wtorek, 11 marca 2014

Wpis 24

Zdolność do wybaczania jest wieczna, ale jak wielu z nas z tego korzysta? Twoja prawdziwa bratnia dusza zawsze będzie ci wybaczać, kochać cię i bezwarunkowo wspierać. Jeżeli raz pozwolisz jej prześlizgnąć się pomiędzy twoimi palcami, wstydź się. Jeżeli znowu pozwolisz jej prześlizgnąć się pomiędzy twoimi palcami, to na nią nie zasługujesz.


Przeprosiłam się od stolika, żebym mogła pójść napisać do Noah. Stojąc w łazience damskiej, posłałam po wsparcie.
Ja: 112! WYPIŁAM JUŻ TRZY COSMO, A ON NADAL MNIE USYPIA. WRACAM DO STOLIKA. ZADZWOŃ DO MNIE Z TRAGICZNYM NAGŁYM WYPADKIEM, KTÓRY POTRZEBUJE MOJEJ UWAGI. ;)
Nie mogłam uwierzyć, że pozwoliłam Lisie przekonać się do tej randki w ciemno z jej kuzynem. Wiedziałam, że chciała pozbyć się Matta z mojego życia, ale ustawianie tej randki za moimi plecami była ekstremalne, nawet jak na nią. Postanowiła poinformować mnie o mojej randce, kiedy pakowałam się na wyjazd do domu na Dziękczynienie.

Siedziała na jej łóżku, popijając dietetyczną colę i jedząc drugie Pop-Tart, podczas gdy chowałam ubrania do walizki, bez prasowania ich.
- Lisa, jak mogłaś ustawić mnie na randkę w ciemno? Wiem, że nie lubisz Matta, ale ja się z nim umawiam.
Byłam oburzona. Nienawidziłam, kiedy nie miałam poczucia kontroli nad sytuacją, a jej knowanie za moimi plecami było niewybaczalne.
- Wiem, że jesteś na mnie wkurzona, ale to tylko jedna randka. Wiem, że jesteś z dupkiem, a ty i Ten Noah jesteście usatysfakcjonowani z pieprzenia się wzrokiem. Po prostu chciałam, żebyś zobaczyła, że są inne możliwości w świecie. Pomyśl o tym jak o przysłudze słodkiej, rozkosznej mnie.
Zatrzymałam się i spojrzałam na nią spod przymrużonych powiek. Trudno było gniewać się długo na Lisę. Wiedziałam, że miała serce we właściwym miejscu.
- Jedna randka i Matt nie musi o tym wiedzieć.
- Zgoda – powiedziała.
- Jaki jest twój kuzyn?
- Nie mam pojęcia. Nigdy go nie poznałam.
- Co takiego?
Wrzuciła do ust ostatni kawałek chemicznie zaprawionego tekturowego ciastka i uniosła palec wskazujący, pokazując mi, że potrzebowała chwilki.
- Tak naprawdę nigdy nie poznałam tego kolesia. Wiem tylko, że przeprowadził się do Charleston, ma 25 lat i jest bogaty. Nawet jeśli nie jest dla ciebie, to zjesz przynajmniej dobre danie.
Podskoczyłam, klaskając dłońmi i powiedziałam sarkastycznie. – O rany! Wyśmienity posiłek naprawdę sprawia, że wszystko to jest mniej upokarzające.
- Mądrala. Facet musi być całkiem świetny. Przecież jest ze mną spokrewniony, a wiesz jaka jestem cudowna. Wszyscy mnie kochają. – Przechyliła głowę na bok i posłała mi ogromny uśmiech.

Więc oto jestem tutaj, spędzając część mojego bezcennego czasu przerwy szkolnej w jednej z najbardziej luksusowych restauracji w Charleston z facetem, którego nawet nie znam i nie chcę poznać.
Czekałam przez parę sekund, mając nadzieję, że Noah mi odpisze. Parę ostatnich dni były niesamowite. Gdy wróciliśmy do przyjaźni w zeszły weekend, rozmawiałam z Noah przynajmniej dwa razy dziennie. Dzięki Bogu za nielimitowane minuty. Czekałam jeszcze minutę na wiadomość. Nic.
Powoli wróciłam do stolika i mojej randki w ciemno, Joshuy McPhersona. Cudowność nie jest cechą dziedziczną w rodzinie Lisy. On jest próżny, arogancki i nudny. Starałam się, ale nie mogłam iść jeszcze wolniej do stolika. Gdy podeszłam, Joshua gromił kelnera za coś głupiego i bezsensownego. Zdecydowałam, że Joshua musi mieć małego penisa i nadrabia za to, będąc dupkiem dla pracowników tej bardzo drogiej i pretensjonalnej restauracji.
Siadając, nawiązałam kontakt wzrokowy z kelnerem, próbując przekazać mu moje przeprosiny za Joshuę i zasygnalizować mu, żeby przyniósł mi Cosmo numer trzy. Jedyną pozytywną rzeczą w tym wieczorze było to, że mogłam pić, chociaż brakuje mi dwóch lat do legalności. Zgaduję, że jeżeli ma się takie pieniądze jak Joshua, to może ci się upiec w wielu sprawach. Nazywam to efektem Lohan i w tej chwili mogłabym ucałować Lindsey za umożliwienie tego upijania się publicznie.
Minęło dwadzieścia minut, a ja byłam już znudzona i wkurzona. Noah nie odpisał na moje 112. Brooke wyjechała z miasta na święta, więc wiedziałam, że nie ona była powodem jego braku odpowiedzi. Patrzyłam na Joshua po drugiej stronie stolika, kiedy mówił coś o bla, bla i bla, bla. Usłyszałam jak ktoś za mną chrząknął. Podniosłam wzrok i oto był, mój rycerz w plastikowej zbroi.
Ubrany był w szary garnitur, jasnoniebieską koszulę, która sprawiała, że jego oczy wyglądały na jeszcze bardziej błękitne i szarosrebrny krawat w prążki. Wyglądał wspaniale.
- Przepraszam, ale czy ja cię znam? – Siedziałam oszołomiona, zastanawiając się, co kombinował. – Noah Stewart – powiedział, pokazując na siebie.
- A tak, Noah Stewart z…
- Gimnazjum.
- Racja, z gimnazjum. – Zwróciłam się do Joshuy. – Joshua McPherson, to jest Noah Stewart z gimnazjum.
Joshua wstał, wyciągając rękę. Noah chwycił ją i uścisnął. – Miło cię poznać, Josh.
- Ciebie też miło poznać. Tak w ogóle, to jest Joshua.
- Co?
- Mam na imię Joshua, nie Josh, Joshua. – Noah patrzył na niego bez słowa, kiedy Joshua usiadł.
Moje otumanienie Cosmo było w tamtej chwili już dość ciężkie. Uśmiechałam się, patrząc to na jednego, to na drugiego. Wiedziałam, że teraz zacznie się zabawa, kiedy mój rycerz przyszedł mi na ratunek.
- Więc… - Noah spojrzał na mnie zdezorientowany, jakby zapomniał mojego imienia. Od Halloween w 1996 Noah nazywał mnie Tweet. Nie słyszałam jak nazywał mnie po prawdziwym imieniu od wieku sześciu lat.
- A-man-da – powiedziałam, próbując mu pomóc.
- A no właśnie. Świetnie jest cię widzieć – odparł Noah.
- Ciebie też. Co tutaj robisz? – zapytałam.
- Miałem spotkać się tutaj z paroma znajomymi na drinki i kolację. Właśnie dostałem telefon, coś wypadło i nie uda im się dotrzeć.
- Przykro mi, że twoje plany zostały odwołane.
- Mi też. Nie cierpię jeść w samotności, a biorąc pod uwagę, że nie mieszkam już w mieście, nie znam zbyt wielu ludzi. Straciłem kontakt z przyjaciółmi. Wiesz jak to jest. Fajnie było na was wpaść. – Noah odwrócił się do Joshuy i wyciągnął do niego rękę. – Miło było poznać, Joshua.
Rzuciłam Joshuy żałosne spojrzenie i zwróciłam się do Noah. – Noah, może do nas dołączysz? Joshua nie będzie miał nic przeciwko. – Zerknęłam na niego. – Prawda?
Joshua miał osłupiałą miną, kiedy wydukał. – Uch… nie, ani trochę. Proszę, usiądź z nami. – Pstryknął palcami na przechodzącego obok kelnera. – Przynieś nam krzesło. Ten dżentelmen się do nas dosiądzie.
- Dzięki, stary. Naprawdę to doceniam – powiedział z przejęciem Noah.
Kelner wrócił z dodatkowym krzesłem. Noah usadowił się pomiędzy Joshuą i mną. Przez moment panowała niezręczna cisza. Nie miałam pojęcia, gdzie Noah dążył z tą małą szaradą, ale miał psotny błysk w oku. Byłam pełna alkoholu i gotowa na zabawę.
Uśmiechając się jak dureń Noah patrzył to na mnie, to na Joshuę. W końcu skupił wzrok na mnie. – Skąd się znacie? – spytał Noah.
Spoglądając na Joshuę, odpowiedziałam. – Właściwie to jesteśmy na randce w ciemno.
- O cholera, to jest randka?! Jesteście na romantycznej randce, a ja to rozbijam. Jestem idiotą. Przepraszam. Słuchajcie, pójdę sobie i…
Złapałam go za ramię, jak zaczął wstawać. – NIE! To znaczy, zostań proszę. Naprawdę chcemy, żebyś został. Prawda, Joshua?
- Jasne. Zostań. Proszę.
- No cóż, jeśli nalegacie.
Usiadł z powrotem na krześle, wyciągnął pałeczkę chlebową z koszyka stojącego na stoliku i odgryzł duży kawałek. Nastąpiła kolejna minuta niezręcznej ciszy.
Upiłam łyk Cosmo i rozpoczęłam imprezę. – Noah, gdzie teraz mieszkasz?
- W Saskatchewan.
Musiałam bardzo się postarać, żeby powstrzymać śmiech, co spowodowało, że zakrztusiłam się drinkiem.
- Saskatchewan, mówisz? – Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się ironicznie, nadal próbując się kontrolować.
Noah odwzajemnił mój uśmieszek. – Tak. Sas… kat… che… waaan.
Spojrzałam na Joshua, który nadal wyglądał na oszołomionego i skonsternowanego, że nasza randka została opanowana przez nową osobę.
- Saskatchewan – powiedziałam.
Widziałam jego w oczach, że jego mgła zaczęła się podnosić. – Co robisz w Saskatchewan, Noah? – zapytał Joshua.
- Pracuję nad portfolio. – Nasz kelner przyszedł wypełnić nasze szklanki wody i pokazałam mu, żeby przyniósł mi kolejne Cosmo.
Joshua ożywił się na wspomnienie portfolio i wyglądał na szczerze zaciekawionego. – Świetnie. Jestem bankierem inwestycyjnym w Smith, Barney & Kline. W jakich specjalizujesz się portfoliach? Agresywnych? Defensywnych? Elektronicznych?
Kelner wrócił z moim drinkiem, położył go przede mną i stał tam, dopóki nie wypiłam do końca moje poprzednie Cosmo i zabrał moją szklankę.
- Materiału skóropodobnego – odpowiedział Noah.
- Słucham?
- Materiału skóropodobnego.
- Przykro mi, nie rozumiem – odparł Joshua ze zdezorientowaniem przyklejonym do twarzy.
W tamtym momencie desperacko próbowałam powstrzymać łzy i łyk alkoholu.
- Robię portfolia z materiału skóropodobnego. Wiesz, sztucznej skóry. Kiedyś pracowałem w winylu, ale teraz wszyscy chcą wyglądać na wyrafinowanych.
- Co ty gadasz! – rzuciłam. – Noah robi portfolia z materiału skóropodobnego w Saskatchewan. Czy to nie cholernie fantastyczne, Joshua?
Noah oparł się o krzesło, szczerząc się od ucha do ucha.
Przybyła nasza kolacja i jedliśmy, podczas gdy Noah zabawiał nas historyjką o Saskatchewan i materiale skóropodobnym. Nie miałam pojęcia czy to, co nam mówił było prawdziwe, ale brzmiało przekonująco.
Po kolacji wyszliśmy we trójkę z restauracji. Czułam się dość szczęśliwa. Trzymałam się ramienia Noah, kiedy Joshua podał swój bilet portierowi. Noah odwrócił się do Joshuy, wyciągając dłoń.
- Dziękuję za kolację. Szkoda, że nie pozwoliłeś mi zapłacić przynajmniej połowy.
- Nie martw się tym. To była moja przyjemność.
- Wiedz tylko, że nie jestem typem faceta, który będzie potulny, tylko dlatego, że kupiłeś mi kolację. – Niemal to straciłam. Joshua znowu spojrzał ze zdezorientowaniem na Noah. – Żartuję sobie, koleś.
Joshua zaśmiał się w ten sztuczny sposób, kiedy nie rozumiesz kawału, ale nie chcesz, żeby ludzie wiedzieli o tym albo jak wielką ofermą jesteś.
Patrząc na mnie Noah spytał. – Wciąż mieszkasz na Sycamore Drive?
- Sądzę, że tak – odparłam dumnie.
- Joshua, gdzie mieszkasz?
- Beechwood Street na Isle of Palms.
- To przeciwny kierunek od Sycamore. Zajmie ci jakąś godzinę wrócenie do domu. Posłuchaj, ja kieruję się w tamtą stronę. Odwiozę ją do domu za ciebie.
- Uch… to nic takiego. Mogę ją odwieźć – powiedział jąkając się Joshua.
- Nie, pozwól mi to zrobić jako podziękowanie za zapłacenie rachunku. Nalegam. Nie przyjmę odmowy.
Spoglądając na mnie Joshua spytał. – Uch… pasuje ci to?
- Jasne, słodziaku – wybełkotałam.
- No to dobra. – Joshua patrzył na mnie, gdy portier przywiózł jego BMW.
- Przyjechała twoja bryka, Josh – powiedział Noah.
- Miło było cię poznać, Amando. Zadzwonię.
- Spoko.
Joshua pochylił się, całując mnie w policzek. Jeszcze trochę trwała niezręczna cisza zanim wsiadł do środka i odjechał.
Gdy BMW zniknęło z widoku Noah objął mnie jednym ramieniem w pasie i przyciągnął gwałtownie do swojego torsu. Położyłam ręce na jego umięśnionych bicepsach, przytrzymując się. Moje ciało doskonale pasowało do jego. Nasze usta były blisko i nie mogłam oderwać od niego oczu. Gdybym leciutko wystawiła język, to mogłabym musnąć jego dolną wargę.
Niski, uwodzicielski głos przerwał moją fantazję, gdy Noah się odezwał. – Tweet.
- Mmmhmm?
Patrzył przez chwilę na moje usta. Pomiędzy Cosmosami i uczuciem jego ciała przyciskającego się do mojego, czułam wszędzie mrowienie.
- Myślisz, że Joshua umówi się z nami na drugą randkę? – Obserwowałam jak jego usta powoli uformowały się w zmysłowym uśmieszku.
Wybuchłam śmiechem. – Wątpię, skoro nie chcesz być potulny. – Puściłam mu oko i uśmiech.
- Łajdak! Mężczyźni to takie świnie – powiedział, dając mi klapsa w tyłek, przez co podskoczyłam i krzyknęłam cicho.
Portier przyjechał samochodem. Łapiąc mnie za rękę Noah podprowadził mnie do strony pasażera i pomógł mi wsiąść. Obszedł przód auta i usiadł na miejscu kierowcy. O rany, jego tyłek wyglądał niesamowicie przy siadaniu. Zanim odpalił auto, położyłam rękę na jego udzie i lekko je ścisnęłam.
- Dziękuję za dzisiejszy wieczór. To była najlepsza randka w ciemno w historii randek w ciemno. – Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
Podniósł moją rękę do swoich ust i pocałował łagodnie jej wnętrze, przez cały czas patrząc mi w oczy. Zadrżałam. Musiałam mocno ścisnąć razem uda. Mrowienie szybko zmieniało się w wibrowanie.
Odłożył moją dłoń na jego udo i uśmiechnął się ironicznie. – Twórca portfolio z materiału skóropodobnego, Noah ze Saskatchewan wie jak pokazać dobrą zabawę swojej dziewczynie numer jeden. – Puścił mi oko.

Chciałam przeskoczyć przez siedzenie, usiąść na nim okrakiem i possać jego język oraz inne części ciała. Oczywiście bym tego nie zrobiła. Nie, byliśmy w strefie przyjaźni i nie mogłam temu zagrozić. Poza tym, on był z Brooke, a ja z… jak mu było na imię. Tak powinno być cały czas. Noah i ja umawiający się z innymi ludźmi, pozostając najlepszymi przyjaciółmi, chociaż wciąż chciałam possać jego dolną wargę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz