wtorek, 11 marca 2014

Wpis 23

Budzimy się pewnego dnia zaskoczeni, znajdując się w mniej pożądanej sytuacji niż się na to zgadzaliśmy, ale pozostajemy w niej, ponieważ z jakiegoś powodu czujemy się zobowiązani. Gdy czas mija, przekonujemy się, nabieramy i wmawiamy sobie wierzenie, że wszystko jest normalne. Dopóki nie zobaczymy snu, który straciliśmy, nie zdajemy sobie sprawy, w jakim koszmarze tkwimy.


Kiedy dotarliśmy do mojego akademika, Noah poczuł ulgę dowiadując się, że tak naprawdę mieszkałam na drugim piętrze. Uwielbiałam znowu być w jego ramionach, kiedy nosił mnie przez całą drogę tutaj. Chciałabym mieszkać dalej na kampusie, żeby dłużej w nich leżeć. Siedziałam na moim łóżku, czekając na niego. Poszedł do sklepu ogólnospożywczego po drugiej stronie ulicy, żeby kupić lód na moją opuchniętą kostkę.
Do pokoju cicho zapukano, jak powoli się otworzyły. Noah wniósł do środka dwie siatki, jedna miała zakupy, a druga ogrom lodu.
- Koleś, to mnóstwo lodu – droczyłam się.
- Wiem, ale masz ogromną kostkę. – Wybuchłam śmiechem. – Miło znowu to słyszeć.
- Co?
- Twój śmiech.
Rzucił torbę z zakupami na łóżko Lisy, potem poszedł do łazienki z siatką lodu. Wrócił z ręcznikiem zawiniętym wokół paru kostek lodu. Przesunęłam się, dając mu miejsce na siedzenie.
Przyłożył lód do mojej kostki. – Może tak być? – zapytał.
Potaknęłam. – Dziękuję, Noah. Przepraszam, że musiałeś nieść mnie całą drogę tutaj.
- Nie ma problemu. Nie jesteś tak ciężka jak kiedyś.
Wzięłam zza siebie poduszkę i uderzyłam go nią. Zaczął się śmiać. Też tęskniłam za jego śmiechem.
- Twierdzisz, że byłam wcześniej gruba?
- Nie! – zamilkł na moment. – Ale masz trochę niesamowitych kształtów w odpowiednich miejscach. – Poczułam mrowienie, kiedy przeszywające niebieskie oczy przyjrzały się mojemu ciału i uniosły się kąciki jego ust.
Siedzieliśmy w milczeniu, kiedy Noah rozglądał się po moim pokoju. Wziął głęboki wdech zanim jego piękne jasnoniebieskie oczy wylądowały na mnie. Te oczy zawsze potrafiły mnie rozmiękczyć.
Odchrząkując, powiedział. – Um… Tweet?
- Tak – odparłam.
Nabrał wielki haust powietrza. Był taki uroczy, kiedy się denerwował. – Tęskniłem za tobą. – Spuścił wzrok i lekko potrząsnął głową. – Nie, bardziej niż za tobą tęskniłem. Jest tak, jak umarł mój tata. – Poczułam nagły przypływ bólu, przypominając sobie co mu wtedy zrobiłam. – Nie potrafiłem sobie wyobrazić życia bez niego. Nie mogłem go przywrócić do życia, więc musiałem się dostosować. Chociaż zacząłem się dostosowywać w życiu mam pustkę, której nie mogę wypełnić. Ty i moi rodzice zawsze byliście trzema najważniejszymi osobami w moim życiu.
Jego niebieskie oczy nieznacznie się zaszkliły. Przekazywały takie stężenie bólu, a wiedząc, że ja byłam po części tego przyczyną, poczułam wstyd.
- Nie mając już w życiu dwóch z trzech najważniejszych osób… każdego dnia zachowywałem pozory, głównie ze względu na mamę. Będąc tutaj z tobą, uśmiechając się i śmiejąc, robię to pierwszy raz prawdziwie odkąd odeszłaś. Potrzebuję cię z powrotem w moim życiu.
Wiedziałam, że moją odpowiedzią powinno być zdecydowane nie, ale spędziłam bez niego sześć miesięcy, a przez to tylko bardziej za nim zatęskniłam. Po raz pierwszy od miesięcy nie czułam się zraniona i samotna, będąc w jego ramionach i siedząc z nim tutaj.
- Co z Brooke? Myślisz, że jak zareaguje, kiedy znowu będę w pobliżu?
- Myślę, że sobie z tym poradzi… ostatecznie. Poza tym Brooke nie dyktuje mi, kim mają być moi przyjaciele.
Brooke miała pół roku z nim, bez mojego ingerowania. Jeżeli do tej pory nie zdołała nawiązać trwałego związku z Noah, to zdecydowanie moje bycie w pobliżu nie będzie miało żadnej różnicy. Dodatkowo mam do nich półtora godziny drogi, więc nie będę ich widywać codziennie. Byłoby cudownie po prostu móc znowu z nim rozmawiać.
- Nie nienawidzisz mnie za to, co zrobiłam? – zapytałam, patrząc w kolana.
Noah przycisnął palec do mojej brody, unosząc mój wzrok do jego. – Nigdy nie mógłbym cię nienawidzić, Tweet. Przez jakiś czas mocno cię nie lubiłem. – Puścił mi oko.
- Przepraszam, że tak cię zraniłam. Chciałam tylko… - Mój głos załamał się od emocji. Pamiętałam ten okropny dzień, kiedy zostawiłam go w parku, a on teraz mi wybacza.
- Chyba rozumiem dlaczego to zrobiłaś. Obiecuję, że zostanę w przyjacielskiej strefie. Nie będę cię kusił moim ciałem.
Potrząsnęłam głową, chichocząc. – Okej.
- Naprawdę? – Potaknęłam. – Nie bierz tego źle, ale bardzo się cieszę, że się przewróciłaś.
- Ja też. – Dwa największe uśmiechy pojawiły się na naszych twarzach.
Noah zerknął na torbę, którą rzucił na łóżko Lisy. – Przytrzymaj to chwilę na swojej kostce. Kupiłem ci coś.
Wstał, żeby pójść po torbę. Nie miałam pojęcia co mógł mi kupić. Przyszedł i usiadł na moim łóżku, trzymając tę rzecz schowaną za plecami.
- No to co to jest? – Nie byłam zbyt cierpliwą osobą.
- Zamknij oczy – powiedział. Zrobiłam jak mi kazano. – Nie otwieraj ich, dopóki ci nie powiem.
- Nie otworzę.
- Obiecujesz?
- Mmmhmm.
- Powiedz to.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. – Obiecuję, że nie otworzę oczu.
- Dobrze. – Przez parę sekund trwała cisza. – Okej, otwórz oczy.
Otworzyłam oczy i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam był piękny chłopak siedzący przede mną z nieśmiałym uśmiechem na ustach. Podążyłam za jego wzrokiem, kiedy go opuścił. Trzymał pudełko czekoladowych batoników, pudełko lukru czekoladowego i plastikową łyżkę.
- Hej, bestio. Świetnie jest cię mieć z powrotem – powiedział.
- Świetnie jest wrócić.

Jedliśmy batoniki i lukier, no ja jadłam lukier, podczas gdy nadrabialiśmy szczegóły z naszego życia. Noah uwielbiał studia. Mimo tego, że kochał baseball, postanowił nie grać w tym sezonie, chociaż trener błagał go i oferował mu stypendium. Rodzice Noah oszczędzali pieniądze na jego studia od dnia jego narodzin. Stypendium czy nie, jego czesne było opłacone.
Noah powiedział, że nie chciał grać, bo czuł, iż musi skoncentrować się na zajęciach. Chociaż tego nie mówił, myślę, że głównym powodem, dla którego nie grał było to, że nie było już jego taty. Spędzanie czasu z jego tatą, dzieląc się miłością do gry zawsze było szczęśliwym okresem życia Noah. Nie sądzę, że jego serce wyleczyło się na tyle, żeby był w stanie wyjść na boisko, wiedząc, że jego taty nie było na trybunach i mu nie kibicował.
Powiedziałam mu, że Emily wróciła do Charleston, była asystentem prawnym w kancelarii adwokackiej w mieście i kupiła sobie mieszkanie. Mówiłam o dopasowywaniu się do życia z dala od domu, ale że bardzo lubiłam zajęcia. Opowiadałam o Lisie i bardzo chciał ją poznać. Było tak jakby pół roku rozłąki nigdy się nie wydarzyło. Rozmawialiśmy tak, jak zawsze. Oboje unikaliśmy tematu Brooke i Matta, tak długo jak mogliśmy. Cieszyliśmy się wspólnym czasem.
Noah opierał się o ścianę, masując moją zranioną kostkę, którą opierałam na jego kolanach. Oboje się przestraszyliśmy, gdy jego telefon zadźwięczał od wiadomości. Spojrzał na nią i uśmiechnął się ironicznie.
- Brooke? – zapytałam.
- Tak. Wysłała mi zdjęcie. Wygląda na to, że dobrze się bawią. – Odpisał szybko i rzucił telefon na łóżku.
- Możesz iść, jeśli chcesz. Nic mi nie jest. Dzięki za zaopiekowanie się mną…
- Przestań. Nigdzie się nie wybieram.
- Nie chcę sprawiać ci problemów, Noah – powiedziałam.
- Nie sprawiasz.
- Jesteś w niej zakochany? – Słowa wyleciały z moich ust, nim się zorientowałam.
Węzeł natychmiast pojawił się w moim żołądku i zaciskał się coraz mocniej z każdą mijającą sekundą. Zaczęłam zaciskać zęby, a moje ciało się napięło.
Westchnął głęboko i powoli. – Szczerze? Pomiędzy śmiercią taty, zajmowaniem się mamą i tęsknieniem za tobą, nie myślałem o moich uczuciach do Brooke. Wiem, że brzmię jak kutas.
- Jesteś po prostu szczery. Musiałeś zmagać się z wieloma rzeczami w tym roku.
- Ona ciągle mi mówi, że mnie kocha. Nigdy na to nie odpowiadam. Uśmiecham się tylko i zmieniam temat. Zależy mi na niej.
- Nie powinnam była o to pytać.
Szczerość widniała w jego oczach, kiedy powiedział. – Możesz pytać mnie o wszystko, Tweet. Po prostu teraz nie wiem jak ci odpowiedzieć.
- W porządku.
- Więc kim był ten Smurfgnojek, z którym byłaś na imprezie? – zapytał spokojnym tonem,
Zaczął poruszać szczęką i żyły na jego szyi stawały się lekko widoczne. Mocno starał się nie pokazywać gniewu ani zazdrości. Starał się pozostać w strefie przyjaźni.
- Nazywa się Matt. Wiesz co, ja nie odnoszę się do Brooke jako Księżniczce Sukowa. – Uśmiechnęłam się do niego.
Uśmiechając się ironicznie, powiedział. – Myślałaś nad tym trochę czasu, co?
- Nie. Właściwie to przed chwilą to wymyśliłam.
- Matt… - Wypowiedział te imię, jakby pozostawiło zły posmak w jego ustach. – To twój chłopak?
- Tak. – Po raz pierwszy komuś przyznawałam, nawet samej sobie, że Matt był moim chłopakiem. Chciałam, żeby Noah wiedział, iż też ruszyłam dalej z życiem.
- Słyszałem, co on do ciebie powiedział, Tweet.
- Jak długo byłeś na imprezie? Chodziłam po całym domu i ani razu cię nie zobaczyłam.
- Dopiero wszedłem do środka, gdy zobaczyłem ciebie i Matta. – Zauważyłam lekkie skrzywienie na jego twarzy. – Zmuszał cię do czegoś, czego nie chciałaś robić? – zapytał.
Potrząsnęłam głową. – Nie – odparłam z nutą obronną w głosie.
Spuściłam wzrok. Było to trochę kłamstwo. Były dwa razy, kiedy Matt zmuszał mnie do seksu, kiedy mówiłam mu, że nie chcę. Nie skrzywdził mnie, ale miałam przez tydzień siniaka na ramieniu, w miejscu gdzie mnie chwycił.
- Nie zawsze się tak zachowuje. Był pijany. Jego główny kierunek to teatr i jest pod wielką presją przez nadchodzącą produkcję… dodać do tego zajęcia… - paplałam bez sensu i bawiłam się brzegiem koszulki. Noah położył rękę na mojej, powstrzymując mnie.
- Traktuje cię dobrze, Tweet? – Nie spojrzałam na niego. Tylko kiwnęłam głową. – Jeśli zrobi coś, co się skrzywdzi, to połamię każdą pieprzoną kość w jego ciele.
Wiedziałam, że Noah miał na myśli każde swoje słowo. Zraniłby poważnie Matta albo kogokolwiek, kto coś by mi zrobił. Nie mogłam powstrzymać małego uśmiechu. Czułam się bezpiecznie, gdy mój bohater wrócił do mojego życia.

O drugiej w nocy drzwi powoli się uchyliły i Lisa ostrożnie wsunęła głowę do środka.
- Możesz wejść – powiedziałam.
Weszła chwiejnie do środka, nadal czując efekty alkoholu, ale była trzeźwiejsza. Podeszła prosto do mojego łóżka z półprzymkniętymi powiekami, ani razu nie patrząc w naszym kierunku i opadła na nie. – Lisa? – odezwałam się.
- Mmmhmm?
- To jest Noah.
Otworzyła gwałtownie oczy, usiadła prosto i odwróciła się do nas. – Ten Noah? – Uśmiechnęła się.
Noah zerknął na mnie, zaciekawiony tym, co jej powiedziałam.
- Tak.
Noah przesunął się na brzeg łóżka i wyciągnął do niej rękę. – Cześć, miło mi cię poznać, Liso.
Wyciągnęła dłoń i schwytała jego rękę. – No czeeeeść, Ten Noah. Naprawdę świetnie jest cię widzieć… tutaj… z Amandą. – Patrzyła to na mnie, to na niego, uśmiechając się jak kot, który właśnie złapał kanarka.
- Chyba będę już szedł. – Noah wstał i zaczął zbierać śmieci po naszych batonikach.
Lisa wstała, podchodząc do niego. – Zrobię to za ciebie, żebyście mogli się pożegnać.
Poszła na drugi koniec pokoju, udając, że daje nam trochę prywatności.
- Nie jestem pewien, o której będę jutro wracać. Chcę się z tobą zobaczyć, zanim wyjdę ale nie wiem czy będę w stanie. Wiesz? – Przez jego twarz przemknęło rozczarowanie.
- Wiem – odparłam.
- Zdecydowanie jutro z tobą porozmawiam.
- A ja za parę dni przyjadę do domu na Dziękczynienie – powiedziałam.
Przypuszczam, że wpatrywaliśmy się w siebie zbyt długo, bo Lisa czuła, że koniecznie będzie głośno chrząknąć. Noah pochylił się, żeby pocałować mnie w czoło. Nie mogłam powstrzymać zamknięcia oczu i rozkoszowaniem się dotykiem jego ust.
- Dobranoc, Tweet – szepnął.
- Dobranoc, Noah.
Obrócił się do Lisy. – Dobranoc, Liso.
- Dobranoc, Ten Noah.
Uśmiechnął się, spoglądając na mnie. Wziął swoją kurtkę i ruszył do drzwi.
Lisa obserwowała Noah, dopóki nie zamknęły się za nim drzwi i rzuciła się na jej łóżko. – No, no, no… Ten Noah jest smakowity – powiedziała, wykrzywiając jedną brew.
- Spróbujemy przyjaźni.
- To dobrze. Zacznijcie powoli.
- Co masz na myśli zacznijcie powoli? Jesteśmy przyjaciółmi. I tyle. Między nami nie zdarzy się nic innego. Noah jest z Brooke, a ja z Mattem.
Upewniła się, że widziałam jej wywrócenie oczami na wspomnienie Matta. – Skarbie, pomiędzy wami było tyle pieprzenia wzrokiem, że było to jak mokry sen okulisty. I widziałam jak zareagowałaś, kiedy cię pocałował.
- Jak?
- Nie tylko wciągnęłaś jego zapach. Głęboko go wdychałaś. Nie wsiąknęłaś go. Ty go wchło-nę-łaś. – Położyła się na plecach.
- Nadal jesteś mocno pijana.
- Mmmhmm. GŁĘBOKO WDYCHAŁAŚ!

Następnego poranka obudziłam się na dźwięk wiadomości przychodzącej na moją komórkę.
Noah: Dobry, Tweet. Jak twoja kostka?
Ja: Trochę lepiej. Dzięki.
Noah: Nie będę mógł przyjechać. Przepraszam.
Ja: W porządku. Bezpiecznej drogi do domu.
Noah: Ostatnia noc była niesamowita. Do zobaczenia za parę dni. Wyjrzyj za drzwi.
Ja: Okej. Chwilka.
Wstałam tak cicho jak mogłam, żeby nie obudzić Lisy. Kilka minut zajęło mi dojście do drzwi. Moja kostka była sztywna i wciąż bolała. Uchyliłam troszeczkę drzwi. Korytarz był pusty. Otworzyłam drzwi na oścież, spojrzałam w obie strony korytarza, ale nadal nic nie dostrzegłam. Moja komórka zawibrowała.
Noah: Spójrz w dół.
Spojrzałam w dół. Na podłodze stała torba z moim płaszczem w środku. Pamiętał, żeby pójść do niego do bractwa. Obudziły się motylki w moim brzuchu. Nie czułam ich od wielu miesięcy. Potem to zobaczyłam. Moje policzki zaczęły mnie boleć, ponieważ nie byłam w stanie zetrzeć z twarzy absurdalnego uśmiechu. Przed torbą stała nakręcana zabawka w kształcie żółtego ptaka. Podniosłam ją i od razu do niego napisałam.
Ja: Dzięki za przyniesienie mi płaszcza i za ptaka. Uwielbiam go.
Noah: ;)
Wzięłam torbę i wróciłam do pokoju. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Spojrzałam na Lisę, która nie spała i siedziała na łóżku. – Noah przyniósł mi mój płaszcz.
- Miło z jego strony. Co jeszcze tam masz?
- Mały nakręcany ptaszek. – Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc. – Jego przezwiskiem dla mnie jest Tweet. To mały tweety.
- Niech wszystko diabli weźmie, jeżeli nie jest to najsłodsza pieprzona rzecz, o jakiej słyszałam. Chyba doznałam małego orgazmu.
- Jesteś szalona. – Położyłam torbę na łóżku, ptaszka na komodzie i poszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic.
Gdy zamykałam drzwi łazienki usłyszałam krzyk Lisy. – GŁĘBOKO WDYCHAŁAŚ!


Uśmiech nie zostawił mojej twarzy do końca dnia. Wiedziałam, że wyglądałam jak idiotka, ale nie obchodziło mnie to. Zamierzałam się tym cieszyć. Nie spotykałam się nawet tego dnia z Mattem, bo wiedziałam, że będzie próbował zrujnować mój dobry humor. Byłam nieszczęśliwa przez pół roku i zasługiwałam na trochę szczęścia. Będą to wspaniałe święta, bo odzyskałam mojego Noah.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz