Niewidzialna
siła zajmuje każdą sferę mojego mózgu i przenika przez całe moje ciało. Przez
całe życie przetrzymywała mnie, jako zakładnika. Kiedy byłam w stanie w końcu
spójnie złączyć myśli, było za późno i nie potrafiłam znaleźć wyjścia.
Gdybym mogła ją
zobaczyć, dotknąć, perswadować z nią to może miałabym szansę na przetrwanie
jej. Zamiast tego tylko ją czuję i słyszę. Jest to stała wiadomość w moim
życiu. Skąd się bierze? Dlaczego mnie wybrała? Tak wolno wsączyła się do mojego
życia, że nigdy nie widziałam jak przejęła nade mną kontrolę, dopóki mnie nie
pochłonęła.
(I to mój
przyjacielu nazywają popieprzonym myśleniem.)
Kiedy się obudziłam przez kilka minut zastanawiałam się,
gdzie do diabła jestem. Czułam się, jakby piła łańcuchowa wdzierała się do
mojej głowy. Nawet włosy mnie bolały. Ledwo mogłam podnieść je z poduszki.
Powoli obrazy w wczorajszego wieczoru nabrały ostrości.
Pamiętałam bycie na imprezie. Noah i Brad wdali się w bójkę.
Uchlałam się. Brad mnie obmacywał. Noah zabrał mnie do domu. Rzuciłam się na
niego. Wciąż mam te dziwne przeczucie, że stało się coś jeszcze okropnego.
Powtarzałam w głowie zeszłą noc, próbując ułożyć plan wydarzeń, Brad mnie
pocałował, a potem faceci się bili. Niewyraźnie pamiętałam wejście na górę.
Wtedy zaczęło mi się oczyszczać w myślach i wszystkie kawałki wróciły na
miejsce. JASNA CHOLERA! Przyłapałam Noah i Brittani na seksie!
Poczułam przebiegający po mnie zimny dreszcz. Zaczęło palić
mnie w gardle i poczułam w ustach gorzki posmak. Przycisnęłam rękę do ust i
wysunęłam się z łóżka Noah, starając się go nie obudzić. Pobiegłam cicho do
łazienki, dobiegając tam w ostatniej chwili. Dziwiłam się jak wiele wychodziło
ze mnie wszystkiego. Jak w cholernym
Egzorcyście.
Położyłam się na podłodze łazienki, przyciskając policzek do
chłodnych kafelek. Czułam się niesamowicie. Mogłam tam zostać cały dzień. Byłam
całkiem pewna, że obudziłam Noah. Wiedziałam, że w każdej chwili zapuka do
drzwi, chcąc wiedzieć czy ze mną wszystko w porządku. Bałam się tego.
Wiedziałam, że tequila, którą piłam z Bradem przeważnie były winne mojemu
śniadaniu składającemu się z zupy kwasu, ale wspomnienie wychodzącego Noah z
tamtego pokoju i jej idącej tuż za
nim zdecydowanie pomogło wypchać zawartość mojego żołądka.
Musiałam wstać. Gdybym leżała tam dłużej, to bym zasnęła.
Położyłam ramię na brzegu wanny, próbując podnieść się z podłogi. Musiałam
próbować trzy razy, ale w końcu mi się udało i pochyliłam się nad umywalką.
Kilka razy wypłukałam usta. Boże, byłam tak spragniona, że mogłabym osuszyć
ocean. Umyłam twarz i delikatnie przeczesałam włosy palcami, po czym
skierowałam się z powrotem do pokoju Noah po swoje ubrania. Chciałam po prostu
zabrać swoje rzeczy i stamtąd wyjść. Nie mogłam teraz stawić mu czoła. Byłam zawstydzona
i upokorzona.
Nie słyszałam żadnego hałasu w jego pokoju, więc jakimś
cudem dalej spał albo był w łazience jego rodziców, biorąc prysznic. Przeszedł
mi przez myśl obraz nagiego, mokrego Noah. Musiałam stamtąd wyjść.
Otworzyłam drzwi do jego sypialni najciszej jak mogłam.
Jakimś cudem wciąż spał. Słyszałam w uszach bicie mojego serca, jak weszłam do
pokoju. Moja bluzka i dżinsy leżały na podłodze w nogach łóżka, gdzie zostały
rzucone zeszłej nocy. Wolno do nich podeszłam, pochyliłam się i je podniosłam.
Przeskanowałam pokój w poszukiwaniu reszty rzeczy. Moje japonki leżały po
stronie łóżka Noah. Postanowiłam je tam zostawić i później po nie przyjść.
Chciałam stąd wyjść najszybciej jak to możliwe.
Raz jeszcze przeszukałam pokój. Omiotła mnie fala paniki.
Poczułam mrowienie po środku klatki piersiowej, które szybko rozeszło się po
reszcie ciała. Serce i płuca pracowały na szybkich obrotach. Moje oczy podwoiły
się w wielkości. Zamknęłam je na chwilę, żeby się uspokoić. Może nie widziałam
tego, co myślałam, że widziałam. Otwierając powoli oczy spojrzałam w tym samym
kierunku i skrzywiłam się. Tak, widziałam to. Mój fioletowy koronkowy stanik
został rzucony na lampę stojącą na komodzie Noah. Wisiał tam sobie, szydząc ze
mnie.
Podeszłam na palcach do komody i przyglądałam się chwilę
stanikowi, zastanawiając się jak najlepiej będzie go uwolnić. Jakimś sposobem
zaplątał się wokół lampy. Jedne z ramiączek spadło, przerzucając połowę stanika
wokół klosza, oplątując się wokół podstawki i zawisło na włączniku. Jak to się
do diabła stało? Pomyślałam o zostawieniu go, ale ta sytuacja była
wystarczająco upokarzająca bez przymusu proszenia o oddanie bielizny.
Bez problemu zdjęłam ramiączko z włącznika. Ostrożnie
zaczęłam rozplątywać biustonosz i go unosić. Myślałam, że wszystko rozplątałam,
więc żeby zakończyć mękę szarpnęłam biustonoszem. Jakimś sposobem kawałek
koronki zahaczył o coś powodując przewrócenie lampy. Złapałam ją tuż zanim
uderzyła o podłogę, ale i tak zrobiła głośny, drapiący odgłos. Wstrzymałam
oddech i spojrzałam przez ramię na Noah. Wiedziałam, że nie było mowy, aby to
przespał. Wyczekiwałam parę sekund. Jego oddech wciąż był równy i nawet się nie
ruszył.
Zaczęłam odplątywać koronkę, gdy wystraszył mnie głęboki,
gardłowy głos. Zamarłam. – Zostaw go. Lubię mieć porozrzucane po pokoju twoje
ładne, koronkowe rzeczy. – Wciągnęłam głęboki haust powietrza. – I jak czuje
się dzisiaj moja Tweet?
Wiedziałam, że patrzył na mnie z uśmieszkiem. Cieszył się
moim dyskomfortem z tequili i staniem tam z bielizną w dłoni. Łajdak. Nie
odwróciłam się. Nie chciałam, żeby zobaczył upokorzenie na mojej twarzy.
Dodatkowo na przodzie jego koszulki, którą nosiłam miałam trochę wymiocin.
Patrząc na siebie w lustrze dotarło do mnie, że miał dobry widok na moją twarz
i widział moje upokorzenie.
Zaczęłam mówić, ale początkowo słowa utknęły mi w gardle.
Próbując brzmieć radośnie, powiedziałam. – Świetnie. Idę do domu, żeby wziąć
prysznic i umyć włosy. – Mój głos brzmiał tak, jakbym była palaczką palącą
cztery paczki dziennie.
Noah wyszedł z łóżka i podszedł do mnie od tyłu, kładąc ręce
na moich biodrach. Spojrzeliśmy na siebie w lustrze. Cholera, wyglądał
seksownie w nisko opuszczonych spodniach od pidżamy i znoszonej szarej koszulce
zakrywającej jego wspaniale wyrzeźbiony tors.
Zniżył usta do mojego ucha i powiedział ochryple. – Nie idź.
Możesz tutaj wziąć prysznic.
Odsunął się o jeden mały krok i ściągnął swoją bluzkę przez
głowę, rzucając ją na łóżko. Oto był ten cudowny tors, po którym chciałam się
czołgać. Noah mówił dalej, przywracając mnie do teraźniejszości. – Wskoczę pod
prysznic, a potem zrobię ci tosty. Pomogą twojemu żołądkowi. – Pocałował mnie w
czubek głowy. Spoglądając ma jego koszulkę, którą miałam, zbryzganą zawartością
mojego żołądka, dodał. – Możesz zatrzymać bluzkę. – Spuściłam wzrok, czując
gorący rumieniec na twarzy. Wtedy uśmiechnął się do mnie, po czym klepnął mnie
w tyłek i opuścił pokój.
KLEPNĄŁ MNIE W
TYŁEK I PODOBAŁO MI SIĘ TO!
Zdecydowanie musiałam stąd wyjść.
Czekałam, dopóki nie usłyszałam odkręcanego prysznica i
wtedy uciekłam. Wiedziałam, że będę musiała się z tym zmierzyć, ale teraz nie
mogłam. Kręciło mi się w głowie, miałam mdłości i chaotyczne myśli. Nie
wspominając o tym, że czułam się paskudnie i potrzebowałam prysznica. Szybko
założyłam swoje dżinsy na bokserki Noah, założyłam buty i rzuciłam się do
drzwi.
Westchnęłam z ulgą, kiedy dotarłam do domu. Nie tylko tam
dotarłam zanim Noah wyszedł spod prysznica, ale kiedy sprawdziłam komórkę,
zobaczyłam, że mam pocztę głosową od mamy. Zostają w Myrtle Beach jeszcze jedną
noc i wrócą jutro wieczorem. Będę miała dzisiaj i jutro na dojście do siebie.
Miałam dosyć czasu, żeby wziąć prysznic i umyć włosy zanim
go usłyszałam. Noah był w moim domu i wykrzykiwał moje imię. – TWEET! – Brzmiał
na bardzo wkurzonego, że wyszłam.
Szybko wyszłam spod prysznica i owinęłam się dużym
ręcznikiem. Zaczęłam suszyć włosy ręcznikiem, kiedy otworzyły się szeroko drzwi
łazienki. Obróciłam się, żeby zobaczyć piorunującego mnie wzrokiem Noah,
opierającego się jedną ręką o framugę, a drugą trzymał mocno klamkę.
Pochylił się i warknął. – Ty i ja porozmawiamy. Teraz!
- Mogę przynajmniej założyć jakieś ubrania?
- Nie. Masz jakieś dziesięć sekund, żeby stąd wyjść. –
Obrócił się nagle i odszedł, zostawiając otwarte drzwi.
Wysuszyłam włosy najlepiej jak mogłam i pozostawiłam je
rozpuszczone. Motylki przejęły kontrolę w moim brzuchu. Opuściłam wzrok,
nieśmiało idąc korytarzem do salonu. Nie miałam pojęcia, co sobie powiemy.
Dotarłam do salonu. Przygryzając wargę, podniosłam wzrok, ale nie dostrzegłam
Noah. Poczułam ulgę. Może zmienił zdanie i wyszedł, żeby się uspokoić zanim
porozmawiamy. Wtedy usłyszałam jego chrząknięcie. Był w kuchni, opierał się o
blat ze skrzyżowanymi ramionami na piersi. Miał na sobie parę ciemnoniebieskich
krótkich spodenek, pomarańczową koszulkę bez rękawów i miał gołe stopy. Jego
włosy nadal były lekko mokre po prysznicu. Nawet z rozgniewaną miną był
najwspanialszym facetem, jakiego kiedykolwiek widziałam. Musiałam ze wszystkich
sił powstrzymywać się od rzucenia się na niego.
Weszłam do pokoju i stanęłam po drugiej stronie wyspy
kuchennej. Uważałam za dobry pomysł utrzymanie między nami małego dystansu.
Początkowo żadne z nas się nie odzywało. Gdy na mnie
spojrzał jego oczy odrobinę złagodniały. Ścisnęłam wokół siebie mocniej
ręcznik. Noah powoli zlustrował mnie wzrokiem, oblizując dolną wargę.
Przyśpieszył mi oddech. Ciepłe mrowienie, które pojawiało się zawsze, gdy przy
nim byłam, znowu zaczęło ogarniać moje ciało. W końcu przerwałam kontakt
wzrokowy, odwracając spojrzenie i nerwowo zaczęłam obgryzać paznokieć kciuka.
Kiedy spojrzałam na niego raz jeszcze, intensywność powróciła do jego oczu i
znowu marszczył brwi. Jego ton był silny i zdeterminowany, kiedy powiedział. –
Mów.
- O czym? – Spojrzałam na niego niewinnymi oczami, dalej
obgryzając paznokieć.
Burknął cicho, potrząsając głową. – Ile razy mam ci mówić,
żebyś nie udawała głupiej? Nie jesteś w tym dobra.
Uwolniłam kciuka z tortury i odparłam. – Tym razem nie
udaję. Naprawdę nie wiem co chcesz, abym powiedziała.
- Dobra. Może zaczniemy od tego, dlaczego wyszłaś?
- Czułam się paskudnie i potrzebowałam prysznica –
powiedziałam.
- Mogłaś umyć się w moim domu.
- Nie chciałam.
- Czemu?
- Bo jest tutaj mój szampon, a ja lubię swój szampon.
Oddech Noah pogłębił się i przyśpieszył. Mięśnie w jego
ramionach napinały się i rozluźniały, za każdym razem jak zaciskał ręce. Tracił
cierpliwość. – Niezły z ciebie numer.
Rozplątał ramiona na piersi. Zrobił krok do przodu, kładąc
dłonie na wyspie kuchennej i nachylił się w moim kierunku. Miał wyraz oczu,
który widziałam u niego tylko raz w życiu. Było to te same spojrzenie, które mi
rzucił wczoraj po tym jak pobiegłam do Brada. W spokojnym niskimi głosie
powiedział powoli. – Czemu dzisiaj uciekłaś? Nie gadaj mi żadnych bzdur o szamponie.
Podtrzymałam kontakt wzrokowy i odparłam cicho. – Miałam
trudności z przypomnieniem sobie co wydarzyło się zeszłej nocy. Wiedziałam, że
musimy pogadać, ale najpierw musiałam oczyścić myśli – urwałam. – Nie pamiętam
niczego co stało się po tequili.
- Nic nie pamiętasz po tym jak się upiłaś?
Pokręciłam głową. – Nie. Nic.
- Nie pamiętasz jak wyniosłem cię z imprezy i zabrałem do
mojego domu? – Zaprzeczyłam. – Nie pamiętasz jak cię rozbierałem? Nie pamiętasz
moich dłoni wsuwających się pod twoją koszulkę, dotykających twoich pleców? I
nie pamiętasz pytania mnie czy chcę cię dotknąć, a potem powiedzenia, żebym cię
dotykał? – Wzięłam kolejny haust powietrza i pokręciłam głową. – Nic z tego ci
nie dzwoni? – spytał niskim i szorstkim tonem.
Każde zakończenie nerwowe w moim ciele wybuchło, a on nawet
mnie nie dotknął. Zjeżyły się włoski na moich rękach i nogach. Rozchyliłam
lekko usta, wsysając tyle tlenu ile mogłam, zanim bym zemdlała. Ciepło zaczęło
się w czubku mojej głowy i palcach u stóp, przepływając przez moje ciało i
spotykając się dokładnie między moimi nogami. Byłam zamroczona i nie było to
następstwo tequili.
Stałam tam nieruchomo. Nie potrafiłam oderwać od niego
wzroku. Wiedziałam, że muszę coś powiedzieć. Nigdzie nie pójdzie, dopóki tego
nie zrobię. Nie potrafiłam namyśleć się nad słowami na tyle długo, żeby
stworzyć z nich zdanie. Jedynym słowem, które wyszło z moich ust było. – Nie.
- Gówno prawda i dobrze o tym wiesz! – Noah spuścił wzrok,
koncentrując się na blacie kuchennym. Wypuścił duży wydech i warknięcie
frustracji, zanim spojrzał znowu na mnie. Brzmiał na przygnębionego, kiedy
powiedział. – Zeszłej nocy, gdy zobaczyłem cię na korytarzu… Sposób, w jaki na
mnie patrzyłaś… Złamał mnie. Wyglądałaś na tak zranioną i rozczarowaną.
Myślałem, że straciłem cię na dobre. Nie mogłem myśleć logicznie, jak
zobaczyłem, że on cię całuje. Potem pobiegłaś do niego. Nigdy nie czułem
takiego braku kontroli. Chciałem być otępiały i zapomnieć, więc wypiłem dużo
piwa, złapałem najłatwiejszą laskę w domu i ją pieprzyłem.
- Noah… - szepnęłam. Rozumiałam go. Nasze czyny z zeszłej
nocy odzwierciedlały się nawzajem.
- Zawsze każę jej nie gadać, żebym mógł udawać, że to ty.
Żałosne, wiem. Już nie chcę udawać, Tweet. Ze wszystkich sił staram się
pozostać w strefie przyjaźni. To po prostu trudne i myślałem, że po wczorajszej
nocy w moim pokoju… To jak się zachowywałaś… wiedziałem, że piłaś. Sądziłem
tylko, że teraz będzie między nami inaczej.
- Zawsze? – spytałam z bólem oczywistym w głosie.
Właśnie się przede mną otworzył. Dlaczego skupiłam się na
tym słowie? Dlaczego myślałam, że zeszła noc była jednokrotna, jakimś błędem?
Najwyraźniej plotki były prawdziwe. Motylki zniknęły, zastąpione przez olbrzymi
głaz leżący na dnie mojego brzucha.
- Kilka razy – szepnął, spuszczając wzrok.
- Była twoją pierwszą?
Wylały się łzy, które powstrzymywałam. Kręciło mi się w
głowie. Nienawidziłam tego, że ona była
jego pierwszą. Nienawidziłam tego, że podzielił się tą cząstką siebie z kimś
poza mną. Bylibyśmy swoimi pierwszymi i on byłby ze mną, gdybym go nie
odpychała. Tak miałam pochrzanione w głowie, że Freud wyrzuciłby ręce i poszedł
na emeryturę.
Noah spojrzał na mnie spod długich ciemnych rzęs. Nie musiał
nic mówić. Oczy zaczęły kłuć mnie od łez. Czułam się wyczerpana.
Nie patrzyłam na niego, gdy powiedziałam. – Przykro mi, że
nie mogę być z tobą w taki sposób. – Powstrzymałam szloch, który próbował się
ze mnie wyrwać.
Podnosząc wzrok spotkałam się z przeszywającymi
jasnoniebieskimi oczami. Noah odepchnął się od blatu i okrążył wyspę kuchenną,
kierując się prosto do mnie. Stał przy mnie po dwóch krokach. Obejmując dłonią
jeden bok mojej twarzy, odchylił moją głowę, zmuszając mnie do spojrzenia mu
prosto w oczy. Jego ciepły oddech omiótł moje wargi, posyłając dreszcze wzdłuż
mojego ciała. Przesunął nosem od mojego policzka do skroni, szepcząc. –
Przestań mnie odpychać.
Jego usta znowu zaczęły przesuwać się po mojej skórze,
wędrując po moim policzku, szczęce, lądując na szyi.
Przymknęłam oczy i pozwoliłam spłynąć po mnie doznaniom jego
dotyku. Byłoby tak łatwo się w nim zatracić, ale nie mogłam.
- Noah, obiecałeś, że zostaniesz w strefie przyjaźni –
wyszeptałam, gdy dalej ocierał się nosem o moją szyję.
- To było przed zeszłą nocą.
Jak jego wargi przejechały po moim nagim barku, zacisnęłam twarz,
przełknęłam ciężko ślinę i odsunęłam się od niego. Jego ręce opadły na jego
biodra. Miał spuszczoną głowę.
- Nie mogę tego z tobą zrobić. Nie rozumiesz? Proszę, Noah,
przestań na mnie naciskać. – Dało się słyszeć błaganie w moim głosie.
Wyprostował się, odwrócił i wyszedł przez drzwi, bez żadnego
słowa czy spojrzenia na mnie.
Zabrało mi całe popołudnie dojście do siebie po wydarzeniach
zeszłej nocy i tego poranka. Po wzięciu długiej drzemki, zjedzeniu małej
przekąski i ubraniu się zaczęłam się czuć jak stara przeciętna ja. Musiałam
porozmawiać z Noah. Musiałam odprowadzić nas na szlak przyjaźni. Dopiero co
odzyskałam go z powrotem. Nie zamierzałam znowu się poddać.
Zapukałam do tylnych drzwi Stewartów zanim wejść jak zwykle
robiłam. Stałam obok drzwi, więc kiedy je otworzył zobaczył tylko moją rękę
trzymającą talerz z wielkim kawałkiem czekoladowego ciasta. Mogłam wyczuć
uśmiech na jego twarzy.
Biorąc ciasto, powiedział. – Dzięki. Chciałem czegoś
słodkiego. – Po czym zamknął drzwi. Pogrywał ze mną, co było dobrym znakiem.
Jak weszłam do domu, dostrzegłam Noah w kuchni, gdzie
opierał się o blat i jadł ciasto. Podeszłam do niego. Spojrzał na mnie z buzią
pełną ciasta i zapytał. – Chciałaś trochę?
Zmrużyłam oczy. – Nie, jeśli doprowadzi cię to do płaczu.
Podał mi widelec. Zabrałam go i wbiłam w bok ciasta, który
miał najwięcej lukru. Noah zawsze zostawiał mi tę część, bo wiedział jak bardzo
uwielbiałam lukier. Oddałam mu widelec i usiadłam na ladzie obok miejsca, gdzie
się opierał. Podawaliśmy sobie widelec dopóki ciasto nie zniknęło. Noah
postawił pusty talerz za sobą na blacie.
Przesunął dłońmi po twarzy i włosach. Wypuścił powietrze,
następnie spytał. – Co my zrobimy, Tweet?
- Potrzebuję cię w moim życiu.
- Ja też potrzebuję cię w swoim.
- Bądź moim przyjacielem – powiedziałam.
- Zawsze.
Wiedziałam, że ja muszę to naprawić. Jeżeli mamy pozostać w
swoim życiu, to muszę być z nim szczera.
Odchrząkując, starałam się odnaleźć właściwe słowa. – Noah,
poza moim tatą, jesteś najwspanialszym mężczyzną, jakiego znam. Nie mogę znieść
myśli, że może cię nie być w moim życiu.
- Tweet…
Zaczął się do mnie odwracać, ale go zatrzymałam. Będzie
wystarczająco ciężko bez patrzenia na niego. Powrócił do swojego miejsca przy
blacie, spuszczając wzrok. Usłyszałam jak westchnął głęboko.
- Zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie. Gdybyśmy byli
razem, to w końcu bym to schrzaniła. Potem nie mogłabym już ciebie mieć, żadnej
cząstki ciebie. – Czułam wzbierające się łzy i zamykające się gardło. – Jestem
śmiertelnie przerażona, że cię stracę. Te cztery miesiące, kiedy byliśmy
rozdzieleni były najsamotniejszym okresem mojego życia.
Noah skrzyżował ramiona na torsie. Widziałam napinające się
jego mięśnie. Musiałam wszystko powiedzieć. Musiałam sprawić, żeby zrozumiał.
- Jestem zaskoczona, że jeszcze nie spieprzyłam naszej
przyjaźni. Oczywiście, być może robię to w tej chwili. Po prostu chcę dla
ciebie najlepiej, a ja nie jestem najlepsza. Chciałabym być. Nie masz pojęcia,
jak bardzo bym chciała pozwolić ci przenieść mnie przez granicę, ale istnieje
coś, co ma nade mną wielką kontrolę i nie wiem jak się od tego uwolnić. To
nikogo wina. Po prostu taka jestem. Starałam myśleć o sobie lepiej, naprawdę.
Proszę, zostań moim przyjacielem. Jest bezpieczniej, kiedy nasza relacja jest
przyjacielska. Tylko ciebie mam i tylko ciebie potrzebuję. Musimy to ominąć.
Jego głos był drżący i głęboki. – Nie wiem jak czy skąd
wzięłaś w swojej głowie to, że nie jesteś wystarczająco dobra. Jesteś piękna,
mądra, zabawna i miła. Jesteś dla mnie idealna i zawsze będziesz. Chciałbym,
żebyś w to uwierzyła.
- Ja też – szepnęłam.
Starał się uspokoić i umocnić głos, zanim zapytał. – Co
znaczy dla ciebie Brad?
- Nic – odpowiedziałam szybko. – Zaprosił mnie na imprezę i
dobrze się bawiliśmy, dopóki nie uderzyłeś go w brzuch oczywiście.
Oboje zachichotaliśmy, rozbijając trochę poważną atmosferę.
Noah odwrócił się do mnie. Przytłoczył mnie wyraz
zmartwienia i smutku na jego twarzy. – Nawet nie jest mu blisko do bycia dla
ciebie wystarczająco dobrym. – Uniósł jedną rękę i objął moją szczękę,
przesuwając kciukiem po moim policzku. – Jeśli zrobi cokolwiek, co cię zrani,
przysięgam na Boga, że go zabiję.
- Dziękuję, że się o mnie troszczysz – powiedziałam cicho.
Nachyliliśmy się do siebie lekko, przyciskając do siebie
czoła.
- Nie tylko się o ciebie troszczę, Tweet.
Wymknął mi się szloch, a łzy spłynęły po twarzy. Otoczyłam
ramionami szyję Noah, a on objął mnie w talii. Przytulaliśmy się do siebie,
żadne z nas nie chciało się odsunąć. Oboje wiedzieliśmy, że kiedy puścimy, to
wszystko się zmieni. Nie będzie już tylko naszej dwójki. Życie pośle nas w
innych kierunkach, przynosząc nowe doświadczenia, wyzwania i ludzi. Gdy
trzymaliśmy się w ramionach, modliłam się cicho, żebym jednego dnia była
wystarczająco dobra, żebym znalazła drogę powrotną do jego ramion i żeby były
one nadal puste i czekające, aż je idealnie wypełnię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz