Jak większość
młodych dziewczyn, stworzyłam sobie fantazję odnalezienie królewicza z bajki,
rycerza w lśniącej albo plastikowej zbroi, bohatera. Mówią ci, że pewnego dnia
go znajdziesz i twoje życie będzie pełne tęcz, różowych kucyków i pól lizaków.
Nikt jednak nie
wspomina o definicji „fantazji”. Kiedy dowiadujesz się, że tęcze są rzadkie,
różowe kucyki nie istnieją, a lizaki nie wyrastają z ziemi, masz już przesrane.
Całujesz żabę za żabą, czekając aż zamieni się w księcia, ale żaba wie tylko
jak być żabą.
Był weekend przed przerwą Dziękczynienia. Jedno z bractw,
nigdy nie wiedziałam które, zorganizowało imprezę, na którą poszłam, na
ostatnią wielką rozrywkę przed wyjazdem na święta. Jak zwykle ludzie byli
wepchnięci do domu jak sardynki, muzyka była głośna, a piwo swobodnie lało się
strumieniami.
Byliśmy tam z Mattem od jakiejś godziny i już byliśmy całkiem
pijani. Chodziliśmy po domu, zatrzymując się na pogawędkę z paroma znajomymi.
Tak naprawdę to Matt gadał z jego znajomymi. Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy w
końcu znalazłam Lisę w tłumie. Była tak pijana jak ja.
- A-MAN-DAAAA! – krzyknęła, idąc do mnie chwiejnym krokiem.
Przytuliłyśmy się jak para starych przyjaciółek, które nie
widziały się od wielu lat.
- Kocham tę dziewczynę! Jest moją dziewczyną! Nie w
lesbijski sposób. Faceci, jestem chętna na macanko i łapanko! – wymamrotała
bełkotliwie.
- Jesteś taka pijana.
- Jasna sprawa, mała. Widzę teraz trzy ciebie. Hej, gdzie
dupek?
- Stoi za mną. – Odwróciłam się, żeby złapać rękę Matta, ale
nie było go tam. – Musiał pójść po kolejnego drinka dla nas albo z kimś
rozmawia – powiedziałam.
Wtedy para silnych, wytatuowanych ramion objęła talię Lisy,
przyciągając ją do wyrzeźbionego, nagiego torsu. Facet schował twarz w zgięciu
jej szyi i obsypał ją pocałunkami. Lisa oparła głowę o jego wytatuowany bark.
- Kto to? – zapytałam głośno.
- Nie wiem, ale zaraz się dowiem.
Obróciła się do niego twarzą. Podniósł ją, ona oplotła go
nogami i zniknęli w tłumie.
Dwa piwa i czterdzieści pięć minut później wciąż szukałam
Matta bez sukcesu. Dwa razy przeszłam obok Lisy i jej tajemniczego
wytatuowanego mężczyzny. Nie wiedziałam czy w ogóle poznała jego imię, ale
wyglądało na to, że bardzo dobrze się z nim zapoznawała.
Byłam zmęczona i gotowa wyjść z Mattem czy bez. Po prostu
wrócę na piechotę do mojego akademika. Przebiłam się przez tłum, kierując się
do drzwi, kiedy poczułam rękę chwytającą mnie za ramię i odciągającą do tyłu.
Wpadłam w ramiona Matta.
- Gdzie byłeś? – zapytałam.
- Tutaj.
Jego oczy były zaszklone i miał przyklejony do twarzy
szeroki uśmiech. Wycofał mnie do kąta i zaczął obmacywać moje ciało, całując
moją szyję.
- Matt, jesteś naćpany?
- Tylko trochę – powiedział w moją skórę. Wyczuwałam to od
niego, kiedy nie byliśmy pośrodku tłumu. Odsunęłam się nieznacznie. – Dlatego
mnie zostawiłeś, żeby się naćpać?
- Nie. Zostawiłem cię, bo zobaczyłem Danielle. Wyglądała
niesamowicie gorąco. Musiałem o coś ją zapytać.
- Przez niemal godzinę? – zapytałam, coraz bardziej się
irytując.
Chwycił garść moich włosów i przyjrzał się im. – Myślałaś
kiedyś o zrobieniu sobie takich pasemek, jakie ma Danielle? Może sprawią, że
będziesz wyglądać seksownie. – Pchnęłam go w klatkę piersiową, ale nie odsunął
się. - …j, seksowniej. Zapomniałem o j. – Zaczął się śmiać, pochylając się do
mnie i łapiąc ustami moją dolną wargę. Wtedy to usłyszałam.
„Everything” od
Lifehouse przepłynęła przez pokój i dotarła do moich uszu. Oderwałam głowę od
Matta. Musiałam się stąd wydostać. Nie słuchałam tej piosenki od ponad pięciu
miesięcy.
- Matt, przestań. Chcę iść.
- Ja nie chcę. Chcę wziąć cię w sypialni i pieprzyć cię do
nieprzytomności. Chodź.
Złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć przez tłum na
tyły domu. Walczyłam, żeby uwolnić ramię.
- Matt, nie chcę! – krzyknęłam.
- Daj spokój, Patyk. Nie wściekaj się, że przez chwilę
przebywałem z Danielle. Podnieciła mnie. Ty musisz tylko leżeć. – Tak mocno
mnie ściskał, że zaczęło piec mnie ramię. – Chcesz, żebym był z tobą szorstki
tak jak wcześniej? Podobało ci się. Wiem, że tak.
Ostatni raz pociągnął mnie za ramię, powodując, że wpadłam
na niego. Chwycił moje ręce za moimi plecami i znowu zaczął całować moją szyję.
Próbowałam walczyć, ale mocno mnie trzymał. Nie przyciągaliśmy wokół siebie
uwagi. Wszyscy byli pijani, naćpani albo się obściskiwali.
Niespodziewanie moje dłonie zostały uwolnione, opadły po
bokach i zobaczyłam jak Matt chwiejnie się ode mnie odsuwa.
- Cholera! Co ty robisz, koleś!? – krzyknął Matt.
Podniosłam spojrzenie i zobaczyłam Noah stojącego tam i
trzymającego w garści koszulkę Matta.
- Ona nie chce z tobą iść, kutasie.
Oczy Noah były skoncentrowane na mnie. Były ciepłe i
troskliwe, podczas gdy całe jego ciało było napięte od gniewu.
Matt wyszarpnął się z uchwytu Noah. – Jestem jej chłopakiem.
- Gówno mnie obchodzi kim jesteś. Ona nigdzie z tobą nie
pójdzie – warknął Noah.
- Pieprz się, koleś. Chodź, Patyk.
Matt sięgnął po moje ramię. Odsunęłam się na bok w tym samym
czasie, co Noah złapał jego bluzkę i obrócił go, zadając mu kilka ciosów w
brzuch i szczękę. Matt potknął się i wpadł w tłum ludzi stojący za nim. Szybko
łapiąc mnie za ramię Noah przeciągnął nas przez dom do wyjścia.
Gdy wyszliśmy na podwórko, zabrałam ramię i zatrzymałam się.
– Noah? Co ty tutaj robisz?
Kiedy go zobaczyłam, nie byłam pewna czy był prawdziwy.
Pomiędzy grającą piosenką a byciem pijaną, wydawało mi się, że mam halucynacje.
Odwrócił się do mnie. – Nic ci nie jest? Jesteś gdzieś
zraniona? – Potrząsnęłam głową. – Jest zimno, załóż to.
Zdjął kurtkę i przytrzymał mi ją. Wsunęłam ramiona w rękawy,
a on mnie nią oplótł. Było mi ciepło i komfortowo. Pachniała jak Noah, jak
pomarańcze.
- Później wrócę po twój płaszcz – powiedział.
- Skąd wiedziałeś, gdzie jestem? – Byłam oszołomiona. Jakie
były szanse na to, że Noah pojawi się wtedy, kiedy go potrzebowałam, podczas
gdy nasza piosenka leciała w głośnikach?
- Nie wiedziałem. Dopiero wszedłem i cię zobaczyłem. Brooke
przyszła tutaj przyjęcie panieńskie razem ze swoimi przyjaciółkami.
O mój Boże,
poprosił Brooke, żeby za niego wyszła.
Nie potrafiłam nic powiedzieć. Nie miałam z nim kontaktu od
pół roku. Można by pomyśleć, że takie wiadomości w żaden sposób na mnie nie
wpłyną, lecz jednak było inaczej. Nasza rozłąka ani trochę nie zmniejszyła
moich uczuć do niego. Łzy zaczęły spływać z moich oczu. Od razu go minęłam,
idąc prędko w kierunku mojego akademika.
Noah zawołał za mną. – Tweet!
Ciągle ocierałam łzy. Tak długo nie słyszałam jak mnie tak
nazywa. Zaczęłam przyśpieszać, dopóki nie truchtałam przez kampus. Słyszałam za
sobą Noah. Jeszcze mocniej przyśpieszyłam, teraz biegnąc sprintem. Skręciłam
ostro w prawo, żeby przebiec przez trawnik dziedzińca. Byłam w połowie drogi,
kiedy moja lewa stopa źle wylądowała, wykręcona i spowodowała, że upadłam na
ziemię.
Obróciłam się i usiadłam. Pocierając kostkę, jeszcze mocniej
się rozpłakałam, częściowo przez ból w kostce, a częściowo przez ból w sercu.
Noah podbiegł i opadł obok mnie na kolana.
- Wszystko w porządku? – zapytał, próbując złapać oddech.
- Po prostu zostaw mnie w spokoju, Noah.
- Nie zostawię cię tutaj samej. Dlaczego ode mnie uciekłaś?
Wstałam najlepiej jak mogłam i próbowałam zrobić parę
kroków. Skrzywiłam się z bólu, kiedy nacisnęłam leciutko na kostkę. Noah wstał
i sięgnął po moje ramię, ale odsunęłam się. Starałam się zrobić kolejny krok
zanim upadłam znowu na ziemię.
- Pozwolisz sobie pomóc? – Klęknął obok mnie.
- Noah, wracaj do swojej narzeczonej.
– Słowo utknęło w moim gardle jak wata.
- Dlatego ode mnie uciekłaś? – Nie odpowiedziałam. Dalej
pocierałam kostkę i płakałam. – Tweet, ona jest tutaj dla przyjaciółki. To nie
jest przyjęcie panieńskie Brooke. Nie poprosiłem nikogo, żeby wyszedł za mnie.
Nie patrzyłam na niego, ale wyczuwałam jego uśmiech. Łajdak.
- Więc dlaczego tutaj jesteś?
- Travis tutaj chodzi i prosił, żebym przyjechał. Brooke nie
chciała jechać całej tej drogi sama. Stwierdziłem, że będzie bezpieczniej dla
niej, jeśli pojadę i…
- Jakie to z twojej strony opiekuńcze. – Nie mogłam nic
poradzić na to jak złośliwie to brzmiało.
- …i miałem nadzieję, że cię zobaczę.
Uniosłam wzrok i spojrzałam w jego piękne jasnoniebieskie
oczy, których tak bardzo mi brakowało, że aż bolało. Długą chwilę przyglądał
się mojej twarzy. – Boże, tęskniłem za tobą. Nie masz pojęcia jak bardzo –
wyszeptał.
Przybliżając się, objął dłońmi moją twarz, przesuwając
kciukami po moich policzkach i ocierając moje łzy. – Nie cierpię, kiedy
płaczesz, Tweet. – Uśmiechnęłam się nieśmiało. – Pozwól mi zaopiekować się
tobą.
Podniósł się i wyciągnął do mnie rękę. Gdy ją złapałam przez
moje ciało przeszedł elektryczny wstrząs. Nic się nie zmieniło przez pół roku.
Wciąż miał na mnie taki sam efekt, jak zawsze. Noah pomógł mi wstać. Gdy
położyłam trochę ciężaru na kostce, był ból.
- Możesz iść? – spytał.
Zagryzając dolną wargę, pokręciłam głową. Zorientowałam się
potem, że Noah mnie podniósł, trzymając ostrożnie w ramionach. Mój oddech
zaczął przyśpieszać i ciepło powędrowało do każdego miejsca w moim ciele.
Tęskniłam za czuciem jego opiekuńczych ramion wokół mnie.
- Brooke nie będzie zła, jeśli dowie się, że niosłeś mnie
przez całą drogę do akademika?
Obrócił się z boku na bok, rozglądając się wokoło i machając
mnie na prawo i lewo. Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Nie widzę jej tutaj. Poza tym, nie chciałaby, żebym tak
cię zostawił. Ona taka nie jest, Tweet.
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że Brooke była jego
dziewczyną i powinien bronić jej jak każdy dobry chłopak, ale nie chciałam
słuchać, jak to robił.
Kierowaliśmy się do mojego akademika. – A tak w ogóle,
mieszkam na czwartym piętrze.
- Okej. – Zaczął ciężej oddychać.
- I nie ma windy. – Uśmiechnęłam się do niego. Wyraz jego
twarzy był bezcenny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz