Na razie,
żegnaj, adios, sayonara, krzyżyk na drogę!, ciao i dobranoc.
Chemia nareszcie dobiegła końca tuż przed wakacjami.
Powiedzieć, że byłam podekscytowana byłoby niedopowiedzeniem. Poza moimi
wspomnieniami bycia na chemii razem z Daltonem, chciałam, żeby ta część mojego
życia już się skończyła. Nadal wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś
powodu, nawet złe rzeczy. I zawsze będę wdzięczna za lekcje, których nauczył
mnie nowotwór, za ludzi, których wprowadził do mojego życia i jasne światełko,
którym oświetlił tych, co byli już w moim życiu, tak że mogłam zobaczyć jak
głęboko mnie kochali. Gotowa byłam zacząć znowu szkołę i prowadzić życie z
Noah. Nowotwór dał mi drugą szansę i nie zamierzałam jej zmarnować.
Byliśmy z Noah nierozłączni. Kiedy nie był na zajęciach, to
był ze mną. Chyba próbowaliśmy nadrobić cały ten czas, gdy nie byliśmy parą.
Postanowiliśmy razem zamieszkać. Jego tata zostawił mu wystarczająco pieniędzy
na pokaźną zaliczkę i więcej, więc kupił mieszkanie w tej samej okolicy co jego
znajomy Carter, co było świetne, bo nie byliśmy daleko od Emily. Emily i ja
byłyśmy sobie bliższe niż kiedykolwiek. Wsparcie i siła, którą mi dała podczas
najgorszej części mojego leczenia były niewiarygodne. Nie przetrwałabym tego
bez niej.
Wprowadziliśmy się z Noah do naszego mieszkania w pierwszej
części lata. Był to jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia.
Noah chciał wcześniej skończyć studia i zacząć medyczną
szkołę, więc brał zajęcia na wakacjach i pracował na pełnoetatowej pracy jako
transportowiec w MUSC, medycznej szkole, do której będzie chodził. Noah był
niesamowity.
Postanowiłam wziąć parę podstawowych zajęć, kiedy zaczął się
jesienny semestr w College of Charleston. Zamierzałam poszukać szkół, które
oferowały kierunek dziennikarski przez internetowe kursy. Nie zamierzałam
zostawiać Charleston, mojej rodziny i oczywiście Noah. Charleston pełne było
lokalnie publikowanych magazynów poza gazetami. Podczas wakacji jako wolny
strzelec pisałam trochę dla lokalnego magazynu. Było świetnie, ponieważ
zdobywałam doświadczenie i nawiązywałam kontakty. Życie było dobre, ale
pracowite. Pracowitość jest dobra, bo pokazuje, że żyjesz. To brzmi jak coś, co
powiedziałby Dalton aka pan Miyagi. Ten chłopak wywarł spore wrażenie na mnie i
moim poglądzie na świat.
Dotarłam do jednorocznej rocznicy bycia wolnej od raka.
Początkowo chodziłam co miesiąc na badania, potem co trzy miesiące, a skoro
uderzyłam w jeden rok, teraz będę chodzić co pół roku, chyba że będę miała
jakieś problemy. Nie mogłam uwierzyć, że minęło półtora roku od diagnozy i
amputacji. Moja sztuczna noga nareszcie zaczynała czuć się dla mnie jak część
mnie. Nigdy nie będzie to prawdziwa noga, ale zdziwilibyście się jak umysł się
do tego przystosowuje.
Każdego dnia myślę o Daltonie i za nim tęsknię. Chociaż moja
chemioterapia się skończyła, to nadal odwiedzam go w te niedziele przed
tygodniem, który byłby naszym tygodniem chemii. Zaczęłam działać jako
wolontariuszka raz w tygodniu w Hollings Cancer Center. Nigdy nie będę dla
kogoś Daltonem, bo to co mieliśmy było wyjątkowe i unikalne, ale mogłam trzymać
rękę przestraszonego dziecka albo wysłuchać nastolatka opowiadającego o obawach
przed jego przeszłością.
Noah ukończył College of Charleston po trzech latach z
wyróżnieniem. Nie wiem kto był z niego bardziej dumny, ja czy jego mama.
Najprawdopodobniej był remis. Był bardziej niż podekscytowany mogąc zacząć
szkołę medyczną.
Nadeszła druga rocznica wolności od raka i nie była wielce
celebrowana. Cieszyłam się. To oznaczało, że już nie określałam siebie przez
raka. Świętowaliśmy z Noah kolacją na statku wycieczkowym wokół Charleston
Harbor. Miło było spędzić cały wieczór razem. Tak bardzo zajęty był swoimi
zajęciami, że rzadko kiedy miał wolny wieczór. Medyczna szkoła była bardziej
wymagająca niż przypuszczaliśmy. Niby mówią na początku, że takie będzie twoje
życie, dniem i nocą, ale sądzi się, że wyolbrzymiają. Otóż nie. Ale przejdziemy
przez to razem, bułka z masłem.
Siedziałam w gabinecie doktora Langa, czekając na niego.
Kiedy Noah i ja oficjalnie staliśmy się parą, chodził ze mną na każdą pozostałą
chemioterapię i każdą wizytę kontrolną, poza dniem dzisiejszym.
Wczoraj wieczorem do późna się uczył. Zajęcia miał dziś
dopiero później, więc chciałam, żeby się przespał. Będzie wkurzony, kiedy obudzi
się i odkryje, że wymknęłam się z mieszkania i przyszłam tutaj bez niego, ale
nie było konieczne, abym zawsze miała przy sobie kogoś na każdej wizycie.
Wszystko było dobrze i czułam się świetnie. Doktor Lang wszedł do środka i
usiadł za swoim biurkiem.
- Noah dzisiaj z tobą nie przyszedł?
- Wczoraj do późna się uczył, więc pozwoliłam mu spać.
Będzie wściekły, ale przejdzie mu.
- Był z tobą na każdej innej wizycie. Przypuszczałem, że
dzisiaj z tobą będzie. – Spojrzał na mnie.
Dość dobrze poznałam doktora Langa przez ostatnich parę lat.
Widziałam w jego oczach, że nie miał dobrych wieści.
- Amando, sądzę, że Noah musi tutaj byś, abyśmy
porozmawiali. Powiem Gayle, żeby do niego zadzwoniła.
- Nie. Nie dzwońcie do niego. On śpi.
- Będzie chciał tutaj być. – Otworzyły się drzwi i do środka
weszła jego recepcjonistka Gayle. – Gayle, możesz zadzwonić do Noah Stewarta i…
Wstałam gwałtownie, mówiąc. – Proszę do niego nie dzwonić.
On śpi. – Łzy kłuły mnie w oczy.
Te ukryte uczucie, którego niemal zapomniałam wróciło do
mnie pełną falą. Lekarz pokazał coś Gayle i zostawiła nas samych. Usiadłam na
krześle.
- Amanda, nie jesteś w stanie sama pojechać do domu. Musimy
przedyskutować nasz plan strategii. Noah musi tutaj być. Możemy zadzwonić także
do twoich rodziców, jeśli chcesz. – Potrząsnęłam tylko głową.
Pół godziny później Noah siedział przy moim boku, ściskając
moją rękę. – Pojawiło się parę podejrzanych miejsc na prześwietleniu twojej
klatki piersiowej. Inne testy pokazują, że nowotwór wrócił. Przykro mi. Myślę,
że kolejna runda chemioterapii jest wskazana – powiedział lekarz.
Kolejna runda chemioterapii obijała się echem w mojej
głowie. Kolejna runda chemioterapii z mdłościami i wyczerpaniem. Kolejna runda
chemioterapii, ale bez Daltona.
Chociaż znałam statystki i doktor Lang nigdy nie ukrywał
faktu, że nowotwór może powrócić najprawdopodobniej w moich płucach, to nadal
wmawiałam sobie, że już jestem wolna i czysta. Moje niepokoje gwałtownie
wzrastały podczas pierwszego roku badań kontrolnych, ale zaczęłam się uspokajać
po drugiej rocznicy.
- Moim zaleceniem jest zrobienie tego, co ostatnim razem,
czyli dziesięć cykli i…
- Jestem w ciąży – powiedziałam nagle.
Doktor Lang uniósł wzrok na mnie i Noah. Już o tym wiedział.
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. – Wypuścił głęboki wdech.
– Wiem, że nawrót jest okropną i niespodziewaną wiadomością. Nadal jesteś we
wczesnym etapie ciąży. – Spojrzeliśmy na siebie z Noah. Chyba oboje byliśmy
zszokowani, ponieważ nie rozumieliśmy co on sugerował. – Oboje jesteście młodzi
i nadal macie pełno czasu na zaczęcie rodziny.
- Urodzę nasze dziecko.
- Amando, wiesz jak silne są leki chemioterapeutyczne. Dziecko
będzie w niezwykle wysokim ryzyku.
- Więc nie będę brała chemii dopóki dziecko się nie urodzi –
odparłam.
- Tweet…
- Nie zabiję naszego dziecka chemioterapią ani innym
sposobem. – Doktor Lang wstał i obszedł swoje biurko.
- Wiem, że to trudna decyzja. Wyjdę na chwilę, żebyście
mieli trochę prywatności.
Jak tylko usłyszałam kliknięcie zamykanych drzwi wylał się
ze mnie szloch. Noah podszedł do mnie i kucnął przede mną. Objęliśmy się
ramionami, trzymając mocno i roztopiłam się przy nim.
Powtarzał raz po raz. – Kocham cię i uwielbiam. – Jego głos
łamał się, jak przytulał mnie i głaskał po włosach.
Moją jedyną odpowiedzią było. – Przepraszam, że znowu
zachorowałam.
Zacisnął wokół mnie ramiona. Nie wiem jak długo tak
siedzieliśmy. Byłam wyczerpana od płaczu, ale nie potrafiłam przestać.
- Tweet, wiesz, że chcę
naszego dziecka, ale potrzebuję ciebie.
Chcę mieć życie z tobą.
- Jeżeli nie urodzę naszego dziecka i nie przeżyję, to
będziesz sam. Nie chcę, żebyś był sam. Wiem, że to będzie wiele, ale moja mama
ci pomoże, tak jak twoja mama i Emily…
- Mogłoby mi pomagać całe pieprzone miasto, ale jeżeli
ciebie ze mną nie będzie to będę sam.
Spojrzałam w jego piękne jasnoniebieskie oczy, z których
ciągle wypływały łzy, mocząc jego twarz. Te piękne oczy przepełnione były
miłością i strachem.
Musiały minąć godziny, rozważając wszystkie nasze opcje. Gdy
opuściliśmy z Noah gabinet, podjęliśmy naszą decyzję. Wiedzieliśmy, że będzie
ciężko, ale tak naprawdę nie było dla nas innej opcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz