wtorek, 11 marca 2014

Wpis 20

Przez całe życie ustawiamy sobie limity. Tę wymyśloną linię, której postanawiasz nigdy nie przekroczyć. Działanie, którego postanawiasz, że nigdy nie zrobisz, bez względu na wszystko. Ale nie bierzemy pod uwagę, że inaczej rysujemy linie w danych sytuacjach.
Działanie, które byłeś pewien, że nigdy nie zrobisz w zeszłym tygodniu, niespodziewanie staje się realną opcją w tym tygodniu, ponieważ zwiodła cię do tego sytuacja.
Potem przesuwasz swoją granicę i przekonujesz się do wierzenia, że ta nowa linia nigdy nie zostanie przekroczona.
Mężczyzna przyjmie stanowisko, mówiąc „Nigdy nie okłamałbym mojej żony”. Ale co jeśli wyczerpie ich kartę kredytową przez uzależnienie od stron pornograficznych?
Granica zostaje przesunięta.
Jestem pewna, że jeśli zapytasz każdą matkę czy ojca, to nie zawahaliby się w skrzywdzeniu czy nawet zabiciu kogoś, kto zamierzał zrobić to samo ich dziecku.
Granica zostaje przesunięta.
Dziewczyna pochłonięta bólem i tępym bólem samotności zrobi wszystko, nieważne za jak poniżające to uważa, ponieważ chce stłumić przewlekły ból.
Granica zostaje przesunięta.
Granica przesuwa się i przesuwa, aż pewnego dnia zdajesz sobie sprawę, że jesteś nieograniczony.
Jeżeli jesteś ze sobą całkowicie szczery, nie ma absolutnie niczego, czego byś nie zrobił, jeśli sytuacja wymagałaby od ciebie przesunięcia granicy.


Moje ciało, umysł i dusza przestały funkcjonować, kiedy zobaczyłam jak Noah przewraca nasz stolik i kopał w nogi, aż się połamały. Widok jak opadł na kolana był wystarczająco trudny do oglądania, ale kiedy podniósł jedną z połamanych nóg i rzucił nią w powietrze, nie mogłam już dalej patrzeć i odwróciłam głowę. Nienawidziłam się. Jak mogłam mu to zrobić? Zerkając na niego ostatni raz, dostrzegłam jak jego ramiona zaczęły drżeć od płaczu i poczułam się totalnie zdruzgotana.
Zerwanie naszej przyjaźni miało być tylko tymczasowe, ale nie wyglądało to na tylko tymczasowe. Nie wyglądało to na przerwę, którą mieliśmy w zeszłym roku. Wyglądało to na stałe. Miał dosyć wszystkich moich wymówek, moich obaw i wszystkich razów, kiedy poddawałam się pragnieniu, żeby zaraz się odsunąć, raz po razie. Dzisiejszy wieczór był ostatnią kroplą, która dopełniła jego czarę. Nie tylko osiągnęłam mój cel, ja go przewyższyłam. Nie tylko zerwałam naszą przyjaźń, całkowicie ją zniszczyłam. Musiałam trzymać się przekonania, że to było dla niego odpowiednie, bo inaczej nie mogłabym żyć z samą sobą.
Odwróciłam się, oddalając się od parku. Nie miałam pojęcia, gdzie szłam. Moje ciało było odrętwiałe, a w głowie miałam pustkę. Byłam nieświadoma tego jak długo chodziłam czy kierunku, który obrałam.
Kiedy wreszcie stanęłam i podniosłam wzrok, kilka minut zajęło mi oczyszczenie umysłu i rozpoznanie miejsca, w którym się znajdowałam. Zobaczyłam jak moja ręka kieruje się do klamki i ją naciska. Gdy drzwi się otworzyły, światło wewnętrze oświetlające moją twarz sprawiło, że przymrużyłam oczy. On stał tam z szeroko otwartymi oczami, zszokowany. Nie byłam pewna, ale wydawało mi się, że zobaczyłam mały uśmiech na jego ustach, gdy zorientował się, że byłam to ja.
- Amanda? Co ty tutaj robisz?
Nie wiedziałam jak mu odpowiedzieć. Nie byłam pewna, co mnie tutaj przyciągnęło. Zdecydowanie nie przyszłam tutaj świadomie.
Nie rozmawiałam z Bradem od dnia, kiedy mnie upokorzył. Wnioskując po jego minie musiałam stać tam długi czas, nie odpowiadając na jego pytanie.
- Jesteś sam? – Mój głos był słaby i cichutki. Spojrzał szybko za ramię, potem znowu na mnie.
Unosząc jedną brew i uśmiechając się, powiedział. – Nie, ale mogę być. Daj mi sekundę.
Odsuwając się, pokazał mi, żebym weszła do środka. Moje nogi się nie wahały. Wiedziałam, gdzie byłam i z kim. Ten chłopak był odpowiedzialny za moje upokorzenie parę miesięcy temu. Może podświadomie wiedziałam, że Brad był tym, na co zasługiwałam. Z pewnością nie zasługiwałam na nikogo lepszego od tego palanta.
Słyszałam dźwięk stłumionej muzyki dochodzącej z korytarza, gdzie mieścił się pokój gier. Brad zaprowadził mnie szybko do kuchni.
- Poczekaj tutaj, kiedy pozbędę się mojego… um… towarzystwa.
Wyszedł z kuchni i zniknął w przedpokoju. Muzyka ucichła i powietrze wypełniły stłumione głosy.
Po jednej stronie kuchni znajdowała się wnęka jadalna. Schowałam się w kącie wnęki, starając się, żeby mnie nie zobaczono. Do mojego odrętwiałego ciała zaczynało wracać czucie. Głosy stawały się głośniejsze i wyraźniejsze im bardziej się zbliżały. Kiedy odrętwienie znikało, wyczuwałam ciężkość w klatce piersiowej, która utrudniała mi oddychanie. Palce miałam lodowate, kiedy wnętrza dłoni robiły się coraz bardziej wilgotne. Czułam strużkę potu spływającą po moim czole. Paliłam się od środka. Nie tylko moje ciało powracało do życia. Nie mogłam zatrzymać obrazów cierpienia Noah. Nie była to pora ani miejsce na załamanie nerwowe. Musiałam znowu być otępiała. Potrzebowałam ucieczki od bólu serca.
Kiedy myślałam, że ten wieczór nie może być jeszcze gorszy, usłyszałam słodziutki głos, na którego dźwięk się wzdrygałam.
- Gdzie idziemy? Myślałam, że chciałeś pochylić mnie na stole bilardowym i…
- Nie dzisiaj, Brit. Pojawiło się właśnie coś bardzo ważnego. – Brad brzmiał jakby bardzo mu się spieszyło, żeby ją wyprowadzić z domu.
- Mogę się założyć, że mogę sprawić, aby pojawiło się coś ważnego – powiedziała, śmiejąc się do siebie.
Ich głosy robiły się głośniejsze, jakby kierowali się do kuchni. Użyłam rękawa bluzki, żeby zetrzeć pot z twarzy i próbowałam uspokoić mój oddech.
- Brittani, twoja taksówka będzie tutaj za chwilę. Musisz czekać na zewnątrz – powiedział do niej Brad.
- Chcę wziąć tylko butelkę wody.
Brittani weszła chwiejnie do kuchni, kierując się do lodówki. Stała do mnie plecami. Wyciągnęła butelkę wody, po czym oparła się o blat, odchylając głowę i pijąc. Jeśli któraś z nas przesunęłaby się o pół cala, to by mnie dostrzegła.
Były dwa wejścia do kuchni, jedno z korytarza, a drugie z jadalni. Jadalnia znajdowała się obok salonu, a salon obok drzwi wejściowych. Jeśli przeszłaby przez jadalnię, to wyszłaby stąd bez znalezienia mnie.
Ruszyła do jadalni. Powoli westchnęłam z ulgą, kiedy nagle powiedziała. – Zapomniałam o torebce.
Obróciła się i mnie zobaczyła. Zajęło jej parę sekund skupienie się zanim zdała sobie sprawę, kto się przed nią znajdował.
- Co ona tutaj robi, do cholery? Czy właśnie to pojawiło się coś ważnego? – warknęła.
Brad wzruszył tylko ramionami i posłał jej zarozumiały uśmiech. – Brit, no chodź, właśnie podjechała twoja taksówka.
Sięgając do kieszeni, wyciągnął duży plik gotówki i dał go jej. Nie mogłam powstrzymać się do myślenia, że ta scena była zapowiedzią jej przyszłej kariery.
Wzięła forsę i zrobiła parę kroków w moją stronę, cały czas przeszywając mnie wzrokiem.
- Nie kumam tego – powiedziała, celując we mnie palcem, robiąc zygzaka w górę i dół mojego ciała. – Noah zawsze chciał wsadzić w ciebie kutasa, a teraz sprawiasz, że Brad aż drży. – Potknęła się lekko i zachichotała. Spoglądając na Brada, zapytała. – Co w niej takiego jest? Ma magiczną pochwę czy co?
- Dobra, Brit, pora, żebyś już poszła. – Brad złapał ją za łokieć.
- Potrzebuję mojej torebki – powiedziała, wyrywając mu się.
- Już ją masz. – Pokazał na torebkę wiszącą przy jej biodrze. Potem trochę mocniej chwycił ją za ramię i wyciągnął ją za drzwi do czekającej taksówki.
Wiedziałam, że powinnam stamtąd wyjść, ale nie zrobiłam tego. Zostałam w tamtej kuchni, czekając, aż wróci palant. Jakim cudem stałam się taka żałosna? Wmawiałam sobie, że musiałam być w miejscu, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
Brad powrócił do kuchni i wylądował tuż przede mną. Na twarzy miał swoją zwykłą zarozumiałą minę.
- Twojej mamy nie ma w domu? – zapytałam.
- Nie. Ma nowego kawalera, więc kiedy tylko nie pracuje nad sprawą, to spędza czas w jego mieszkaniu. Sądzę, że nagroda Matki Roku znowu ominie ją w tym roku – zamilkł na moment. Jego oczy przyglądały się mojemu ciału jakby był jakimś dzikim zwierzęciem badającym swoją ofiarę. – Wszystko w porządku?
Wzięłam głęboki wdech i skinęłam głową. Zrobił kolejny krok, stając tak blisko mnie, że czułam jego cynamonowy zapach.
- Dlaczego tutaj jesteś, Amando? – spytał niskim, uwodzicielskim głosem.
Patrząc na niego z zakłopotaniem, odparłam. – Nie miałam gdzie indziej iść. Mogę zostać tutaj jakiś czas, proszę?
- Jasne. Chcesz coś? – Miał takie spojrzenie, jakby był gotowy mnie zaatakować.
- Picie by wystarczyło. Dzięki.
- Co byś chciała? Oprócz mojej twarzy pomiędzy twoimi nogami, oczywiście?
Chciałam strzepnąć samozadowolenie z jego twarzy. Tak jakby wiedział dlaczego pojawiłam się w jego drzwiach. Nadal nie byłam całkowicie pewna dlaczego tutaj przyszłam. Wcześniej gdyby powiedział coś takiego to bym się zaśmiała, ponieważ wiedziałabym, że się ze mną droczy, ale teraz wszystko co wychodziło z jego ust opływało szlamem.
Amando, miejże choć trochę szacunku do samej siebie i wyjdź.
- Coś silnego najlepiej – odparłam.
- Chyba mogę dać ci coś silnego.
Odsunął się, pozwalając mi iść pierwszej. Wiedziałam, że w pokoju gier trzymali alkohol w tym domu. Weszłam do pokoju i od razu dostrzegłam bar wypełniony różnymi alkoholami, wystarczało go na całą imprezę. Wszystko to musiało być dla Brittani. Brad ani trochę nie wyglądał na pijanego. Wszedł za barek.
- Co mogę ci podać? – zapytał.
- Cokolwiek. Ty wybierz.
- To są niebezpieczne słowa, Piękna.
- Nie nazywaj mnie tak – warknęłam.
Siadając na stołku, patrzyłam jak wyciągnął zza baru czysty dzbanek. Przyglądając się pomiarom, wlał do niego alkoholu z paru różnych butelek, od czasu do czasu zerkając na mnie. Wrzucił do szklanki trochę lodu, wlał hojną ilość napoju i mi ją podał. Potem sobie nalał szklankę i podszedł do mnie.
- Co to jest? – spytałam, patrząc na niego.
- Long Island Iced Tea – powiedział, spoglądając na mnie ponad brzegiem szklanki. – Chcesz usiąść na kanapie?
- Nie bardzo. Tu jest dobrze. – Zamilkłam na chwilę. – Przepraszam, że zepsułam ci wieczór. – Wlałam tak dużo sarkazmu do tego oświadczenia, jak było to możliwe.
Potrząsnął głową. – Nie martw się tym. Brit miała tylko 3.5 punktów. – Był takim aroganckim sukinsynem.
- Jesteś obrzydliwy.
Uśmiechając się, pochylił się do mnie i powiedział. – Ale w dobry sposób. – Wywróciłam oczami, popijając drinka. – Amanda, powiesz mi dlaczego tutaj jesteś? Wyglądasz jakbyś właśnie straciła najlepszego przyjaciela. Mówiąc o przyjaciołach… Stewart nie będzie mnie jutro szukał, żeby skopać mi tyłek, co?
- Nie musisz się już martwić Noah.
Obróciłam krzesło i nalałam sobie kolejną szklankę. Wypiłam pierwszą w rekordowym czasie. Chciałam się upić jak najszybciej było to możliwe. Potrzebowałam znowu czuć odrętwienie.
- O, jest jakiś problem z panem Idealnym?
- Nie mów o nim. – Brad nie był wystarczająco dobry, żeby choćby wymawiać imię Noah.
Wypiłam drugą szklankę tak szybko jak pierwszą. Czułam się już lekko podchmielona, ale mój umysł po prostu nie chciał się zamknąć.
Jestem okropną osobą i nie zasługuję na nic dobrego ani przyzwoitego w moim życiu. Zasługuję na tego wstrętnego człowieka stojącego przede mną.
- Możesz zechcieć zwolnić z tym drinkiem. Nie chcę znaleźć kolejnej niespodzianki w koszu, tak jak przedtem – powiedział.
Zaczęłam się śmiać. – Tak bardzo byłam zajęta załamaniem nerwowym, że zapomniałam nacieszyć się wyobrażeniem jak znajdujesz rzygi w swoim pokoju. Powiedz mi, czy dziewczyny zwykle wymiotują po tym jak je pieprzysz? Bo jeśli tak, to niedobrze ci to wróży, kolego. – Odwróciłam się, dolewając sobie napoju.
Nienawidziłam Brada za to co mi zrobił, ale jakimś cudem wciąż czułam do niego pociąg, pijana czy nie.
Jestem taką żałosną idiotką.
Miał na sobie parę znoszonych dżinsów, które nisko zwisały na jego wąskich biodrach. Były porwane w połowie uda na obu nogach i tuż nad prawym kolanem. Bluzka pasowała mu jak rękawiczka. Nie miałam problemu z dostrzeżeniem szczegółów jego umięśnionej klatki piersiowej. Musiał zwiększyć swoje treningi, ponieważ wyglądał na bardziej wyrzeźbionego niż pamiętałam. Rękawy obejmowały mięśnie jego ramion, pokazując jak wyrzeźbione były. Była koloru głębokiego koralu, co sprawiało, że jego złocista skóra i włosy jeszcze bardziej były wyraźne. Większość facetów źle wyglądałoby w tym kolorze, ale nie Brad. Wpatrywaliśmy się w siebie, kiedy wypiłam do sucha trzeciego drinka. Ból, który czułam, kiedy tutaj przyszłam teraz ucichnął. Long Island Iced Tea był eliksirem dokonującym cudów. Zamierzałam nalać sobie następną szklankę, lecz Brad złapał mnie za łokieć. – Myślę, że potrzebujesz chwili wytchnienia.
- Jaki z ciebie skaut. – Zakołysałam się parę razy na krześle, rozglądając po pokoju. Brad nie odrywał ode mnie wzroku. – Więęęc… ty i Brit-ta-neee? Uderzyłeś w posuchę czy co, kolego?
- Co masz na myśli? – Widziałam, że go bawiłam.
Pochyliłam się i wyszeptałam głośno. – Jest trochę zdzirą. Poza tym mówiłeś, że miała tylko trzy i pół punktów. – Oparłam się o krzesło, śmiejąc. – Chociaż jesteś depszą lewicą. Nie, czekaj, lepszą dziewicą. Ale to też nie to. Nie jesteś dziewicą. Oj nieważne, jesteś Smurfgnojkiem. O czym ja mówiłam? Hej! Dlaczego mnie wpuściłeś, jeśli ty i Zdzizilla zamierzaliście grać w bilard?
- Tęskniłem za tobą. – Jak na zawołanie jego znakowy megawatowy uśmiech pojawił się na jego seksownej twarzy.
Tak, musiałam to przyznać, Brad był stosem gorących ciasteczek pokrytych seksownym syropem, a ja chciałam wbić w niego widelec.
Brad jest śmieciem, ale na to właśnie zasługiwałam po tym, co zrobiłam Noah.
- Cóż, 3.5 punktów na pewno są lepsze od wspomnienia 9.75. I tylko to będziesz ze mną miał, wspomnienie, Smurfgnojku. – Uniosłam rękę przed jego twarzą i pstryknęłam palcami, pokazując mu, że mówiłam serio.
- Ale jestem diabelsko czarujący. Jestem pewien, że mogę cię przekonać do siedzenia na mojej twarzy przez jakiś czas.
- Sprawiasz, że przechodzą mnie ciarki.
- Chciałbym przeczołgać się po twojej skórze.
- Jesteś poważny? Naprawdę sądzisz, że dziewczyna będzie to uważać za czarujące?
Kompletnie ignorując moje pytanie, zapytał. – Amanda, dlaczego tutaj przyszłaś?
- Nie wiem dlaczego.
- Tak, wiesz.
- Więc mnie oświeć – zakpiłam.
- Ty i ja nie jesteśmy tacy różni, wiesz. Tak, wykorzystałem cię, żeby wygrać zakład, ale ty też mnie wykorzystałaś.
- Jak do diabła cię wykorzystałam?
- O kim myślałaś za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy i kogo dzisiaj starasz się zapomnieć?
Gapiłam się na niego, trzymając tak neutralną minę jak mogłam. Nie chciałam dawać mu satysfakcji z wiedzy, że miał rację.
- Wykorzystałaś mnie jako zastępcę pana Idealnego. Ja wykorzystałem ciebie od zarobienia trochę kasy, a teraz wróciłaś po więcej. Kiedy będę dzisiaj cię pieprzył, nie będę miał z tego pieniędzy. Gdy zamkniesz oczy, kiedy będę się w ciebie wsuwał, kogo twarz zobaczysz? Więc powiedz mi, które z nas jest bardziej obrzydliwe?
Brad nachylił się do mnie, stawiając swoją szklankę na barze. Był tak blisko, że czułam gorąco spływające z jego ciała. Spuścił na mnie wzrok. Wyciągając rękę, założył pasemko moich włosów za ucho, potem powoli zsunął palce na dół, śledząc zarys mojej szczęki i szyi, zatrzymując się tuż nad moimi piersiami. Unosząc powieki, byłam zahipnotyzowana szafirowo niebieskimi oczami.
Jego dotyk wzbudzał dreszcze na moim ciele. Jak mógł mi się podobać ktoś, kim gardziłam, ktoś, kto był odpowiedzialny za jeden z najgorszych dni w moim życiu?
Bo on ma rację, nie jesteś wcale od niego lepsza, Amando.
Nie potrafiłam oderwać od niego oczu. Chciałam po prostu czuć odrętwienie i zapomnieć o obezwładniającym bólu, w którym byłam i który spowodowałam.
- Skoro już oczyściliśmy atmosferę. Dlaczego tak naprawdę tutaj jesteś, Amando? – zapytał Brad.
- Chcę, żebyś sprawił, abym zapomniała – szepnęłam. Byliśmy tak blisko siebie, że moje usta muskały jego wargi z każdym słowem.
- Nietrudno było to przyznać, prawda? Właściwie to z radością będę nazywał cię Tweet, jeśli to pomoże. – Słysząc jak wymawia moje przezwisko, zrobiło mi się niedobrze.
Zanim Brad miał szansę powiedzieć kolejne słowo, chwyciłam go za kark i przyciągnęłam jego usta do moich, łapiąc je zachłannie. Złapałam za jego bluzkę, cicho prosząc go, żeby ją ściągnął. Ściągnął. Jego dłonie nie traciły czasu, wsuwając się pod moją koszulkę i odnajdując moje biodra. Palce wbiły się w moją skórę, jak oplotłam nogami jego talię, przysuwając go bliżej do siebie. Unosząc mnie zaniósł mnie do stołu bilardowego i położył mnie na plecach. Usłyszałam odgłos zamka, a potem rozrywaną folię. Łapiąc mnie pod kolanami Brad przysunął mnie do przodu, tak że moje biodra były ustawione na brzegu stołu. Poczułam jak jego zimne dłonie przesunęły się po moich nogach. Nim się zorientowałam zerwał ze mnie majtki i wbił się we mnie.
W głowie kręciło mi się od drinków, ale byłam nadzwyczaj skupiona na tym, co robiłam. Nie myślałam o przeszłości czy przyszłości. Liczył się tylko ten moment. W tym momencie była ulga. Nie było poczucia winy, złamanego serca czy samotności. Byłam w stanie uciec od tego wszystkiego przy paru drinkach i chętnym facecie. Później będę radzić sobie z tym jak byłam zawstydzona.

Spędziłam wakacje próbując zapomnieć o Noah za pomocą Brada. Seks z Bradem był jak narkotyk. Podczas seksu mogłam zamknąć się w sobie i na świat. Była to chwilowa ulga, ucieczka od bólu, z którym budziłam się każdego ranka. Uciekanie stało się bardzo uzależniające, ale jak z każdym narkotykiem, kiedy już szczęście gasło, cierpienie i samotność wciąż tam są w towarzystwie nienawiści do samej siebie oraz rozczarowania.
Przebywanie z Bradem uwolniło mnie również od potrzeby bycia idealną. Nie obchodziło mnie, co myślał o mnie Brad, czego ode mnie oczekiwał albo co mi robił. Był bez znaczenia. Każdy facet mógł pomóc mi osiągnąć te same rezultaty. Brad był po prostu dogodny i znajomy.
Kiedy nie byłam z Bradem, próbowałam być ciągle zajęta, ale Noah zawsze pozostawał w moich myślach. Nie było go tylko podczas moich spotkań z Bradem. Przeżywałam kolejne dnia najlepiej jak potrafiłam. Jedyną rzeczą, która by mnie wykoleiła było zobaczenie Noah. Zobaczenie go posłałoby mnie prosto do mojego pokoju i pod kołdrę aż do następnego dnia. Robiłam wszystko co w mojej mocy, aby upewnić się, że to się nie wydarzy. Lecz były dni, kiedy nie mogłam się powstrzymać od zerkania przez okno, mając nadzieję, że go dostrzegę.
Tydzień przed moim wyjazdem do szkoły, znalazłam się przyklejona do okna nad kuchennym zmywakiem. Stamtąd był wyraźny widok podwórka Stewartów. Ponieważ miałam tylko tydzień do wyjazdu nie sądziłam, że zaszkodzi coś zaprzestanie walczenia z przywoływaniem, które czułam od tego okna. Gdy będę już w Kolumbii Noah będzie całkowicie poza moim zasięgiem i wzrokiem.
Mama przeszła raz przez kuchnię i zobaczyła mnie przy oknie. Piętnaście minut później, kiedy znowu przez nią przeszła i byłam w tym samym miejscu, jej ciekawość zwyciężyła. Stając obok mnie, podążyła za moim wzrokiem.
- Masz coś przeciwko, jak zapytam co jest takiego interesującego w naszym podwórku?
- Nic, chyba po prostu się zamyśliłam. Mam wiele na głowie związanego z przygotowaniem się do szkoły – skłamałam.
Do tego miejsca przykleili mnie Noah i Brooke siedzący przy jego basenie. Widziałam tam ich już wcześniej. Czego jednak nie widziałam przez całe lato, to uśmiechu na twarzy Noah. Uśmiech, który uwielbiałam i za którym tęskniłam, powrócił. Był szczęśliwy i to z Brooke. Ból, który zaczął się w moim brzuchu zaatakował resztę mojego ciała. Moje serce się złamało, ponieważ wiedziałam, że to ja zabrałam od niego ten uśmiech, a Brooke była tą, która mu go oddała.
Mama objęła mnie ramieniem i przytknęła policzek do boku mojej głowy, lekko mnie ściskając. – Wciąż spotyka się z Brooke? Dlatego nie pojawiał się tutaj przez całe wakacje? – Potaknęłam.
- Nie było wystarczająco miejsca dla nas dwóch w jego życiu. – Poczułam wzbierające się łzy. – Ona go uszczęśliwia. Spójrz na jego uśmiech.
Przełknęłam gulę w gardle. Słychać było drżenie w moim głosie.
Mama raz jeszcze mnie przytuliła, mówiąc. – Wygląd może oszukiwać. Nie można zawsze stwierdzić co się dzieje wewnątrz osoby poprzez zewnątrz. Ludzie zakładają odważne maski, kiedy starają się przezwyciężyć złamane serce, ale nie oznacza to, że już to zrobili. Ty i Noah macie rzadką więź i zawsze będziecie ją mieli. Nikt nie może tego zmienić.
- Dzięki, mamo.
Oderwałam oczy od okna, przytuliłam mamę i poszłam do mojego pokoju. Wzięłam moją komórkę i zrobiłam to, co robiłam przez całe lato, zwłaszcza kiedy widziałam Noah. Wysłałam wiadomość do mojego dealera.
Ja: Jesteś sam w domu i chcesz towarzystwa?
Jego odpowiedź była natychmiastowa.
Brad: Zależy. Co masz na sobie? Zapomnij, nie ma znaczenia. I tak to z ciebie zerwę. Przyjdź teraz! ;)

Poczułam uścisk w żołądku, czytając jego słowa. Naprawdę był Smurfgnojkiem. Ale teraz nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Wiedziałam, że za dwadzieścia minut moje myśli będą skupione gdzie indziej i będę miała swoją ucieczkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz