wtorek, 11 marca 2014

Wpis 8

Dwoma najbardziej niszczycielskimi uczuciami na świecie są porażka i samotność. Reszta blednie w ich porównaniu.
Porażka, do pewnego stopnia, jest pod kontrolą. W teorii jeżeli pracuje się ciężko i daje się z siebie 100 procent, to osiągnie się swój cel. Myślę, że pracuję ciężko, lecz albo oszukuję samą siebie, albo w moje DNA jest wetkany wrodzony gen niedoskonałości. Może miałam praprapraprapraprapradziadka, który był kompletnym nieudacznikiem.
Samotność jest gorsza od porażki. Samotność jest kontrolowana przez innych. Słyszałam ludzi mówiących, iż to że jesteś sam nie oznacza, że jesteś samotny i mógłbyś stać w zatłoczonym pokoju, ale czułbyś się samotnie.
Jest tylko jedna osoba w moim życiu, która panuje nad tym czy jestem samotna, czy nie. Czy jestem z nim fizycznie, czy nie, wiedza, że jest on w moim życiu odpycha samotność. Gdy stoi przede mną i czuję jak mi się wymyka, ból samotności przejmuje kontrolę nad moim ciałem i mnie topi. Bycie tak podatnym na osobę jest przerażające.


Nie rozmawiałam z Noah od trzech dni. Nigdy nie odzywaliśmy się do siebie tak długo. Właściwie to nigdy nie zdarzył nam się dzień, abyśmy ze sobą nie rozmawiali albo widzieli ze sobą. Nie chodziło o brak prób z mojej strony. Dzwoniłam kilkanaście razy, ale nie odebrał, wszystkie połączenia przechodziły do poczty głosowej. Przelotnie widywałam go w szkole. W klasie był bardzo odległy, praktycznie mnie ignorował. Mówił cześć, jeżeli byliśmy blisko siebie, ale to by było na tyle. Przesiadywałam wiele czasu w damskiej łazience, płacząc po moim każdym spotkaniu z nim. Nie mogłam się skoncentrować na niczym.
Każdego dnia od razu po szkole, chodziłam do klasy dziennikarskiej, przeglądając wszystkie jego zdjęcia, które zostały zrobione do artykułu, który pisałam. Potem go śledziłam. Przebywałam w szatni chłopców, co dało mi wiele dziwnych spojrzeń i parę numerów telefonu. Widział mnie kilka razy, ale nie zwracał uwagi na moją obecność. Zagubiłam się, nie mając z nim codziennego kontaktu. Nie wiedziałam, kim bez niego jestem. Wiedziałam, że moje słowa z tamtego wieczora go zraniły, ale chyba nie zdawałam sobie sprawę jak bardzo. Powiedział, że będzie przy mnie, jeśli będę go potrzebowała. Potrzebowałam go teraz, lecz on nawet nie mógł na mnie spojrzeć.

Nadszedł dzień zabawy. Wróciłam do domu wcześniej niż zazwyczaj. Emily przyjechała do domu na weekend, żeby pomóc mi się przygotować i kazała wrócić tak szybko jak to możliwe. Powiedziała, że potrzebujemy kilku godzin do osiągnięcia mojego wyglądu. Nie byłam pewna, co o tym myśleć. Normalnie nie zajmowało mi tak długo przygotowanie się na cokolwiek. W tej chwili nawet nie chciałam iść na tę głupią zabawę, ale zaprosiłam Vincenta. Nie potrafiłam zmusić się do zadzwonienia i odwołania.
Leżałam na łóżku w pokoju Emily, gdy tymczasem ona grzebała w swojej szafie, szukając dla mnie idealnej sukni imprezowej. Na szczęście moja siostra była śliczną dziewczyną, która chodziła na wiele potańcówek i miała podobny rozmiar do mojego. Nadal byłam niższa i trochę mniej zaokrąglona od Emily, ale teraz te różnice nie były tak zauważalne jak wtedy, kiedy byłyśmy młodsze. Nie mogło obchodzić mnie mniej, co dzisiaj na siebie włożę. Usłyszałam jak wymamrotała coś, wciąż tkwiąc w szafie. Wysunęła głowę, gdy nie odpowiedziałam.
- Amanda, słyszałaś mnie? – zapytała.
- Co?
- Co powiesz na kolor żółty?
- Jeżeli nie ma przyklejonych do niego piórek, to żółty jest świetny, Emily. – Mój głos był bezbarwny.
Patrzyła na mnie przez chwilę, po czym wybuchła śmiechem. – Racja, zapomniałam o Tweetym. To było komiczne. Dokładnie wiedzieliśmy, gdzie byłaś. Musieliśmy tylko iść za szlakiem piór. – Przeszyłam ją wzrokiem. – Za szybko? Sorki. Okej, idź wziąć prysznic, wymyj włosy i ogol się wszędzie.
Zerknęłam na zegar na jej szafce. – Mam dwie i pół godziny zanim będę musiała tam być – zajęczałam.
- Wiem. Musisz się pośpieszyć. Nie mamy dużo czasu. – Pociągnęła mnie za ręce, stawiając na nogach i wypchnęła mnie za drzwi.
Zrobiłam dokładnie to, co kazała mi zrobić Emily, chociaż nie miało to dla mnie sensu. Mój mózg był taki otępiały, że w tej chwili nie potrafiłam podejmować żadnych decyzji. Noah był jedyną myślą, która ciągle powtarzała się w mojej głowie. Wzięłam prysznic, wymyłam włosy, ogoliłam się i wróciłam do pokoju siostry.
Sukienka, którą wybrała wisiała na drzwiach szafy. Miała ją na sobie, kiedy po raz pierwszy startowała na królową balu. Oczywiście wygrała. Sukienka była jasnożółtą taftą bez ramiączek. Gorset doskonale mi pasował, ściskając mnie we wszystkich właściwych miejscach, dając mi jedną lub dwie krągłości. Spódnica sięgała do kolan, była szeroka i powłóczysta, a trójwymiarowe kwiatki sporadycznie były rozmieszczone blisko brzegu. Znalazła do niej pasujące srebrne sandałki z prawie 3-calowym obcasem. Nie byłam pewna obcasów, ale jak ze wszystkim innym, nie obchodziło mnie to.
Emily kazała mi najpierw założyć sukienkę przed zrobieniem fryzury i makijażu. Siedziałam przy jej toaletce zakryta ogromnym ręcznikiem, żeby nic nie poplamiło sukienki. Było okropnie dużo roboty jak na zabawę, na której nie chciałam nawet być.
- Uważam, że twoje włosy będą wyglądały świetnie upięte. O, i możesz założyć moje brylantowe kolczyki łezki, które rodzice dali mi na słodką szesnastkę – powiedziała entuzjastycznie Emily.
- Cokolwiek chcesz zrobić, mnie pasuje. – Mój ton był monotoniczny.
- Jak na kogoś idącego na swoją pierwszą wielką zabawę, nie wydajesz się bardzo podekscytowana. – Wzruszyłam jedynie ramionami. – Więc o której będzie po ciebie Noah?
Ścisnęło mnie w piersi. Nie powiedziałam jej z kim idę. Powiedziałam jej tylko, że idę na zabawę. – Noah po mnie nie przyjeżdża.
- Dlaczego nie? – zapytała, przyglądając mi się w lustrze, czesząc moje włosy.
- Bo z nim nie idę. – Na kilka sekund zaprzestała czesanie, wyraz skonsternowania przeszedł po jej twarzy.
- Och, przepraszam. Po prostu przypuszczałam…
- Cóż, wiesz jak to jest z przypuszczaniem – odparłam.
- Czemu z nim nie idziesz?
- Bo go nie zaprosiłam.
- Dalej będziemy to robić czy wyjaśnisz mi dlaczego nie idziesz na swoją pierwszą zabawę z Noah?
- Po prostu go nie zaprosiłam. Poza tym nie jest teraz mną zbyt zadowolony. – Spuściłam wzrok na kolana, odrywając je od Emily. Bałam się, że jeśli powiem coś jeszcze, to zacznę płakać.
Przestała robić to, co robiła i oparła się o toaletkę przede mną. – Chcesz mi powiedzieć, co się stało?
Nie mogłam mówić. Byłam na skraju załamania. Gdybym otworzyła usta, żeby powiedzieć jedno, maleńkie słowo, to nie byłabym w stanie utrzymać się w kupie. Potrząsnęłam głową. Czubkami palców Emily uniosła moją głowę, abym na nią spojrzała. Łzy już pływały w moich oczach.
- Rozmawiaj ze mną, Manda. Co się stało?
- Nie wiem co ci powiedzieć. Wiem tylko, że nie odezwał się do mnie od trzech dni. Nie odbiera telefonu i ignoruje mnie w szkole. – Starłam łzę z twarzy. Dobrze, że nie zrobiła mi jeszcze makijażu.
- Musi być jakiś powód. To nie brzmi jak Noah. Możesz mi powiedzieć. Nic nie powiem.
Rozważałam czy jej się otworzyć. Nie chodziło o to, że nie byłyśmy blisko, bo byłyśmy, po prostu wstydem było przyznać, że problemem byłam ja. Byłam nieudacznikiem i schrzaniłam. Schrzaniłam moją przyjaźń z Noah.
- Sprawy się zmieniają i ja… um, nie wiem co robić. – Głos mi się załamał i wylało się parę łez.
Niewielki uśmiech pojawił się na twarzy Emily. – Ciężko, kiedy twój najlepszy przyjaciel staje się bardzo atrakcyjnym chłopcem, co? – Nie odpowiedziałam. Mogła zobaczyć w moich oczach, że trafiła w sedno. – Czy jest jakaś dziewczyna, która podoba się Noah? – Potaknęłam. – Lubisz ją?  
- Nie, nie lubię. Nie jest dla niego wystarczająco dobra. – Odwróciłam od niej wzrok. Nie było to kompletne kłamstwo. Po prostu Emily nie zdawała sobie sprawy, że dziewczyną, o której gadałyśmy, byłam ja.
- Dlatego jest wściekły?
- Tak – szepnęłam.
- Skarbie, wiem, że to trudne i że w tej chwili wydaje ci się, że nic się nie ułoży, ale ułoży. Macie z Noah coś niezwykle wyjątkowego, zawsze mieliście. Nic między wami nie stanie.
- Dzięki.
- Dokończmy robienie z ciebie najgorętszej dziewczyny na dzisiejszej zabawie. – Przytuliła mnie i wróciła do pracy.

W momencie, kiedy wjechaliśmy na parking, zrobiło mi się niedobrze. Denerwowałam się wszystkim, tym jak wyglądałam, udzielaniem się towarzysko z Vincentem, zobaczeniem Noah oraz Beth razem i po prostu zobaczeniem Noah. Podczas jazdy ciągle szarpałam za taftowe kwiatki przyszyte do mojej spódnicy. Wisienką na moim deserze lodowym nerwów był fakt, że siedziałam z tyłu samochodu moich rodziców. Chciałam, żeby Emily mnie tam zawiozła i po mnie przyjechała, ale rodzice nalegali. Powiedzieli, że skoro spotykam się tam z Vincentem, a nie on przyjeżdża po mnie do domu, to chcieli pojechać, zobaczyć nas razem i porobić zdjęcia. Zgodziłam się, przecież to była moja pierwsza zabawa. Ta cała zabawa już była koszmarem, a nawet jeszcze nie wysiadłam z auta.
Tata zaparkował i eskortował mnie i mamę do sali gimnastycznej, gdzie odbywała się zabawa. Kiedy zbliżaliśmy się, zobaczyłam grad lampy błyskowej, jak rodzice Vincenta robili zdjęcie za zdjęciem. On naprawdę nie był brzydki. Niektórzy powiedzieliby nawet, że jest niezły w ten głupkowaty sposób. Miał na sobie ciemną sportową marynarkę, spodnie khaki i jasnoniebieską koszulę na guziki z muszką w „tureckie” wzory. Nie całkiem materiał do GQ, ale pasowało mu.
Vincent dostrzegł, że do niego idę. Uśmiechnęłam się, widząc jego szeroko otwarte usta i mrugające kilka razy oczy, jakby był zdumiony tym, co zobaczył. Wiedziałam, że prawdopodobnie nie byłam, ale czułam się ładna po raz pierwszy w życiu. Emily wykonała fantastyczną robotę z tym, co miała do pracy, czego dużo nie było. Staliśmy z Vincentem cierpiąc gdy dwa zbiory rodziców robiły nam chyba z milion zdjęć. Nareszcie pożegnaliśmy się i ruszyliśmy do środka.
Z każdym krokiem, który brałam w kierunku wejścia, mój żołądek się przewracał. Wejście do sali gimnastycznej wyglądało naprawdę ładnie ze sklepionym przejściem udekorowanym białymi różami i maleńkimi białymi światełkami.
Gdy weszliśmy, początkowo trudno było cokolwiek zobaczyć, zanim moje oczy miały czas na dostosowanie się do ciemnego oświetlenia. Białe kolumny stały przy każdym rogu boiska koszykówki, obwieszone tymi samymi białymi światełkami. Wszędzie przywiązane były balony w szkolnych kolorach bieli i granatu. Stanowisko DJa rozstawione było przy najdalszej ścianie, a stół z ponczem i przekąskami stał przy ścianie naprzeciwko niego.
Przeskanowałam tłum, szukając Noah i Beth. Żadne z nich nie wiedziało, że dzisiaj tutaj będę. Nie miałam pewności czy chciałam, żeby mnie zobaczyli. Było już tutaj mnóstwo ludzi, więc zgubienie się w tłumie byłoby proste. Po prostu chciałam szybko na nich spojrzeć i tyle.
Zajęliśmy z Vincentem miejsce przy ścianie za tłumem dziewczyn i chłopców, którzy byli zbyt przerażeni, aby zaprosić się nawzajem do tańca. Przesunęłam spojrzenie z wejścia na przeskanowanie tłumu i z powrotem.
- Chcesz zatańczyć? – zapytał nerwowo Vincent.
- Czy ty chcesz zatańczyć?
- Cóż, jesteśmy na potańcówce.
- Vinnie, nie pozwólmy regułom społeczeństwa dyktować naszymi czynami. Myślałam, że jesteś niezależnym myślicielem, człowieku. To był główny powód, dla którego cię zaprosiłam. – Wzruszył ramionami i oparł się o ścianę.

Stałam w miejscu i przeszukiwałam tłum przez co najmniej 40 minut, a Noah i Beth nadal nie było.
- Pójdę po trochę ponczu. Przynieść ci? – Vincent brzmiał na znudzonego.
- Co? Och, nie, dzięki. Nie chcę.
Gdy Vincent odchodził, przeszedł przede mną, zasłaniając mi widok przez ułamek sekundy. Kiedy przesunął się, zobaczyłam ich. Noah i Beth właśnie weszli. Nie wiem czy była to wysokość obcasów, które nosiłam, lecz gdy zobaczyłam Noah, osłabły mi kolana i zakręciło mi się w głowie. Musiałam oprzeć się o ścianę, żeby nie upaść.
Noah wyglądał niesamowicie. Podczas gdy większość facetów założyło sportową marynarkę i spodnie khaki albo proste spodnie i koszulę na guziki, on miał na sobie garnitur. Był czarny, dopasowany do jasnoszarej koszuli i krawatu o ton ciemniejszego. Nawet w przyciemnionym świetle jego jasnoniebieskie oczy wyglądały na jeszcze jaśniejsze na tle monochromatycznych kolorów garnituru. Przy połączeniu tych oczu, tych ciemnobrązowych włosów i ciemnego garnituru, emanował tlącą się seksownością.
Wchodząc z Beth dalej do środka, zostali powitani przez kilka innych par. Dziewczyny stłoczyły się razem, a faceci trzymali się na boku. Nie mogłam oderwać wzroku od Noah. Byłam na nim tak bardzo skupiona, że przestraszyłam się, gdy podszedł do mnie Vincent.
- Amando… um… Sarah Grice właśnie zaprosiła mnie do tańca. Powiedziałem jej, że muszę najpierw ciebie zapytać.
- Porzucasz mnie w połowie naszej randki? – Nie zamierzam kłamać, ale byłam lekko zaskoczona zachowaniem Vincenta.
- Nie. Nie zrobiłbym tego. Posłuchaj, wiem dlaczego zaprosiłaś mnie na zabawę. Słyszałem twoją rozmowę z Beth tamtego dnia na lunchu. – Czułam się źle, że trochę go wykorzystywałam. – To nic takiego. Cieszę się, że przyszedłem z tobą zamiast prawdziwą dziewczyną. – Zmarszczyłam brwi, fukając na niego. – Wiesz, o co mi chodzi. Poza tym wszyscy w szkole wiedzą co jest z tobą i Noah.
- Co jest z nami?
- Nie wiem. Wydaje się, że coś między wami jest.
- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Dorastaliśmy razem. To wszystko.
Zaczął bawić się spodem swojej marynarki. – Słuchaj, ta rozmowa zaczyna mnie krępować. Nie chcę, żeby Sarah poprosiła kogoś innego do tańca, więc będzie okej, jeśli sobie teraz pójdę?
- Tak.
- Dzięki, Amanda. Jesteś prawdziwą kumpelą. – Poklepał mnie po ramieniu, odwrócił się i zniknął w tłumie.
Skierowałam swoją uwagę z powrotem na Noah i Beth, którzy nadal stali w tych samych pozycjach, daleko od siebie. Było dobrze. Ja byłam schowana, a Beth i Noah nie tańczyli ze sobą. Wieczór biegł całkiem gładko, a wtedy usłyszałam ją.
- Cześć, Amanda. Co ty tutaj robisz, u licha?
- Cześć, Brittani. To zabawa szkolna. Nie mogę uczestniczyć w zabawie szkolnej?
- Wiesz, miałaś przyprowadzić randkę.
- Przyprowadziłam randkę.
- Kogo? – spytała gniewnie.
- Vincenta Chamberlina.
Wyciągnęła szyję ponad tłumem. – Ta, a gdzie on jest?
Wahałam się przez kilka sekund przed odpowiedzią. – Tańczy teraz z Sarah Grice.
- O mój Boże! Jesteś żałosna! Nawet nie potrafisz utrzymać zainteresowania takiego głupka jak on. – Spojrzałam na nią spod przymrużonych powiek.
Kątem oka dostrzegłam, jak wyciągnęła coś z torebki i ukryła w dłoni, żebym nie mogła tego zobaczyć. Uniosła rękę do ust i odchyliła głowę. Piła z piersiówki.
- Chcesz trochę? – Podniosła ją, oferując łyka.
- Jesteś chodzącą szkolną specjalnością, co? – Pokręciłam głową. – Lepiej uważaj. Jeśli cię przyłapią, to zostaniesz wydalona.
Podążyła za moim wzrokiem do miejsca, gdzie stał Noah. – Jest idealny. Nigdy nie będziesz go miała. – Nie odpowiedziałam. Miałam nadzieję, że po prostu odejdzie. – Trochę ci współczuję. Nigdy nie poczujesz jak to jest być do niego przyciśniętą, mieć jego usta i ręce na całym twoim ciele. Zwłaszcza lubi je. – Pokazała na swój masywny region klatki piersiowej. – Wydaje się, że nie może oderwać od nich rąk, a mój tyłek zauroczył…
- Masz jakąś sprawę? – zapytałam nagle.
- Myślisz, że jesteś ode mnie lepsza, co nie?
- Nie myślę, że jestem lepsza.
- Widzę, dlaczego Noah powiedział, że nigdy nie mógłby się z tobą związać. Uważa, że jesteś nadętą suką. Powiedział mi i Beth, że próbuje pozbyć się ciebie od początku drugiej klasy. Po prostu nie wie jak to zrobić. Sądzę, że nie chciał zranić twoich uczuć. Teraz, kiedy już wiesz, może zostawisz go w spokoju? Wyglądają z Beth świetnie. Są idealni.
Czułam łzy kłujące mnie w oczy. Nie wiedziałam czy to alkohol robi z niej super sukę czy to był jej naturalny sposób bycia. Znała mój słaby punkt i uderzyła prosto w niego. Nie dam jej satysfakcji z myśli, że doprowadziła mnie do płaczu.
Przepychając się przez tłum, przeszłam szybko przez parkiet do wyjścia. Przez całą drogę słyszałam jej śmiech.
Na zewnątrz nocne powietrze uderzyło mnie w twarz. Wzięłam kilka głębokich wdechów, próbując się uspokoić. Musiałam być sama. Za rogiem budynku znajdowały się schody prowadzące na ostatnie piętro sali gimnastycznej, odsunięte w alkowę osłoniętą murem z obu stron, która pozwoli mi na trochę prywatności, dopóki nie przyjadą po mnie rodzice. Weszłam po kilku schodach i usiadłam. Kiedy wiedziałam, że jestem bezpiecznie ukryta poza zasięgiem wzroku, zasłoniłam twarz dłońmi i pozwoliłam rozlać się łzom.
Nienawidziłam tego, że pozwoliłam Brittani tak mnie zdenerwować. Zniszczyło mnie połączenie ignorującego mnie Noah, wyobrażenia, że ją dotykał i jej insynuacje, że nie chciał mnie w swoim życiu. Czułam się jakbym spadała i nie miała czego się złapać. Wiedziałam, że to co powiedziała zasadniczo było prawdą, nigdy z nim nie będę w taki sposób, ale nie musiała być w tym taką okropną suką.
Moi rodzice mieli odebrać mnie za pół godziny i planowałam nie ruszać się z tego miejsca do tego czasu. Wzięłam jeszcze kilka głębokich oddechów, próbując powstrzymać łzy. Gdy wydawało mi się, że nareszcie je opanowuję, usłyszałam zbliżające się kroki. Przysunęłam się tak blisko jak mogłam do ściany, mając nadzieję, że ten ktoś przejdzie obok. Na schodach było kompletnie ciemno, więc nikt nie mógł mnie zobaczyć. Jedynym światłem w tym obszarze był mały kawałek światła wylewającego się z budynku muzycznego. Kroki coraz bardziej się zbliżały i nagle zatrzymały. Wstrzymałam oddech.
- Tweet?
Podniosłam wzrok i zobaczyłam głowę Noah wystającą zza ściany, spoglądającą w górę schodów na mnie. Od trzech dni nie słyszałam jak wymawiał moje imię. Od trzech dni na mnie nie spojrzał. Być może Brittani mówiła prawdę i Noah chciał pozbyć się mnie ze swojego życia.
- Hej – zadławiłam się tym jednym słowem.
- Wszystko w porządku? – Przysunął się bliżej, zatrzymując u podnóża stopni. Nie mogłam pozwolić na to, aby zobaczył mnie ze łzami spływającymi po policzkach. Pozostałam w ciemności, starając się brzmieć nonszalancko.
- Nic mi nie jest. Co tutaj porabiasz? – Nie udało mi się ukryć drżenia w głosie.
- Miałem zamiar zadać ci te same pytanie. Nie wiedziałem, że dziś tutaj będziesz.
- Cóż, tak jakby była to rzecz na ostatnią chwilę. Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Zobaczyłem cię, jak przechodziłaś przez parkiet i poszedłem za tobą. Dodatkowo, wydajesz się znowu zrzucać pióra, Tweet. – Uśmiechnął się do mnie i podniósł dwa żółte taftowe kwiatki z mojej spódnicy, które odpadły. Bez wątpienia te, które najbardziej molestowałam podczas drogi tutaj. – Mogę usiąść obok ciebie?
Ostry ból przeszedł przez mój brzuch, jak zaczęło ściskać mnie w piersi. Szybko przejechałam palcami pod oczami i wstałam, ale zostałam w miejscu. – Nie, zaraz będę zbierała się do wyjścia. Moi rodzice będą tutaj za niedługo.
- Dlaczego płaczesz, Tweet? – Jego głos był ciepły i troskliwy.
Musiałam coś wymyślić, więc skłamałam. – Bo moja randka porzuciła mnie w połowie tej głupiej zabawy i uciekła, żeby potańczyć z inną dziewczyną.
- Pokaż mi go, a skopię mu tyłek. Każdy facet, który mógłby cię zostawić jest kretynem.
- Zdaję się, że mam ich teraz naddostatek. – Skrzywiłam się, kiedy wyszło to z moich ust. Nie chciałam kłócić się z Noah. Chciałam mieć go z powrotem.
Chichocząc, zapytał. – Wyświadczysz mi przysługę?
- Zależy jaka miałaby być.
Noah wyciągnął rękę w moim kierunku. – Zatańczysz ze mną?
- Nie mogę tam wrócić, Noah. Moi rodzice będą czekać na mnie na zewnątrz, więc…
- Nie musimy iść do środka – urwał. – Proszę, Tweet.
Nie widziałam jego twarzy wyraźnie, ale jego głos łamał się, jakby powstrzymywał łzy. Wzięłam głęboki wdech, wyprostowałam ramiona i powoli zeszłam po schodach.
Chwyciłam rękę Noah, a on poprowadził mnie po ostatnich stopniach. Cofnęliśmy się parę kroków, lądując w małym obszarze światła. Noah otoczył mnie ramieniem w pasie i przyciągnął do siebie. Uwiązł mi oddech. Miałam ciarki od stóp do głów. Puścił moją rękę, położył dłoń na boku mojej twarzy i starł moje łzy kciukiem. Opierając czoło na moim, wyszeptał. – Wyglądasz pięknie. Podobają mi się twoje spięte włosy.
Spuściłam wzrok, mając nadzieję, że nie zauważy moich przekrwionych oczu. – Nie ma muzyki – powiedziałam cicho.
Noah zdjął rękę z mojej twarzy i objął mnie ramieniem w talii. Moje ręce złączyły się na jego karku. Przyciskając policzek do boku mojej głowy, przysunął usta do mojego ucha. Zaczęliśmy łagodnie się kołysać. Cichym, ledwo słyszalnym głosem Noah zaczął śpiewać „Everything”.
Zamknęłam mocno oczy. Niemożliwe dla mnie było zatrzymanie łez toczących się po policzkach. Wiedziałam, że tęskniłam za nim w tych ostatnich dniach, ale nie zorientowałam się jak bardzo, dopóki nie znalazłam się w jego ramionach, gdzie czułam się bezpieczna. Moje ciało zaczęło się trząść. Już nie byłam w stanie panować nad szlochami. Schowałam twarz w jego torsie. Noah przestał śpiewać i zacisnął uścisk.
Szepnął mi do ucha. – Przepraszam. Strasznie za tobą tęskniłem. Próbowałem trzymać się z daleka dopóki nie odejdzie pragnienie na dotykanie ciebie, ale robi się tylko silniejsze.
- Noah… - Mogłam wydusić tylko pomiędzy płaczem.
- Zawsze byłaś moją dziewczyną i zawsze nią będziesz. Nikt nigdy nie zabierze mnie od ciebie, Tweet. Jesteś moim sercem i duszą, i nigdy się to nie zmieni, bez względu na to co powiesz.
Nie było żadnego innego miejsca na ziemi, gdzie chciałabym być oprócz w ramionach Noah, słuchając jego słów. Bardzo pragnęłam z nim być. Byłam w nim tak zakochana, że nie liczyło się nic innego. Ledwo co przetrwałam trzy dni bez niego. Może jeśli będę ekstremalnie ostrożna i będziemy robić wszystko super wolno, to moglibyśmy być razem. Mogłabym porozmawiać z Emily i dowiedzieć się, co wydarzyło się z nią i Tylerem, żeby nie stało się to mnie i Noah. W ułamku sekundy postanowiłam, że powiem mu, iż go kocham i muszę z nim być.
Nabrałam głębokiego powietrza. – Noah, ja… - Niespodziewanie moje słowa zostały przerwane przez dźwięk głosu Beth wołającej jego imię. Rozbiło zaklęcie, które było nad nami i oboje odsunęliśmy się od siebie.
- Tutaj jesteś – powiedziała Beth, wychodząc zza rogu. – O, hej Amanda. Nie wiedziałam, że dzisiaj tutaj będziesz.
- To była sprawa na ostatnią chwilę. – Nie odrywaliśmy z Noah od siebie wzroku.
Beth spojrzała to na mnie, to na niego. – A co wy tutaj robicie?
- Nie czułam się dobrze i potrzebowałam świeżego powietrza. Noah przyszedł, żeby sprawdzić co u mnie – odpowiedziałam.
- Teraz już wszystko w porządku?
- Nie bardzo. Ale rodzice będą po mnie w każdej chwili.
- Dobrze. – Beth złapała Noah za ramię i zaczęła go odciągać. – Chodź.
Noah nie ruszał się z miejsca. Jego spojrzenie wciąż utkwione było we mnie. – Chciałaś mi coś powiedzieć, Tweet?
Spojrzałam w te piękne jasne oczy, w których była miłość, ból i tęsknota. Wiedziałam, że pasowały idealnie do moich. Jestem twardą wierzycielką teorii, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.
Ta wiara pomogła mi odpowiedzieć na jego pytanie. – Nie. Skończyłam – wyszeptałam. Rozczarowanie i frustracja przeszły po jego twarzy.
Beth trochę mocniej szarpnęła go za ramię. – Musimy tam wrócić. Jeszcze nawet nie zatańczyliśmy. – Zaskoczenie błysnęło mi w oczach.
Zanim pozwolił jej się odciągnąć, posłał mi lekki uśmiech. – Dobranoc, Tweet – zawołał przez ramię, będąc odprowadzanym.

- Dobranoc, Noah. – Mój głos był tak cichy, że niemal był szeptem. – Ty też jesteś moim sercem i duszą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz