wtorek, 11 marca 2014

Wpis 15

Niewidzialna siła zajmuje każdą sferę mojego mózgu i przenika przez całe moje ciało. Przez całe życie przetrzymywała mnie, jako zakładnika. Kiedy byłam w stanie w końcu spójnie złączyć myśli, było za późno i nie potrafiłam znaleźć wyjścia.
Gdybym mogła ją zobaczyć, dotknąć, perswadować z nią to może miałabym szansę na przetrwanie jej. Zamiast tego tylko ją czuję i słyszę. Jest to stała wiadomość w moim życiu. Skąd się bierze? Dlaczego mnie wybrała? Tak wolno wsączyła się do mojego życia, że nigdy nie widziałam jak przejęła nade mną kontrolę, dopóki mnie nie pochłonęła.
(I to mój przyjacielu nazywają popieprzonym myśleniem.)


Kiedy się obudziłam przez kilka minut zastanawiałam się, gdzie do diabła jestem. Czułam się, jakby piła łańcuchowa wdzierała się do mojej głowy. Nawet włosy mnie bolały. Ledwo mogłam podnieść je z poduszki. Powoli obrazy w wczorajszego wieczoru nabrały ostrości.
Pamiętałam bycie na imprezie. Noah i Brad wdali się w bójkę. Uchlałam się. Brad mnie obmacywał. Noah zabrał mnie do domu. Rzuciłam się na niego. Wciąż mam te dziwne przeczucie, że stało się coś jeszcze okropnego. Powtarzałam w głowie zeszłą noc, próbując ułożyć plan wydarzeń, Brad mnie pocałował, a potem faceci się bili. Niewyraźnie pamiętałam wejście na górę. Wtedy zaczęło mi się oczyszczać w myślach i wszystkie kawałki wróciły na miejsce. JASNA CHOLERA! Przyłapałam Noah i Brittani na seksie!
Poczułam przebiegający po mnie zimny dreszcz. Zaczęło palić mnie w gardle i poczułam w ustach gorzki posmak. Przycisnęłam rękę do ust i wysunęłam się z łóżka Noah, starając się go nie obudzić. Pobiegłam cicho do łazienki, dobiegając tam w ostatniej chwili. Dziwiłam się jak wiele wychodziło ze mnie wszystkiego. Jak w cholernym Egzorcyście.
Położyłam się na podłodze łazienki, przyciskając policzek do chłodnych kafelek. Czułam się niesamowicie. Mogłam tam zostać cały dzień. Byłam całkiem pewna, że obudziłam Noah. Wiedziałam, że w każdej chwili zapuka do drzwi, chcąc wiedzieć czy ze mną wszystko w porządku. Bałam się tego. Wiedziałam, że tequila, którą piłam z Bradem przeważnie były winne mojemu śniadaniu składającemu się z zupy kwasu, ale wspomnienie wychodzącego Noah z tamtego pokoju i jej idącej tuż za nim zdecydowanie pomogło wypchać zawartość mojego żołądka.
Musiałam wstać. Gdybym leżała tam dłużej, to bym zasnęła. Położyłam ramię na brzegu wanny, próbując podnieść się z podłogi. Musiałam próbować trzy razy, ale w końcu mi się udało i pochyliłam się nad umywalką. Kilka razy wypłukałam usta. Boże, byłam tak spragniona, że mogłabym osuszyć ocean. Umyłam twarz i delikatnie przeczesałam włosy palcami, po czym skierowałam się z powrotem do pokoju Noah po swoje ubrania. Chciałam po prostu zabrać swoje rzeczy i stamtąd wyjść. Nie mogłam teraz stawić mu czoła. Byłam zawstydzona i upokorzona.
Nie słyszałam żadnego hałasu w jego pokoju, więc jakimś cudem dalej spał albo był w łazience jego rodziców, biorąc prysznic. Przeszedł mi przez myśl obraz nagiego, mokrego Noah. Musiałam stamtąd wyjść.
Otworzyłam drzwi do jego sypialni najciszej jak mogłam. Jakimś cudem wciąż spał. Słyszałam w uszach bicie mojego serca, jak weszłam do pokoju. Moja bluzka i dżinsy leżały na podłodze w nogach łóżka, gdzie zostały rzucone zeszłej nocy. Wolno do nich podeszłam, pochyliłam się i je podniosłam. Przeskanowałam pokój w poszukiwaniu reszty rzeczy. Moje japonki leżały po stronie łóżka Noah. Postanowiłam je tam zostawić i później po nie przyjść. Chciałam stąd wyjść najszybciej jak to możliwe.
Raz jeszcze przeszukałam pokój. Omiotła mnie fala paniki. Poczułam mrowienie po środku klatki piersiowej, które szybko rozeszło się po reszcie ciała. Serce i płuca pracowały na szybkich obrotach. Moje oczy podwoiły się w wielkości. Zamknęłam je na chwilę, żeby się uspokoić. Może nie widziałam tego, co myślałam, że widziałam. Otwierając powoli oczy spojrzałam w tym samym kierunku i skrzywiłam się. Tak, widziałam to. Mój fioletowy koronkowy stanik został rzucony na lampę stojącą na komodzie Noah. Wisiał tam sobie, szydząc ze mnie.
Podeszłam na palcach do komody i przyglądałam się chwilę stanikowi, zastanawiając się jak najlepiej będzie go uwolnić. Jakimś sposobem zaplątał się wokół lampy. Jedne z ramiączek spadło, przerzucając połowę stanika wokół klosza, oplątując się wokół podstawki i zawisło na włączniku. Jak to się do diabła stało? Pomyślałam o zostawieniu go, ale ta sytuacja była wystarczająco upokarzająca bez przymusu proszenia o oddanie bielizny.
Bez problemu zdjęłam ramiączko z włącznika. Ostrożnie zaczęłam rozplątywać biustonosz i go unosić. Myślałam, że wszystko rozplątałam, więc żeby zakończyć mękę szarpnęłam biustonoszem. Jakimś sposobem kawałek koronki zahaczył o coś powodując przewrócenie lampy. Złapałam ją tuż zanim uderzyła o podłogę, ale i tak zrobiła głośny, drapiący odgłos. Wstrzymałam oddech i spojrzałam przez ramię na Noah. Wiedziałam, że nie było mowy, aby to przespał. Wyczekiwałam parę sekund. Jego oddech wciąż był równy i nawet się nie ruszył.
Zaczęłam odplątywać koronkę, gdy wystraszył mnie głęboki, gardłowy głos. Zamarłam. – Zostaw go. Lubię mieć porozrzucane po pokoju twoje ładne, koronkowe rzeczy. – Wciągnęłam głęboki haust powietrza. – I jak czuje się dzisiaj moja Tweet?
Wiedziałam, że patrzył na mnie z uśmieszkiem. Cieszył się moim dyskomfortem z tequili i staniem tam z bielizną w dłoni. Łajdak. Nie odwróciłam się. Nie chciałam, żeby zobaczył upokorzenie na mojej twarzy. Dodatkowo na przodzie jego koszulki, którą nosiłam miałam trochę wymiocin. Patrząc na siebie w lustrze dotarło do mnie, że miał dobry widok na moją twarz i widział moje upokorzenie.
Zaczęłam mówić, ale początkowo słowa utknęły mi w gardle. Próbując brzmieć radośnie, powiedziałam. – Świetnie. Idę do domu, żeby wziąć prysznic i umyć włosy. – Mój głos brzmiał tak, jakbym była palaczką palącą cztery paczki dziennie.
Noah wyszedł z łóżka i podszedł do mnie od tyłu, kładąc ręce na moich biodrach. Spojrzeliśmy na siebie w lustrze. Cholera, wyglądał seksownie w nisko opuszczonych spodniach od pidżamy i znoszonej szarej koszulce zakrywającej jego wspaniale wyrzeźbiony tors.
Zniżył usta do mojego ucha i powiedział ochryple. – Nie idź. Możesz tutaj wziąć prysznic.
Odsunął się o jeden mały krok i ściągnął swoją bluzkę przez głowę, rzucając ją na łóżko. Oto był ten cudowny tors, po którym chciałam się czołgać. Noah mówił dalej, przywracając mnie do teraźniejszości. – Wskoczę pod prysznic, a potem zrobię ci tosty. Pomogą twojemu żołądkowi. – Pocałował mnie w czubek głowy. Spoglądając ma jego koszulkę, którą miałam, zbryzganą zawartością mojego żołądka, dodał. – Możesz zatrzymać bluzkę. – Spuściłam wzrok, czując gorący rumieniec na twarzy. Wtedy uśmiechnął się do mnie, po czym klepnął mnie w tyłek i opuścił pokój.
KLEPNĄŁ MNIE W TYŁEK I PODOBAŁO MI SIĘ TO!
Zdecydowanie musiałam stąd wyjść.
Czekałam, dopóki nie usłyszałam odkręcanego prysznica i wtedy uciekłam. Wiedziałam, że będę musiała się z tym zmierzyć, ale teraz nie mogłam. Kręciło mi się w głowie, miałam mdłości i chaotyczne myśli. Nie wspominając o tym, że czułam się paskudnie i potrzebowałam prysznica. Szybko założyłam swoje dżinsy na bokserki Noah, założyłam buty i rzuciłam się do drzwi.
Westchnęłam z ulgą, kiedy dotarłam do domu. Nie tylko tam dotarłam zanim Noah wyszedł spod prysznica, ale kiedy sprawdziłam komórkę, zobaczyłam, że mam pocztę głosową od mamy. Zostają w Myrtle Beach jeszcze jedną noc i wrócą jutro wieczorem. Będę miała dzisiaj i jutro na dojście do siebie.

Miałam dosyć czasu, żeby wziąć prysznic i umyć włosy zanim go usłyszałam. Noah był w moim domu i wykrzykiwał moje imię. – TWEET! – Brzmiał na bardzo wkurzonego, że wyszłam.
Szybko wyszłam spod prysznica i owinęłam się dużym ręcznikiem. Zaczęłam suszyć włosy ręcznikiem, kiedy otworzyły się szeroko drzwi łazienki. Obróciłam się, żeby zobaczyć piorunującego mnie wzrokiem Noah, opierającego się jedną ręką o framugę, a drugą trzymał mocno klamkę.
Pochylił się i warknął. – Ty i ja porozmawiamy. Teraz!
- Mogę przynajmniej założyć jakieś ubrania?
- Nie. Masz jakieś dziesięć sekund, żeby stąd wyjść. – Obrócił się nagle i odszedł, zostawiając otwarte drzwi.
Wysuszyłam włosy najlepiej jak mogłam i pozostawiłam je rozpuszczone. Motylki przejęły kontrolę w moim brzuchu. Opuściłam wzrok, nieśmiało idąc korytarzem do salonu. Nie miałam pojęcia, co sobie powiemy. Dotarłam do salonu. Przygryzając wargę, podniosłam wzrok, ale nie dostrzegłam Noah. Poczułam ulgę. Może zmienił zdanie i wyszedł, żeby się uspokoić zanim porozmawiamy. Wtedy usłyszałam jego chrząknięcie. Był w kuchni, opierał się o blat ze skrzyżowanymi ramionami na piersi. Miał na sobie parę ciemnoniebieskich krótkich spodenek, pomarańczową koszulkę bez rękawów i miał gołe stopy. Jego włosy nadal były lekko mokre po prysznicu. Nawet z rozgniewaną miną był najwspanialszym facetem, jakiego kiedykolwiek widziałam. Musiałam ze wszystkich sił powstrzymywać się od rzucenia się na niego.
Weszłam do pokoju i stanęłam po drugiej stronie wyspy kuchennej. Uważałam za dobry pomysł utrzymanie między nami małego dystansu.
Początkowo żadne z nas się nie odzywało. Gdy na mnie spojrzał jego oczy odrobinę złagodniały. Ścisnęłam wokół siebie mocniej ręcznik. Noah powoli zlustrował mnie wzrokiem, oblizując dolną wargę. Przyśpieszył mi oddech. Ciepłe mrowienie, które pojawiało się zawsze, gdy przy nim byłam, znowu zaczęło ogarniać moje ciało. W końcu przerwałam kontakt wzrokowy, odwracając spojrzenie i nerwowo zaczęłam obgryzać paznokieć kciuka. Kiedy spojrzałam na niego raz jeszcze, intensywność powróciła do jego oczu i znowu marszczył brwi. Jego ton był silny i zdeterminowany, kiedy powiedział. – Mów.
- O czym? – Spojrzałam na niego niewinnymi oczami, dalej obgryzając paznokieć.
Burknął cicho, potrząsając głową. – Ile razy mam ci mówić, żebyś nie udawała głupiej? Nie jesteś w tym dobra.
Uwolniłam kciuka z tortury i odparłam. – Tym razem nie udaję. Naprawdę nie wiem co chcesz, abym powiedziała.
- Dobra. Może zaczniemy od tego, dlaczego wyszłaś?
- Czułam się paskudnie i potrzebowałam prysznica – powiedziałam.
- Mogłaś umyć się w moim domu.
- Nie chciałam.
- Czemu?
- Bo jest tutaj mój szampon, a ja lubię swój szampon.
Oddech Noah pogłębił się i przyśpieszył. Mięśnie w jego ramionach napinały się i rozluźniały, za każdym razem jak zaciskał ręce. Tracił cierpliwość. – Niezły z ciebie numer.
Rozplątał ramiona na piersi. Zrobił krok do przodu, kładąc dłonie na wyspie kuchennej i nachylił się w moim kierunku. Miał wyraz oczu, który widziałam u niego tylko raz w życiu. Było to te same spojrzenie, które mi rzucił wczoraj po tym jak pobiegłam do Brada. W spokojnym niskimi głosie powiedział powoli. – Czemu dzisiaj uciekłaś? Nie gadaj mi żadnych bzdur o szamponie.
Podtrzymałam kontakt wzrokowy i odparłam cicho. – Miałam trudności z przypomnieniem sobie co wydarzyło się zeszłej nocy. Wiedziałam, że musimy pogadać, ale najpierw musiałam oczyścić myśli – urwałam. – Nie pamiętam niczego co stało się po tequili.
- Nic nie pamiętasz po tym jak się upiłaś?
Pokręciłam głową. – Nie. Nic.
- Nie pamiętasz jak wyniosłem cię z imprezy i zabrałem do mojego domu? – Zaprzeczyłam. – Nie pamiętasz jak cię rozbierałem? Nie pamiętasz moich dłoni wsuwających się pod twoją koszulkę, dotykających twoich pleców? I nie pamiętasz pytania mnie czy chcę cię dotknąć, a potem powiedzenia, żebym cię dotykał? – Wzięłam kolejny haust powietrza i pokręciłam głową. – Nic z tego ci nie dzwoni? – spytał niskim i szorstkim tonem.
Każde zakończenie nerwowe w moim ciele wybuchło, a on nawet mnie nie dotknął. Zjeżyły się włoski na moich rękach i nogach. Rozchyliłam lekko usta, wsysając tyle tlenu ile mogłam, zanim bym zemdlała. Ciepło zaczęło się w czubku mojej głowy i palcach u stóp, przepływając przez moje ciało i spotykając się dokładnie między moimi nogami. Byłam zamroczona i nie było to następstwo tequili.
Stałam tam nieruchomo. Nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Wiedziałam, że muszę coś powiedzieć. Nigdzie nie pójdzie, dopóki tego nie zrobię. Nie potrafiłam namyśleć się nad słowami na tyle długo, żeby stworzyć z nich zdanie. Jedynym słowem, które wyszło z moich ust było. – Nie.
- Gówno prawda i dobrze o tym wiesz! – Noah spuścił wzrok, koncentrując się na blacie kuchennym. Wypuścił duży wydech i warknięcie frustracji, zanim spojrzał znowu na mnie. Brzmiał na przygnębionego, kiedy powiedział. – Zeszłej nocy, gdy zobaczyłem cię na korytarzu… Sposób, w jaki na mnie patrzyłaś… Złamał mnie. Wyglądałaś na tak zranioną i rozczarowaną. Myślałem, że straciłem cię na dobre. Nie mogłem myśleć logicznie, jak zobaczyłem, że on cię całuje. Potem pobiegłaś do niego. Nigdy nie czułem takiego braku kontroli. Chciałem być otępiały i zapomnieć, więc wypiłem dużo piwa, złapałem najłatwiejszą laskę w domu i ją pieprzyłem.
- Noah… - szepnęłam. Rozumiałam go. Nasze czyny z zeszłej nocy odzwierciedlały się nawzajem.
- Zawsze każę jej nie gadać, żebym mógł udawać, że to ty. Żałosne, wiem. Już nie chcę udawać, Tweet. Ze wszystkich sił staram się pozostać w strefie przyjaźni. To po prostu trudne i myślałem, że po wczorajszej nocy w moim pokoju… To jak się zachowywałaś… wiedziałem, że piłaś. Sądziłem tylko, że teraz będzie między nami inaczej.
- Zawsze? – spytałam z bólem oczywistym w głosie.
Właśnie się przede mną otworzył. Dlaczego skupiłam się na tym słowie? Dlaczego myślałam, że zeszła noc była jednokrotna, jakimś błędem? Najwyraźniej plotki były prawdziwe. Motylki zniknęły, zastąpione przez olbrzymi głaz leżący na dnie mojego brzucha.
- Kilka razy – szepnął, spuszczając wzrok.
- Była twoją pierwszą?
Wylały się łzy, które powstrzymywałam. Kręciło mi się w głowie. Nienawidziłam tego, że ona była jego pierwszą. Nienawidziłam tego, że podzielił się tą cząstką siebie z kimś poza mną. Bylibyśmy swoimi pierwszymi i on byłby ze mną, gdybym go nie odpychała. Tak miałam pochrzanione w głowie, że Freud wyrzuciłby ręce i poszedł na emeryturę.
Noah spojrzał na mnie spod długich ciemnych rzęs. Nie musiał nic mówić. Oczy zaczęły kłuć mnie od łez. Czułam się wyczerpana.
Nie patrzyłam na niego, gdy powiedziałam. – Przykro mi, że nie mogę być z tobą w taki sposób. – Powstrzymałam szloch, który próbował się ze mnie wyrwać.
Podnosząc wzrok spotkałam się z przeszywającymi jasnoniebieskimi oczami. Noah odepchnął się od blatu i okrążył wyspę kuchenną, kierując się prosto do mnie. Stał przy mnie po dwóch krokach. Obejmując dłonią jeden bok mojej twarzy, odchylił moją głowę, zmuszając mnie do spojrzenia mu prosto w oczy. Jego ciepły oddech omiótł moje wargi, posyłając dreszcze wzdłuż mojego ciała. Przesunął nosem od mojego policzka do skroni, szepcząc. – Przestań mnie odpychać.
Jego usta znowu zaczęły przesuwać się po mojej skórze, wędrując po moim policzku, szczęce, lądując na szyi.
Przymknęłam oczy i pozwoliłam spłynąć po mnie doznaniom jego dotyku. Byłoby tak łatwo się w nim zatracić, ale nie mogłam.
- Noah, obiecałeś, że zostaniesz w strefie przyjaźni – wyszeptałam, gdy dalej ocierał się nosem o moją szyję.
- To było przed zeszłą nocą.
Jak jego wargi przejechały po moim nagim barku, zacisnęłam twarz, przełknęłam ciężko ślinę i odsunęłam się od niego. Jego ręce opadły na jego biodra. Miał spuszczoną głowę.
- Nie mogę tego z tobą zrobić. Nie rozumiesz? Proszę, Noah, przestań na mnie naciskać. – Dało się słyszeć błaganie w moim głosie.
Wyprostował się, odwrócił i wyszedł przez drzwi, bez żadnego słowa czy spojrzenia na mnie.

Zabrało mi całe popołudnie dojście do siebie po wydarzeniach zeszłej nocy i tego poranka. Po wzięciu długiej drzemki, zjedzeniu małej przekąski i ubraniu się zaczęłam się czuć jak stara przeciętna ja. Musiałam porozmawiać z Noah. Musiałam odprowadzić nas na szlak przyjaźni. Dopiero co odzyskałam go z powrotem. Nie zamierzałam znowu się poddać.
Zapukałam do tylnych drzwi Stewartów zanim wejść jak zwykle robiłam. Stałam obok drzwi, więc kiedy je otworzył zobaczył tylko moją rękę trzymającą talerz z wielkim kawałkiem czekoladowego ciasta. Mogłam wyczuć uśmiech na jego twarzy.
Biorąc ciasto, powiedział. – Dzięki. Chciałem czegoś słodkiego. – Po czym zamknął drzwi. Pogrywał ze mną, co było dobrym znakiem.
Jak weszłam do domu, dostrzegłam Noah w kuchni, gdzie opierał się o blat i jadł ciasto. Podeszłam do niego. Spojrzał na mnie z buzią pełną ciasta i zapytał. – Chciałaś trochę?
Zmrużyłam oczy. – Nie, jeśli doprowadzi cię to do płaczu.
Podał mi widelec. Zabrałam go i wbiłam w bok ciasta, który miał najwięcej lukru. Noah zawsze zostawiał mi tę część, bo wiedział jak bardzo uwielbiałam lukier. Oddałam mu widelec i usiadłam na ladzie obok miejsca, gdzie się opierał. Podawaliśmy sobie widelec dopóki ciasto nie zniknęło. Noah postawił pusty talerz za sobą na blacie.
Przesunął dłońmi po twarzy i włosach. Wypuścił powietrze, następnie spytał. – Co my zrobimy, Tweet?
- Potrzebuję cię w moim życiu.
- Ja też potrzebuję cię w swoim.
- Bądź moim przyjacielem – powiedziałam.
- Zawsze.
Wiedziałam, że ja muszę to naprawić. Jeżeli mamy pozostać w swoim życiu, to muszę być z nim szczera.
Odchrząkując, starałam się odnaleźć właściwe słowa. – Noah, poza moim tatą, jesteś najwspanialszym mężczyzną, jakiego znam. Nie mogę znieść myśli, że może cię nie być w moim życiu.
- Tweet…
Zaczął się do mnie odwracać, ale go zatrzymałam. Będzie wystarczająco ciężko bez patrzenia na niego. Powrócił do swojego miejsca przy blacie, spuszczając wzrok. Usłyszałam jak westchnął głęboko.
- Zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie. Gdybyśmy byli razem, to w końcu bym to schrzaniła. Potem nie mogłabym już ciebie mieć, żadnej cząstki ciebie. – Czułam wzbierające się łzy i zamykające się gardło. – Jestem śmiertelnie przerażona, że cię stracę. Te cztery miesiące, kiedy byliśmy rozdzieleni były najsamotniejszym okresem mojego życia.
Noah skrzyżował ramiona na torsie. Widziałam napinające się jego mięśnie. Musiałam wszystko powiedzieć. Musiałam sprawić, żeby zrozumiał.
- Jestem zaskoczona, że jeszcze nie spieprzyłam naszej przyjaźni. Oczywiście, być może robię to w tej chwili. Po prostu chcę dla ciebie najlepiej, a ja nie jestem najlepsza. Chciałabym być. Nie masz pojęcia, jak bardzo bym chciała pozwolić ci przenieść mnie przez granicę, ale istnieje coś, co ma nade mną wielką kontrolę i nie wiem jak się od tego uwolnić. To nikogo wina. Po prostu taka jestem. Starałam myśleć o sobie lepiej, naprawdę. Proszę, zostań moim przyjacielem. Jest bezpieczniej, kiedy nasza relacja jest przyjacielska. Tylko ciebie mam i tylko ciebie potrzebuję. Musimy to ominąć.
Jego głos był drżący i głęboki. – Nie wiem jak czy skąd wzięłaś w swojej głowie to, że nie jesteś wystarczająco dobra. Jesteś piękna, mądra, zabawna i miła. Jesteś dla mnie idealna i zawsze będziesz. Chciałbym, żebyś w to uwierzyła.
- Ja też – szepnęłam.
Starał się uspokoić i umocnić głos, zanim zapytał. – Co znaczy dla ciebie Brad?
- Nic – odpowiedziałam szybko. – Zaprosił mnie na imprezę i dobrze się bawiliśmy, dopóki nie uderzyłeś go w brzuch oczywiście.
Oboje zachichotaliśmy, rozbijając trochę poważną atmosferę.
Noah odwrócił się do mnie. Przytłoczył mnie wyraz zmartwienia i smutku na jego twarzy. – Nawet nie jest mu blisko do bycia dla ciebie wystarczająco dobrym. – Uniósł jedną rękę i objął moją szczękę, przesuwając kciukiem po moim policzku. – Jeśli zrobi cokolwiek, co cię zrani, przysięgam na Boga, że go zabiję.
- Dziękuję, że się o mnie troszczysz – powiedziałam cicho.
Nachyliliśmy się do siebie lekko, przyciskając do siebie czoła.
- Nie tylko się o ciebie troszczę, Tweet.

Wymknął mi się szloch, a łzy spłynęły po twarzy. Otoczyłam ramionami szyję Noah, a on objął mnie w talii. Przytulaliśmy się do siebie, żadne z nas nie chciało się odsunąć. Oboje wiedzieliśmy, że kiedy puścimy, to wszystko się zmieni. Nie będzie już tylko naszej dwójki. Życie pośle nas w innych kierunkach, przynosząc nowe doświadczenia, wyzwania i ludzi. Gdy trzymaliśmy się w ramionach, modliłam się cicho, żebym jednego dnia była wystarczająco dobra, żebym znalazła drogę powrotną do jego ramion i żeby były one nadal puste i czekające, aż je idealnie wypełnię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz