wtorek, 11 marca 2014

Wpis 13

Zapomnienie o kimś nie zdarza się przez wejście pod kogoś. Jedynie przypomina ci o tym, czego powinnaś się trzymać.


To było przytłaczające, kiedy weszliśmy z Bradem do domku na plaży Jeremy’ego. Liczba ludzi była niesamowita. Byli wszędzie. Pary stały w kątach salonu, obściskując się, tańczące pary obściskiwały się i nawet pary na schodach się obściskiwały. Przypominało to wersję Johna Hughesa Kaliguli. Wyglądało na to, że większość, jeśli nie wszyscy, byli tutaj z ostatniej klasy. Muzyka była niewiarygodnie głośna i przy pulsującym rytmie czułam wibracje w całym ciele. W pokoju walały się czerwone kubki, wskazując, że alkohol zaczął już płynąć.
Brad trzymał mnie blisko swego boku jak przedzieraliśmy się przez masę ciał. Jego ręka cały czas opierała się o moje plecy. Miałam na sobie przycięte, wypłowiałe dżinsy i jasnofioletową bluzkę bez rękawów, której brzeg kończył się tuż nad górą spodni. Palce Brada wsunęły się pod moją bluzkę i potarły skórę dołu moich pleców. Jego dotyk wywołał we mnie lekkie drżenie. Zawsze wyglądał bardzo dobrze, ale dziś wyglądał ekstremalnie seksownie. Ubrany był w ciemne krótkie spodenki i szafirową koszulę na guziki z rękawami podwiniętymi do łokci. Ten kolor doskonale pasował do jego oczu. Również dobrze pachniał, cynamonem. Nastoletni chłopcy nie zawsze mają czarujący zapach. Jedynym chłopakiem, którego znałam i zawsze pachniał wspaniale był Noah. Pachniał cytrusami, jak pomarańcza.
Kilkoro ludzi zatrzymywało Brada na pogawędkę. Mówił im szybkie ‘cześć’, potem skierowywał swoją uwagę z powrotem na mnie. Poszliśmy do kuchni. Wino, tequila, wódka i rum zapełniały blaty kuchenne razem z różnymi bezalkoholowymi dodatkami. Były tam szklane przesuwane drzwi prowadzące na wielki taras, gdzie stało parę beczek. Chipsy były menu tego wieczora, tylko chipsy. Wszystkie rodzaje chipsów – ziemniaczane, kukurydziane, chlebowe, tortillowe. Wymienisz jakieś chipsy i są one tutaj.
Wchodząc do kuchni zostaliśmy powitani przez naszego gospodarza Jeremy’ego. – Hej, BroJo! Cieszę się, że w końcu dotarłeś, stary. Teraz może zacząć się poważne imprezowanie – powiedział Jeremy, przybijając piątkę z Bradem. Byłam całkiem pewna, że nasz gospodarz już wcześniej spróbował alkoholowych płynów.
- Pratt, znasz Amandę? – spytał Brad.
- Tak, tak, tak! Jesteś dziewczyną Stewarta. – Poczułam jak ręka Brada zesztywniała na moich plecach. – Cieszę się, że przyszłaś. – Spoglądając w miejsce gdzie była ręka Brada, Jeremy pochylił się wyszeptał głośno. – Lepiej uważasz, koleś. Nie chcesz, żeby NoStew zobaczył jak dotykasz jego dziewczynę, nie po wczorajszym. Nigdy wcześniej nie widziałem go tak wkurzonego.
- Ona nie jest jego dziewczyną. – Brad spojrzał na mnie i posłałam mu mały uśmiech.
Węzły zaczęły formować się w dole mojego brzucha. – Gdzie jest Noah? – spytałam Jeremy’ego.
Podnosząc ręce, zaczął machać nimi nad głową i wymamrotał. – Gdzieś tam… - Stracił równowagę i opadł na blat. Klepiąc Brada w plecy, powiedział. – Czujcie się jak u siebie w domu. Mi casa su casa. Jedzcie, pijcie, bądźcie weseli i te całe gówno.
Gdy Jeremy zniknął, przeszukałam pokój w poszukiwaniu Noah. Zmartwienie wymalowane było na mojej twarzy, jak spojrzałam a Brada. – Moje bycie tutaj z tobą było złym pomysłem. Nie miałam okazji porozmawiać z Noah o wczoraj.
Nachylając się do mnie, usta Brada delikatnie musnęły moje ucho, jak szepnął. – Bycie z tobą nigdy nie jest złym pomysłem. Jest tutaj mnóstwo ludzi. Pewnie go nie zobaczymy. Zrelaksuj się. Dobrze się tobą zajmę. – Pocałował mnie lekko tuż pod uchem. – Co cię zadowala? Jeśli chodzi o napoje, oczywiście. Później mogę zająć się twoimi innymi przyjemnościami. – Mrugnął.
Nie starałam się ukryć przewrócenia oczami, jak potrząsnęłam głową i powiedziałam. – Niewiarygodne.
Pojawił się megawatowy uśmiech Brada. – Piękna, nie masz nawet pojęcia.
Tak naprawdę nie piłam. Piłam już wino, ale to był jedyny rozmiar spożycia alkoholu. Dodatkowo przy dziwnym efekcie, który miał na mnie Brad wolałam dzisiaj mieć czystą głowę.
Podnosząc wzrok, uśmiechnęłam się nieśmiało. – Dietetyczna soda wystarczy. Dzięki.
- A więc dietetyczna soda. Zaraz wrócę. – Pocałował mnie delikatnie w policzek zanim poszedł. Tak, zdecydowanie był uwodzicielem.
W ciągu kilku minut Brad wrócił z dwoma czerwonymi kubkami, oba wypełnione były sodą. Byłam zaskoczona, że nie pił niczego mocniejszego. Zapytałam zaciekawiona. – Nie pijesz mocnych rzeczy?
- Może później. Chcę być całkowicie czujny, kiedy będę cię poznawał. – Chwytając mnie za łokieć, poprowadził mnie do przesuwanych szklanych drzwi. – Wyjdźmy na taras. Jest mniej zatłoczony.
Była piękna noc. Niebo było tak przejrzyste, że gwiazdy wyglądały jak mrugające małe, białe światełka świąteczne. Z oceanu napływała ciepła bryza i odgłos fal rozbijających się o skały koił moje nerwy. Podeszliśmy do balustrady tarasu zwróconej do oceanu. Kiedy cieszyłam się morską bryzą i patrzyłam na fale, Brad patrzył na mnie. Czułam rozgrzewające się policzki. Gapienie się wprawiało mnie w lekki zakłopotanie.
Odwróciłam się do niego, starając się brzmieć żartobliwie i spytałam. – Co jest z tobą i tym gapieniem się?
- Mówiłem ci wcześniej, że podziwiam. Czemu tak ci przeszkadza, że patrzą na ciebie faceci?
Teraz byłam cała czerwona. – Po pierwsze, faceci nigdy na mnie nie patrzyli. Po drugie nie jestem typem dziewczyny, na którą się patrzy, przynajmniej nie z dobrych powodów.
Zbliżył się do mnie tak, że patrzyliśmy sobie w oczy. Powiedział cicho. – Nie masz pojęcia jak seksowna jesteś. Prawda?
- Jesteś pewien, że masz w tym kubku tylko sodę?
Brad potrząsnął głową, uśmiechając się. – Jesteś niesamowita. Tak bardzo się cieszę, że się zgodziłaś.
Lekko przycisnął usta do moich warg. Automatycznie zamknęłam oczy. Nagły przypływ elektryczności przeszedł przez moje ciało. Przygryzł moją dolną wargę, po czym poczułam przesuwającej się po niej jego język. Jego wargi były miękkie i smakowały sodą. Nasze usta poruszały się wolno, a wtedy czubek jego języka wsunął się między moje wargi. Rozchyliłam je lekko i wsunął język do moich ust. Każdy jego ruch był tak wolny, zamierzony i seksowny jak diabli. Nie śpieszył się zakończyć ten pocałunek i ja również.
Niespodziewanie Brad oderwał się ode mnie. Usłyszałam krzyki ludzi. Otworzyłam oczy. Byłam tak zdezorientowana po pocałunku, że nie od razu pojęłam, co się działo. Gdy mój wzrok się skupił zobaczyłam jak Noah ciągnie Brada po schodach na plażę. Kilkoro ludzi poszło za nimi. Do czasu jak zeszłam po schodach usłyszałam ciało uderzające o ciało.
- OSTRZEGŁEM CIĘ, CO DO DOTYKANIA JEJ! – wrzasnął Noah, uderzając pięścią w bok Brada.
W odróżnieniu od wczoraj Brad odparł atak. Popchnął Noah, po czym podniósł lewą pięść do lewej strony szczęki Noah. Noah cofnął się chwiejnie parę kroków i pozbierał się w sobie. Naparł na Brada pełną siłą, zwalając go na ziemię. Atak Noah był nieustępliwy, bez przerwy nokautował Brada.
Podbiegłam, krzycząc. – NOAH, PRZESTAŃ! ZABIJESZ GO! – Łzy spływały po mojej twarzy.
Nareszcie podszedł Jeremy i dwóch innych facetów, i ściągnęli Noah z Brada.
Podeszłam i kucnęłam u boku Brada, pomagając mu usiąść. – O Boże? Nic ci nie jest? Musimy zabrać cię na ostry dyżur.
Potrząsnął głową i szepnął. – Nic mi nie będzie. Daj mi tylko chwilkę. – Z trudem łapał powietrze.
Podnosząc wzrok, oczami błagałam Noah, żeby się uspokoił. Jego klatka piersiowa prędko się unosiła, a oddechy były szybkie i ciężkie. Mocno zaciskał szczękę, a ręce nadal zwinięte były w pięści. Jednak nie zrobił żadnego ruchu w stronę Brada. To mnie przeszywał wzrokiem. Myślałam, że wczoraj był wściekły, ale to było nic w porównaniu z furią, która teraz od niego wibrowała. Nigdy nie kierował do mnie takiego gniewu.
Patrząc na mnie pogardliwie, zapytał. – Tego chcesz? Jakiegoś pieprzonego sukinsyna, który chce tylko dostać się do twoich majtek?
Nie wiedziałam jak odpowiedzieć. Byłam zażenowana i on był temu winien. Wpatrywałam się w niego ze łzami w oczach. Nie rozumiałam, co się działo. Wiedziałam, że nie podobał mu się pomysł mojego wyjścia z Bradem. To była tylko jedna randka. Noah zachowywał się jakbym zamierzała poślubić tego faceta i skazać się na życie w piekle. Bez kolejnego słowa odwrócił się i przedarł się do schodów, kierując do domu.
Jeremy, próbując sprowadzić imprezę na dobry tor, powiedział. – No i to jest impreza! Dobra ludzie, nie ma tu nic więcej do oglądania. Ruszać się. – Tłum zaczął się sypać i wracać do domu.
Pomogłam Bradowi wstać. – Jesteś pewien, że dobrze się czujesz?
- Tak. Nic mi nie jest – burknął.
Położył ramię na moich barkach, a ja objęłam go w pasie. Pozwalając mu oprzeć się o mnie, wróciliśmy na taras. Przytrzymywałam Brada, jak usiadł na jednej z leżanek i opierał się o nią. Czułam się okropnie. To była moja wina, że to mu się stało. Usiadłam obok niego i nie przestawałam przepraszać. Nie wiedziałam, co innego powiedzieć czy zrobić.
Patrząc na niego współczująco, powiedziałam. – Tak bardzo przepraszam. Mogę ci coś przynieść? Mogę coś dla ciebie zrobić?
Uśmiech powoli wpełzł na jego twarz ociekającą seksownością, kiedy odparł. – Mogę wymyślić parę rzeczy, które mogłabyś dla mnie zrobić. Tylko pozwól mi tutaj jeszcze trochę posiedzieć dopóki ból nie ustanie.
Pokręciłam głową. – Czy ty kiedykolwiek przestajesz flirtować?
- Nie, kiedy jest ktoś warty flirtowania. – Puścił mi oko.
- Może powinnam posłuchać ostrzeżeń na twój temat.
- Nie będę kłamał. Wyobrażałem sobie ciebie w różnych pozycjach. Wszystkie dotyczą obejmujących mnie twoich nóg. Ale nie tylko tego chcę.
Miałam gęsią skórkę na całym ciele. Po czasie, który wydawał się wiecznością nerwowo zapytałam. – A czego chcesz?
- Całej ciebie. – I raz jeszcze pojawił się ten wspaniały, rozpływający się seksowny uśmiech. Co było w tym facecie? W jednej chwili mówi coś bardzo niestosownego. W drugiej mówi coś, co trochę bardziej mnie oszałamia. Boże, jestem taką dziewczyną.

Siedzieliśmy z Bradem na tarasie przez godzinę rozmawiając o szkole, planach na wakacje i do jakich college’ów chcieliśmy pójść. Również sporo bezwstydnie flirtowaliśmy. Oczywiście przez większość czasu Brad to robił. Przecież był w tym całkiem uzdolniony. Jeszcze nie byłam w jego towarzystwie do końca zrelaksowana, ale dochodziłam do tego. Jego agresywność połączona ze słodkością wytrącała mnie z równowagi. Zdecydowanie był czarującą osobą i spędzałam z nim dobrze czas.
Od jakiegoś czasu byliśmy na imprezie i pora była na znalezienie łazienki. – Mogę cię na chwilę przeprosić? Muszę znaleźć łazienkę – powiedziałam nieśmiało.
- Pewnie, nie znikaj na długo. Wciąż potrzebuję twoich uzdrawiających rąk tam, gdzie mnie boli. Poza tym pokazało się kilka innych miejsc, które potrzebują twojego wyjątkowego dotyku. – Posłał mi diabelski uśmiech, poruszając brwiami.
Uśmiechając się do niego, odparłam. – Jesteś z siebie wielce zadowolony, co?
Pomyślał przez chwilę i odpowiedział. – Hmmm… sądzę, że tak i wiem, że ty też będziesz.
- Możesz wskazać mi kierunek łazienki?
Zachichotał, po czym odparł. – Jest jedna na dole i dwie na górze.
- Dzięki. Zaraz wrócę.
Przeszłam przez podwójne drzwi balkonowe, które prowadziły z tarasu do ogromnego salonu. Tłum nie bardzo się przerzedził, ale było trochę ciszej. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Noah. Czułam, że najlepiej będzie jak teraz będę trzymała się od niego z daleka. Nie widziałam go od bójki. Nadal nie mogłam wyrzucić z głowy jego spojrzenia. Zapytałam parę ludzi czy go widzieli. Powiedzieli, że wyszedł od razu po bójce. Cieszyłam się. Wyjście było najlepsze. Musiał się uspokoić. Mogłam sama się sobą zająć.
Zobaczyłam Jeremy’ego na zastępczym parkiecie, przylegając do, ze wszystkich ludzi, Beth. Musiała tutaj przyjść, kiedy byłam na zewnątrz z Bradem.
Nadal ze sobą nie rozmawiałyśmy, a patrząc na jej spojrzenie w najbliższym czasie dalej tego nie zrobimy. – Jesteś tutaj, żeby odebrać mi także Jeremy’ego, Amando?
- Nie. I nie odebrałam ci niczego ani nikogo, Beth.
- Gówno prawda!
- Panie, nie walczcie. Jest mnie dosyć dla was obu – wymamrotał Jeremy.
- Możesz mi tylko powiedzieć, gdzie tutaj na dole jest łazienka?
- Nie używaj tej na dole. Czeka tam kolejka ludzi. Idź użyć jednej z tych na górze – powiedział Jeremy.
Obróciłam się na pięcie i skierowałam do schodów, gdy tamta dwójka wróciła do obściskiwania się. Dopiero, kiedy doszłam na szczyt schodów, zdałam sobie sprawę, że nie zapytałam go, gdzie jest tutaj łazienka. Stwierdziłam, że będę musiała po prostu otwierać drzwi. Przecież było tutaj tylko kilka drzwi. Jak trudno będzie znaleźć łazienkę?
Pierwsze drzwi, które otworzyłam były od szafy. Następne drzwi od domowego gabinetu. Może znalezienie łazienki będzie trudniejsze niż myślałam. Na szczęście zauważyłam jak ktoś wychodzi z drzwi na końcu korytarza. Bingo! Łazienka. Zaczęłam kierować się w tamtą stronę, kiedy usłyszałam odgłos dobywający się zza drzwi, przed którymi stałam. Brzmiało jak głuchy stukot, jakby ktoś został do nich przyciśnięty. Wtedy usłyszałam jęczący żeński głos. – Och, skarbie. Tak. Pieprz mnie mocno.
Stałam wryta w ziemię, nie mogąc się ruszyć. Wiedziałam, że powinnam iść w cholerę od tych drzwi, ale nie potrafiłam się do tego zmusić. Po paru więcej stukotach i jękach, kobieta zajęczała. – Pocałuj mnie w usta. Czemu nie pocałujesz mnie w usta? Chcę tego. – Stłumiony, rozgniewany męski głos burknął na nią. Z trudem łapiąc powietrze, kobieta powiedziała. – Teraz nie mogę też mówić? Dobra, więc dokończ mnie pieprzyć. – Wymknęło się jeszcze parę jęków i nastąpiła cisza.
Kiedy dotarło do mnie, że hałas ucichł, poszłam tak szybko jak mogłam do łazienki, mając nadzieję, że nikogo tam nie ma. Na szczęście była pusta. Zrobiłam to, co musiałam, wymyłam ręce i szybko sprawdziłam swój makijaż w lustrze. Wiedziałam, że przeciągałam. Chciałam żeby minęło tyle czasu, abym nie musiała spotykać się ze Stukaczami. Niewiarygodne było, że ludzie mogli uprawiać seks w kogoś domu podczas ogromnej imprezy. Nie byłam pruderyjna, ale wydawało się to obleśne. Ludzie byli wszędzie na dole i na górze, ktoś mógłby ich usłyszeć.
Uchyliłam drzwi łazienki na tyle, żeby upewnić się, że teren pusty. Był pusty. Zrobiłam trzy kroki korytarzem i wtedy to usłyszałam. Drzwi do pokoju seksu się otwierały. Zamarłam. Powinnam było pobiec, kiedy usłyszałam drzwi. Wiedziałam, że głupio było tam stać, ale szczerze mówiąc byłam trochę ciekawa, kim byli Stukacze. Drzwi powoli się otworzyły. Ktokolwiek to był, chciał upewnić się, że nikt nie zobaczy, iż wychodzi z tego pokoju. Najpierw wyszedł facet.
Amando Marie Kelly, dlaczego nie uciekłaś zanim otworzyły się te przeklęte drzwi?
Noah trzymał głowę w dole, jak wyszedł na korytarz. Chyba wyczuł, że ktoś tam stoi, bo od razu spojrzał w moim kierunku. Krew odpłynęła z jego twarzy. Byłam otępiała od stóp do głów. Wszystkie moje systemy się zamykały. Opuściła mnie zdolność do myślenia, mówienia i poruszania. Kiedy myślałam, że ta sytuacja nie może być jeszcze gorsza, ona wyszła za nim i spojrzała na mnie przez jego ramię.
- Witaj, Amando. Co ty tutaj robisz? – zapytała Brittani z najbardziej zadowolonym z siebie wyrazem twarzy. Co ja bym dała, żeby móc stłuc tę minę z jej twarzy.
Milczałam. Jak mogłam być na imprezie tak długo i dopiero teraz ją zobaczyć? Całkiem łatwo było ją dostrzec, a przynajmniej jej wielki tyłek. Otoczyła rękami talię Noah. On szybko odsunął się od niej. Wyglądała na wkurzoną, ale szybko się opanowała.
Odezwała się słodko do Noah. – Skarbie, to było niesamowite, jak zwykle. Nikt nie pieprzy mnie tak jak ty. Sposób, w jaki ssiesz moje…
- Zamknij się, Brittani – powiedział Noah, przerywając jej. Gniew zaprawiał jego głos, podczas gdy smutek ogarnął jego oczy, które wpatrywały się we mnie. Podniosła rękę, żeby przesunąć palcami przez jego włosy, ale odsunął się od niej.
Kładąc ręce na biodrach, fuknęła i zapytała marudnym głosem. – O co ci chodzi?
Zaciskając szczękę, Noah powiedział gniewnie. – Idź stąd.
Spojrzała na mnie z jej popisowym złośliwym uśmiechem. Boże, nienawidziłam tego cholernego uśmiechu i tej twarzy.
Zamruczała do niego. – Będę na dole, kiedy będziesz gotowa na rundę drugą, skarbie. – Posyłając mi ostatni pełen samozadowolenia uśmiech, skierowała się na dół.
Nie odrywaliśmy od siebie spojrzenia z Noah przez cały czas jak staliśmy w korytarzu. Niespodziewanie czucie zaczęło wracać do mojego ciała. Chciało mi się rzygać. Odwróciłam się i pobiegłam do łazienki. Wisiałam nad toaletą kilka chwil, zanim opróżniłam do niej zawartość żołądka. Ostatni raz, kiedy jadłam był dziewięć godzin temu, więc niewiele się podniosło. Suche wymioty wprawiły moje ciało w konwulsje. Waliło mi w głowie, a ból w piersi był tak intensywny, że czułam się jakby moje serce się sypało.
Gdy byłam pewna, że wszystko, co w sobie miałam zniknęło, usiadłam na podłodze, opierając się o wannę. Szybko zaatakował mnie szloch. Nie miałam nad sobą kontroli. Ktoś zapukał cicho do drzwi. Nie odezwałam się. Kolejne ciche pukanie. Potem usłyszałam pytanie Noah. – Tweet, wszystko w porządku? Mogę wejść, proszę?
Jaja sobie robił? W ciągu mniej niż trzech minut przeszłam ze zranionej, zdruzgotanej, wściekłej do doprowadzonej do szału.
Próbując opanować płacz, krzyknęłam na drzwi. – NIE I NIE!
Drzwi za mną powoli się otworzyły. Starając się dojść do łazienki tak szybko jak mogłam, zapomniałam ją zamknąć. Nie mogłam uwierzyć, że on naprawdę tutaj wchodził. Wrzasnęłam. – TRZYMAJ SIĘ ODE MNIE DO CHOLERY Z DALEKA, NOAH!
Podniosłam się na nogi, gdy drzwi otworzyły się na oścież. Zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak piekło. Oczy były przekrwione, twarz w plamach i pokryta łzami. Noah wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.
- Wiem, że nie chcesz tego teraz słuchać. – Jego głos brzmiał strasznie cicho i napięcie. – Tak bardzo, bardzo przepraszam.
- Za co? Jestem dla ciebie nikim – powiedziałam najpustszym głosem jak mogłam.
- To nic nie znaczy. Ona jest tylko pieprzeniem.
- Wow! Jakiś ty romantyczny.
Potarł twarz dłońmi. – Byłem na ciebie wściekły, że go wybrałaś.
- Nie obwinisz mnie za to co ty dopiero co z nią zrobiłeś. Jak mogłeś z nią? – Ruszyłam do drzwi, ale chwycił mnie za ramię.
- Nie wiem. Kiedy zobaczyłem jak klękasz obok Smurfgnojka i mu pomagasz… Wkurzyłem się.
- Więc pieprzyłeś się z Brittani, żeby na mnie się odegrać?
- Nie! Nie chciałem się na tobie odegrać. Po prostu chciałem nic nie czuć. – Łzy nadal spływały po mojej twarzy, jak na siebie patrzyliśmy.
Wyrwałam mu się, cofnęłam o krok i powiedziałam. – Czemu z nią? Nie widziałeś wyrazu jej twarzy, kiedy wyszła z tego pokoju po tym jak wy… i zobaczyła mnie tam. Wyglądała na tak przeklęcie zadowoloną. Jakby wiedziała, że ona ma coś, czego ja nigdy nie będę miała. – Wylewały się ze mnie szlochy.
- Masz mnie. Każdą część mnie. Zawsze miałaś. Po prostu mnie nie chcesz. – Jego słowa spoliczkowały mnie. Musiał wiedzieć, że nie o to chodziło. Wszystko mu to wyjaśniłam. Zaczynałam się dusić. Musiałam się stąd wydostać. Pchnęłam Noah tak mocno jak potrafiłam. Tym razem pozwolił mi usunąć się z drogi. Kiedy wyszłam na korytarz, ruszyłam biegiem. Zbiegłam po schodach, przez salon i taras, mijając Brada, który nadal na mnie czekał. Nie miałam pojęcia jak długo mnie nie było. Mogły być to minuty lub godziny. Gdy dotarłam na dół schodów, ściągnęłam klapki i pobiegłam pełną prędkością na plażę. Nie miałam pojęcia gdzie zmierzałam. Wiedziałam tylko, że muszę stamtąd odejść.

Biegłam tak szybko i daleko jak pozwoliły mi na to nogi, zanim opadłam na piasek z wyczerpania. Mój oddech był tak szybki i ciężki, że poczułam zawroty głowy. Usłyszałam wołanie mojego imienia z daleka. Nie obchodziło mnie, kto to był. Nie obchodziło mnie nic oprócz zapomnienie o tej nocy. Gdy głos zrobił się głośniejszy nie podniosłam wzroku, wiedziałam, kto to był. Brad podbiegł i opadł obok mnie bez tchu. Przycisnęłam nogi do piersi i przytuliłam je do siebie. Wpatrywałam się w ocean, mając nadzieję, że uspokoją mnie rozbijające się fale i pomogą mi zapomnieć, co się wydarzyło.
Kiedy jego oddech się uspokoił, Brad odwrócił się do mnie i zapytał. – Co mogę zrobić?
Mój głos był beznamiętny. Nie patrzyłam na niego, odpowiadając. – Nic.
Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut, zanim znowu się odezwał. – Przykro mi, że to zobaczyłaś.
Powoli odwróciłam do niego głowę i spytałam. – Skąd o tym wiesz?
- Brit lubi się przechwalać – odparł z zakłopotaniem.
Skierowując wzrok na ocean, mruknęłam. – Chcę całkowicie zapomnieć o tym, że ostatnia godzina w ogóle się wydarzyła. – Obracając się do Brada, szepnęłam. – Pomóż mi zapomnieć. – Pochylił się do mnie i delikatnie dotknął mojego policzka ręką, po czym lekko musnął moje usta.
Brad wstał i podał mi rękę, pomagając mi wstać na nogi. Obejmował mnie ramieniem przez całą drogę powrotną do domku na plaży. Gdy dotarliśmy do schodów, zawahałam się. Nie wiedziałam czy Noah nadal był w środku, ale wiedziałam, że nie chcę go widzieć.
Brad wyczuł mój lęk i powiedział. – Będzie dobrze. Upewnię się, że nie zbliży się do ciebie. Obiecuję. – Dotknął mojej brody, leciutko odchylając moją głowę. Jego spojrzenie mnie przeniknęło. – Ufasz mi? – W jego oczach była tląca się szczerość.
Odpowiedziałam bez tchu. – Tak.
Spróbował poprawić nastrój i sprawić, żebym się uśmiechnęła. – Świetnie. Zostań tutaj. Wrócę za chwilę. Wtedy zaczniemy Operację Zapomnieć – powiedział w swoim najlepszym nowojorskim akcencie. Puścił do mnie oko i wbiegł po schodach.
Gdy Brad wrócił, pod jednym ramieniem trzymał koc, plastikową torbę pełną kawałków limonki, solniczkę, dwa kieliszki i butelkę tequili.
Szturchnął mnie w łokieć, pokazując, że chciał, bym wzięła koc. – Pomóż koledze. – Wzięłam od niego koc.
- Chodź za mną – rzekł, idąc obok mnie.
Zeszliśmy kilka metrów plażą. Z domu wylewało się wystarczająco światła, dodatkowo księżyc był bardzo jasny, więc widzieliśmy co robimy. Jednak byliśmy dobrze ukryci przed ciekawskimi podglądaczami.
Odwracając się do mnie Brad powiedział. – Proszę, powiedz mi, jeśli się mylę, ale przypuszczam, że nigdy nie piłaś tequili.
- Przypuszcza pan prawidłowo. – Rozkładając koc, zerknęłam na wszystkie rzeczy, które trzymał. – Wygląda to skomplikowanie. Jest w tym wiele rzeczy.
- Masz szczęście, Piękna, że jesteś uczona przez mistrza tequili. – Jego żartobliwość wprowadziła mały uśmiech na moją twarz.
Usiedliśmy twarzami do siebie, krzyżując przed sobą nogi. Brad położył wszystkie składniki między nami. Podniósł kawałek limonki i trzymał ją w lewej ręce. Spoglądając na mnie szafirowymi oczami, polizał wierzch tej dłoni, zwilżając ją lekko, po czym posypał ją małą ilością soli. Wskazując brodą na tequilę, powiedział. – Nalej mi tego alkoholu do jednego z kieliszków.
Uśmiechając się zrobiłam, co powiedział. Wziął ode mnie kieliszek. Wyglądając bardzo poważnie, rzekł. – Przyglądaj się uważnie. Potem będzie quiz. – Zachichotałam. Brad wykonywał dobrą robotę poprawiając mi humor.
Szybko possał limonkę, potem zlizał sól i opróżnił kieliszek. Potrząsnął głową i warknął – Och, kotku, to smaczne – sprawiając, że wybuchłam śmiechem.
Brad przyglądał mi się uważnie, gdy przygotowałam mój pierwszy strzał. Przygotowałam limonkę i sól.
Podał mi kieliszek tequili, który nalał. Poinstruował mnie. – Najlepiej zrobić to najszybciej jak się da i znać kolejność. Pamiętaj o ŚPP.
Spojrzałam na niego skonsternowana i zapytałam. – SPP?
Pojawił się szelmowski uśmiech. – Ssij. Poliż. Przełknij. – Poczułam na policzkach głęboki rumieniec. Pochylając się, dodał niskim głosem. – SPP może być również zastosowane w innych sytuacjach. – Posłał mi diabelskie spojrzenie i mrugnął.
Siadając prosto, wyprostowałam ramiona i powtórzyłam w głowie SPP. Ssałam limonkę, polizałam sól i przełknęłam tequilę tak szybko jak mogłam. W chwili kiedy trunek dotknął mojego gardła, zaczęłam krztusić się i kaszleć.
Brad przysunął się do mojego boku i klepał mnie po plecach, dopóki się nie uspokoiłam. Kiedy klepał i pocierał moje plecy, przyznał. – Prawdopodobnie powinienem był wspomnieć, że jeśli nigdy wcześniej nie piłaś tequili to dwa pierwsze kieliszki są suką.
- Dzięki za ten kawałek informacji w tej chwili – wydusiłam.
Brad miał rację. Po drugim kieliszku, reszta szła gładko.

Kontynuowaliśmy Operację Zapomnieć dopóki nie skończyło się nasze zaopatrzenie. Straciłam poczucie czasu. Ale czułam się fantastycznie, nie przejmując się niczym na świecie. Nawet nie bolało kiedy myślałam o jak mu tam było na imię. – Wow, butelka jest prawie pustka… pustrka… pusta – wymamrotałam.
- Jak się czujesz?
Przekrzywiłam głowę na bok i odpowiedziałam. – Wstawiona i rozpromieniona. – Wybuchliśmy śmiechem.
- Boże, jesteś cudowna i świetna w piciu tequili.
- Miałam dobrego nauczyciela – powiedziałam, patrząc na niego spod rzęs.
W tej chwili przez moje ciało i umysł przepływała alkoholowa odwaga. Nigdy wcześniej nie flirtowałam, więc czułam się nieswojo. Miałam tylko nadzieję, że Brad nie zaśmieje mi się w twarz.
Nachylając się do mnie, otarł się nosem o mój nos i wyszeptał. – Chciałbym nauczyć cię jeszcze paru innych rzeczy.
Zbliżył się jeszcze bardziej i zaczął przygryzać miejsce za moim uchem. To łaskotało i wzbudzało we mnie dreszcze. Zachichotałam. Co się ze mną działo? Odsunęłam się trochę od niego. Miejsce za moim uchem paliło.
Rzucając mu spojrzenie z ukosa, uśmiechnęłam się i zapytałam. – Na przykład?
Brad podparł się na prawym ramieniu. Wrócił do miejsca za moim uchem, przesuwając ustami po mojej skórze. Szepnął. – Chodź tutaj.
Chwycił mnie za biodra i wciągnął na swoje kolana, tak że siedziałam na nim okrakiem. Ruch ten był tak szybki, że mnie zaskoczył. Zaczął lizać i ssać drogę pomiędzy moją szczęką a szyją. Odchyliłam głowę na bok, dając mu wolną drogę. Chciałam pomóc mojemu koledze kiedykolwiek było to możliwe. Czułam się niesamowicie. Płonęłam, a zarazem miałam dreszcze. Jego ręce powędrowały w dół moich bioder. Położył je na moim tyłku, przyciskając mnie bliżej do swojego torsu. Dotyk jego dużych dłoni trzymających i ściskających mnie sprawił, że mrowiła mnie każda część ciała.
- Ejjj! – Spojrzałam do tyłu na wbijające się we mnie palce Brada i zaczęłam chichotać. – Dotykasz mojego tyłka. – Czułam jak uśmiechał się przy mojej szyi. – Nikt nigdy tego nie robił.
- Nigdy? – mruknął zdziwiony, dalej przesuwając wargami i językiem po mojej szyi.
- Nie celowo – zachichotałam.
Przywarł wargami do moich ust. Ssał i lekko przygryzał moją dolną wargę. Każda część mojego ciała na niego reagowała. Przyciągnął mnie blisko i znowu ścisnął mój tyłek, sprawiając, że cicho jęknęłam.
Szepnął w moje usta. – To mnie dziwi. To taki słodki, mały tyłeczek.
Wyczuwałam ciepło i wilgoć rozprzestrzeniające się między moimi nogami. Wpychał język głęboko i badał każdy cal mojej buzi przed wycofaniem. Raz jeszcze przygryzał miejsce między moją szczęką, a szyją. Jego gorący oddech owiał moją szyję, a jego ręce zaczęła wędrować pod moją bluzką.
Zdyszany powiedział. – Jest o wiele więcej miejsc na twoim ciele, których chcę celowo dotknąć. – Przejechał językiem za moje ucho. Usłyszałam jego pomruk. – Taka słodka. Chcę wylizać cię całą. – Myślałam, że zaraz wybuchnę. Jego słowa sprawiły, że moje ciało czuło rzeczy, które nie wiedziałam, że istniały. Doprowadzały mnie do szału.
Przeniosłam ręce z jego karku na jego miękkie ciemnoblond włosy. Brad jęknął, jak wsunęłam w nie palce, lekko za nie ciągnąc. Nasze oddechy były tak szybkie i ciężkie, że trudno nam było zwolnić.
Warknął cicho, po czym szepnął. – Jeżeli jeszcze nie wyraziłem tego jasno, naprawdę cię lubię.
- Ja ciebie też – powiedziałam, śmiejąc się. Nie wiedziałam czy to przez Brada, tequilę czy połączenie obu, ale czułam się naprawdę szczęśliwa.
Trzymał mnie mocno przy sobie. – Czy czujesz jak twardy jestem przez ciebie?
- Mmmhmmm… - Moja odpowiedź była jękiem.
- Chodźmy gdzieś, gdzie jest mniej piasku.
- Ok. – Uśmiechnęłam się i zachichotałam. Moja głowa tak wirowała, że nie byłam całkiem pewna na co się zgadzam. Wiedziałam tylko, że czuję ciepło, mrowienie i byłam podniecona.
Zeszłam z kolan Brada. Ciężko wstał, potrzebując minuty, żeby odzyskać równowagę. Wyciągając do mnie ręce, chwyciłam je i podniósł mnie z koca.
Zaczęłam zbierać nasze rzeczy, kiedy powiedział. – Nie przejmuj się tym.
- Nie powinniśmy zaśmiecać środowiska – odparłam z moją najlepszą nadąsaną miną. Wybuchł śmiechem. Lekko pociągnął mnie za ręce i opadłam na jego tors ze śmiechem.
- Potem się tym zajmiemy. Teraz są ważniejsze kwestie, które wymagają mojej uwagi. – Pocałował mnie szybko w usta, złapał mnie za dłoń i pociągnął do schodów prowadzących do domu.
Impreza znacznie się uspokoiła. Brad trzymał mnie mocno za rękę, prowadząc nas przez duży salon w kierunku schodów na górę. Weszliśmy po paru stopniach, gdy poczułam silną ciepłą dłoń na nadgarstku, zatrzymującą mnie w pół kroku. Przechyliłam się na poręcz. Byłam tak pijana po tequili, że zajęło mi parę sekund uświadomienie sobie, kto mnie chwycił.
- NOAH!! – Musiałam być szalenie pijana, bo byłam podekscytowana na jego widok.
Wyrwałam rękę Bradowi. Rzuciłam się na Noah, obejmując go za szyję. Wyglądał na zszokowanego tym jaka byłam względem niego czuła, ponieważ ostatnim razem jak się widzieliśmy, to na niego wrzeszczałam.
- Spójrz, Brad! To Noah! Mój Noah! Jest taki słodki i seksowny. Jest słeksowny. Polizał moje udo pod stołem moich rodziców. Pamiętasz jak mnie lizałeś, Noah? – spytałam wysokim głosem.
Kładąc ręce na moich barkach Noah pomógł mi stanąć prosto. Powiedział cicho. – Zabieram cię do domu.
Patrząc w jego piękną twarz, odparłam. – Ale Brad zamierzał zrobić mi celowo pewne rzeczy. Nie wiem jakie, ale świetnie się bawię. Hej! Chcesz iść z nami? – zapytałam.
Spojrzałam na Brada, który przeszywał wzrokiem Noah, ręce zwinięte były w pięści i szczęka zaciśnięta. Noah otoczył mnie ramieniem w talii i zaczął sprowadzać mnie po schodach. Brad był tuż za nami. Złapał mnie za łokieć, wyrywając mnie z ramion Noah.
Niskim, groźnym tonem Brad warknął na Noah. – Nie dość jej już dzisiaj zrobiłeś? Świetnie się ze mną bawi, więc zabieraj z niej swoje pieprzone ręce.
Uśmiechnęłam się do Brada, następnie obróciłam do Noah i rzekłam. – Naprawdę dobrze się bawię. On wcale nie jest Smurfgnojkiem.
Noah pociągnął mnie za drugie ramię, uwalniając mnie od uścisku Brada. Ruszyliśmy do drzwi wejściowych, gdy raz jeszcze poczułam jak moje ramię ciągnięte jest przez Brada. Zaczynało mnie męczyć bycie rozciąganą między nimi. Nie wspominając, że te całe poruszanie trochę niepokoiło mój żołądek. Bez słowa Noah puścił moją dłoń, podszedł do Brada i walnął go prosto w brzuch. Moja ręka wypadła z dłoni Brada, jak skulił się i upadł na podłogę. Wtedy Noah się odwrócił i przerzucił mnie sobie przez ramię.

Idąc w kierunku drzwi, złapałam się paska jego spodni, podniosłam głowę i krzyknęłam. – PA, PA, BRAD! DZIĘKI! MOŻE NASTĘPNYM RAZEM TY POLIŻESZ MOJE UDO! PA, PA! – Nadal leżał na podłodze, kiedy dotarliśmy do drzwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz