Przez całe
życie ustawiamy sobie limity. Tę wymyśloną linię, której postanawiasz nigdy nie
przekroczyć. Działanie, którego postanawiasz, że nigdy nie zrobisz, bez względu
na wszystko. Ale nie bierzemy pod uwagę, że inaczej rysujemy linie w danych
sytuacjach.
Działanie,
które byłeś pewien, że nigdy nie zrobisz w zeszłym tygodniu, niespodziewanie
staje się realną opcją w tym tygodniu, ponieważ zwiodła cię do tego sytuacja.
Potem przesuwasz
swoją granicę i przekonujesz się do wierzenia, że ta nowa linia nigdy nie
zostanie przekroczona.
Mężczyzna
przyjmie stanowisko, mówiąc „Nigdy nie okłamałbym mojej żony”. Ale co jeśli
wyczerpie ich kartę kredytową przez uzależnienie od stron pornograficznych?
Granica zostaje
przesunięta.
Jestem pewna,
że jeśli zapytasz każdą matkę czy ojca, to nie zawahaliby się w skrzywdzeniu
czy nawet zabiciu kogoś, kto zamierzał zrobić to samo ich dziecku.
Granica zostaje
przesunięta.
Dziewczyna
pochłonięta bólem i tępym bólem samotności zrobi wszystko, nieważne za jak
poniżające to uważa, ponieważ chce stłumić przewlekły ból.
Granica zostaje
przesunięta.
Granica
przesuwa się i przesuwa, aż pewnego dnia zdajesz sobie sprawę, że jesteś
nieograniczony.
Jeżeli jesteś
ze sobą całkowicie szczery, nie ma absolutnie niczego, czego byś nie zrobił,
jeśli sytuacja wymagałaby od ciebie przesunięcia granicy.
Moje ciało, umysł i dusza przestały funkcjonować, kiedy
zobaczyłam jak Noah przewraca nasz stolik i kopał w nogi, aż się połamały.
Widok jak opadł na kolana był wystarczająco trudny do oglądania, ale kiedy
podniósł jedną z połamanych nóg i rzucił nią w powietrze, nie mogłam już dalej
patrzeć i odwróciłam głowę. Nienawidziłam się. Jak mogłam mu to zrobić?
Zerkając na niego ostatni raz, dostrzegłam jak jego ramiona zaczęły drżeć od
płaczu i poczułam się totalnie zdruzgotana.
Zerwanie naszej przyjaźni miało być tylko tymczasowe, ale
nie wyglądało to na tylko tymczasowe. Nie wyglądało to na przerwę, którą mieliśmy w zeszłym roku. Wyglądało to na stałe. Miał
dosyć wszystkich moich wymówek, moich obaw i wszystkich razów, kiedy poddawałam
się pragnieniu, żeby zaraz się odsunąć, raz po razie. Dzisiejszy wieczór był
ostatnią kroplą, która dopełniła jego czarę. Nie tylko osiągnęłam mój cel, ja
go przewyższyłam. Nie tylko zerwałam naszą przyjaźń, całkowicie ją zniszczyłam.
Musiałam trzymać się przekonania, że to było dla niego odpowiednie, bo inaczej
nie mogłabym żyć z samą sobą.
Odwróciłam się, oddalając się od parku. Nie miałam pojęcia,
gdzie szłam. Moje ciało było odrętwiałe, a w głowie miałam pustkę. Byłam
nieświadoma tego jak długo chodziłam czy kierunku, który obrałam.
Kiedy wreszcie stanęłam i podniosłam wzrok, kilka minut
zajęło mi oczyszczenie umysłu i rozpoznanie miejsca, w którym się znajdowałam.
Zobaczyłam jak moja ręka kieruje się do klamki i ją naciska. Gdy drzwi się
otworzyły, światło wewnętrze oświetlające moją twarz sprawiło, że przymrużyłam
oczy. On stał tam z szeroko otwartymi oczami, zszokowany. Nie byłam pewna, ale
wydawało mi się, że zobaczyłam mały uśmiech na jego ustach, gdy zorientował
się, że byłam to ja.
- Amanda? Co ty tutaj robisz?
Nie wiedziałam jak mu odpowiedzieć. Nie byłam pewna, co mnie
tutaj przyciągnęło. Zdecydowanie nie przyszłam tutaj świadomie.
Nie rozmawiałam z Bradem od dnia, kiedy mnie upokorzył.
Wnioskując po jego minie musiałam stać tam długi czas, nie odpowiadając na jego
pytanie.
- Jesteś sam? – Mój głos był słaby i cichutki. Spojrzał
szybko za ramię, potem znowu na mnie.
Unosząc jedną brew i uśmiechając się, powiedział. – Nie, ale
mogę być. Daj mi sekundę.
Odsuwając się, pokazał mi, żebym weszła do środka. Moje nogi
się nie wahały. Wiedziałam, gdzie byłam i z kim. Ten chłopak był odpowiedzialny
za moje upokorzenie parę miesięcy temu. Może podświadomie wiedziałam, że Brad
był tym, na co zasługiwałam. Z pewnością nie zasługiwałam na nikogo lepszego od
tego palanta.
Słyszałam dźwięk stłumionej muzyki dochodzącej z korytarza,
gdzie mieścił się pokój gier. Brad zaprowadził mnie szybko do kuchni.
- Poczekaj tutaj, kiedy pozbędę się mojego… um… towarzystwa.
Wyszedł z kuchni i zniknął w przedpokoju. Muzyka ucichła i
powietrze wypełniły stłumione głosy.
Po jednej stronie kuchni znajdowała się wnęka jadalna.
Schowałam się w kącie wnęki, starając się, żeby mnie nie zobaczono. Do mojego
odrętwiałego ciała zaczynało wracać czucie. Głosy stawały się głośniejsze i
wyraźniejsze im bardziej się zbliżały. Kiedy odrętwienie znikało, wyczuwałam
ciężkość w klatce piersiowej, która utrudniała mi oddychanie. Palce miałam
lodowate, kiedy wnętrza dłoni robiły się coraz bardziej wilgotne. Czułam
strużkę potu spływającą po moim czole. Paliłam się od środka. Nie tylko moje
ciało powracało do życia. Nie mogłam zatrzymać obrazów cierpienia Noah. Nie
była to pora ani miejsce na załamanie nerwowe. Musiałam znowu być otępiała.
Potrzebowałam ucieczki od bólu serca.
Kiedy myślałam, że ten wieczór nie może być jeszcze gorszy,
usłyszałam słodziutki głos, na którego dźwięk się wzdrygałam.
- Gdzie idziemy? Myślałam, że chciałeś pochylić mnie na
stole bilardowym i…
- Nie dzisiaj, Brit. Pojawiło się właśnie coś bardzo
ważnego. – Brad brzmiał jakby bardzo mu się spieszyło, żeby ją wyprowadzić z
domu.
- Mogę się założyć, że mogę sprawić, aby pojawiło się coś
ważnego – powiedziała, śmiejąc się do siebie.
Ich głosy robiły się głośniejsze, jakby kierowali się do
kuchni. Użyłam rękawa bluzki, żeby zetrzeć pot z twarzy i próbowałam uspokoić
mój oddech.
- Brittani, twoja taksówka będzie tutaj za chwilę. Musisz
czekać na zewnątrz – powiedział do niej Brad.
- Chcę wziąć tylko butelkę wody.
Brittani weszła chwiejnie do kuchni, kierując się do
lodówki. Stała do mnie plecami. Wyciągnęła butelkę wody, po czym oparła się o
blat, odchylając głowę i pijąc. Jeśli któraś z nas przesunęłaby się o pół cala,
to by mnie dostrzegła.
Były dwa wejścia do kuchni, jedno z korytarza, a drugie z
jadalni. Jadalnia znajdowała się obok salonu, a salon obok drzwi wejściowych.
Jeśli przeszłaby przez jadalnię, to wyszłaby stąd bez znalezienia mnie.
Ruszyła do jadalni. Powoli westchnęłam z ulgą, kiedy nagle
powiedziała. – Zapomniałam o torebce.
Obróciła się i mnie zobaczyła. Zajęło jej parę sekund
skupienie się zanim zdała sobie sprawę, kto się przed nią znajdował.
- Co ona tutaj robi, do cholery? Czy właśnie to pojawiło się coś ważnego? – warknęła.
Brad wzruszył tylko ramionami i posłał jej zarozumiały
uśmiech. – Brit, no chodź, właśnie podjechała twoja taksówka.
Sięgając do kieszeni, wyciągnął duży plik gotówki i dał go
jej. Nie mogłam powstrzymać się do myślenia, że ta scena była zapowiedzią jej
przyszłej kariery.
Wzięła forsę i zrobiła parę kroków w moją stronę, cały czas
przeszywając mnie wzrokiem.
- Nie kumam tego – powiedziała, celując we mnie palcem,
robiąc zygzaka w górę i dół mojego ciała. – Noah zawsze chciał wsadzić w ciebie
kutasa, a teraz sprawiasz, że Brad aż drży. – Potknęła się lekko i
zachichotała. Spoglądając na Brada, zapytała. – Co w niej takiego jest? Ma
magiczną pochwę czy co?
- Dobra, Brit, pora, żebyś już poszła. – Brad złapał ją za
łokieć.
- Potrzebuję mojej torebki – powiedziała, wyrywając mu się.
- Już ją masz. – Pokazał na torebkę wiszącą przy jej
biodrze. Potem trochę mocniej chwycił ją za ramię i wyciągnął ją za drzwi do
czekającej taksówki.
Wiedziałam, że powinnam stamtąd wyjść, ale nie zrobiłam
tego. Zostałam w tamtej kuchni, czekając, aż wróci palant. Jakim cudem stałam
się taka żałosna? Wmawiałam sobie, że musiałam być w miejscu, gdzie nikt mnie
nie znajdzie.
Brad powrócił do kuchni i wylądował tuż przede mną. Na
twarzy miał swoją zwykłą zarozumiałą minę.
- Twojej mamy nie ma w domu? – zapytałam.
- Nie. Ma nowego kawalera, więc kiedy tylko nie pracuje nad
sprawą, to spędza czas w jego mieszkaniu. Sądzę, że nagroda Matki Roku znowu
ominie ją w tym roku – zamilkł na moment. Jego oczy przyglądały się mojemu
ciału jakby był jakimś dzikim zwierzęciem badającym swoją ofiarę. – Wszystko w
porządku?
Wzięłam głęboki wdech i skinęłam głową. Zrobił kolejny krok,
stając tak blisko mnie, że czułam jego cynamonowy zapach.
- Dlaczego tutaj jesteś, Amando? – spytał niskim,
uwodzicielskim głosem.
Patrząc na niego z zakłopotaniem, odparłam. – Nie miałam
gdzie indziej iść. Mogę zostać tutaj jakiś czas, proszę?
- Jasne. Chcesz coś? – Miał takie spojrzenie, jakby był
gotowy mnie zaatakować.
- Picie by wystarczyło. Dzięki.
- Co byś chciała? Oprócz mojej twarzy pomiędzy twoimi
nogami, oczywiście?
Chciałam strzepnąć samozadowolenie z jego twarzy. Tak jakby
wiedział dlaczego pojawiłam się w jego drzwiach. Nadal nie byłam całkowicie
pewna dlaczego tutaj przyszłam. Wcześniej gdyby powiedział coś takiego to bym
się zaśmiała, ponieważ wiedziałabym, że się ze mną droczy, ale teraz wszystko
co wychodziło z jego ust opływało szlamem.
Amando, miejże
choć trochę szacunku do samej siebie i wyjdź.
- Coś silnego najlepiej – odparłam.
- Chyba mogę dać ci coś silnego.
Odsunął się, pozwalając mi iść pierwszej. Wiedziałam, że w
pokoju gier trzymali alkohol w tym domu. Weszłam do pokoju i od razu
dostrzegłam bar wypełniony różnymi alkoholami, wystarczało go na całą imprezę.
Wszystko to musiało być dla Brittani. Brad ani trochę nie wyglądał na pijanego.
Wszedł za barek.
- Co mogę ci podać? – zapytał.
- Cokolwiek. Ty wybierz.
- To są niebezpieczne słowa, Piękna.
- Nie nazywaj mnie tak – warknęłam.
Siadając na stołku, patrzyłam jak wyciągnął zza baru czysty
dzbanek. Przyglądając się pomiarom, wlał do niego alkoholu z paru różnych
butelek, od czasu do czasu zerkając na mnie. Wrzucił do szklanki trochę lodu,
wlał hojną ilość napoju i mi ją podał. Potem sobie nalał szklankę i podszedł do
mnie.
- Co to jest? – spytałam, patrząc na niego.
- Long Island Iced Tea – powiedział, spoglądając na mnie
ponad brzegiem szklanki. – Chcesz usiąść na kanapie?
- Nie bardzo. Tu jest dobrze. – Zamilkłam na chwilę. –
Przepraszam, że zepsułam ci wieczór. – Wlałam tak dużo sarkazmu do tego
oświadczenia, jak było to możliwe.
Potrząsnął głową. – Nie martw się tym. Brit miała tylko 3.5
punktów. – Był takim aroganckim sukinsynem.
- Jesteś obrzydliwy.
Uśmiechając się, pochylił się do mnie i powiedział. – Ale w
dobry sposób. – Wywróciłam oczami, popijając drinka. – Amanda, powiesz mi
dlaczego tutaj jesteś? Wyglądasz jakbyś właśnie straciła najlepszego
przyjaciela. Mówiąc o przyjaciołach… Stewart nie będzie mnie jutro szukał, żeby
skopać mi tyłek, co?
- Nie musisz się już martwić Noah.
Obróciłam krzesło i nalałam sobie kolejną szklankę. Wypiłam
pierwszą w rekordowym czasie. Chciałam się upić jak najszybciej było to
możliwe. Potrzebowałam znowu czuć odrętwienie.
- O, jest jakiś problem z panem Idealnym?
- Nie mów o nim. – Brad nie był wystarczająco dobry, żeby
choćby wymawiać imię Noah.
Wypiłam drugą szklankę tak szybko jak pierwszą. Czułam się
już lekko podchmielona, ale mój umysł po prostu nie chciał się zamknąć.
Jestem okropną
osobą i nie zasługuję na nic dobrego ani przyzwoitego w moim życiu. Zasługuję
na tego wstrętnego człowieka stojącego przede mną.
- Możesz zechcieć zwolnić z tym drinkiem. Nie chcę znaleźć
kolejnej niespodzianki w koszu, tak jak przedtem – powiedział.
Zaczęłam się śmiać. – Tak bardzo byłam zajęta załamaniem
nerwowym, że zapomniałam nacieszyć się wyobrażeniem jak znajdujesz rzygi w
swoim pokoju. Powiedz mi, czy dziewczyny zwykle wymiotują po tym jak je
pieprzysz? Bo jeśli tak, to niedobrze ci to wróży, kolego. – Odwróciłam się,
dolewając sobie napoju.
Nienawidziłam Brada za to co mi zrobił, ale jakimś cudem
wciąż czułam do niego pociąg, pijana czy nie.
Jestem taką
żałosną idiotką.
Miał na sobie parę znoszonych dżinsów, które nisko zwisały
na jego wąskich biodrach. Były porwane w połowie uda na obu nogach i tuż nad
prawym kolanem. Bluzka pasowała mu jak rękawiczka. Nie miałam problemu z
dostrzeżeniem szczegółów jego umięśnionej klatki piersiowej. Musiał zwiększyć
swoje treningi, ponieważ wyglądał na bardziej wyrzeźbionego niż pamiętałam. Rękawy
obejmowały mięśnie jego ramion, pokazując jak wyrzeźbione były. Była koloru
głębokiego koralu, co sprawiało, że jego złocista skóra i włosy jeszcze
bardziej były wyraźne. Większość facetów źle wyglądałoby w tym kolorze, ale nie
Brad. Wpatrywaliśmy się w siebie, kiedy wypiłam do sucha trzeciego drinka. Ból,
który czułam, kiedy tutaj przyszłam teraz ucichnął. Long Island Iced Tea był
eliksirem dokonującym cudów. Zamierzałam nalać sobie następną szklankę, lecz
Brad złapał mnie za łokieć. – Myślę, że potrzebujesz chwili wytchnienia.
- Jaki z ciebie skaut. – Zakołysałam się parę razy na
krześle, rozglądając po pokoju. Brad nie odrywał ode mnie wzroku. – Więęęc… ty
i Brit-ta-neee? Uderzyłeś w posuchę czy co, kolego?
- Co masz na myśli? – Widziałam, że go bawiłam.
Pochyliłam się i wyszeptałam głośno. – Jest trochę zdzirą.
Poza tym mówiłeś, że miała tylko trzy i pół punktów. – Oparłam się o krzesło,
śmiejąc. – Chociaż jesteś depszą lewicą. Nie, czekaj, lepszą dziewicą. Ale to
też nie to. Nie jesteś dziewicą. Oj nieważne, jesteś Smurfgnojkiem. O czym ja
mówiłam? Hej! Dlaczego mnie wpuściłeś, jeśli ty i Zdzizilla zamierzaliście grać
w bilard?
- Tęskniłem za tobą. – Jak na zawołanie jego znakowy
megawatowy uśmiech pojawił się na jego seksownej twarzy.
Tak, musiałam to przyznać, Brad był stosem gorących
ciasteczek pokrytych seksownym syropem, a ja chciałam wbić w niego widelec.
Brad jest
śmieciem, ale na to właśnie zasługiwałam po tym, co zrobiłam Noah.
- Cóż, 3.5 punktów na pewno są lepsze od wspomnienia 9.75. I
tylko to będziesz ze mną miał, wspomnienie, Smurfgnojku. – Uniosłam rękę przed
jego twarzą i pstryknęłam palcami, pokazując mu, że mówiłam serio.
- Ale jestem diabelsko czarujący. Jestem pewien, że mogę cię
przekonać do siedzenia na mojej twarzy przez jakiś czas.
- Sprawiasz, że przechodzą mnie ciarki.
- Chciałbym przeczołgać się po twojej skórze.
- Jesteś poważny? Naprawdę sądzisz, że dziewczyna będzie to
uważać za czarujące?
Kompletnie ignorując moje pytanie, zapytał. – Amanda,
dlaczego tutaj przyszłaś?
- Nie wiem dlaczego.
- Tak, wiesz.
- Więc mnie oświeć – zakpiłam.
- Ty i ja nie jesteśmy tacy różni, wiesz. Tak, wykorzystałem
cię, żeby wygrać zakład, ale ty też mnie wykorzystałaś.
- Jak do diabła cię wykorzystałam?
- O kim myślałaś za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy i
kogo dzisiaj starasz się zapomnieć?
Gapiłam się na niego, trzymając tak neutralną minę jak
mogłam. Nie chciałam dawać mu satysfakcji z wiedzy, że miał rację.
- Wykorzystałaś mnie jako zastępcę pana Idealnego. Ja
wykorzystałem ciebie od zarobienia trochę kasy, a teraz wróciłaś po więcej.
Kiedy będę dzisiaj cię pieprzył, nie będę miał z tego pieniędzy. Gdy zamkniesz
oczy, kiedy będę się w ciebie wsuwał, kogo twarz zobaczysz? Więc powiedz mi,
które z nas jest bardziej obrzydliwe?
Brad nachylił się do mnie, stawiając swoją szklankę na
barze. Był tak blisko, że czułam gorąco spływające z jego ciała. Spuścił na
mnie wzrok. Wyciągając rękę, założył pasemko moich włosów za ucho, potem powoli
zsunął palce na dół, śledząc zarys mojej szczęki i szyi, zatrzymując się tuż
nad moimi piersiami. Unosząc powieki, byłam zahipnotyzowana szafirowo
niebieskimi oczami.
Jego dotyk wzbudzał dreszcze na moim ciele. Jak mógł mi się
podobać ktoś, kim gardziłam, ktoś, kto był odpowiedzialny za jeden z
najgorszych dni w moim życiu?
Bo on ma rację,
nie jesteś wcale od niego lepsza, Amando.
Nie potrafiłam oderwać od niego oczu. Chciałam po prostu
czuć odrętwienie i zapomnieć o obezwładniającym bólu, w którym byłam i który
spowodowałam.
- Skoro już oczyściliśmy atmosferę. Dlaczego tak naprawdę
tutaj jesteś, Amando? – zapytał Brad.
- Chcę, żebyś sprawił, abym zapomniała – szepnęłam. Byliśmy
tak blisko siebie, że moje usta muskały jego wargi z każdym słowem.
- Nietrudno było to przyznać, prawda? Właściwie to z
radością będę nazywał cię Tweet, jeśli to pomoże. – Słysząc jak wymawia moje
przezwisko, zrobiło mi się niedobrze.
Zanim Brad miał szansę powiedzieć kolejne słowo, chwyciłam
go za kark i przyciągnęłam jego usta do moich, łapiąc je zachłannie. Złapałam
za jego bluzkę, cicho prosząc go, żeby ją ściągnął. Ściągnął. Jego dłonie nie
traciły czasu, wsuwając się pod moją koszulkę i odnajdując moje biodra. Palce
wbiły się w moją skórę, jak oplotłam nogami jego talię, przysuwając go bliżej
do siebie. Unosząc mnie zaniósł mnie do stołu bilardowego i położył mnie na
plecach. Usłyszałam odgłos zamka, a potem rozrywaną folię. Łapiąc mnie pod
kolanami Brad przysunął mnie do przodu, tak że moje biodra były ustawione na
brzegu stołu. Poczułam jak jego zimne dłonie przesunęły się po moich nogach.
Nim się zorientowałam zerwał ze mnie majtki i wbił się we mnie.
W głowie kręciło mi się od drinków, ale byłam nadzwyczaj
skupiona na tym, co robiłam. Nie myślałam o przeszłości czy przyszłości. Liczył
się tylko ten moment. W tym momencie była ulga. Nie było poczucia winy,
złamanego serca czy samotności. Byłam w stanie uciec od tego wszystkiego przy
paru drinkach i chętnym facecie. Później będę radzić sobie z tym jak byłam
zawstydzona.
Spędziłam wakacje próbując zapomnieć o Noah za pomocą Brada.
Seks z Bradem był jak narkotyk. Podczas seksu mogłam zamknąć się w sobie i na
świat. Była to chwilowa ulga, ucieczka od bólu, z którym budziłam się każdego
ranka. Uciekanie stało się bardzo uzależniające, ale jak z każdym narkotykiem,
kiedy już szczęście gasło, cierpienie i samotność wciąż tam są w towarzystwie
nienawiści do samej siebie oraz rozczarowania.
Przebywanie z Bradem uwolniło mnie również od potrzeby bycia
idealną. Nie obchodziło mnie, co myślał o mnie Brad, czego ode mnie oczekiwał
albo co mi robił. Był bez znaczenia. Każdy facet mógł pomóc mi osiągnąć te same
rezultaty. Brad był po prostu dogodny i znajomy.
Kiedy nie byłam z Bradem, próbowałam być ciągle zajęta, ale
Noah zawsze pozostawał w moich myślach. Nie było go tylko podczas moich spotkań
z Bradem. Przeżywałam kolejne dnia najlepiej jak potrafiłam. Jedyną rzeczą,
która by mnie wykoleiła było zobaczenie Noah. Zobaczenie go posłałoby mnie
prosto do mojego pokoju i pod kołdrę aż do następnego dnia. Robiłam wszystko co
w mojej mocy, aby upewnić się, że to się nie wydarzy. Lecz były dni, kiedy nie
mogłam się powstrzymać od zerkania przez okno, mając nadzieję, że go dostrzegę.
Tydzień przed moim wyjazdem do szkoły, znalazłam się
przyklejona do okna nad kuchennym zmywakiem. Stamtąd był wyraźny widok podwórka
Stewartów. Ponieważ miałam tylko tydzień do wyjazdu nie sądziłam, że zaszkodzi
coś zaprzestanie walczenia z przywoływaniem, które czułam od tego okna. Gdy
będę już w Kolumbii Noah będzie całkowicie poza moim zasięgiem i wzrokiem.
Mama przeszła raz przez kuchnię i zobaczyła mnie przy oknie.
Piętnaście minut później, kiedy znowu przez nią przeszła i byłam w tym samym
miejscu, jej ciekawość zwyciężyła. Stając obok mnie, podążyła za moim wzrokiem.
- Masz coś przeciwko, jak zapytam co jest takiego interesującego
w naszym podwórku?
- Nic, chyba po prostu się zamyśliłam. Mam wiele na głowie
związanego z przygotowaniem się do szkoły – skłamałam.
Do tego miejsca przykleili mnie Noah i Brooke siedzący przy
jego basenie. Widziałam tam ich już wcześniej. Czego jednak nie widziałam przez
całe lato, to uśmiechu na twarzy Noah. Uśmiech, który uwielbiałam i za którym
tęskniłam, powrócił. Był szczęśliwy i to z Brooke. Ból, który zaczął się w moim
brzuchu zaatakował resztę mojego ciała. Moje serce się złamało, ponieważ wiedziałam,
że to ja zabrałam od niego ten uśmiech, a Brooke była tą, która mu go oddała.
Mama objęła mnie ramieniem i przytknęła policzek do boku
mojej głowy, lekko mnie ściskając. – Wciąż spotyka się z Brooke? Dlatego nie
pojawiał się tutaj przez całe wakacje? – Potaknęłam.
- Nie było wystarczająco miejsca dla nas dwóch w jego życiu.
– Poczułam wzbierające się łzy. – Ona go
uszczęśliwia. Spójrz na jego uśmiech.
Przełknęłam gulę w gardle. Słychać było drżenie w moim
głosie.
Mama raz jeszcze mnie przytuliła, mówiąc. – Wygląd może
oszukiwać. Nie można zawsze stwierdzić co się dzieje wewnątrz osoby poprzez
zewnątrz. Ludzie zakładają odważne maski, kiedy starają się przezwyciężyć
złamane serce, ale nie oznacza to, że już to zrobili. Ty i Noah macie rzadką
więź i zawsze będziecie ją mieli. Nikt nie może tego zmienić.
- Dzięki, mamo.
Oderwałam oczy od okna, przytuliłam mamę i poszłam do mojego
pokoju. Wzięłam moją komórkę i zrobiłam to, co robiłam przez całe lato,
zwłaszcza kiedy widziałam Noah. Wysłałam wiadomość do mojego dealera.
Ja: Jesteś sam
w domu i chcesz towarzystwa?
Jego odpowiedź była natychmiastowa.
Brad: Zależy.
Co masz na sobie? Zapomnij, nie ma znaczenia. I tak to z ciebie zerwę. Przyjdź
teraz! ;)
Poczułam uścisk w żołądku, czytając jego słowa. Naprawdę był
Smurfgnojkiem. Ale teraz nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Wiedziałam,
że za dwadzieścia minut moje myśli będą skupione gdzie indziej i będę miała
swoją ucieczkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz