Już w wieku
dziesięciu lat chciałam być dorosła. Gotowa byłam być dojrzała. Nie mogłam się
doczekać, aby podejmować własne decyzje, samej wszędzie chodzić, mieszkać gdzie
zechcę, ubierać się tak jak zechcę i jeść cokolwiek, gdziekolwiek zechcę.
Marzyłam o
dniu, kiedy moją decyzją będzie zjedzenie ciasta i lodów na śniadanie, obiad i
kolację, gdybym chciała. Uważaj, czego sobie życzysz.
Dorastanie
oznacza zmianę sytuacji i ludzi, większe problemy, głębsze uczucia i
rozrywający ból.
Nie można także
jeść ciasta i lodów na wszystkich trzech posiłkach. Sama zawartość tłuszczu
daje ryzyko choroby serca, cukrzycy i ogromnego tyłka. Tak, dorastanie jest do
bani.
Liceum się skończyło i przeżyłam je, kończąc z
wyróżnieniami. Skończyłam na szóstym miejscu w klasie. Jak zwykle nie dostałam
wielkiej nagrody, ale nie byłam zaskoczona. Vincentowi przypadło wygłoszenie
mowy na zakończenie roku. Zasługiwał na to.
Mój ostatni rok był mieszanką ekstremalnych wzlotów i
upadków. Jednak nauczyłam się dwóch ważnych rzeczy. Po pierwsze, Brad był
obleśnym Smurfgnojkiem, który dotrzymał swojego słowa. Noah nigdy nie
dowiedział się o tym, co się stało. Po drugie, byłam dobra w szufladkowaniu.
Pozwoliłam incydentowi z Bradem wpływać na mnie przez parę dni. Podczas tego
czasu trzymałam się tak jak mogłam, potem schowałam to do ciemnego przedziału,
zostawiłam to tam i ruszyłam dalej.
Żeby świętować wszystkich absolwentów z mojej dzielnicy,
rodzice zorganizowali razem przyjęcie w sąsiedzkim parku. Młodsi bracia i
siostry biegali wokoło, a mamy i tatowie gratulowali sobie osiągnieć ich
absolwentów. Siedząc w „naszym miejscu”
wpatrując się w staw, nie mogłam się powstrzymać od wspominania momentów z tego
miejsca, zarówno dobrych jak i złych.
Wspominałam jak tata huśtał mnie i Emily na huśtawkach, i
jak stał przy zjeżdżalni gotowy mnie złapać, bo wiedział, że bałam się spaść na
ziemię. Oczywiście większość moich wspomnień było związanych z Noah. Z tym jak
dobrze bawiliśmy się na placu zabaw i karmiliśmy kaczki, gdy moja mama
przyprowadziła nas tutaj. Wspominałam, jak czułam się taka dorosła pierwszym
razem jak mogliśmy sami tutaj przyjść, to był pierwszy raz jak trzymaliśmy się
z Noah za ręce. Tutaj mieliśmy naszą pierwszą randkę i pocałowaliśmy się. Tutaj
doświadczyłam pierwsze złamanie serce i wyleczenie. Przez wiele lat te miejsce
stało się naszym miejscem na bycie sam na sam, na dzielenie się marzeniami,
rozmowy o problemach, wysłuchania siebie nawzajem i przy więcej niż jednej
okazji zjedzenie ciasta.
- Ziemia do Tweet. – Noah pomachał ręką przed moją twarzą,
przywracając mnie do teraźniejszości.
- Sorki.
Usiadł obok mnie. Oboje spojrzeliśmy w kierunku stawu.
- O czym rozmyślasz w tej pięknej główce?
- Niczym ciekawym, myślałam tylko o czasie, który tutaj
spędziliśmy.
- Chyba nie zrobisz się sentymentalna i ckliwa, co?
- Może troszkę. – Posłałam mu lekki uśmiech.
- Trudno będzie nie mieć cię w pobliżu. – W jego głosie była
nuta smutku.
- Trudno będzie ciebie
nie mieć w pobliżu. Będziesz mnie odwiedzał, prawda? Kolumbia nie jest
daleko, tylko jakieś półtora godziny drogi.
W Południowej Karolinie był tylko jeden uniwersytet, który
oferował stopień w dziennikarstwie, Uniwersytet Południowej Karoliny. Od
otrzymania listu akceptacyjnego codziennie pytałam Noah czy będzie mnie tam
odwiedzał.
- Nic nie będzie trzymać mnie z dala od mojej dziewczyny.
Będę pojawiać się tam tak często, że będziesz miała mnie dosyć – powiedział.
- Niemożliwe.
Wziął moją rękę i delikatnie, słodko ucałował jej wierzch.
Siedzieliśmy, w milczeniu ciesząc się naszym miejscem, kiedy nagle cisza
została zakłócona przez piskliwy odgłos wołania jego imienia.
- Noah!
Puścił moją dłoń i wstał, jak podeszła do nas Brooke. Wciąż
wahałam się w tym, co do niej czułam. Zawsze była względem mnie miła w sztuczny
sposób. Chciałam, żeby Noah poszedł dalej i znalazł sobie kogoś, ale nie
znaczyło to, że musiałam lubić tę osobę. Spójrzmy prawdzie w oczy, Brooke
mogłaby być Świętym Mikołajem, Zębową Wróżką i Króliczkiem Wielkanocnym w
jednym, a mnie nadal nie podobałoby się, że umawia się z Noah. Próbowałam nie
pokazywać swojej brzydkiej strony, gdy przebywała w pobliżu. Noah wydawał się
ją lubić, a jeśli tylko był szczęśliwy, to ja również.
- Hej, skarbie. Szukałam cię – powiedziała, oplatając
wychudłymi ramionami szyję Noah i całując go prosto w usta. Wydawało mi się, że
pocałunek trwał nienormalną ilość czasu. Przecież byliśmy w publicznym miejscu,
gdzie wokół biegały podatne na wpływy dzieci. Odchrząknęłam, przypominając im, że
nadal tam siedziałam.
Brooke puściła Noah. Patrzyłam jak objęła go rękami w pasie.
– Przepraszam, Amanda. Uwielbiam całować mojego faceta. Nigdy nie chcę
przestawać. – Odwróciłam wzrok, żeby skryć wywrócenie oczami. – Gratuluję
ukończenia liceum – powiedziała.
Brooke również skończyła w tym roku liceum. Ona i Noah
zostaną w mieście i będą chodzić do College of Charleston na studia
licencjackie. Noah potem pójdzie do Medycznego Uniwersytetu Południowej
Karoliny na studia doktorskie w medycynie sportowej. Nie wiedziałam jakie były
naukowe plany Brooke i gówno mnie to obchodziło.
- Dzięki. Nawzajem. – Byłam monosylabiczna jeśli chodziło o
Brooke. Nie wiedziałam co innego jej powiedzieć prócz „zabieraj te oślizgłe łapy z mojego Noah”. Zapewne nie chciałaby tego
usłyszeć, więc mówiłam krótko i słodko.
- Głodna? – Noah zapytał Brooke.
Spojrzała na niego z uwielbieniem i poruszyła brwiami. – Zawsze jestem głodna, kiedy jesteś obok,
No-No.
- O mój Boże! To twoje przezwisko? – zapytałam zanim mój
mózg miał szansę mnie powstrzymać. Parsknęłam tak mocno śmiechem, że lekko
odskoczyłam do tyłu. – O rany, świetnie. – Nie potrafiłam się powstrzymać. To
było najwięcej słów jakie kiedykolwiek wypowiedziałam do Brooke i wszystkie
były złośliwe.
Przymrużyła oczy, zaciskając mocno usta. – Uważam, że to
urocze, a Noah uwielbia jak go tak nazywam, zwłaszcza razem z jękiem.
Noah zakaszlał jakby mucha wleciała mu do gardła. Potarł się
po karku i zerknął na mnie z lekkim uśmiechem. Brooke zachichotała, mocniej
przytulając się do jego ramienia.
- Odniosłaś wrażenie, że nie uważam, iż jest urocze?
Przepraszam. Jest urocze cholerny guzik Smerfa – odparłam.
Teraz byłaby
dobra pora na ZAMKNIĘCIE SIĘ, Amando.
Zapadła niezręczna cisza. Ktoś musiał odejść. Noah spojrzał
na mnie, obejmując Brooke i powiedział. – No to cię nakarmmy. Na razie, Tweet.
Odchodząc Brooke rzuciła przez ramię. – Na razie, Tweet. –
Jej sarkazm był oczywisty. Co za suka.
Zatrzymali się kilka metrów dalej. Noah szepnął coś do ucha
Brooke, po czym podbiegł do mnie. Nie mogłam stwierdzić czy był zły, czy
rozbawiony. Gdy do mnie dotarł, nachylił się blisko mojej twarzy.
- Zostaniesz dziś wieczorem poważnie ukarana. – Pojawił się
powoli uroczy diabelski uśmiech, który wzbudził we mnie dreszcze. Cofnął się
parę kroków, odwrócił i podbiegł do boku Brooke. Spojrzała na mnie z zadowoloną
miną, która wyraźnie mówiła „On jest mój”.
Przyglądałam się jak wsunęli sobie nawzajem ręce do tylnych
kieszeni. Byłam zszokowana. Nie mogłam uwierzyć, że cudzołożyli przed Bogiem i
wszystkimi innymi. Poczułam w piersi i brzuchu promieniujące pieczenie.
Popatrzyłam na staw. Starałam się wyrzucić z głowy obrazek ich obmacujących
się. Spuszczając wzrok, zaczęłam kopać w żwir piętą. Poczułam jak ktoś podszedł
za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Emily trzymającą dwa talerze jedzenia.
Przełożyłam nogi przez ławkę, obracając się do niej. Usiadła po drugiej stronie
stolika i postawiła przede mną talerz.
- Dzięki – powiedziałam.
- Czemu się tutaj ukrywasz? – zapytała.
- Nie ukrywam się. – Wrzuciłam do ust frytkę.
- Brooke wydaje się miła.
- Ta, wydaje się
miła.
- Nie lubisz jej?
- Nie nie lubię jej. Jest mi obojętna – oświadczyłam.
- Hmmm…
- Co?
- Nic, po prostu jeśli chodzi o Noah to nigdy nie widziałam,
żebyś była obojętna. Zazwyczaj jesteś czarno-biała. Nie ma w tobie szarego
obszaru, gdy chodzi o niego.
- Jestem względem niej ciemnoszara. Zadowolona?
- Zachwycona. Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne.
- Dlaczego nie jesteś to ty? – Emily wskazała brodą w
kierunku Noah i Brooke. Patrzyłyśmy jak siedzieli obok siebie kilka stolików
dalej, jedząc. Brooke chichotała albo całowała Noah pomiędzy niemal każdym
kęsem jedzenia.
- To nie tak. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. – Moja
odpowiedź brzmiała mechanicznie, gdy dalej patrzyłam. Emily prychnęła cicho. –
A to za co? – spytałam.
- Cokolwiek jest między tobą i Noah jest czymś więcej niż
przyjaźnią.
- Emily, nie.
- Co? To oczywiste.
- O czym ty gadasz?
- Amanda, każdy z połową mózgu widzi jak bardzo wam na sobie
zależy.
- Oczywiście, że zależy nam na sobie. Przyjaciele tak robią,
wiesz.
- Czemu nie chcesz być z Noah?
- Dlaczego teraz pytasz mnie o takie rzeczy?
- Bo widziałam wyraz twojej twarzy, kiedy siedziałaś tutaj z
nim i rozmawialiście. Potem zobaczyłam twoją minę, gdy podeszła Brooke.
- Będę z tobą szczera. To trochę dziwaczne, że przyglądasz
mi się tak bardzo – powiedziałam.
Emily pokręciła głową. – Typowa Amanda.
- Co to ma znaczyć? – Zaczynała mnie irytować.
- Ilekroć robisz się zażenowana, zaczynasz sobie żartować.
- Cóż, na świecie jest za mało śmiechu. – Rzuciłam jej
zadowolone spojrzenie. Moje poprzednie zirytowanie zmieniało się w gniew.
Czułam jak moje ciało napina się i sztywnieje.
- Dlaczego ty i Noah nie jesteście razem, Amanda?
- Najwyraźniej nie jestem w jego typie. Poza tym
schrzaniłabym to w jednej chwili. Nie będę ryzykować stracenia go. Więc teraz
wiesz. Czułam się bezwartościowa i nieudana tak długo jak pamiętam.
Wpatrywałam się w nią. Kiedy ostatnie słowo opuściło moje
usta, od razu tego żałowałam. Już byłam w złym humorze po publicznym okazywaniu
uczuć Noah i Brooke, potem Emily naciskała i pękłam, mówiąc więcej niż
powinnam.
Wzięła głęboki wdech. – Wiem, że nie łatwo było być moją
siostrą. Dorastając, zawsze będąc porównywaną do mnie musiało być wrzodem na
tyłku. Amando, jesteś piękna, inteligentna, miła i utalentowana. Jesteś
doskonała taka, jaka jesteś. – Zerkając na Noah, dodała. – Jesteś o wiele
więcej niż dosyć dobra dla Noah. Chciałabym, żebyś w to uwierzyła.
- Ja też, ale nie wiem jak zachowywać się inaczej. Noah jest
z Brooke i jest szczęśliwy. Dla mnie tylko to jest ważne. Po prostu jestem
dzisiaj emocjonalna przez wspominanie. Przepraszam, że tak na ciebie warknęłam.
Emily wyciągnęła rękę przez stolik, kładąc ją na mojej. –
Jestem tutaj, żeby cię wysłuchać, Manda, jeśli będziesz mnie potrzebować.
- Wiem. Dzięki.
Wiedziałam, że Emily próbowała pomóc, ale Noah i ja
poszliśmy dalej ze swoim życiem. Miał teraz Brooke, a ja miałam zacząć karierę
studencką w ciągu kilku miesięcy. Rozumieliśmy jaka była nasza relacja i
pogodziliśmy się z tym. Nie było idealnie, ale nic takie nie było.
Spędziłam resztę wieczoru rozmawiając z przyjaciółmi i
rodziną. Starałam się nie zwracać uwagi na Noah i Brooke. Było to wyzwanie przy
piszczącym śmiechu Brooke przenikającym moje uszy. Czasami brała nade mną górę
ciekawość i zerkałam na nich. Całowali się albo przytulali. Brooke cały czas
wydawała się siedzieć na jego kolanach. Cały czas. Jak on był cholernym Świętym
Mikołajem. Miałam dosyć. Byłam zmęczona przyjęciem, wspominaniem, a zwłaszcza
patrzeniem na Romeo i Julię. Pożegnałam się z paroma znajomymi. Zanim mogłam
zrobić ucieczkę, usłyszałam jeszcze jeden ścinający krew pisk Brooke dochodzący
z ogniska. Ludzie stali wokół ognia, piekąc pianki. Kiedy tam spojrzałam,
dostrzegłam Noah stojącego za Brooke, obejmując ją w talii i całując po szyi.
Tak, zdecydowanie pora była na zakończenie tego wieczoru.
Siedziałam w domu od paru godzin, wylegując się na kanapie,
przestawiając kanały. Nic nie podtrzymywało mojej uwagi oprócz myśli o Noah i
Brooke razem. Nawet nie mogłam złapać go samego na tyle długo, żeby dać mu
prezent.
Po skończeniu maratonu Byle
do dzwonka, wyłączyłam telewizor i skierowałam się do mojego pokoju.
Zbliżając się usłyszałam dzwonek mojej komórki oznaczający, że dostałam
wiadomość. Wzięłam ją i zobaczyłam kto to. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu,
widząc zdjęcie. Byłam na nim ja i Noah w jednym z automatów fotograficznych,
gdzie robiliśmy rybie miny.
Noah: Nasze
miejsce. Teraz. Przyjdź sama.
Chcę cię tylko
dla siebie ;)
Kochałam i nienawidziłam, gdy wysyłał mi zalotne wiadomości.
Przypominały mi o tym, czego nie mogłam z nim mieć. Wystukałam szybką
odpowiedź.
Ja: Nie jesteś
moim szefem.
Przyjdę, kiedy
będę gotowa.
Do zobaczenia
za chwilę. ;)
Uśmiechając się, jak przycisnęłam wyślij, poczułam przypływ
podekscytowania. Nie mogłam się doczekać, żeby być sama z Noah i dać mu
prezent.
Pobiegłam sprintem do parku, zwalniając, gdy byłam coraz
bliżej. Nie chciałam wyglądać jak zdesperowana frajerka, którą byłam, siedzącą
w domu i oglądającą godzinami stare seriale. Podeszłam do naszego miejsca. Noah
stał twarzą do stawu. Stałam tam przez chwilę myśląc o momencie, kiedy
przyszłam tutaj, żeby pomóc mu w praktykowaniu całowania. Pamiętałam jak
przygotował nam kolację jako niespodziankę i uśmiechnęłam się. Byłam dziś takim
sentymentalnym głupkiem.
Nie odwracając się Noah zapytał. – Podjedziesz tutaj i
usiądziesz czy będziesz przez całą noc patrzeć na moje plecy? – Nie
przeszkadzałoby mi patrzenie przez całą noc na jego plecy. Miał naprawdę ładne
plecy.
- Przestań marudzić – powiedziałam, obchodząc stół i
usiadłam obok niego.
Położyłam prezent dla niego obok mnie, żeby jeszcze go nie
widział. Noah złapał moją rękę i splótł nasze palce. Przytuliłam się do jego
boku i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Gdzie wcześniej
uciekłaś? – zapytał.
- Nie uciekłam. Przyjęcie się kończyło, byłam zmęczona, więc
poszłam do domu.
- Poszłaś nic mi nie mówiąc. Myślałem, że jesteś na mnie zła
– powiedział.
- Czemu miałabym być na ciebie zła? – Byłam ciekawa jego
odpowiedzi.
- Nie wiem. Byłem po prostu rozczarowany, kiedy
zorientowałem się, że poszłaś. – Ścisnął moją dłoń.
- Cóż, wyglądało na to, że miałeś pełne ręce roboty. – Nie
musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że miał uśmieszek. – Tak na marginesie, trochę
przesadzaliście, nie uważasz? Jeeezu, trzeba było wziąć sobie pokój.
- Wzięliśmy. – Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział.
Podniosłam głowę z jego ramienia, wyrwałam rękę i odchyliłam się od niego.
- Nie żartuj sobie przy mnie z czegoś takiego. – Przygryzłam
dolną wargę, patrząc na niego.
- Jesteś zazdrosna? – spytał, jakby mnie wyzywając.
Już dzisiaj dosyć się wygadałam z Emily. Nie zamierzałam
robić tego samego z Noah.
- Twoje przezwisko wymyślone przez Brooke jest głupie –
prychnęłam.
Uśmieszek powoli pojawił się na jego twarzy. – Wiem. A ty
jesteś cholernie urocza, kiedy jesteś zazdrosna.
- Jest kiepskie. Tak naprawdę, to kiedy przestałam czuć za
ciebie wstyd, to było mi cię żal, a potem wymiotowałam. – Nie zrywałam z nim
kontaktu wzrokowego.
Położył rękę nad sercem i powiedział. – Och skarbie, właśnie
przeszłaś z cholernie uroczej na niewiarygodnie seksowną.
- Łajdak.
- Uwielbiam, kiedy mówisz do mnie brzydko. Powiedz coś
jeszcze.
- Dupek.
Zaczął jęczeć. – Ooo tak. O to chodzi.
- Jesteś śmieszny – powiedziałam.
- A ty piękna. – Potrząsając głową, odwróciłam wzrok z
uśmieszkiem na twarzy.
- Jak już wszystko sobie wyjaśniliśmy, pora na prezenty. –
Klasnął dłońmi. – Ja pierwszy.
Przytrzymał przede mną aksamitne ciemnoniebieskie prezentowe
pudełko w kształcie serca oplecione białą kokardą. Spojrzałam na niego
oszołomiona. Było piękne, a to tylko pudełko. Myślałam, że musiał się pomylić i
wziął prezent dla Brooke. To wyglądało jak prezent dla dziewczyny.
- Um, sądzę, że omyłkowo przyniosłeś mi prezent dla Brooke.
- Przyniosłem właściwy prezent dla właściwej dziewczyny. Weź
go. – Wzięłam, znowu na niego spoglądając. – Otwórz je, Tweet. Nie ugryzie cię.
– Uśmiechnął się słodkim, nieśmiałym uśmiechem.
Rozwiązałam wstążkę i powoli uniosłam pokrywkę pudełka. Gdy
zobaczyłam co jest w środku łzy zaczęły zbierać mi się pod oczami. To był
najpiękniejszy naszyjnik ze złotym piórkiem jaki kiedykolwiek widziałam. Był
taki delikatny. Spojrzałam na niego ze łzami spływającymi po policzkach. Byłam
oniemiała.
Noah spojrzał mi głęboko w oczy. – Mogę go oddać, jeśli ci
się nie podoba – powiedział, uśmiechając się ironicznie.
- To najpiękniejsza rzecz, jaką widziałam. Nie dotkniesz go
oprócz w pomocy zapięciu go. – Odwróciłam się od niego lekko i odsunęłam włosy
na bok.
Gdy Noah zapiął naszyjnik, szepnął mi do ucha. – Zawsze
będziesz moją dziewczyną na pierwszym miejscu. Gratulacje, Tweet.
Zamknęłam oczy. Byłam tak obezwładniona uczuciami, że zajęło
mi parę sekund zebranie się w sobie, nim się odwróciłam. W końcu byłam w stanie
wykrztusić. – Dziękuję, Noah. Nigdy go nie zdejmę.
Wpatrywałam się w niego parę sekund, po czym podałam mu jego
prezent. Rozerwał opakowanie jak małe dziecko. – Mam nadzieję, że ci się podoba
– powiedziałam niespokojnie.
Moim prezentem dla Noah był łańcuszek i wisiorek z boiska
baseballowego. Wisiorek miał kształt identyfikatora wojskowego i został
wykonany z części oryginalnych siedzeń z Fenwey Park.
Jego twarz się rozjaśniła, jak zorientował się co to było. –
Fenwey, prawda? – zapytał z podziwem wyraźnym w głosie.
Na mojej twarzy pojawił się największy uśmiech, gdy
odparłam. - Ma napisane z tyłu. – Promieniałam.
Obrócił, żeby przeczytać słowa. Był kompletnie oniemiały.
Przełożył łańcuszek i wisiorek przez głowę i przytulił mnie do siebie, a ja
położyłam głowę na jego klatce piersiowej.
- Kocham to. Dziękuję, Tweet. Nie mogę uwierzyć, że
pamiętałaś, że Fenwey to mój ulubiony stadion. – Ścisnął mnie mocniej. –
Najlepszy prezent, jaki kiedykolwiek dostałem – powiedział, całując mnie w
czubek głowy.
Siedzieliśmy długi czas przytulając się do siebie w
milczeniu i po raz pierwszy od dłuższego czasu wydawało się wszystko idealne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz