Nowotwór to
zmieniacz gry, dyktator oraz wielki i potężny Oz złączony w jedną niepohamowaną
bestię.
Żyłam dwa dni z diagnozą. Wciąż nie wyglądało to dla mnie
realnie, ale wiedziałam, że było prawdziwe, ilekroć widziałam twarz Emily czy
rodziców. Byłam umówiona na rezonans magnetyczny następnego poranka, a
popołudniu miałam mieć spotkanie z lekarzem. Podane mi informacje były
strasznie przytłaczające. Learze odklepują takie coś jakby to było nic takiego.
Zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest dla nich codzienną pracą, ale nie można
oczekiwać, że osoba, która właśnie dostała diagnozę nowotworu, będzie skupiać
uwagę na czymkolwiek innym, co mówisz.
Oczywiście nie wrócę do szkoły na następny semestr. Byłam z
tego powodu wściekła. Nienawidziłam tego, że coś poza moją władzą dyktowało
każdą decyzję, jaką podjęłam. Mama skontaktowała się z uniwersytetem i
wytłumaczyła sytuację. Musieliśmy teraz spakować moje rzeczy, bo kiedy rozpocznie
się leczenie przez jakiś czas nigdzie nie będę się wybierała. Zapewnili ją, że
ktoś będzie tam, aby wpuścić nas do akademika, ponieważ była przerwa świąteczna
i tylko administracja pracowała.
Musiałam również porozmawiać osobiście z Mattem, gdy byłam w
mieście. Był na kampusie z paroma przyjaciółmi do wigilii Bożego Narodzenia, a
potem leci do domu. Noah jechał z nami, żeby pomóc. Plan był taki, że rodzice
jechali SUVem, a Noah i ja jechaliśmy jego samochodem.
Spędzałam z Noah każdą możliwą minutę. Nie wiedziałam jak
tłumaczył to Brooke. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Tak naprawdę nie
rozmawialiśmy nawet o mojej diagnozie. Gdy tylko pojawiał się ten temat, on
milczał. Był przy moim boku, pomagając mi ze wszystkim, czego potrzebowałam. Po
prostu nie mówiliśmy o powodzie, dlaczego mi pomagał.
Wszyscy milczeliśmy, gdy pakowaliśmy rzeczy z mojej
niezwykle krótkie kariery w college’u. Lisa oczywiście była na święta w swoim
domu w Missouri. Wczoraj miałyśmy pełną łez rozmowę. Obiecała, że przyjedzie
się ze mną zobaczyć, gdy wróci na następny semestr. Bez względu na to czy Lisa
i ja byłyśmy współlokatorkami, czy nie, wiedziałam, że zawsze będzie w moim
życiu. Czasami poznajesz ludzi i od razu wiesz, że przeznaczeni są do bycia
twoimi przyjaciółmi. Lisa była dla mnie taką osobą.
Kiedy auto moich rodziców zostało zapakowane wrócili do
domu. Powiedziałam im, że pojedziemy za nimi z Noah po tym jak porozmawiam z
Mattem. Noah podwiózł mnie do niego i zaczekał w samochodzie, gdy poszłam z
wiadomościami. Napisałam do Matta, że byłam w mieście i kierowałam się do
niego.
Czułam się poddenerwowana z jakiegoś powodu, jak wchodziłam
po schodach do jego mieszkania. Zapukałam i drzwi natychmiast się otworzyły.
Matt wziął mnie w ramiona, jakby nie widział mnie od lat.
- Boże, dobrze jest cię widzieć – powiedział.
- Nic ci nie jest? Widziałeś mnie parę dni temu.
- Wiem, ale tęskniłem za tobą. Czy facet nie może zatęsknić
za jego kobietą? – Zaczął całować mnie po szyi.
- Matt, musimy porozmawiać. Muszę ci coś powiedzieć. –
Odsunął się i spojrzał na mnie z niepokojem w oczach.
- Zrywasz ze mną, Patyk? Bo na moją obronę mogę powiedzieć,
że byłem kompletnie schlany i nie wiedziałem, co się dzieje – wybełkotał.
- O czym ty gadasz? – Odsunęłam się od niego.
- Zazwyczaj, kiedy ktoś mówi musimy porozmawiać, to potem następuje zerwanie.
- Przespałeś się z Danielle, prawda?
- Cały czas o tobie myślałem. Nie była tak dobra, jak
myślałem, że będzie. Przez to, że jest taka seksowna, sądziłem, że będzie
lepsza od…
- Mnie?!
Podszedł do mnie, objął mnie w pasie i szepnął mi do ucha. –
Nie złość się, Patyk. Powiedziałem ci, że nie była dobra. – Wtulił się w moją
szyję.
- Mam raka kości, prawdopodobnie będę miała amputowaną nogę
i będę przechodzić przez chemoterapię – powiedziałam beznamiętnie.
Cofnął się. Gdy na mnie spojrzał jego twarz była pozbawiona
jakichkolwiek uczuć. Przypuszczałam, że czekał aż dokończę, więc tak zrobiłam.
- Właśnie spakowałam mój pokój. Nie wrócę na następny
semestr.
Nie mówił nic przez kilka minut, przesuwając ręką po włosach.
Westchnął głęboko i powiedział. – Mam główną rolę w
produkcji następnego semestru.
Przez chwilę myślałam, że źle go usłyszałam. Kiedy
odtwarzałam tę rozmowę w głowie, nie było to nawet możliwą opcją na coś, co
wyobrażałam sobie, że mi powie.
Ruszyłam do drzwi. Usłyszałam kroki Matta za sobą.
- Patyk! Czekaj! Zaskoczyłaś mnie! – Złapał mnie za ramię i
obrócił twarzą do siebie. – Nie wiedziałem co ci powiedzieć. Myślałem, że
przyszłaś ze mną zerwać bo jesteś wściekła o Danielle.
- Nie zależy mi tobie tak bardzo, żebym wściekała się o
Danielle. Muszę iść. Noah czeka na mnie na dole, żeby odwieźć mnie do domu.
- Pieprzysz go?
Wciąż mnie nie puszczał. Tak naprawdę jeszcze mocniej
zacisnął uchwyt.
- Co? – Próbowałam wyrwać ramię, ale zbyt mocno mnie
trzymał. – Matt, puść mnie. To mnie boli.
- Nie jestem idiotą, Amanda. Widzę jak reagujesz, kiedy do
ciebie dzwoni. A dzwoni dużo. Od jak dawna go pieprzysz?
- On jest moim przyjacielem. – Pociągnęłam mocniej, lecz
wciąż nie potrafiłam uwolnić ramienia.
Następnych kilka sekund zdarzyło się tak szybko, że wszystko
było zamazane. Spojrzałam na Matta i zobaczyłam rękę chwytającą go za szyję i
pchającą go na ścianę. Uwolnił moje ramię, powodując, że cofnęłam się chwiejnie
do tyłu. Gdy podniosłam wzrok zobaczyłam jak ręka Noah zacieśniała się na szyi
Matta. Matt próbował złapać powietrze z każdym ściśnięciem.
- Mocny uchwyt nie jest taki fajny, kiedy to ciebie się
trzyma, co, Smurfgnojku? – Noah jeszcze bardziej ścisnął szyję Matta,
całkowicie odcinając mu dopływ powietrza. Oczy Matta zaczęły się powiększać i
zmieniał kolor na niebieski. – Tweet, idź do auta.
- Noah, on nie może oddychać. Nie zabijaj go.
- Idź do przeklętego auta. Już!
Odwróciłam się i wybiegłam z mieszkania. Będąc w korytarzu
usłyszałam kilka głośnych łomotów, burknięć i dźwięk łamanych mebli. W ciągu
kilku minut hałasy ustały i Noah wyszedł, złapał mnie za rękę i odprowadził do
samochodu.
Otworzył mi drzwi pasażera i wsiadłam do środka. Patrzyłam
jak przemierzał drogę przed samochodem, próbując się uspokoić. Podszedł do
strony kierowcy. Zanim wsiadł, od tamtej strony auta usłyszałam kilka
ogłuszających uderzeń. Myślałam, że coś zostało rzucone w auto. Zaciskał i
rozluźniał swoją rękę. Jego knykcie były czerwone od uderzania czegoś i kogoś.
- Noah, wszystko w porządku?
- Skrzywdził cię kiedyś? – zapytał przez zaciśnięte zęby.
Nie byłam całkiem pewna jak mu odpowiedzieć. Technicznie
Matt nigdy mnie nie uderzył. Prawie to zrobił za jednym razem, ale twierdził,
że tylko się bawił.
- Nigdy mnie nie uderzył.
- Czy kiedykolwiek cię skrzywdził?
- Kilka razy tylko łapał mnie mocno za ramię, ale był pijany
i…
Jego klatka piersiowa szybciej unosiła się i opadała,
wypompowując z niego tlen w krótkich oddechach. – Zmuszał cię do czegoś? Nie
okłamuj mnie.
Wahałam się przez parę sekund zanim odpowiedziałam. – Tak –
szepnęłam.
Noah zaczął walić nieustannie w kierownicę. Chwilę później
otworzył gwałtownie drzwi i wysiadł. Słyszałam i czułam ciągłe walenie w metal,
gdy wrzeszczał. – Kurwa!
Wsiadł z powrotem do samochodu, odpalając silnik i wyjechał
szybko z parkingu. Strużki potu spływały z jego czoła.
- Noah…
Uniósł palec wskazujący i powiedział cichym warknięciem. –
Nie mogę teraz rozmawiać. – Przez całą półtoragodzinną drogę do domu nie
odzywał się do mnie.
Odprowadził mnie do drzwi wejściowych. Postanowiliśmy
rozładować auto następnego dnia. Rozpaczliwie próbowałam wymyślić coś do
powiedzenia, kiedy szukałam kluczy.
- Dziękuję ci za wszystko i przepraszam za…
- O której masz jutro wizytę?
- Rezonans magnetyczny jest o 10, a z lekarzem widzę się o
15.
- Przyjadę o 8, żeby rozładować rzeczy. Będziemy mieli dużo
czasu do wizyty.
- Nie musisz iść. Będą ze mną rodzice.
- Wiem, że nie muszę. Chcę iść. Idź się przespać. Zobaczymy
się rano. – Pocałował mnie w czoło i zszedł po schodach.
Jutro moje życie zacznie się zmieniać. Będzie pełne wizyt u
lekarzy, testów diagnostycznych i szpitali zamiast zajęć i imprez. Nie będę już
Amandą Kelly, studentką dziennikarstwa. Będę Amandą Kelly, chorą na raka. Gdy
patrzyłam jak Noah odjeżdża zdałam sobie sprawę, że był to jeden z ostatnich
momentów, kiedy coś było normalnego w moim życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz