Szczerość nie
jest zawsze najlepszą polityką, kiedy rani osobę, na której najbardziej ci
zależy i ją odpycha.
Siedziałam godzinę w
klasie dziennikarskiej zanim wróciłam do domu. Moją nadzieją było, że Noah już
opuścił szkołę. Czułam się okropnie, że tak od niego uciekłam, zwłaszcza iż był
taki cudowny i słodki. Zaskoczył mnie. Nie radzę sobie dobrze w locie,
szczególnie gdy chodzi o ważne rzeczy. Po prostu potrzebowałam trochę czasu,
żeby oczyścić umysł i zebrać myśli.
Brenda, reporterka z ostatniej klasy, była na tyle miła, aby
odwieźć mnie do domu. Weszłam do domu, wciągając zapach pięciogwiazdkowego sosu
spaghetti mojej mamy. Rzucając plecak na ladę kuchenną, znalazłam mamę ciężko
pracującą nad lukrowaniem tortu czekoladowego.
- Cześć, mamo – powiedziałam, wyciągając butelkę wody z
lodówki. Podeszłam do niej i oparłam się o blat. – Co porabiasz?
- Cóż, skarbie, gipsuję ściany – odparła, rzucając w moją
stronę uśmieszek.
- Ludzie często pytają skąd mam swoją przemądrzałość –
rzekłam.
- Czy mówisz im, że jest od rodziny ojca? Wiesz, że wszyscy
są chorzy.
Zauważyłam, że stół był zastawiony dla szóstki osób. W domu
była nas tylko trójka, kiedy Emily wyjechała na studia.
- Dlaczego stół jest zastawiony dla szóstki?
- Stewartowie będą dziś jedli z nami kolację –
odpowiedziała.
- Czemu? – Te słowo wydawało się grube w moim gardle.
- Bo muszą jeść, skarbie.
Podała mi szpatułkę pokrytą czekoladą i zaniosła ciasto na
stół.
- Wszyscy? – spytałam z buzią pełną lukru.
- Jak ostatni raz sprawdzałam, to wszyscy jedli jedzenie.
Poruszała się po kuchni z prędkością światła, przygotowując
wszystko dla naszych gości na kolacji. Była świetną mamą, naprawdę, zwłaszcza
kiedy robiła dodatkowy lukier, ponieważ wiedziała jak bardzo go kochałam.
Jednakże były takie chwile jak ta, gdy czułam się jakby ona i cały wszechświat
spiskowali przeciwko mnie.
Zlizując ostatnie kropelki lukru ze szpatułki, czułam jak
nerwy zaczynały opanowywać moje ciało na samą myśl o zobaczeniu potem Noah.
Wrzuciłam szpatułkę do umywalki, wzięłam swoje rzeczy z lady i poszłam do
mojego pokoju. Usłyszałam jeszcze mamę – Kolacja będzie za dwie godziny – tuż zanim
zamknęłam drzwi sypialni i próbowałam wymyślić jak przetrwam tę kolację.
Miałam zbyt wiele nerwowej energii, więc wybrałam się na
szybką przejażdżkę rowerem. Jechałam tylko po moim sąsiedztwie, całkowicie
unikając ulicy Noah. Zazwyczaj jeżdżenie oczyszczały moją głowę, pomagało mi
się skupić i odnaleźć odpowiedzi na jakikolwiek problem z jakim mierzyłam się w
danej chwili. Dzisiaj przebiegało przeze mnie tyle myśli i uczuć, że nie mogłam
uchwycić żadnej z nich.
Gdy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i przebrałam się w
szarobiałą pasiastą sukienkę na ramiączkach. Wytarłam ręcznikiem włosy i
pozwoliłam powietrzu je wysuszyć. Siedziałam przy biurku, pracując nad
artykułem o Noah, który musiałam skończyć do końca tygodnia. Stwierdziłam, że
zostanę w pokoju dopóki nie zostanę wezwana na kolację. Pracowałam przez jakieś
pół godziny, gdy ktoś zapukał do moich drzwi.
- Tak? – zapytałam.
Drzwi uchyliły się lekko. Nie musiałam patrzeć, aby wiedzieć
kto to. Motylki, które kręciły się w brzuchu i gęsia skórka na skórze
powiedziały mi, kto stał w progu.
Noah wsunął głowę do środka. – Twoja mama chciała, żebym ci
powiedział, że kolacja będzie za dwadzieścia minut.
- Dzięki.
Stał na progu przez chwilę, po czym wszedł do pokoju,
zamykając za sobą drzwi. Podszedł do mnie, położył ręce na oparciu mojego
krzesła, patrząc przez moje ramię i zapytał. – Nad czym pracujesz?
- Twoim artykułem – powiedziałam, odchylając głowę i patrząc
prosto na niego.
- Spraw, żebym dobrze wyglądał.
- Nie ma możliwości, żebyś wyglądał inaczej.
Skąd do diabła
to przyszło, Amando Marie Kelly?
Kiedy jest on tak blisko mnie, robię się skołowana i nie
zawsze mam kontrolę nad tym, co wychodzi z moich ust.
Uśmiechając się do mnie Noah przeszedł przez pokój i usiadł
na brzegu mojego łóżka, opierając się na ramionach. Odwróciłam się do niego na
krześle. Wiedziałam, że chciał rozmawiać. Nadal nie wiedziałam co mu
powiedzieć. Moje uczucia kompletnie mnie dezorientowały. Potrzebowałam go w
moim życiu. Wiedziałam, że nie byłam dla niego wystarczająco dobra, ale nie
mogłam znieść myśli, że inna dziewczyna miała jego uwagę. Przyciąganie, które
do niego czułam robiło się coraz silniejsze, a przez to, co powiedział mi
wcześniej, nie byłam pewna czy będę w stanie kontrolować te uczucia jeszcze
dłużej bez postępowania według nich. Lecz wiedziałam, że postępowanie według
nich byłoby najgorszą rzeczą dla naszej przyjaźni. Jak na razie chciałam
poczekać i zobaczyć czy poruszy ten temat. Będę musiała improwizować.
- Tweet, o co ci dzisiaj chodziło?
- Do czego się odnosisz?
- Nie rób tego. Teraz nie jest pora na udawanie głupiej.
- Wydajesz się odnosić wrażenie, że udaję głupią.
- Dlaczego dzisiaj ode mnie uciekłaś?
- Naprawdę musiałam iść.
Zaczynałam czuć się niespokojnie, a gdy czułam się
niespokojnie, to musiałam się ruszać. Podeszłam do komody i grzebałam w niej,
aż znalazłam szczotkę. Przeciągnęłam włosie mocno przez włosy, ułożyłam je na
głowie i przypięłam spinką. Widziałam w lustrze, że Noah obserwował każdy mój
ruch.
- Czemu?
- Bo mieliśmy mieć gości na kolacji. – Starałam się utrzymać
radosną atmosferę. Patrząc na jego minę mogłam powiedzieć, że Noah nie był w
nastroju na radość.
Siadając prosto, zaczął potrząsać głową. Burcząc z
frustracją, powiedział. – Niech to szlag, Tweet, mogłabyś przestać być taka
mądralińska przez jedną minutę. – Obróciłam się do niego. – Robisz to za każdym
razem, kiedy jest coś poważnego do obgadania.
- Co robię?
- Robisz żarty, a potem uciekasz. – Mówił cicho, ale gotował
się ze złości.
Przesunął dłońmi po twarzy kilka razy, czekając na moją
odpowiedź.
- Przepraszam – szepnęłam.
- Proszę, porozmawiaj ze mną.
- Nie jestem pewna co chcesz, żebym powiedziała.
- Więc ja zacznę. – Jego głos był łagodny, kiedy
kontynuował. Wstał i podszedł do mnie powoli. – Jesteś pierwszą dziewczyną,
jaką zauważałem i ostatnią dziewczyną, jaką kiedykolwiek
zauważę. Mój pierwszy pocałunek był najwspanialszym pierwszym pocałunkiem w
historii pierwszych pocałunków, bo był z tobą. Nie mogę przestać o tobie
myśleć.
Zrobiłam krok do tyłu, wpadając na komodę. Stał tuż przede
mną, urzekały mnie jego jasnoniebieskie oczy. Położył ręce na komodzie, po obu
stronach moich bioder i pochylił się do mnie. Mój oddech przyśpieszył. Poczułam
jak jego wargi delikatnie musnęły moją skroń. Dreszcze, które spowodował były
nieziemskie. Przesunął usta do mojego ucha, muskając lekko moją skórę jak
piórko. Poczucie jego ciepłego oddechu na mojej szyi zakręciło mi w głowie.
Musiałam oprzeć się jeszcze bardziej o komodę, żeby nie upaść. Kiedy jego wargi
dosięgły mojego ucha, usłyszałam jego szept. – Chcę, żebyś była kimś więcej niż
moją najlepszą przyjaciółką. Chcę, żebyś była moją dziewczyną. Czego ty chcesz,
Tweet?
Wiedziałam, że to się zdarzy. Jestem słaba. Złamałam się.
Nie mogłam znieść już tego dłużej, miesięcy rozmarzania o nim dniem i nocą,
ciągłych motylków w brzuchu spowodowanych przez niego. Był tak blisko. Jego
usta pozostawiały ślad gorąca gdziekolwiek dotknęły, jego słowa sprawiały, że
się roztapiałam, jego oczy były tym pięknym odcieniem błękitu i pachniał jak
słodkie, świeże pomarańcze.
Doszłam do mojego punktu załamania, gdy bez tchu
wyszeptałam. – Chcę ciebie.
Noah odsunął się nieznaczenie i przekrzywił głowę. Gdy
przybliżał do mnie usta, mój oddech stawał się bardziej nierówny, a serce
obijało się o klatkę piersiową. Nowe uczucie pomiędzy nogami doprowadzało mnie
do szaleństwa.
Przesunął wzrokiem po mojej twarzy, skupiając się na oczach.
– Boże, jesteś piękna – szepnął.
Automatycznie zamknęłam oczy. Poczułam leciutki dotyk jego
ust na moich. Umysł obracał się wokoło, gdy ciało reagowało na jego. Nagle
głośne pukanie rozległo się w pokoju, zaskakując nas obojga. Noah odskoczył,
odwracając się ode mnie. Ten szybki ruch spowodował, że opadłam lekko do
przodu. Usłyszeliśmy krzyk mojego taty. – Kolacja!
Noah spojrzał na mnie przez ramię, wyraz przerażenia
przeszedł po jego twarzy.
- Nie martw się. Nie wejdzie – powiedziałam.
Mój tata znany był z pukania i wejścia. Wprowadził to w
życie w dzień, kiedy wszedł do domu, znajdując Profesor Tampon, aka moją matkę,
dającą 12-letniej Emily i jej dwóm przyjaciółkom wykład na temat właściwego
użytkowania środka higieny intymnej z pomocami wizualnymi.
Odzyskując równowagę, przeciągnęłam dłońmi po sukience,
wygładzając ją. Spojrzałam na Noah. Wciąż stał do mnie plecami. Przesunęłam
wzrokiem od jego szerokich barków, po muskularnych plecach, do bioder, gdzie
opierał ręce. Jego biceps napierał nieznacznie na materiał bluzki. Potrząsnęłam
głową, starając się wyrzucić myśli o ciele Noah.
Spojrzałam raz jeszcze na jego fantastyczny tył, zanim
odchrząknęłam i zapytałam. – Noah, idziesz?
Przyciskał brodę do klatki piersiowej, jak wyciągnął palec
wskazujący, pokazując, że potrzebował jeszcze paru minut zanim będzie mógł do
nas dołączyć. Czułam, że najlepiej będzie zostawić go samego, więc poszłam na
kolację.
Siedzieliśmy wszyscy przy stole, jedząc, kiedy Noah do nas
dołączył. Usiadł na jedynym wolnym miejscu, które zdarzyło się być obok mnie.
Tata i pan Stewart rozmawiali o pracy, podczas gdy mama i pani Stewart dzieliły
się sąsiedzkimi ploteczkami. Próbowałam dojść do siebie po intensywnej chwili w
moim pokoju. Byłabym w stanie to zrobić, gdyby Noah nie siedział tuż obok mnie.
Było to wystarczająco złe, ale ciągle znajdował subtelne sposoby, aby mnie
dotknąć. To co stało się w moim pokoju było błędem, chociaż nie zaszło za
daleko, to jednak wystarczająco. Musiałam być silna i zaprzestać temu co działo
się między nami.
Noah położył ramię na oparciu mojego krzesła i sięgnął obok
mnie po trochę chleba, przez co jego twarz znalazła się tak blisko mojej, że
jego usta niemalże dotykały mojego policzka.
Mówiąc cicho, odezwałam się. – Wiem, co robisz.
- Ja też, naprawdę lubię chleb czosnkowy.
- Mogłabym ci go podać, gdybyś poprosił.
- Tak, wiem, ale w taki sposób mogę spojrzeć na twoją
sukienkę. – Od razu spojrzałam mu w oczy. – O, tak na marginesie, twój
dzisiejszy wybór stanika… Znakomity.
Przycisnęłam rękę do piersi, starając się zasłonić lukę, w
którą zaglądał.
- Proszę, powiedz mi, że twoje majtki pasują – szepnął, po
czym odchylił się lekko, spoglądając w kierunku moich majtek. Gdy na niego
spojrzałam, spotkałam się z mrugnięciem i uśmieszkiem, po czym wsadził do ust
wielki kawałek chleba czosnkowego.
- Noah, gratulacje – powiedział mój tata.
W tym momencie poczułam rękę na kolanie i palce wsuwające
się pod rąbek mojej sukienki. Zamarł mi oddech i popatrzyłam na Noah. Byłabym
na niego wkurzona, gdyby jego dłoń nie była taka niewiarygodna w dotyku na
mojej nagiej nodze.
- Dziękuję, sir.
Jak on mógł być taki spokojny i opanowany przed naszymi
rodzicami, kiedy jego ręka pocierała moje kolano, było poza moim pojęciem.
- Bardzo rzadko drugoklasista zostaje poproszony o
dołączenie do drużyny reprezentacji. Jesteśmy z ciebie dumni. – Mój tata zawsze
myślał o Noah jak o synu.
- Jesteśmy z jego mamą niezwykle z niego dumni. Jest podobny
do mnie jak kropla wody – dodał pan Stewart.
Ojcowie roześmieli się jakby komentarz był przezabawny. Noah
uśmiechnął się do swojego taty, przesuwając rękę na moje udo. Odepchnęłam ją i
nieumyślnie uderzyłam głośno w stół, sprawiając, że się zatrząsnął.
- Amando, nic ci nie jest? – zapytała mama.
- Nie, wszystko w porządku. – Noah parsknął, próbując
powstrzymać śmiech. – Pacnęłam muchę.
Mama spojrzała na mnie lekko rozdrażniona, ale utrzymywała
radosny ton, mówiąc. – To śmieszne. Nie mamy much w tym domu.
- Mój błąd.
Ręka Noah z powrotem wylądowała na moim kolanie. Ścisnął je
lekko, powodując, że głośno sapnęłam. Wszystkie cztery rodzicielskie głowy
obróciły się w moją stronę.
- Um… mamo, mogłabyś proszę podać mi… um…
Dłoń Noah była nieugięta. Ściskał moje kolano, po czym
pocierał wnętrze uda. Niemożliwe dla mnie było wymyślenie czy złożenie spójnego
zdania.
- Tę rzecz w butelce, którą… um… polewasz… um… sałatę? – Mój
ton robił się wyższy z każdym wypowiadanym słowem.
- Masz na myśli sos
sałatkowy? – zapytała mama, sarkazm wypływał z jej ust jak ulewny deszcz.
Potaknęłam. – Już masz trochę na sałatce.
- Potrzebuję więcej. Proszę, daj mi więcej.
Spojrzała na mnie, jakbym do niej nie należała i podała mi
sos.
- Co u Emily? – zapytała pani Stewart, gdy polewałam swoją
sałatkę.
Dumny uśmiech pojawił się na twarzy mamy. – Cudownie.
Uwielbia college.
- To fantastycznie – powiedziała pani Stewart.
- Właściwie, to dołączyła do zespołu dyskusyjnego. Ona jest niezwykle elokwentną młodą kobietą – rzekła mama, zerkając w moim
kierunku. Gdyby miała jakiekolwiek pojęcie, co działo się pod jej stołem
jadalnym, to może dałaby mi spokój.
Byłam taka nie w sosie, że upuściłam widelec zanim
załadowałam go sałatką. – Podniosę go, Tweet.
Ręka Noah zniknęła z mojej nogi. Wykorzystałam tę okazję,
żeby napić się wody, próbując się uspokoić. Noah odsunął krzesło i pochylił
się, żeby wziąć widelec.
- Pusta! – oświadczył tata, unosząc pustą butelkę wina.
Nagle poczułam wargi na zewnętrznym boku uda tuż nad
kolanem. Niemal wyplułam całą wodę w tym samym czasie, kiedy tata spytał. –
Chcemy następną?
Noah wyprostował się, a do mnie przyklejone były trzy pary
oczu. Wzrok Stewartów trzymał litość, bez wątpienia dla moich rodziców. W
oczach mojej mamy był żal, że nie posłała mnie na te lekcje etykiety, gdy byłam
młodsza, a tata nawet nie zwracał uwagi na mój faux pas. Był zajęty trzymaniem
butelki wina nad kieliszkiem, desperacko próbując wydusić ostatnie kropelki
wina.
- Przyniosę wam drugą butelkę. I tak już zjadłam –
powiedziałam, ścierając z twarzy kropelki wody.
Szybko wstałam od stołu i poszłam do kuchni, żeby odłożyć
swój talerz do zlewu. Bez zatrzymywania się skierowałam się do garażu, gdzie
mieliśmy dodatkową lodówkę, którą rodzice wykorzystywali na kolekcję winną.
Stojąc przed otwartą lodówką, zorientowałam się, że nie
wiedziałam czy chcieli czerwone, czy białe wino. Na wszelki wypadek wzięłam butelkę
tego i tego. Zamknęłam lodówkę i obróciłam się, stając twarzą w twarz z
promieniejącym Noah. Cofnęłam się o krok. Położył ręce na lodówce po obu
stronach moich ramion, blokując mi drogę. Naprawdę lubił to robić.
- Co ty sobie, do diabła, myślisz, że tam robisz z tym
dotykaniem i całowaniem? Pocałowałeś moje udo
pod stołem! Pod rodzinnym stole kolacyjnym, na litość boską.
- Nie mogłem się oprzeć. Jesteś niezwykle smaczna. –
Poruszył brwiami, przybliżając się.
Matko przenajświętsza, czułam mrowienie na całym ciele.
- Zostaw mnie w spokoju przez resztę wieczoru. – Starałam
się brzmieć na złą, ale nawet ja słyszałam uśmiech w moim głosie. Trudno było
być złą na Noah, szczególnie, że to co robił było niesamowite.
- Okej. – Opuścił ramiona i odsunął się, dając mi miejsce na
przejście.
- Dziękuję.
Kiedy minęłam go, idąc do drzwi, poczułam jak uniósł się za
mną rąbek sukienki. Szybko odsunęłam się na bok, poza jego zasięgiem. – Niech
to szlag, Noah! Nie mogę się bronić z tymi butelkami w rękach.
Unosząc ręce w kapitulacji, powiedział. – Wydawało mi się,
że masz jakąś plamę na sukience. Próbowałem tylko pomóc. – Zmrużyłam na niego
oczy, po czym wróciłam do domu.
Opuściłam deser, chociaż tort czekoladowy był moim ulubionym
daniem. Odeszłam od stołu, mówiąc, że muszę popracować nad pracą i wróciłam do
swojego pokoju, uciekając od przeszywających spojrzeń rodziców i wędrujących
rąk oraz ust mojego najlepszego przyjaciela.
Gdy usiadłam na łóżku, przypominając sobie dotyk jego dłoni
i ust na mojej skórze, czułam budujący się we mnie żar. Co jest ze mną nie tak,
do diabła? Siedziałam sobie, myśląc o nim i stawałam się cała roztrzęsiona.
Pukanie do drzwi przywróciło mnie do teraźniejszości. – Tak? – Miałam
zachrypnięty głos.
Drzwi się uchyliły i zobaczyłam tylko latający talerz z
kawałkiem tortu czekoladowego. Uśmiechnęłam się. Potem zobaczyłam moją ulubioną
parę jasnoniebieskich oczu.
- Przyniosłem ci deser.
Noah wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi nogą. Położył
ciasto na moim stoliku nocnym i usiadł naprzeciwko mnie na łóżku. Uniósł
widelec już załadowany czekoladowym lukrem. Wciąż odczuwałam efekty kolacji,
jak patrzyłam na moje dwie ulubione rzeczy w całym świecie. Rozchyliłam usta,
wzdychając cicho. Nie odrywaliśmy od siebie wzroku. Podał mi widelec.
Podnosząc go do ust, powoli wsunęłam widelec pomiędzy wargi.
Wysunął z ust czubek języka i przejechał nim po dolnej wardze. Obserwował ruchy
moich ust, jak objęły widelec. Usłyszałam jego ciężkie przełknięcie śliny, gdy
wysunęłam widelec z ust. Zabrał go ode mnie i kiedy sięgnął do talerza, żeby
odłożyć widelec, jego wargi niemal dotykały mojego policzka.
Zbliżył się do mnie i szepnął. – Masz trochę lukru w kąciku
ust.
Siedziałam nieruchomo. Całkowicie skupiałam na nim wzrok,
jak pochylał się przez kilka sekund nie więcej niż parę centymetrów nad moimi
ustami. Temperatura mojego ciała podniosła się o sto stopni. Co ja do diabła
robiłam? Musiałam to zatrzymać. Byłam taka słaba i głupia, że pozwalałam na to.
Poza tym nasi rodzice byli po drugiej stronie domu. Przez mój umysł przebiegły
myśli o straceniu Noah. Zaczęłam panikować. Czułam zaciskającą się klatkę
piersiową. Czułam zawroty głowy i duszność. Odchyliłam się od niego.
Odsunął się, wpatrując się we mnie. Nie chciałam widzieć
wyrazu jego oczu, ale zmusiłam się do spojrzenia mu w twarz. Musiał zrozumieć
jaka byłam poważna, mówiąc te słowa.
- Nie możemy tego zrobić. Nie mogę być twoją dziewczyną. –
Wpatrywał się we mnie kilka sekund, zanim się odwrócił, wciąż siedząc na brzegu
łóżka z łokciami na kolanach i pochyloną głową.
- Dlaczego? – zapytał ochryple.
- Boję się, że jeśli stanie się coś, co to zakończy, to może
to spieprzyć naszą więź tak bardzo, że potem nie będziesz chciał mieć ze mną
nic wspólnego.
- Bzdura.
- Wcale nie. Pamiętasz Tylera Evansa? Byli z Emily bliskimi
przyjaciółmi. Nie tak bliskimi jak my, ale bardzo bliskimi. Postanowili
przekroczyć tę linię i umawiać się. Trwało to pół roku i źle się zakończyło.
Nie mogli nawet pozostać przyjaciółmi. Widziałyśmy go z Emily w centrum
handlowym na wakacjach, a on był wobec niej taki nieprzyjemny. Nie chcę, żeby
tak się stało między nami.
- Nie jesteśmy nimi.
- Wiem, ale Emily robi wszystko idealnie. Jeżeli nie
potrafiła sprawić aby to się ułożyło, to na pewno nie potrafię tego ja. Muszę
mieć ciebie w moim życiu. Nie przekroczę z tobą tej linii. To zbyt ryzykowne i
nie będę nas ryzykować. Przepraszam za dzisiaj. Nie powinnam była pozwolić
zajść sprawom tak daleko.
- Nie żałuję tego, co wydarzyło się tutaj między nami. Tylko
tego, że nie chcesz ze mną być.
- To nie chodzi o to, że nie chcę. Nie mogę. Poza tym
zasługujesz na kogoś lepszego ode mnie, Noah.
- Nie ma dla mnie nikogo lepszego od ciebie – powiedział,
patrząc na mnie przez ramię.
- Te uczucia stopniowo odejdą i wszystko wróci do normy.
Nasze ciała przechodzą przez wiele zmian. Hormony szaleją. Po prostu musimy się
kontrolować i to przetrwać. – Starałam się powstrzymać łzy. Noah wyprostował
się i odwrócił do mnie, pokazując mi jak bardzo czuł się zdruzgotany.
Niemożliwym było nie pozwolić polecieć kilku łzom. – Nie mogę cię stracić,
Noah.
- Nigdy mnie nie stracisz, Tweet. Zawsze tutaj będę, jeśli
będziesz mnie potrzebować. – Podniósł rękę do mojej twarzy. Koniuszki jego
palców musnęły moją szczękę i brodę.
Potrząsnęłam głową, odsuwając się od niego nieznacznie. –
Proszę, Noah, nie mogę – wyszeptałam.
W jednym płynnym ruchu opuścił rękę, wstał i podszedł do
drzwi. Złapał za klamkę.
- Zobaczymy się rano, kiedy podjedziemy po ciebie z mamą do
szkoły, tak? – zapytałam zduszonym tonem.
Nie odwrócił się, żeby na mnie spojrzeć. – Nie potrzebuję
jutro podwózki. Trener zwołał spotkanie dla drużyny przed zajęciami. Travis
mnie podwiezie.
Gdy nie odwrócił się ani na mnie nie popatrzył, moje ciało
opanowały nerwy. Mój głos drżał. – Więc zobaczymy się w szkole.
- Może. Na razie, Tweet.
Kiedy usłyszałam kliknięcie drzwi, kompletnie się załamałam.
Ból tkwiący w moim brzuchu znalazł drogę do reszty mojego ciała. Odwróciłam się
i schowałam twarz w poduszce, żeby zdusić dźwięk moich szlochów. Nie mogłam
powstrzymać dreszczy. Wypalałam się w środku i na zewnątrz. Nigdy nie czułam
tak intensywnego bólu. Poczucie straty, które miałam po tym jak Noah wyszedł z
tego pokoju było niepohamowane. Ciągle sobie mówiłam, że jutro z nim
porozmawiam. Teraz jest zdenerwowany, lecz po nocy rozważania zda sobie sprawę,
że mam rację. Po co zmieniać coś, co do tej pory działało dla nas idealnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz