wtorek, 11 marca 2014

Wpis 22

Jak większość młodych dziewczyn, stworzyłam sobie fantazję odnalezienie królewicza z bajki, rycerza w lśniącej albo plastikowej zbroi, bohatera. Mówią ci, że pewnego dnia go znajdziesz i twoje życie będzie pełne tęcz, różowych kucyków i pól lizaków.
Nikt jednak nie wspomina o definicji „fantazji”. Kiedy dowiadujesz się, że tęcze są rzadkie, różowe kucyki nie istnieją, a lizaki nie wyrastają z ziemi, masz już przesrane. Całujesz żabę za żabą, czekając aż zamieni się w księcia, ale żaba wie tylko jak być żabą.


Był weekend przed przerwą Dziękczynienia. Jedno z bractw, nigdy nie wiedziałam które, zorganizowało imprezę, na którą poszłam, na ostatnią wielką rozrywkę przed wyjazdem na święta. Jak zwykle ludzie byli wepchnięci do domu jak sardynki, muzyka była głośna, a piwo swobodnie lało się strumieniami.
Byliśmy tam z Mattem od jakiejś godziny i już byliśmy całkiem pijani. Chodziliśmy po domu, zatrzymując się na pogawędkę z paroma znajomymi. Tak naprawdę to Matt gadał z jego znajomymi. Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy w końcu znalazłam Lisę w tłumie. Była tak pijana jak ja.
- A-MAN-DAAAA! – krzyknęła, idąc do mnie chwiejnym krokiem.
Przytuliłyśmy się jak para starych przyjaciółek, które nie widziały się od wielu lat.
- Kocham tę dziewczynę! Jest moją dziewczyną! Nie w lesbijski sposób. Faceci, jestem chętna na macanko i łapanko! – wymamrotała bełkotliwie.
- Jesteś taka pijana.
- Jasna sprawa, mała. Widzę teraz trzy ciebie. Hej, gdzie dupek?
- Stoi za mną. – Odwróciłam się, żeby złapać rękę Matta, ale nie było go tam. – Musiał pójść po kolejnego drinka dla nas albo z kimś rozmawia – powiedziałam.
Wtedy para silnych, wytatuowanych ramion objęła talię Lisy, przyciągając ją do wyrzeźbionego, nagiego torsu. Facet schował twarz w zgięciu jej szyi i obsypał ją pocałunkami. Lisa oparła głowę o jego wytatuowany bark.
- Kto to? – zapytałam głośno.
- Nie wiem, ale zaraz się dowiem.
Obróciła się do niego twarzą. Podniósł ją, ona oplotła go nogami i zniknęli w tłumie.
Dwa piwa i czterdzieści pięć minut później wciąż szukałam Matta bez sukcesu. Dwa razy przeszłam obok Lisy i jej tajemniczego wytatuowanego mężczyzny. Nie wiedziałam czy w ogóle poznała jego imię, ale wyglądało na to, że bardzo dobrze się z nim zapoznawała.
Byłam zmęczona i gotowa wyjść z Mattem czy bez. Po prostu wrócę na piechotę do mojego akademika. Przebiłam się przez tłum, kierując się do drzwi, kiedy poczułam rękę chwytającą mnie za ramię i odciągającą do tyłu. Wpadłam w ramiona Matta.
- Gdzie byłeś? – zapytałam.
- Tutaj.
Jego oczy były zaszklone i miał przyklejony do twarzy szeroki uśmiech. Wycofał mnie do kąta i zaczął obmacywać moje ciało, całując moją szyję.
- Matt, jesteś naćpany?
- Tylko trochę – powiedział w moją skórę. Wyczuwałam to od niego, kiedy nie byliśmy pośrodku tłumu. Odsunęłam się nieznacznie. – Dlatego mnie zostawiłeś, żeby się naćpać?
- Nie. Zostawiłem cię, bo zobaczyłem Danielle. Wyglądała niesamowicie gorąco. Musiałem o coś ją zapytać.
- Przez niemal godzinę? – zapytałam, coraz bardziej się irytując.
Chwycił garść moich włosów i przyjrzał się im. – Myślałaś kiedyś o zrobieniu sobie takich pasemek, jakie ma Danielle? Może sprawią, że będziesz wyglądać seksownie. – Pchnęłam go w klatkę piersiową, ale nie odsunął się. - …j, seksowniej. Zapomniałem o j. – Zaczął się śmiać, pochylając się do mnie i łapiąc ustami moją dolną wargę. Wtedy to usłyszałam.
Everything” od Lifehouse przepłynęła przez pokój i dotarła do moich uszu. Oderwałam głowę od Matta. Musiałam się stąd wydostać. Nie słuchałam tej piosenki od ponad pięciu miesięcy.
- Matt, przestań. Chcę iść.
- Ja nie chcę. Chcę wziąć cię w sypialni i pieprzyć cię do nieprzytomności. Chodź.
Złapał mnie za nadgarstek i zaczął ciągnąć przez tłum na tyły domu. Walczyłam, żeby uwolnić ramię.
- Matt, nie chcę! – krzyknęłam.
- Daj spokój, Patyk. Nie wściekaj się, że przez chwilę przebywałem z Danielle. Podnieciła mnie. Ty musisz tylko leżeć. – Tak mocno mnie ściskał, że zaczęło piec mnie ramię. – Chcesz, żebym był z tobą szorstki tak jak wcześniej? Podobało ci się. Wiem, że tak.
Ostatni raz pociągnął mnie za ramię, powodując, że wpadłam na niego. Chwycił moje ręce za moimi plecami i znowu zaczął całować moją szyję. Próbowałam walczyć, ale mocno mnie trzymał. Nie przyciągaliśmy wokół siebie uwagi. Wszyscy byli pijani, naćpani albo się obściskiwali.
Niespodziewanie moje dłonie zostały uwolnione, opadły po bokach i zobaczyłam jak Matt chwiejnie się ode mnie odsuwa.
- Cholera! Co ty robisz, koleś!? – krzyknął Matt.
Podniosłam spojrzenie i zobaczyłam Noah stojącego tam i trzymającego w garści koszulkę Matta.
- Ona nie chce z tobą iść, kutasie.
Oczy Noah były skoncentrowane na mnie. Były ciepłe i troskliwe, podczas gdy całe jego ciało było napięte od gniewu.
Matt wyszarpnął się z uchwytu Noah. – Jestem jej chłopakiem.
- Gówno mnie obchodzi kim jesteś. Ona nigdzie z tobą nie pójdzie – warknął Noah.
- Pieprz się, koleś. Chodź, Patyk.
Matt sięgnął po moje ramię. Odsunęłam się na bok w tym samym czasie, co Noah złapał jego bluzkę i obrócił go, zadając mu kilka ciosów w brzuch i szczękę. Matt potknął się i wpadł w tłum ludzi stojący za nim. Szybko łapiąc mnie za ramię Noah przeciągnął nas przez dom do wyjścia.
Gdy wyszliśmy na podwórko, zabrałam ramię i zatrzymałam się. – Noah? Co ty tutaj robisz?
Kiedy go zobaczyłam, nie byłam pewna czy był prawdziwy. Pomiędzy grającą piosenką a byciem pijaną, wydawało mi się, że mam halucynacje.
Odwrócił się do mnie. – Nic ci nie jest? Jesteś gdzieś zraniona? – Potrząsnęłam głową. – Jest zimno, załóż to.
Zdjął kurtkę i przytrzymał mi ją. Wsunęłam ramiona w rękawy, a on mnie nią oplótł. Było mi ciepło i komfortowo. Pachniała jak Noah, jak pomarańcze.
- Później wrócę po twój płaszcz – powiedział.
- Skąd wiedziałeś, gdzie jestem? – Byłam oszołomiona. Jakie były szanse na to, że Noah pojawi się wtedy, kiedy go potrzebowałam, podczas gdy nasza piosenka leciała w głośnikach?
- Nie wiedziałem. Dopiero wszedłem i cię zobaczyłem. Brooke przyszła tutaj przyjęcie panieńskie razem ze swoimi przyjaciółkami.
O mój Boże, poprosił Brooke, żeby za niego wyszła.
Nie potrafiłam nic powiedzieć. Nie miałam z nim kontaktu od pół roku. Można by pomyśleć, że takie wiadomości w żaden sposób na mnie nie wpłyną, lecz jednak było inaczej. Nasza rozłąka ani trochę nie zmniejszyła moich uczuć do niego. Łzy zaczęły spływać z moich oczu. Od razu go minęłam, idąc prędko w kierunku mojego akademika.
Noah zawołał za mną. – Tweet!
Ciągle ocierałam łzy. Tak długo nie słyszałam jak mnie tak nazywa. Zaczęłam przyśpieszać, dopóki nie truchtałam przez kampus. Słyszałam za sobą Noah. Jeszcze mocniej przyśpieszyłam, teraz biegnąc sprintem. Skręciłam ostro w prawo, żeby przebiec przez trawnik dziedzińca. Byłam w połowie drogi, kiedy moja lewa stopa źle wylądowała, wykręcona i spowodowała, że upadłam na ziemię.
Obróciłam się i usiadłam. Pocierając kostkę, jeszcze mocniej się rozpłakałam, częściowo przez ból w kostce, a częściowo przez ból w sercu. Noah podbiegł i opadł obok mnie na kolana.
- Wszystko w porządku? – zapytał, próbując złapać oddech.
- Po prostu zostaw mnie w spokoju, Noah.
- Nie zostawię cię tutaj samej. Dlaczego ode mnie uciekłaś?
Wstałam najlepiej jak mogłam i próbowałam zrobić parę kroków. Skrzywiłam się z bólu, kiedy nacisnęłam leciutko na kostkę. Noah wstał i sięgnął po moje ramię, ale odsunęłam się. Starałam się zrobić kolejny krok zanim upadłam znowu na ziemię.
- Pozwolisz sobie pomóc? – Klęknął obok mnie.
- Noah, wracaj do swojej narzeczonej. – Słowo utknęło w moim gardle jak wata.
- Dlatego ode mnie uciekłaś? – Nie odpowiedziałam. Dalej pocierałam kostkę i płakałam. – Tweet, ona jest tutaj dla przyjaciółki. To nie jest przyjęcie panieńskie Brooke. Nie poprosiłem nikogo, żeby wyszedł za mnie.
Nie patrzyłam na niego, ale wyczuwałam jego uśmiech. Łajdak.
- Więc dlaczego tutaj jesteś?
- Travis tutaj chodzi i prosił, żebym przyjechał. Brooke nie chciała jechać całej tej drogi sama. Stwierdziłem, że będzie bezpieczniej dla niej, jeśli pojadę i…
- Jakie to z twojej strony opiekuńcze. – Nie mogłam nic poradzić na to jak złośliwie to brzmiało.
- …i miałem nadzieję, że cię zobaczę.
Uniosłam wzrok i spojrzałam w jego piękne jasnoniebieskie oczy, których tak bardzo mi brakowało, że aż bolało. Długą chwilę przyglądał się mojej twarzy. – Boże, tęskniłem za tobą. Nie masz pojęcia jak bardzo – wyszeptał.
Przybliżając się, objął dłońmi moją twarz, przesuwając kciukami po moich policzkach i ocierając moje łzy. – Nie cierpię, kiedy płaczesz, Tweet. – Uśmiechnęłam się nieśmiało. – Pozwól mi zaopiekować się tobą.
Podniósł się i wyciągnął do mnie rękę. Gdy ją złapałam przez moje ciało przeszedł elektryczny wstrząs. Nic się nie zmieniło przez pół roku. Wciąż miał na mnie taki sam efekt, jak zawsze. Noah pomógł mi wstać. Gdy położyłam trochę ciężaru na kostce, był ból.
- Możesz iść? – spytał.
Zagryzając dolną wargę, pokręciłam głową. Zorientowałam się potem, że Noah mnie podniósł, trzymając ostrożnie w ramionach. Mój oddech zaczął przyśpieszać i ciepło powędrowało do każdego miejsca w moim ciele. Tęskniłam za czuciem jego opiekuńczych ramion wokół mnie.
- Brooke nie będzie zła, jeśli dowie się, że niosłeś mnie przez całą drogę do akademika?
Obrócił się z boku na bok, rozglądając się wokoło i machając mnie na prawo i lewo. Oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Nie widzę jej tutaj. Poza tym, nie chciałaby, żebym tak cię zostawił. Ona taka nie jest, Tweet.
Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że Brooke była jego dziewczyną i powinien bronić jej jak każdy dobry chłopak, ale nie chciałam słuchać, jak to robił.
Kierowaliśmy się do mojego akademika. – A tak w ogóle, mieszkam na czwartym piętrze.
- Okej. – Zaczął ciężej oddychać.

- I nie ma windy. – Uśmiechnęłam się do niego. Wyraz jego twarzy był bezcenny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz