wtorek, 11 marca 2014

Wpis 7

Szczerość nie jest zawsze najlepszą polityką, kiedy rani osobę, na której najbardziej ci zależy i ją odpycha.


 Siedziałam godzinę w klasie dziennikarskiej zanim wróciłam do domu. Moją nadzieją było, że Noah już opuścił szkołę. Czułam się okropnie, że tak od niego uciekłam, zwłaszcza iż był taki cudowny i słodki. Zaskoczył mnie. Nie radzę sobie dobrze w locie, szczególnie gdy chodzi o ważne rzeczy. Po prostu potrzebowałam trochę czasu, żeby oczyścić umysł i zebrać myśli.
Brenda, reporterka z ostatniej klasy, była na tyle miła, aby odwieźć mnie do domu. Weszłam do domu, wciągając zapach pięciogwiazdkowego sosu spaghetti mojej mamy. Rzucając plecak na ladę kuchenną, znalazłam mamę ciężko pracującą nad lukrowaniem tortu czekoladowego.
- Cześć, mamo – powiedziałam, wyciągając butelkę wody z lodówki. Podeszłam do niej i oparłam się o blat. – Co porabiasz?
- Cóż, skarbie, gipsuję ściany – odparła, rzucając w moją stronę uśmieszek.
- Ludzie często pytają skąd mam swoją przemądrzałość – rzekłam.
- Czy mówisz im, że jest od rodziny ojca? Wiesz, że wszyscy są chorzy.
Zauważyłam, że stół był zastawiony dla szóstki osób. W domu była nas tylko trójka, kiedy Emily wyjechała na studia.
- Dlaczego stół jest zastawiony dla szóstki?
- Stewartowie będą dziś jedli z nami kolację – odpowiedziała.
- Czemu? – Te słowo wydawało się grube w moim gardle.
- Bo muszą jeść, skarbie.
Podała mi szpatułkę pokrytą czekoladą i zaniosła ciasto na stół.
- Wszyscy? – spytałam z buzią pełną lukru.
- Jak ostatni raz sprawdzałam, to wszyscy jedli jedzenie.
Poruszała się po kuchni z prędkością światła, przygotowując wszystko dla naszych gości na kolacji. Była świetną mamą, naprawdę, zwłaszcza kiedy robiła dodatkowy lukier, ponieważ wiedziała jak bardzo go kochałam. Jednakże były takie chwile jak ta, gdy czułam się jakby ona i cały wszechświat spiskowali przeciwko mnie.
Zlizując ostatnie kropelki lukru ze szpatułki, czułam jak nerwy zaczynały opanowywać moje ciało na samą myśl o zobaczeniu potem Noah. Wrzuciłam szpatułkę do umywalki, wzięłam swoje rzeczy z lady i poszłam do mojego pokoju. Usłyszałam jeszcze mamę – Kolacja będzie za dwie godziny – tuż zanim zamknęłam drzwi sypialni i próbowałam wymyślić jak przetrwam tę kolację.
Miałam zbyt wiele nerwowej energii, więc wybrałam się na szybką przejażdżkę rowerem. Jechałam tylko po moim sąsiedztwie, całkowicie unikając ulicy Noah. Zazwyczaj jeżdżenie oczyszczały moją głowę, pomagało mi się skupić i odnaleźć odpowiedzi na jakikolwiek problem z jakim mierzyłam się w danej chwili. Dzisiaj przebiegało przeze mnie tyle myśli i uczuć, że nie mogłam uchwycić żadnej z nich.
Gdy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i przebrałam się w szarobiałą pasiastą sukienkę na ramiączkach. Wytarłam ręcznikiem włosy i pozwoliłam powietrzu je wysuszyć. Siedziałam przy biurku, pracując nad artykułem o Noah, który musiałam skończyć do końca tygodnia. Stwierdziłam, że zostanę w pokoju dopóki nie zostanę wezwana na kolację. Pracowałam przez jakieś pół godziny, gdy ktoś zapukał do moich drzwi.
- Tak? – zapytałam.
Drzwi uchyliły się lekko. Nie musiałam patrzeć, aby wiedzieć kto to. Motylki, które kręciły się w brzuchu i gęsia skórka na skórze powiedziały mi, kto stał w progu.
Noah wsunął głowę do środka. – Twoja mama chciała, żebym ci powiedział, że kolacja będzie za dwadzieścia minut.
- Dzięki.
Stał na progu przez chwilę, po czym wszedł do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Podszedł do mnie, położył ręce na oparciu mojego krzesła, patrząc przez moje ramię i zapytał. – Nad czym pracujesz?
- Twoim artykułem – powiedziałam, odchylając głowę i patrząc prosto na niego.
- Spraw, żebym dobrze wyglądał.
- Nie ma możliwości, żebyś wyglądał inaczej.
Skąd do diabła to przyszło, Amando Marie Kelly?
Kiedy jest on tak blisko mnie, robię się skołowana i nie zawsze mam kontrolę nad tym, co wychodzi z moich ust.
Uśmiechając się do mnie Noah przeszedł przez pokój i usiadł na brzegu mojego łóżka, opierając się na ramionach. Odwróciłam się do niego na krześle. Wiedziałam, że chciał rozmawiać. Nadal nie wiedziałam co mu powiedzieć. Moje uczucia kompletnie mnie dezorientowały. Potrzebowałam go w moim życiu. Wiedziałam, że nie byłam dla niego wystarczająco dobra, ale nie mogłam znieść myśli, że inna dziewczyna miała jego uwagę. Przyciąganie, które do niego czułam robiło się coraz silniejsze, a przez to, co powiedział mi wcześniej, nie byłam pewna czy będę w stanie kontrolować te uczucia jeszcze dłużej bez postępowania według nich. Lecz wiedziałam, że postępowanie według nich byłoby najgorszą rzeczą dla naszej przyjaźni. Jak na razie chciałam poczekać i zobaczyć czy poruszy ten temat. Będę musiała improwizować.
- Tweet, o co ci dzisiaj chodziło?
- Do czego się odnosisz?
- Nie rób tego. Teraz nie jest pora na udawanie głupiej.
- Wydajesz się odnosić wrażenie, że udaję głupią.
- Dlaczego dzisiaj ode mnie uciekłaś?
- Naprawdę musiałam iść.
Zaczynałam czuć się niespokojnie, a gdy czułam się niespokojnie, to musiałam się ruszać. Podeszłam do komody i grzebałam w niej, aż znalazłam szczotkę. Przeciągnęłam włosie mocno przez włosy, ułożyłam je na głowie i przypięłam spinką. Widziałam w lustrze, że Noah obserwował każdy mój ruch.
- Czemu?
- Bo mieliśmy mieć gości na kolacji. – Starałam się utrzymać radosną atmosferę. Patrząc na jego minę mogłam powiedzieć, że Noah nie był w nastroju na radość.
Siadając prosto, zaczął potrząsać głową. Burcząc z frustracją, powiedział. – Niech to szlag, Tweet, mogłabyś przestać być taka mądralińska przez jedną minutę. – Obróciłam się do niego. – Robisz to za każdym razem, kiedy jest coś poważnego do obgadania.
- Co robię?
- Robisz żarty, a potem uciekasz. – Mówił cicho, ale gotował się ze złości.
Przesunął dłońmi po twarzy kilka razy, czekając na moją odpowiedź.
- Przepraszam – szepnęłam.
- Proszę, porozmawiaj ze mną.
- Nie jestem pewna co chcesz, żebym powiedziała.
- Więc ja zacznę. – Jego głos był łagodny, kiedy kontynuował. Wstał i podszedł do mnie powoli. – Jesteś pierwszą dziewczyną, jaką zauważałem i ostatnią dziewczyną, jaką kiedykolwiek zauważę. Mój pierwszy pocałunek był najwspanialszym pierwszym pocałunkiem w historii pierwszych pocałunków, bo był z tobą. Nie mogę przestać o tobie myśleć.
Zrobiłam krok do tyłu, wpadając na komodę. Stał tuż przede mną, urzekały mnie jego jasnoniebieskie oczy. Położył ręce na komodzie, po obu stronach moich bioder i pochylił się do mnie. Mój oddech przyśpieszył. Poczułam jak jego wargi delikatnie musnęły moją skroń. Dreszcze, które spowodował były nieziemskie. Przesunął usta do mojego ucha, muskając lekko moją skórę jak piórko. Poczucie jego ciepłego oddechu na mojej szyi zakręciło mi w głowie. Musiałam oprzeć się jeszcze bardziej o komodę, żeby nie upaść. Kiedy jego wargi dosięgły mojego ucha, usłyszałam jego szept. – Chcę, żebyś była kimś więcej niż moją najlepszą przyjaciółką. Chcę, żebyś była moją dziewczyną. Czego ty chcesz, Tweet?
Wiedziałam, że to się zdarzy. Jestem słaba. Złamałam się. Nie mogłam znieść już tego dłużej, miesięcy rozmarzania o nim dniem i nocą, ciągłych motylków w brzuchu spowodowanych przez niego. Był tak blisko. Jego usta pozostawiały ślad gorąca gdziekolwiek dotknęły, jego słowa sprawiały, że się roztapiałam, jego oczy były tym pięknym odcieniem błękitu i pachniał jak słodkie, świeże pomarańcze.
Doszłam do mojego punktu załamania, gdy bez tchu wyszeptałam. – Chcę ciebie.
Noah odsunął się nieznaczenie i przekrzywił głowę. Gdy przybliżał do mnie usta, mój oddech stawał się bardziej nierówny, a serce obijało się o klatkę piersiową. Nowe uczucie pomiędzy nogami doprowadzało mnie do szaleństwa.
Przesunął wzrokiem po mojej twarzy, skupiając się na oczach. – Boże, jesteś piękna – szepnął.
Automatycznie zamknęłam oczy. Poczułam leciutki dotyk jego ust na moich. Umysł obracał się wokoło, gdy ciało reagowało na jego. Nagle głośne pukanie rozległo się w pokoju, zaskakując nas obojga. Noah odskoczył, odwracając się ode mnie. Ten szybki ruch spowodował, że opadłam lekko do przodu. Usłyszeliśmy krzyk mojego taty. – Kolacja!
Noah spojrzał na mnie przez ramię, wyraz przerażenia przeszedł po jego twarzy.
- Nie martw się. Nie wejdzie – powiedziałam.
Mój tata znany był z pukania i wejścia. Wprowadził to w życie w dzień, kiedy wszedł do domu, znajdując Profesor Tampon, aka moją matkę, dającą 12-letniej Emily i jej dwóm przyjaciółkom wykład na temat właściwego użytkowania środka higieny intymnej z pomocami wizualnymi.
Odzyskując równowagę, przeciągnęłam dłońmi po sukience, wygładzając ją. Spojrzałam na Noah. Wciąż stał do mnie plecami. Przesunęłam wzrokiem od jego szerokich barków, po muskularnych plecach, do bioder, gdzie opierał ręce. Jego biceps napierał nieznacznie na materiał bluzki. Potrząsnęłam głową, starając się wyrzucić myśli o ciele Noah.
Spojrzałam raz jeszcze na jego fantastyczny tył, zanim odchrząknęłam i zapytałam. – Noah, idziesz?
Przyciskał brodę do klatki piersiowej, jak wyciągnął palec wskazujący, pokazując, że potrzebował jeszcze paru minut zanim będzie mógł do nas dołączyć. Czułam, że najlepiej będzie zostawić go samego, więc poszłam na kolację.

Siedzieliśmy wszyscy przy stole, jedząc, kiedy Noah do nas dołączył. Usiadł na jedynym wolnym miejscu, które zdarzyło się być obok mnie. Tata i pan Stewart rozmawiali o pracy, podczas gdy mama i pani Stewart dzieliły się sąsiedzkimi ploteczkami. Próbowałam dojść do siebie po intensywnej chwili w moim pokoju. Byłabym w stanie to zrobić, gdyby Noah nie siedział tuż obok mnie. Było to wystarczająco złe, ale ciągle znajdował subtelne sposoby, aby mnie dotknąć. To co stało się w moim pokoju było błędem, chociaż nie zaszło za daleko, to jednak wystarczająco. Musiałam być silna i zaprzestać temu co działo się między nami.
Noah położył ramię na oparciu mojego krzesła i sięgnął obok mnie po trochę chleba, przez co jego twarz znalazła się tak blisko mojej, że jego usta niemalże dotykały mojego policzka.
Mówiąc cicho, odezwałam się. – Wiem, co robisz.
- Ja też, naprawdę lubię chleb czosnkowy.
- Mogłabym ci go podać, gdybyś poprosił.
- Tak, wiem, ale w taki sposób mogę spojrzeć na twoją sukienkę. – Od razu spojrzałam mu w oczy. – O, tak na marginesie, twój dzisiejszy wybór stanika… Znakomity.
Przycisnęłam rękę do piersi, starając się zasłonić lukę, w którą zaglądał.
- Proszę, powiedz mi, że twoje majtki pasują – szepnął, po czym odchylił się lekko, spoglądając w kierunku moich majtek. Gdy na niego spojrzałam, spotkałam się z mrugnięciem i uśmieszkiem, po czym wsadził do ust wielki kawałek chleba czosnkowego.
- Noah, gratulacje – powiedział mój tata.
W tym momencie poczułam rękę na kolanie i palce wsuwające się pod rąbek mojej sukienki. Zamarł mi oddech i popatrzyłam na Noah. Byłabym na niego wkurzona, gdyby jego dłoń nie była taka niewiarygodna w dotyku na mojej nagiej nodze.
- Dziękuję, sir.
Jak on mógł być taki spokojny i opanowany przed naszymi rodzicami, kiedy jego ręka pocierała moje kolano, było poza moim pojęciem.
- Bardzo rzadko drugoklasista zostaje poproszony o dołączenie do drużyny reprezentacji. Jesteśmy z ciebie dumni. – Mój tata zawsze myślał o Noah jak o synu.
- Jesteśmy z jego mamą niezwykle z niego dumni. Jest podobny do mnie jak kropla wody – dodał pan Stewart.
Ojcowie roześmieli się jakby komentarz był przezabawny. Noah uśmiechnął się do swojego taty, przesuwając rękę na moje udo. Odepchnęłam ją i nieumyślnie uderzyłam głośno w stół, sprawiając, że się zatrząsnął.
- Amando, nic ci nie jest? – zapytała mama.
- Nie, wszystko w porządku. – Noah parsknął, próbując powstrzymać śmiech. – Pacnęłam muchę.
Mama spojrzała na mnie lekko rozdrażniona, ale utrzymywała radosny ton, mówiąc. – To śmieszne. Nie mamy much w tym domu.
- Mój błąd.
Ręka Noah z powrotem wylądowała na moim kolanie. Ścisnął je lekko, powodując, że głośno sapnęłam. Wszystkie cztery rodzicielskie głowy obróciły się w moją stronę.
- Um… mamo, mogłabyś proszę podać mi… um…
Dłoń Noah była nieugięta. Ściskał moje kolano, po czym pocierał wnętrze uda. Niemożliwe dla mnie było wymyślenie czy złożenie spójnego zdania.
- Tę rzecz w butelce, którą… um… polewasz… um… sałatę? – Mój ton robił się wyższy z każdym wypowiadanym słowem.
- Masz na myśli sos sałatkowy? – zapytała mama, sarkazm wypływał z jej ust jak ulewny deszcz. Potaknęłam. – Już masz trochę na sałatce.
- Potrzebuję więcej. Proszę, daj mi więcej.
Spojrzała na mnie, jakbym do niej nie należała i podała mi sos.
- Co u Emily? – zapytała pani Stewart, gdy polewałam swoją sałatkę.
Dumny uśmiech pojawił się na twarzy mamy. – Cudownie. Uwielbia college.
- To fantastycznie – powiedziała pani Stewart.
- Właściwie, to dołączyła do zespołu dyskusyjnego. Ona jest niezwykle elokwentną młodą kobietą – rzekła mama, zerkając w moim kierunku. Gdyby miała jakiekolwiek pojęcie, co działo się pod jej stołem jadalnym, to może dałaby mi spokój.
Byłam taka nie w sosie, że upuściłam widelec zanim załadowałam go sałatką. – Podniosę go, Tweet.
Ręka Noah zniknęła z mojej nogi. Wykorzystałam tę okazję, żeby napić się wody, próbując się uspokoić. Noah odsunął krzesło i pochylił się, żeby wziąć widelec.
- Pusta! – oświadczył tata, unosząc pustą butelkę wina.
Nagle poczułam wargi na zewnętrznym boku uda tuż nad kolanem. Niemal wyplułam całą wodę w tym samym czasie, kiedy tata spytał. – Chcemy następną?
Noah wyprostował się, a do mnie przyklejone były trzy pary oczu. Wzrok Stewartów trzymał litość, bez wątpienia dla moich rodziców. W oczach mojej mamy był żal, że nie posłała mnie na te lekcje etykiety, gdy byłam młodsza, a tata nawet nie zwracał uwagi na mój faux pas. Był zajęty trzymaniem butelki wina nad kieliszkiem, desperacko próbując wydusić ostatnie kropelki wina.
- Przyniosę wam drugą butelkę. I tak już zjadłam – powiedziałam, ścierając z twarzy kropelki wody.
Szybko wstałam od stołu i poszłam do kuchni, żeby odłożyć swój talerz do zlewu. Bez zatrzymywania się skierowałam się do garażu, gdzie mieliśmy dodatkową lodówkę, którą rodzice wykorzystywali na kolekcję winną.
Stojąc przed otwartą lodówką, zorientowałam się, że nie wiedziałam czy chcieli czerwone, czy białe wino. Na wszelki wypadek wzięłam butelkę tego i tego. Zamknęłam lodówkę i obróciłam się, stając twarzą w twarz z promieniejącym Noah. Cofnęłam się o krok. Położył ręce na lodówce po obu stronach moich ramion, blokując mi drogę. Naprawdę lubił to robić.
- Co ty sobie, do diabła, myślisz, że tam robisz z tym dotykaniem i całowaniem? Pocałowałeś moje udo pod stołem! Pod rodzinnym stole kolacyjnym, na litość boską.
- Nie mogłem się oprzeć. Jesteś niezwykle smaczna. – Poruszył brwiami, przybliżając się.
Matko przenajświętsza, czułam mrowienie na całym ciele.
- Zostaw mnie w spokoju przez resztę wieczoru. – Starałam się brzmieć na złą, ale nawet ja słyszałam uśmiech w moim głosie. Trudno było być złą na Noah, szczególnie, że to co robił było niesamowite.
- Okej. – Opuścił ramiona i odsunął się, dając mi miejsce na przejście.
- Dziękuję.
Kiedy minęłam go, idąc do drzwi, poczułam jak uniósł się za mną rąbek sukienki. Szybko odsunęłam się na bok, poza jego zasięgiem. – Niech to szlag, Noah! Nie mogę się bronić z tymi butelkami w rękach.
Unosząc ręce w kapitulacji, powiedział. – Wydawało mi się, że masz jakąś plamę na sukience. Próbowałem tylko pomóc. – Zmrużyłam na niego oczy, po czym wróciłam do domu.

Opuściłam deser, chociaż tort czekoladowy był moim ulubionym daniem. Odeszłam od stołu, mówiąc, że muszę popracować nad pracą i wróciłam do swojego pokoju, uciekając od przeszywających spojrzeń rodziców i wędrujących rąk oraz ust mojego najlepszego przyjaciela.
Gdy usiadłam na łóżku, przypominając sobie dotyk jego dłoni i ust na mojej skórze, czułam budujący się we mnie żar. Co jest ze mną nie tak, do diabła? Siedziałam sobie, myśląc o nim i stawałam się cała roztrzęsiona. Pukanie do drzwi przywróciło mnie do teraźniejszości. – Tak? – Miałam zachrypnięty głos.
Drzwi się uchyliły i zobaczyłam tylko latający talerz z kawałkiem tortu czekoladowego. Uśmiechnęłam się. Potem zobaczyłam moją ulubioną parę jasnoniebieskich oczu.
- Przyniosłem ci deser.
Noah wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi nogą. Położył ciasto na moim stoliku nocnym i usiadł naprzeciwko mnie na łóżku. Uniósł widelec już załadowany czekoladowym lukrem. Wciąż odczuwałam efekty kolacji, jak patrzyłam na moje dwie ulubione rzeczy w całym świecie. Rozchyliłam usta, wzdychając cicho. Nie odrywaliśmy od siebie wzroku. Podał mi widelec.
Podnosząc go do ust, powoli wsunęłam widelec pomiędzy wargi. Wysunął z ust czubek języka i przejechał nim po dolnej wardze. Obserwował ruchy moich ust, jak objęły widelec. Usłyszałam jego ciężkie przełknięcie śliny, gdy wysunęłam widelec z ust. Zabrał go ode mnie i kiedy sięgnął do talerza, żeby odłożyć widelec, jego wargi niemal dotykały mojego policzka.
Zbliżył się do mnie i szepnął. – Masz trochę lukru w kąciku ust.
Siedziałam nieruchomo. Całkowicie skupiałam na nim wzrok, jak pochylał się przez kilka sekund nie więcej niż parę centymetrów nad moimi ustami. Temperatura mojego ciała podniosła się o sto stopni. Co ja do diabła robiłam? Musiałam to zatrzymać. Byłam taka słaba i głupia, że pozwalałam na to. Poza tym nasi rodzice byli po drugiej stronie domu. Przez mój umysł przebiegły myśli o straceniu Noah. Zaczęłam panikować. Czułam zaciskającą się klatkę piersiową. Czułam zawroty głowy i duszność. Odchyliłam się od niego.
Odsunął się, wpatrując się we mnie. Nie chciałam widzieć wyrazu jego oczu, ale zmusiłam się do spojrzenia mu w twarz. Musiał zrozumieć jaka byłam poważna, mówiąc te słowa.
- Nie możemy tego zrobić. Nie mogę być twoją dziewczyną. – Wpatrywał się we mnie kilka sekund, zanim się odwrócił, wciąż siedząc na brzegu łóżka z łokciami na kolanach i pochyloną głową.
- Dlaczego? – zapytał ochryple.
- Boję się, że jeśli stanie się coś, co to zakończy, to może to spieprzyć naszą więź tak bardzo, że potem nie będziesz chciał mieć ze mną nic wspólnego.
- Bzdura.
- Wcale nie. Pamiętasz Tylera Evansa? Byli z Emily bliskimi przyjaciółmi. Nie tak bliskimi jak my, ale bardzo bliskimi. Postanowili przekroczyć tę linię i umawiać się. Trwało to pół roku i źle się zakończyło. Nie mogli nawet pozostać przyjaciółmi. Widziałyśmy go z Emily w centrum handlowym na wakacjach, a on był wobec niej taki nieprzyjemny. Nie chcę, żeby tak się stało między nami.
- Nie jesteśmy nimi.
- Wiem, ale Emily robi wszystko idealnie. Jeżeli nie potrafiła sprawić aby to się ułożyło, to na pewno nie potrafię tego ja. Muszę mieć ciebie w moim życiu. Nie przekroczę z tobą tej linii. To zbyt ryzykowne i nie będę nas ryzykować. Przepraszam za dzisiaj. Nie powinnam była pozwolić zajść sprawom tak daleko.
- Nie żałuję tego, co wydarzyło się tutaj między nami. Tylko tego, że nie chcesz ze mną być.
- To nie chodzi o to, że nie chcę. Nie mogę. Poza tym zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie, Noah.
- Nie ma dla mnie nikogo lepszego od ciebie – powiedział, patrząc na mnie przez ramię.
- Te uczucia stopniowo odejdą i wszystko wróci do normy. Nasze ciała przechodzą przez wiele zmian. Hormony szaleją. Po prostu musimy się kontrolować i to przetrwać. – Starałam się powstrzymać łzy. Noah wyprostował się i odwrócił do mnie, pokazując mi jak bardzo czuł się zdruzgotany. Niemożliwym było nie pozwolić polecieć kilku łzom. – Nie mogę cię stracić, Noah.
- Nigdy mnie nie stracisz, Tweet. Zawsze tutaj będę, jeśli będziesz mnie potrzebować. – Podniósł rękę do mojej twarzy. Koniuszki jego palców musnęły moją szczękę i brodę.
Potrząsnęłam głową, odsuwając się od niego nieznacznie. – Proszę, Noah, nie mogę – wyszeptałam.
W jednym płynnym ruchu opuścił rękę, wstał i podszedł do drzwi. Złapał za klamkę.
- Zobaczymy się rano, kiedy podjedziemy po ciebie z mamą do szkoły, tak? – zapytałam zduszonym tonem.
Nie odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć. – Nie potrzebuję jutro podwózki. Trener zwołał spotkanie dla drużyny przed zajęciami. Travis mnie podwiezie.
Gdy nie odwrócił się ani na mnie nie popatrzył, moje ciało opanowały nerwy. Mój głos drżał. – Więc zobaczymy się w szkole.
- Może. Na razie, Tweet.

Kiedy usłyszałam kliknięcie drzwi, kompletnie się załamałam. Ból tkwiący w moim brzuchu znalazł drogę do reszty mojego ciała. Odwróciłam się i schowałam twarz w poduszce, żeby zdusić dźwięk moich szlochów. Nie mogłam powstrzymać dreszczy. Wypalałam się w środku i na zewnątrz. Nigdy nie czułam tak intensywnego bólu. Poczucie straty, które miałam po tym jak Noah wyszedł z tego pokoju było niepohamowane. Ciągle sobie mówiłam, że jutro z nim porozmawiam. Teraz jest zdenerwowany, lecz po nocy rozważania zda sobie sprawę, że mam rację. Po co zmieniać coś, co do tej pory działało dla nas idealnie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz