodzice byli ze mnie dumni do pewnego stopnia. Po prostu nie wydawała się ona dla mnie taka sama jak ich duma Emily. Dostrzegali ciężką pracę, jaką wkładałam w szkołę. Gdy nie udawało mi się być doskonałą, co zawsze się działo, widziałam litość w ich oczach. Współczuli mi.
Szkoła była wszystkim, co miałam. Nie brałam udziału w sporcie, nie tańczyłam ani nie grałam na instrumencie. Uczyłam się. To była moja rzecz. Jednakże Emily wyróżniała się we wszystkim. Była świetną uczennicą, zawodniczką koszykówki i świetną tancerką. Bycie dumnym z Emily było łatwe, skoro było wiele do wyboru.

Przez ostatnie dwa lata brałam dodatkowe lekcje podczas wakacji, żeby być do przodu. Będąc teraz w trzeciej klasie mój harmonogram pozwalał mi mieć wolny czas na koniec dnia. Czasami wychodziłam wcześniej, ale najczęściej zostawałam i szłam do sali samodzielnej nauki, żeby skończyć zadanie domowe albo do klasy dziennikarskiej, aby dokończyć artykuł, nad którym pracowałam. W jakiś sposób zostałam włączona do grupy uczących się ze Stacy i Kim z mojej klasy Amerykańskiego Rządu. Spotykaliśmy się raz w tygodniu podczas samodzielnej nauki, na której miały być obecne.
Siedziałam przy stoliku, zerkając na rozdziały, z których będą nas przepytywać w przyszłym tygodniu, kiedy Dyludyludi i Dyludyludam weszły do środka. Zajęły swoje regularne miejsce przy naszym stole. Początkowo nie odzywała się do mnie żadna z nich. Podniosłam wzrok. Miały współczujące miny. Nie znałam ich zbyt dobrze, ale nie wyglądały mi na troskliwe osoby. Przezwiskiem Stacy była księżniczka, Kim księżna, a patrząc na to jak się zachowywały, sądzę, że wmówiły sobie, iż naprawdę są częścią rodziny królewskiej. Uwielbiały szerzyć plotki i powodować kłopoty.
Stacy przekrzywiła lekko głowę na bok, posyłając mi słaby uśmiech i westchnęła głęboko. – Wszystko będzie lepiej, wiesz.
Wymieniła się znaczącymi spojrzeniami z Kim, która skinęła głową na znak zgody. Z powrotem skupiły się na mnie. Kim, która siedziała dokładnie naprzeciw mnie, wyciągnęła rękę przez stół, dotykając mojej. – Zdaję sobie sprawę, że nie znamy się za dobrze, ale chcemy żebyś wiedziała, że nie jesteś sama.
- Tak jest. Jesteśmy tutaj, żeby wysłuchać tego, co zechcesz nam powiedzieć. Możemy nawet wymienić się numerami telefonu, żebyś mogła skontaktować się z nami w każdej chwili. – Stacy raz jeszcze głęboko westchnęła, przechylając głowę.
Czułam się jakbym weszła do strefy cienia. Byłam zbita z tropu, ale zaciekawiona. Kilka razy przesunęłam między nimi wzrokiem, zanim zapytałam. – O czym wy mówicie?
Znowu posłały sobie znaczące spojrzenia. Gdy odwróciły się do mnie, odchyliły głowy w przeciwnych kierunkach od siebie. Kim pochyliła się nad stołem i głośno wyszeptała. – Słyszałyśmy o Noah i Beth.

Gdy tylko zadzwonił dzwonek, wystrzeliłam z klasy. Szłam szybko korytarzem w stronę szafek. Wbijałam paznokcie w dłoń poprzez mocny uchwyt jaki miałam na pasku plecaka. Czułam wzrastające wewnątrz mnie ciepło z gniewu i zdrady, które doświadczałam przez to co usłyszałam parę chwil temu. Beth stała twarzą do swojej szafki, gdy podeszłam. Stałam tam w milczeniu, czekając aż się obróci. Przestraszyła się, kiedy mnie zobaczyła.
- Boże, Amanda! Napędziłaś mi stracha.
- Spotykacie się z Noah? – Wyszło to jak oskarżenie.
Beth rozejrzała się wokoło, upewniając się, że nikt nie był na tyle blisko, aby usłyszeć. Przygryzając wargę i bawiąc się paskiem torebki, powiedziała cicho. – Um… tak… tak jakby.
- Kiedy to się stało, do cholery? – wyrzuciłam. Mój gniew był wyraźny.
- Naprawdę chcesz o tym teraz gadać? Tutaj?
Rozejrzałam się po korytarzu. Wszyscy uczniowie zniknęli, pozostawiając mnie i Beth same. Skrzyżowałam ramiona, nie ustępując. – Odpowiedz na pytanie. Kiedy. To. Się. Stało? – wypowiedziałam wolno przez zaciśnięte zęby, skracając każde słowo.
- Um… Cóż… Zobaczmy. Nie jestem całkiem pewna – zacinała się w słowach, próbując kupić sobie czas.
- Przestań przeciągać czas. – Robiłam się coraz bardziej niecierpliwa. Mrużąc oczy zapytałam napiętym głosem. – Kiedy?
- Jakiś czas temu.
- Jak długi jest ten jakiś czas?
Opuszczając wzrok, zaczęła obracać pierścionkiem na prawej ręce. Robiła to zawsze, gdy była podenerwowana. Wahała się parę chwil, zanim odpowiedziała. – Około miesiąc.
Moje ciało zesztywniało. Całe powietrze uciekło z moich płuc. – Oboje okłamywaliście mnie przez miesiąc? – Już wiedziałam, że odpowiedzią na to było tak. Musiałam po prostu usłyszeć, jak to przyznaje.
- Nigdy cię nie okłamaliśmy, Amanda. – Patrzyła wszędzie, tylko nie na mnie.
- Ukrywaliście to przede mną. Przebywałam przy was obojgu i nigdy nie zauważyłam żadnych zmian.
- Chciałam ci powiedzieć, kiedy się zaczęło, ale Noah się nie zgodził. – Jej oczy zwęziły się nieznacznie, jak zacisnęła usta w prostą linię.
Z każdym kawałkiem informacji wychodzącym z jej ust, czułam jak moje ciało jeszcze bardziej sztywnieje. Mój głos stał się mechaniczny. Było tak jakbym zamykała się fizycznie, mentalnie i emocjonalnie. Ale nie potrafiłam zmusić ust do zaprzestania zadawania pytań, których odpowiedzi wiedziałam, że mnie zniszczą.
- Chcesz wiedzieć, jak się dowiedziałam? Stacy i Kim mi powiedziały. Podzieliły się ze mną swoim współczuciem i teraz chcą być najlepszymi przyjaciółeczkami. Najwyraźniej wszyscy o tym wiedzieli oprócz mnie.
- Zobaczyły nas w kinie kilka dni temu. Zgaduję, że domyśliły się, iż coś jest na rzeczy. – Nadal nie potrafiła spojrzeć mi w oczy, jak przeszła z przekręcenia pierścionka do bawienia się paskiem torebki.
- Jak mogłyby domyślić się czegoś takiego? – zapytałam.
- Bo trzymałam rękę Noah.
Czułam wibracje zaczynające opanowywać moje ciało. Nie zostało mi wiele czasu do wykruszenia się. Jeszcze nie przetrawiłam faktu, że Noah i Beth byli razem, nie mówiąc o tym, że mogli mieć fizyczny kontakt.
- W tej szkole jest setka facetów. Mogłabyś mieć każdego z nich. Dlaczego musiał być to Noah?
- Wiesz, że zawsze mi się podobał. Jest słodki, zabawny, popularny…
- I MÓJ! – krzyknęłam. Pierwsze pęknięcie w moim już kruchym fundamencie.
- Musisz się uspokoić. – Zamilkła na chwilę. Wyprostowując ramiona, spojrzała mi teraz prosto w oczy. – Słuchaj, Amanda. Wiem, że ty i Noah mieliście tę więź czy coś, jak byliście dziećmi, ale…
- Mamy – wtrąciłam.
- Co?
- Mamy więź. To nie czas przeszły – nacisnęłam.
- Ta. Cóż, było to urocze, kiedy byliście dziećmi, ale już nimi nie jesteśmy. I tak nigdy nie rozumiałam tej rzeczy między wami. Ale czy naprawdę myślałaś, że on będzie z tobą na zawsze? Noah jest jednym z najgorętszych facetów w tej szkole. Nie znam stąd dziewczyny, która nie chciałaby z nim być. Nie chcę brzmieć ostro. Jesteś moją przyjaciółką i kocham cię, ale pora dorosnąć.
Nie cierpiałam tego, ale wiedziałam, że miała rację. Przekonywałam siebie, że Noah zawsze będzie mój. Wiedziałam, że był na randkach z kilkoma dziewczynami. Nie podobało mi się to, ale radziłam sobie z tym najlepiej jak mogłam. Nigdy wcześniej nie spotykał się z nikim na poważnie. Nigdy nie przeszło mi przez myśl, że mógłby coś takiego zrobić.
- Wiem – szepnęłam.
Wdychając i wydychając głęboki wdech, Beth powiedziała. – Chyba jestem w nim zakochana, Amanda.
To było drugie pęknięcie w moim fundamencie. Dalej patrzyłam w jej kierunku. Tak naprawdę na nią nie patrzyłam. Nie patrzyłam na nic. Mój umysł był otępiały. Miałam nadmiar informacji. Nie mogłam słuchać już więcej. Widziałam jej poruszające się usta i słyszałam dźwięk z nich wychodzący, ale był stłumiony. Czułam się jakbym była pod wodą. Ona nadal poruszała ustami, nie czekając na moją odpowiedź. Wyciągnęła rękę i dotknęła mojego ramienia, wyrywając mnie z oszołomienia.
- Równie dobrze mogę powiedzieć ci o wszystkim. Wiesz, szybko zerwać plaster. Dzisiaj nocuję w jego domu. – Zobaczyła skonsternowanie na mojej twarzy. – Jego rodzice wyjeżdżają z miasta na weekend.
- Wiem. Jadą z moimi rodzicami. Co roku robią sobie taką wycieczkę.
Rozejrzała się nerwowo. Nachylając się do mnie, szepnęła. – Dzisiaj będę uprawiała z nim seks.
Trzecie pęknięcie fundamentu. Beth była całkowicie nieświadoma, jak wpływały na mnie jej słowa. Wciąż się rozwodziła, kiedy ja stałam nieruchomo. To było najbardziej surrealistyczne doświadczenie, jakie przeżyłam. Beth. Noah. Seks. Miłość. Powtarzało się w ciągłej pętli w mojej głowie.
- Nie mogłam się doczekać, żeby ci powiedzieć. Myślałam, że mogłabyś mi pomóc. Chciałam go zaskoczyć i przyrządzić mu dziś kolację. – Wciąż nie miałam pojęcia, dlaczego ona dalej gadała. – Stwierdziłam, że ty będziesz wiedzieć jakie jest jego ulubione jedzenie. Amanda, nic ci nie jest? Wyglądasz dziwnie.
Byłam zraniona i zazdrosna, ale gdzieś pomiędzy jej słowami „Będę uprawiała z nim seks i powiedz mi jakie jest jego ulubione jedzenie” wkurzyłam się. Stara dobra wściekłość ciągnięcia za włosy i naplucia w twarz. – Nie pomogę ci mieć seks z Noah.
- Pytam tylko jakie jest jego ulubione jedzenie.
- Spotykacie się od miesiąca. Nigdy nie jedliście razem? – Sarkazm wypływał z moich ust. Uczucie zaczynało wracać do mojego ciała, jak wezbrała się we mnie adrenalina. Przez cały czas ściskałam pasek plecaka tak mocno, że moje knykcie były białe. Serce waliło tak mocno i szybko, iż myślałam, że wyrwie się z mojej piersi. Zmrużyłam oczy na Beth. Mogła zobaczyć, że nastąpiła we mnie zmiana.
- Wiem, że jesteś wkurzona, że ci nie powiedzieliśmy, ale nie mów mi, iż jesteś wkurzona, że jesteśmy z Noah razem? – Odwróciła wzrok, naburmuszona i wywróciła oczami. – Dobra jesteś, wiesz. Nie chcesz go, ale nie chcesz, żeby miał go ktoś inny. Pytałam cię więcej niż raz czy lubisz Noah, a ty zawsze odpowiedziałaś, że tylko jak przyjaciela. Cóż, ja lubię go bardziej niż przyjaciela. Chcę, żeby był moim pierwszym i nim będzie. Jeżeli chciałaś mieć go za chłopaka, to powinnaś była coś zrobić dawno temu. Zawaliłaś sprawę. Przegapiłaś swoją szansę z Noah i teraz jest mój. Jesteśmy razem, więc pogódź się z tym.
- Nawet nie mam pewności, że jesteście razem. Noah mówi mi o wszystkim. Ani razu o tobie nie wspomniał.
Zaczęło przelewać się przeze mnie gorąco. Czułam jak drży mi broda, podczas gdy łzy wzbierały się w kącikach oczu. Trzęsły mi się ręce. Wiedziałam, że skończył mi się czas. Nie mogłam już tutaj stać i słuchać Beth gadającej o niej i Noah.
Przeszyła mnie zadowolonym spojrzeniem. – Och, zapewniam cię, jesteśmy razem. Miałam obolałe wargi, aby tego dowieść, więc jeżeli…
Były to ostatnie słowa, zanim przeszedł przeze mnie ostatni dreszcz, potrząsając moim fundamentem, sprawiając że kompletnie się rozkruszyłam. Odwróciłam się na pięcie, nagle jej przerywając. Musiałam uciec stamtąd jak najszybciej mogłam, nim wypłyną łzy i zaleją moje policzki.
Mocno szarpnęłam za drzwi szkoły i skierowałam się prosto do mojego samochodu. Prędkość od czasu, kiedy zostawiłam Beth do momentu jak dotarłam do domu i mojego pokoju była tak hipersoniczna, że była prawie jak jeden ciągły ruch. Nie przestałam się ruszać, dopóki nie opadłam na łóżko.
Ścierając łzy rękawem, próbowałam wyrównać oddech. Nie zauważyłam jak bardzo brakowało mi tchu, dopóki nie znieruchomiałam.
Powinnam była dalej się ruszać, ale jak już się zatrzymałam mój umysł przeszedł na najwyższe obroty.
Traciłam Noah. Nasza przyjaźń już mu nie wystarczała. Ja już mu nie wystarczałam. Wiedziałam, że to się stanie któregoś dnia. Po prostu nie sądziłam, że nastąpi to dzisiaj i na pewno nie sądziłam, że będzie to z Beth. Czułam się zdradzona, wściekła i odrzucona. Nie odpowiedziałam Beth, kiedy zapytała czy byłam wkurzona, że skłamali, czy dlatego, że byli razem. Prawda była taka, że doszłam do siebie po byciu okłamaną trzy sekundy po tym, jak powiedziała, że go kocha.

Nie chciałam, żeby byli razem. Nie byłam gotowa. Wiedziałam, że nie mogę go mieć, ale nie chciałam, żeby miał go ktoś inny, jeszcze nie. Wiem, że to irracjonalne, ale logiczne myślenie nie było teraz częścią mojego życia. Nie mogę go stracić. On jest jedyną rzeczą, która w pełni jest moja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz