niedziela, 23 marca 2014

Wpis 35

Na razie, żegnaj, adios, sayonara, krzyżyk na drogę!, ciao i dobranoc.


Chemia nareszcie dobiegła końca tuż przed wakacjami. Powiedzieć, że byłam podekscytowana byłoby niedopowiedzeniem. Poza moimi wspomnieniami bycia na chemii razem z Daltonem, chciałam, żeby ta część mojego życia już się skończyła. Nadal wierzę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu, nawet złe rzeczy. I zawsze będę wdzięczna za lekcje, których nauczył mnie nowotwór, za ludzi, których wprowadził do mojego życia i jasne światełko, którym oświetlił tych, co byli już w moim życiu, tak że mogłam zobaczyć jak głęboko mnie kochali. Gotowa byłam zacząć znowu szkołę i prowadzić życie z Noah. Nowotwór dał mi drugą szansę i nie zamierzałam jej zmarnować.
Byliśmy z Noah nierozłączni. Kiedy nie był na zajęciach, to był ze mną. Chyba próbowaliśmy nadrobić cały ten czas, gdy nie byliśmy parą. Postanowiliśmy razem zamieszkać. Jego tata zostawił mu wystarczająco pieniędzy na pokaźną zaliczkę i więcej, więc kupił mieszkanie w tej samej okolicy co jego znajomy Carter, co było świetne, bo nie byliśmy daleko od Emily. Emily i ja byłyśmy sobie bliższe niż kiedykolwiek. Wsparcie i siła, którą mi dała podczas najgorszej części mojego leczenia były niewiarygodne. Nie przetrwałabym tego bez niej.
Wprowadziliśmy się z Noah do naszego mieszkania w pierwszej części lata. Był to jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia.
Noah chciał wcześniej skończyć studia i zacząć medyczną szkołę, więc brał zajęcia na wakacjach i pracował na pełnoetatowej pracy jako transportowiec w MUSC, medycznej szkole, do której będzie chodził. Noah był niesamowity.
Postanowiłam wziąć parę podstawowych zajęć, kiedy zaczął się jesienny semestr w College of Charleston. Zamierzałam poszukać szkół, które oferowały kierunek dziennikarski przez internetowe kursy. Nie zamierzałam zostawiać Charleston, mojej rodziny i oczywiście Noah. Charleston pełne było lokalnie publikowanych magazynów poza gazetami. Podczas wakacji jako wolny strzelec pisałam trochę dla lokalnego magazynu. Było świetnie, ponieważ zdobywałam doświadczenie i nawiązywałam kontakty. Życie było dobre, ale pracowite. Pracowitość jest dobra, bo pokazuje, że żyjesz. To brzmi jak coś, co powiedziałby Dalton aka pan Miyagi. Ten chłopak wywarł spore wrażenie na mnie i moim poglądzie na świat.

Dotarłam do jednorocznej rocznicy bycia wolnej od raka. Początkowo chodziłam co miesiąc na badania, potem co trzy miesiące, a skoro uderzyłam w jeden rok, teraz będę chodzić co pół roku, chyba że będę miała jakieś problemy. Nie mogłam uwierzyć, że minęło półtora roku od diagnozy i amputacji. Moja sztuczna noga nareszcie zaczynała czuć się dla mnie jak część mnie. Nigdy nie będzie to prawdziwa noga, ale zdziwilibyście się jak umysł się do tego przystosowuje.
Każdego dnia myślę o Daltonie i za nim tęsknię. Chociaż moja chemioterapia się skończyła, to nadal odwiedzam go w te niedziele przed tygodniem, który byłby naszym tygodniem chemii. Zaczęłam działać jako wolontariuszka raz w tygodniu w Hollings Cancer Center. Nigdy nie będę dla kogoś Daltonem, bo to co mieliśmy było wyjątkowe i unikalne, ale mogłam trzymać rękę przestraszonego dziecka albo wysłuchać nastolatka opowiadającego o obawach przed jego przeszłością.

Noah ukończył College of Charleston po trzech latach z wyróżnieniem. Nie wiem kto był z niego bardziej dumny, ja czy jego mama. Najprawdopodobniej był remis. Był bardziej niż podekscytowany mogąc zacząć szkołę medyczną.
Nadeszła druga rocznica wolności od raka i nie była wielce celebrowana. Cieszyłam się. To oznaczało, że już nie określałam siebie przez raka. Świętowaliśmy z Noah kolacją na statku wycieczkowym wokół Charleston Harbor. Miło było spędzić cały wieczór razem. Tak bardzo zajęty był swoimi zajęciami, że rzadko kiedy miał wolny wieczór. Medyczna szkoła była bardziej wymagająca niż przypuszczaliśmy. Niby mówią na początku, że takie będzie twoje życie, dniem i nocą, ale sądzi się, że wyolbrzymiają. Otóż nie. Ale przejdziemy przez to razem, bułka z masłem.

Siedziałam w gabinecie doktora Langa, czekając na niego. Kiedy Noah i ja oficjalnie staliśmy się parą, chodził ze mną na każdą pozostałą chemioterapię i każdą wizytę kontrolną, poza dniem dzisiejszym.
Wczoraj wieczorem do późna się uczył. Zajęcia miał dziś dopiero później, więc chciałam, żeby się przespał. Będzie wkurzony, kiedy obudzi się i odkryje, że wymknęłam się z mieszkania i przyszłam tutaj bez niego, ale nie było konieczne, abym zawsze miała przy sobie kogoś na każdej wizycie. Wszystko było dobrze i czułam się świetnie. Doktor Lang wszedł do środka i usiadł za swoim biurkiem.
- Noah dzisiaj z tobą nie przyszedł?
- Wczoraj do późna się uczył, więc pozwoliłam mu spać. Będzie wściekły, ale przejdzie mu.
- Był z tobą na każdej innej wizycie. Przypuszczałem, że dzisiaj z tobą będzie. – Spojrzał na mnie.
Dość dobrze poznałam doktora Langa przez ostatnich parę lat. Widziałam w jego oczach, że nie miał dobrych wieści.
- Amando, sądzę, że Noah musi tutaj byś, abyśmy porozmawiali. Powiem Gayle, żeby do niego zadzwoniła.
- Nie. Nie dzwońcie do niego. On śpi.
- Będzie chciał tutaj być. – Otworzyły się drzwi i do środka weszła jego recepcjonistka Gayle. – Gayle, możesz zadzwonić do Noah Stewarta i…
Wstałam gwałtownie, mówiąc. – Proszę do niego nie dzwonić. On śpi. – Łzy kłuły mnie w oczy.
Te ukryte uczucie, którego niemal zapomniałam wróciło do mnie pełną falą. Lekarz pokazał coś Gayle i zostawiła nas samych. Usiadłam na krześle.
- Amanda, nie jesteś w stanie sama pojechać do domu. Musimy przedyskutować nasz plan strategii. Noah musi tutaj być. Możemy zadzwonić także do twoich rodziców, jeśli chcesz. – Potrząsnęłam tylko głową.
Pół godziny później Noah siedział przy moim boku, ściskając moją rękę. – Pojawiło się parę podejrzanych miejsc na prześwietleniu twojej klatki piersiowej. Inne testy pokazują, że nowotwór wrócił. Przykro mi. Myślę, że kolejna runda chemioterapii jest wskazana – powiedział lekarz.
Kolejna runda chemioterapii obijała się echem w mojej głowie. Kolejna runda chemioterapii z mdłościami i wyczerpaniem. Kolejna runda chemioterapii, ale bez Daltona.
Chociaż znałam statystki i doktor Lang nigdy nie ukrywał faktu, że nowotwór może powrócić najprawdopodobniej w moich płucach, to nadal wmawiałam sobie, że już jestem wolna i czysta. Moje niepokoje gwałtownie wzrastały podczas pierwszego roku badań kontrolnych, ale zaczęłam się uspokajać po drugiej rocznicy.
- Moim zaleceniem jest zrobienie tego, co ostatnim razem, czyli dziesięć cykli i…
- Jestem w ciąży – powiedziałam nagle.
Doktor Lang uniósł wzrok na mnie i Noah. Już o tym wiedział.
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. – Wypuścił głęboki wdech. – Wiem, że nawrót jest okropną i niespodziewaną wiadomością. Nadal jesteś we wczesnym etapie ciąży. – Spojrzeliśmy na siebie z Noah. Chyba oboje byliśmy zszokowani, ponieważ nie rozumieliśmy co on sugerował. – Oboje jesteście młodzi i nadal macie pełno czasu na zaczęcie rodziny.
- Urodzę nasze dziecko.
- Amando, wiesz jak silne są leki chemioterapeutyczne. Dziecko będzie w niezwykle wysokim ryzyku.
- Więc nie będę brała chemii dopóki dziecko się nie urodzi – odparłam.
- Tweet…
- Nie zabiję naszego dziecka chemioterapią ani innym sposobem. – Doktor Lang wstał i obszedł swoje biurko.
- Wiem, że to trudna decyzja. Wyjdę na chwilę, żebyście mieli trochę prywatności.
Jak tylko usłyszałam kliknięcie zamykanych drzwi wylał się ze mnie szloch. Noah podszedł do mnie i kucnął przede mną. Objęliśmy się ramionami, trzymając mocno i roztopiłam się przy nim.
Powtarzał raz po raz. – Kocham cię i uwielbiam. – Jego głos łamał się, jak przytulał mnie i głaskał po włosach.
Moją jedyną odpowiedzią było. – Przepraszam, że znowu zachorowałam.
Zacisnął wokół mnie ramiona. Nie wiem jak długo tak siedzieliśmy. Byłam wyczerpana od płaczu, ale nie potrafiłam przestać.
- Tweet, wiesz, że chcę naszego dziecka, ale potrzebuję ciebie. Chcę mieć życie z tobą.
- Jeżeli nie urodzę naszego dziecka i nie przeżyję, to będziesz sam. Nie chcę, żebyś był sam. Wiem, że to będzie wiele, ale moja mama ci pomoże, tak jak twoja mama i Emily…
- Mogłoby mi pomagać całe pieprzone miasto, ale jeżeli ciebie ze mną nie będzie to będę sam.
Spojrzałam w jego piękne jasnoniebieskie oczy, z których ciągle wypływały łzy, mocząc jego twarz. Te piękne oczy przepełnione były miłością i strachem.

Musiały minąć godziny, rozważając wszystkie nasze opcje. Gdy opuściliśmy z Noah gabinet, podjęliśmy naszą decyzję. Wiedzieliśmy, że będzie ciężko, ale tak naprawdę nie było dla nas innej opcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz