wtorek, 11 marca 2014

Wpis 12

Bez względu na to jak mocno próbujesz iść dalej, czasami siły poza twoją kontrolą nie pozwolą ci na to.


Tego wieczoru byłam w moim pokoju, próbując się uczyć. Ciężko mi było skoncentrować się na zadaniu domowym z chemii. Moje myśli przesuwały się z Noah do Brada. Spędzanie nocy myśląc o Noah nie było niczym nowym. Robiłam to od zawsze. Z drugiej strony myślenie o Bradzie było czymś zupełnie innym.
Nie mogłam rozgryźć co było w nim takiego, że tak szybko i agresywnie zajęło mój umysł. Widywałam tego faceta w szkole od trzech lat i ani razu dwa razy o nim nie pomyślałam. Nigdy nie uważałam siebie za jedną z tych dziewczyn, które robią się roztrzepane i wytrącone z równowagi przez uwagę przystojnego oraz czarującego chłopaka. Nasz ustny sparing przy mojej szafce był zabawny. Potem zbliżył się do mnie i stałam się paplającą idiotką.
Pozwoliłam sobie tylko na krótko rozmarzać o Bradzie zanim skupiłam myśli z powrotem na Noah. Wiedziałam, że to głupie i nie miało sensu, Noah ledwo co był w moim życiu i było tak przez ostatnie cztery miesiące, ale czułam poczucie winy za choćby myślenie o Bradzie.
Stukanie do mojego okna sypialni przykuło moją uwagę. Byłam tak bardzo skupiona na Noah i Bradzie, że początkowo myślałam, iż wyobrażam sobie rzeczy. Powróciłam do nauki. Znowu to usłyszałam, tym razem stukanie było mocniejsze. Nie była to moja wyobraźnia. Podeszłam do okna, wzięłam głęboki wdech i je otworzyłam. Najpiękniejsza para jasnoniebieskich oczu patrzyła na mnie towarzysząc oślepiającemu uśmiechowi, który ich sięgał. W brzuchu pojawiły się motylki, a dłonie zaczęły się pocić. Minął długi czas odkąd byłam tak blisko niego i było to odurzające.
- Cześć, Tweet – odezwał się chrapliwie Noah.
Boże, brakowało mi słyszenia jak moje przezwisko przepływa przez jego usta, te niesamowicie miękkie, pełne usta. Potrząsnęłam głową, starając się powrócić myślami do teraźniejszości.
- Hej – wyszeptałam.
- Możemy pogadać?
- Jasne. O czym chcesz rozmawiać?
- Nie tutaj, w naszym miejscu.
Niemal wyleciałam przez okno, tak bardzo byłam podekscytowana. Chciał spędzić ze mną czas sam na sam, w naszym miejscu. Nie mogło obchodzić mnie mniej dlaczego chciał porozmawiać. Musiały być to dobre wieści. Uśmiechał się. Może miał dużo czasu i znowu możemy być razem. W tej chwili liczyło się tylko dla mnie to, że szliśmy z Noah do naszego miejsca.
Przez całą drogę szliśmy w milczeniu. Noah wydawał się trochę zmieszany. Gdybym miała być szczera, ja też byłam poddenerwowana. To było dziwne, ale stwierdziłam, że to przez to, iż dawno nie byliśmy ze sobą sami. Gdy dotarliśmy na miejsce, Noah wyciągnął rękę, pomagając mi wejść na daleki koniec stolika. Nie dołączył do mnie. Oparł się o krawędź obok mnie, krzyżując nogi w kostkach i założył ramiona na torsie.
Trwaliśmy tak przez kilkanaście minut, zanim Noah odchrząknął i zapytał. – Co u ciebie? – Patrzył w ziemię, nie na mnie.
Ja również spojrzałam w ziemię, odpowiadając. – Całkiem dobrze. A u ciebie?
- Ok. Trener uważa, że mamy szansę w mistrzostwach w tym roku.
- Naprawdę? To fantastycznie. – Teraz gówno obchodziła mnie drużyna baseballowa.
- Ta. Prawdopodobnie dotrzemy przynajmniej do meczu decydującego. – Kątem oka dostrzegłam, że na mnie spojrzał i uśmiechnął się lekko. – Jakie są twoje zajęcia jak do tej pory?
- Dobre. A twoje?
- Dobre – odparł.
Nie potrafiłam uwierzyć, że naprawdę przeprowadzaliśmy gadkę szmatkę. Pogoda powinna być kolejna na liście. Nienawidziłam tego, że czas w separacji stworzył między nami niezręczność. Robiłam się niespokojna, zniecierpliwiona i miałam dosyć gadki szmatki.
- Noah, dlaczego chciałeś żebym przyszła tutaj z tobą? – Mój głos był cichy i pełen wahania.
Nie odrywał wzroku od ziemi, jak wyszeptał. – Tęsknię za tobą.
W tamtej chwili usłyszałam chór aniołów śpiewających alleluja. Rozpaczliwie chciałam podskoczyć, objąć go ramionami i nigdy go nie puścić, ale nic nie zrobiłam.
- Też za tobą tęskniłam – powiedziałam, starając się powstrzymać radość.
- Trzymanie się z daleka od ciebie boli. Cały czas o tobie myślę.
- O czym myślisz? – Wyszło to z moich ust bardziej kokieteryjnie niż zamierzałam.
Noah odepchnął się od stolika i stanął tuż przede mną. Przez parę chwil przyglądał się mojej twarzy, jakby nie widział jej od lat. Odchrząknął i odpowiedział. – Myślę o tym, jak bardzo jestem bez ciebie samotny. Jak nudny jest mój dzień bez ciebie. Jak bardzo brakuje mi twojego głosu i śmiechu. Jak bardzo brakuje mi słuchania muzyki i jedzenia ciasta z tobą. – Uśmiechnęliśmy się do siebie nieśmiało. Uniósł wzrok, patrząc mi prosto w oczy. – Brakuje mi opiekowania się tobą – zawahał się przez chwilę. – Brakuje mi mojej najlepszej przyjaciółki i chcę, żeby powróciła do mojego życia. – Jego słowa skleiły z powrotem każdy kawałeczek mojego rozdartego serca.
Noah wyglądał na tak zagubionego i samotnego, jak ja się czułam. Byłam oniemiała. Marzyłam o tym dniu odkąd nocy rozmowy. Nie cierpiałam bycia odseparowaną od niego. Także chciałam z powrotem mojego najlepszego przyjaciela. Już nie chciałam samotna.
Położył ręce bo moich bokach na brzegu stolika, przyciskając czoło do mojego. – Tweet, będziesz znowu moją najlepszą przyjaciółką? Obiecuję, że zostanę w strefie przyjaciela.
Nie można było tego zobaczyć z zewnątrz, ale w środku podskakiwałam jak szalona, klaskałam i robiłam gwiazdy.
Wzdychając, rzekłam. – Nigdy nie przestałam być twoją najlepszą przyjaciółką. – Najgorętszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam pokazał się na tej pięknej twarzy, który od tak dawna pragnęłam zobaczyć.
Przechylił nieznacznie głowę i przesunął delikatnie ustami po moim policzku. Gdy się odsunął, uśmiechał się do mnie ironicznie i powiedział. – Cześć, psiapsióło. Cieszę się, że wróciłaś tam gdzie przynależysz. – Promieniałam z radości. Również się cieszyłam, że wróciłam.
Noah usiadł obok mnie na stoliku. Wyczuwałam elektryczność między nami, kiedy musnęły się nasze barki i ramiona. Złapał moją rękę i splótł nasze palce. Unosząc ją do ust, pocałował lekko jej wierzch. Tak szeroko się uśmiechałam, że zaczęła boleć mnie twarz. Nie jestem pewna, ale chyba chichotałam jak idiotka. Czułam jak kciukiem zaczął delikatnie głaskać mój nadgarstek. To było dozwolone w strefie przyjaciela. Przyjaciele czasami trzymali się za ręce i się głaskali… prawda?
Wzdychając długo i głęboko, odezwał się. – Tweet, jest coś jeszcze o czym chcę pogadać.
- Strzelaj.
Odwrócił się do mnie lekko. Wyraz jego twarzy był poważny i zdecydowany. – Czy to prawda, że Brad Johnson zaprosił cię na imprezę Jeremy’ego?
- Jak dowiedziałeś się tak szybko? Minęło dopiero kilka godzin odkąd mnie zaprosił. – Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać szybkość z jaką wędrują licealne plotki. Nawet nie przypominam sobie widzenia kogoś w szkole, gdy byłam z Bradem. Chociaż wtedy byłam trochę oszołomiona. W efekcie mój zmysł obserwacji był trochę uszkodzony.
- Nie ma znaczenia jak się dowiedziałem. Liczy się to, że dowiedziałem się w porę. Nie pójdziesz z nim na randkę, Tweet.
Spiorunowałam go z niedowierzeniem i wyrwałam rękę. – Chwileczkę. Czy to dlatego nagle chciałeś mnie z powrotem w swoim życiu, żebyś mógł dyktować mi z kim mogę, a z kim nie mogę chodzić na randki?
- Nie!
- Ponieważ, dla twojej informacji, nie byłam na ani jednej randce, jeśli nie liczyć Vincenta Chamberlaina w dziesiątej klasie, czego ja nie liczę, bo porzucił mnie w trakcie tej cholernej randki dla Sarah Grice.
- To Smurfgnojek i nie pójdziesz z nim nigdzie ani w sobotę, ani kiedy indziej – powiedział głośno.
Napięłam się, dalej przeszywając go wzrokiem. Moje ciało zaczęło rozgrzewać się od gniewu. Zeskoczyłam ze stolika i odsunęłam się od niego. Obróciłam się na pięcie, twarzą do niego. Położyłam ręce na biodrach.
- Za kogo ty się, do diabła, uważasz? Przez cztery miesiące byłam blisko bycia kompletnie ignorowaną przez ciebie. Wiesz, na co musiałam patrzeć, trzymając buzię na kłódkę? Sukanni obwąchującą się od rana przy twojej szafce. Potem była Amy, Paige i Tiffany. Ktoś jeszcze? A tak, nie zapomnijmy o tym, co zaczęło czteromiesięczną przerwę, dzień kiedy planowałeś pieprzyć Beth – krzyknęłam. Przez sekundę myślałam, że hiperwentylowałam, bo tak szybko oddychałam.
- To co innego. – Teraz stał tuż przede mną. Żyły w jego szyi naprężyły się, gdy mówił przez zaciśnięte zęby.
- Niby jak?
- Po prostu. Posłuchaj, to mój obowiązek aby się tobą opiekować i uważać na ciebie.
- Noah, to tylko jedna randka. Impreza jest za kilka dni. Już zaakceptowałam jego zaproszenie. Będę czuła się źle, jeżeli teraz to odwołam. Byłoby to niegrzeczne.
Noah zmarszczył brwi. – Zaakceptowałaś jego zaproszenie? Gdzie ty myślisz, że idziesz, na jakąś bzdurną debiutancką kotylionę? – Sarkazm ociekał z jego głosu.
- Dokładnie wiem, gdzie idę. Na imprezę Jeremy’ego! W sobotnią noc! Z Bradem! – wrzasnęłam, przechodząc obok niego.
- Nie mogę rozgryźć dlaczego w ogóle cię zaprosił. – Jego słowa wryły mnie w ziemię. Odwróciłam się, aby pokazać mu jak bolesne było dla mnie to, co powiedział.
- Wielkie dzięki. – Nie jestem pewna, co mnie opętało. Podeszłam do Noah i mocno pchnęłam go w tors. – Była to wredna rzecz z twojej strony. – Obróciłam się i zaczęłam odchodzić.
Podbiegł do mnie, chwycił mnie za łokieć i odwrócił mnie do siebie. – Tweet, przepraszam. Źle to wyszło. Wiesz, o co mi chodziło.
Wyrwałam się z jego uścisku, cofając się o kilka kroków. Czułam napływające łzy, ale nie chciałam dać im ujścia. – Wyszło doskonale. Dokładnie wiem, o co ci chodziło. Nikt taki jak Brad nie mógłby chcieć umówić się z kimś takim, jak ja, no chyba że miałby jakiś ukryty motyw.
- Niech to szlag, kobieto! Ten dupek nie jest ani trochę wystarczająco dobry, żeby choćby z tobą rozmawiać. – Zaczął do mnie podchodzić. Uniosłam rękę, dając mu znać, żeby nie podchodził bliżej.
- To nic. Takie same pytanie cały czas obija mi się po głowie odkąd mnie zaprosił. Po prostu boli jak cholera, kiedy twój najlepszy przyjaciel zastanawia się nad tą samą rzeczą.
- Powiedziałem ci, że nie chodziło mi o to w ten sposób. – Tak mocno zaciskał szczękę, że przysięgam, iż słyszałam jego ocierające się zęby.
- Muszę iść – powiedziałam. Noah zrobił krok w moją stronę. – Noah, nie. – Obróciłam się na pięcie i zaczęłam wychodzić tak szybko jak mogłam z parku.
- Gdzie idziesz? – krzyknął.
- Do domu!
- Nie idziesz sama do domu w nocy!
- Tak, idę! – Szłam dalej, ani razu nie odwracając się, aby na niego spojrzeć.
Przez całą drogę podążał kilka kroków za mną w milczeniu. Gdy dom robił się bliższy, przyśpieszyłam, po czym wbiegłam po schodkach na ganek. Wyciągnęłam klucz z kieszeni i wsunęłam go do zamka. Czułam na sobie spojrzenie Noah, jak stał u stóp schodów.
Odchrząkując, powiedział. – Nie zamierzasz się pożegnać?
Nie odrywałam wzroku od frontowych drzwi i wydusiłam. – Dobranoc, Noah.
- Dobranoc, Tweet. – Słyszałam ból w jego głosie.
Zaczęłam obracać kluczem, żeby otworzyć drzwi, kiedy zobaczyłam ramiona Noah po moich bokach, przycisnął dłonie do framugi. Jego usta były przy moim uchu.
Gdy poczułam jego ciepły oddech na szyi, dreszcze przepłynęły do każdej części mojego ciała. Chciałam oprzeć głowę na jego ramieniu i żeby każdej nocy mnie tak trzymał. Jego usta były tak blisko, że kiedy mówił, jego wargi lekko ocierały się o moje ucho. Wyszeptał. – Proszę, nie złość się na mnie. Po prostu chcę cię chronić.
- Nie jestem zła. Boję się – powiedziałam bez tchu.
- Czego?
- Że nie będziemy w stanie wrócić do tego, jacy byliśmy kiedyś. Od godziny jesteś z powrotem w moim życiu i już wydaje mi się, że przekraczamy tę granicę. Dopiero co cię odzyskałam. Nie chcę cię stracić.
- Obiecałem ci, że pozostanę w strefie przyjaciela i tak będzie. Ale granice już zostały przekroczone, Tweet. Chciałbym, żebyś przekroczyła je razem ze mną.
Poczułam zawroty głowy i zaczęły drżeć mi kolana. Nieumyślnie oparłam się o jego klatkę piersiową, próbując nie upaść. Odepchnął się od framugi i objął mnie ramionami w talii. Całując mnie lekko za uchem, powiedział. – Do zobaczenia jutro. – Ucałował czubek mojej głowy, opuścił ramiona i cofnął się. Słyszałam jego kroki jak odchodził.
Stałam na frontowym ganku odgrywając dzisiejszy wieczór w głowie – otaczające mnie jego ramiona, jego szepty do mojego ucha, poczucie jego torsu przy moich plecach. Nie zamierzałam zrobić nic, aby zagrozić naszej przyjaźni i zaryzykować raz jeszcze jego straty, bez względu na to jak bardzo go pragnęłam. Wyjście z Bradem będzie dobre zarówno dla Noah jak i dla mnie. Życie tak szybko potrafi zmienić kierunek. Jeszcze dzisiaj czułam, że w końcu podejmuję kroki do pójścia dalej z życiem. Teraz znajduję się z powrotem w punkcie wyjścia.

W końcu nadeszło piątkowe popołudnie. Ostatnie dni delikatnie mówiąc były dziwne. Nie rozmawiałam z Noah od tamtego wieczora, ale wszędzie go widziałam. Kiedy wychodziliśmy z Bradem z klasy, był tam Noah. Kiedy staliśmy z Bradem przy mojej szafce, był tam Noah. Kiedy byliśmy z Bradem na lunchu, Noah był zaledwie kilka stolików dalej. Nigdy nie przestawał nas obserwować. Chciałam go zignorować i się wściekać, ale nie potrafiłam. Podobało mi się, że mnie obserwował. Czułam się bezpieczna i pod opieką.
Właśnie zamierzałam wsiąść do samochodu, żeby opuścić szkołę tego popołudnia, gdy usłyszałam krzyki dochodzące z szatni chłopców. Nie byłam w stanie rozróżnić właścicieli głosów czy co wrzeszczały. Wiedziałam, że drużyna baseballowa dzisiaj trenowała. Brad powiedział mi, że musi tam być tuż po szkole, więc nie będzie na mnie czekał przy szafce. Zlekceważyłam krzyki i zaczęłam wsiadać do auta. Wtedy usłyszałam kogoś krzyk. – STEWART, ZŁAŹ Z NIEGO!
Wrzuciłam plecak do samochodu i pobiegłam w kierunku szatni. Skręcając za rogiem, zobaczyłam jak Noah pcha Brada na ceglaną ścianę. Zaciskał szczękę, żyły na jego szyi wystawały, a mięśnie w ramionach były tak napięte i napierały na jego koszulkę, że obawiałam się, iż rękawy mogą się rozerwać. Dwóch innych zawodników próbowało odciągnąć go od Brada, ale byli wystarczająco silni.
Trzymając w pięści bluzkę Brada, Noah odsunął go od ściany, po czym znowu mocno nim o nią uderzył. Stał tuż przy twarzy Brada i mówił przez zaciśnięte zęby. – Odwołasz tę przeklętą randkę i zostawisz ją w spokoju.
Nie mogłam stwierdzić czy Brad był przestraszony, rozgniewany czy oba naraz. Nie odpowiadał na atak.
Spojrzał Noah w oczy i powiedział napiętym głosem. – To, co robi Amanda nie jest twoją sprawą, Stewart. Jest dużą dziewczynką. Może umawiać się z kimkolwiek chce i chce mnie. – Posłał Noah zadowolony uśmiech. Chłopak miał jaja, to mu oddam.
Noah raz jeszcze pchnął Brada na ścianę, mówiąc. – Ona zawsze jest moją sprawą, dupku. Jeśli ją dotkniesz, to rozpieprzę ci tę ładną buźkę.
Odezwał się jeden z reszty zawodników, Spencer. – Stewart, daj spokój. Jeśli Trener cię przyłapie, to zostaniesz wywalony z drużyny.
Noah zamarł w miejscu, patrząc z pogardą na Brada. Po kilku napiętych sekundach, wypuścił Brada ze śmiertelnego uścisku i cofnął się. Odwrócił się i zauważył mnie. Spojrzałam mu w oczy. Nie mogłam uwierzyć temu, co właśnie zobaczyłam. Byłam oniemiała. Przerwał nasze połączenie, odwrócił się i zniknął bez słowa w szatni. Reszta chłopaków ostatecznie poszła w jego ślady.
Podeszłam do Brada opierającego się o ścianę, pochylał się z rękami na kolanach. Położyłam dłoń na jego barku i zapytałam. – Nic ci nie jest? – Spojrzał na mnie i pokręcił głową. – Brad, tak mi przykro. Porozmawiam z nim. Nie wiem, co w niego wstąpiło.
Wyprostował się. – Jesteś pewna, że nic między wami nie ma?
- Noah jest wobec mnie bardzo opiekuńczy – skłamałam. Tak jakby. Noah zawsze był wobec mnie opiekuńczy, ale w tym było więcej. Była to zazdrość i zaborczość. Powinnam wiedzieć, ponieważ czułam się tak samo za każdym razem, gdy dziewczyna choćby spojrzała na Noah. – Porozmawiam z nim – obiecałam Bradowi.
Brad odsunął się od ściany i odwrócił do mnie. Zrobił trzy kroki, stając tuż przede mną. Opuścił głowę, tak że nasze oczy były na tej samej wysokości. Było między nami tak mało przestrzeni, że nasze usta niemal się dotykały.
- Pogadaj z nim, bo planuję cię dotykać. Dużo. Jeśli mi pozwolisz. – Zbliżył się jeszcze bardziej i musnął wargami moje usta. Kiedy się odsunął, urwał mi się oddech. Przygryzł dolną wargę, powoli przesuwając po niej zębami, jak ją uwolnił. Tym samym ruchem oszołomił mnie przy moim aucie pierwszego dnia, gdy do mnie podszedł.
Cofnął się kilka kroków do tyłu, nie odrywając ode mnie wzroku, po czym odwrócił się i odszedł. Patrzyłam jak drzwi szatni zamykają się, zanim powoli wypuściłam oddech, który tkwił w moich płucach odkąd mnie dotknął. Nie ruszając się, starałam wziąć się w garść z czegoś co musiało być omdleniem. Rany, ten chłopak był seksem na patyku, głęboko usmażonym.

Czy ja naprawdę miałam dwóch gorących facetów walczących o mnie? Tak. Odpowiedzią było tak. Zdaję sobie sprawę, że Noah był tylko opiekuńczy, a Brad, cóż, on nie walczył. Ale dziewczyna może poudawać, prawda? Prawda i tak właśnie robiłam przez całą drogę do domu i resztę popołudnia. Niesamowicie było czuć się chcianą przez dwóch gorących facetów, nawet jeśli była to tylko fantazja. Noah, Brad, z lekką szczyptą Zaca Efrona… tak, przez jakiś czas będę trzymać się tej fantazji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz