Zapomnienie o
kimś nie zdarza się przez wejście pod kogoś. Jedynie przypomina ci o tym, czego
powinnaś się trzymać.
To było przytłaczające, kiedy weszliśmy z Bradem do domku na
plaży Jeremy’ego. Liczba ludzi była niesamowita. Byli wszędzie. Pary stały w
kątach salonu, obściskując się, tańczące pary obściskiwały się i nawet pary na
schodach się obściskiwały. Przypominało to wersję Johna Hughesa Kaliguli.
Wyglądało na to, że większość, jeśli nie wszyscy, byli tutaj z ostatniej klasy.
Muzyka była niewiarygodnie głośna i przy pulsującym rytmie czułam wibracje w
całym ciele. W pokoju walały się czerwone kubki, wskazując, że alkohol zaczął
już płynąć.
Brad trzymał mnie blisko swego boku jak przedzieraliśmy się
przez masę ciał. Jego ręka cały czas opierała się o moje plecy. Miałam na sobie
przycięte, wypłowiałe dżinsy i jasnofioletową bluzkę bez rękawów, której brzeg
kończył się tuż nad górą spodni. Palce Brada wsunęły się pod moją bluzkę i
potarły skórę dołu moich pleców. Jego dotyk wywołał we mnie lekkie drżenie.
Zawsze wyglądał bardzo dobrze, ale dziś wyglądał ekstremalnie seksownie. Ubrany
był w ciemne krótkie spodenki i szafirową koszulę na guziki z rękawami
podwiniętymi do łokci. Ten kolor doskonale pasował do jego oczu. Również dobrze
pachniał, cynamonem. Nastoletni chłopcy nie zawsze mają czarujący zapach.
Jedynym chłopakiem, którego znałam i zawsze pachniał wspaniale był Noah.
Pachniał cytrusami, jak pomarańcza.
Kilkoro ludzi zatrzymywało Brada na pogawędkę. Mówił im
szybkie ‘cześć’, potem skierowywał
swoją uwagę z powrotem na mnie. Poszliśmy do kuchni. Wino, tequila, wódka i rum
zapełniały blaty kuchenne razem z różnymi bezalkoholowymi dodatkami. Były tam
szklane przesuwane drzwi prowadzące na wielki taras, gdzie stało parę beczek.
Chipsy były menu tego wieczora, tylko chipsy. Wszystkie rodzaje chipsów –
ziemniaczane, kukurydziane, chlebowe, tortillowe. Wymienisz jakieś chipsy i są
one tutaj.
Wchodząc do kuchni zostaliśmy powitani przez naszego
gospodarza Jeremy’ego. – Hej, BroJo! Cieszę się, że w końcu dotarłeś, stary.
Teraz może zacząć się poważne imprezowanie – powiedział Jeremy, przybijając
piątkę z Bradem. Byłam całkiem pewna, że nasz gospodarz już wcześniej spróbował
alkoholowych płynów.
- Pratt, znasz Amandę? – spytał Brad.
- Tak, tak, tak! Jesteś dziewczyną Stewarta. – Poczułam jak
ręka Brada zesztywniała na moich plecach. – Cieszę się, że przyszłaś. –
Spoglądając w miejsce gdzie była ręka Brada, Jeremy pochylił się wyszeptał
głośno. – Lepiej uważasz, koleś. Nie chcesz, żeby NoStew zobaczył jak dotykasz jego dziewczynę, nie po wczorajszym.
Nigdy wcześniej nie widziałem go tak wkurzonego.
- Ona nie jest jego dziewczyną. – Brad spojrzał na mnie i
posłałam mu mały uśmiech.
Węzły zaczęły formować się w dole mojego brzucha. – Gdzie
jest Noah? – spytałam Jeremy’ego.
Podnosząc ręce, zaczął machać nimi nad głową i wymamrotał. –
Gdzieś tam… - Stracił równowagę i opadł na blat. Klepiąc Brada w plecy,
powiedział. – Czujcie się jak u siebie w domu. Mi casa su casa. Jedzcie,
pijcie, bądźcie weseli i te całe gówno.
Gdy Jeremy zniknął, przeszukałam pokój w poszukiwaniu Noah.
Zmartwienie wymalowane było na mojej twarzy, jak spojrzałam a Brada. – Moje
bycie tutaj z tobą było złym pomysłem. Nie miałam okazji porozmawiać z Noah o
wczoraj.
Nachylając się do mnie, usta Brada delikatnie musnęły moje
ucho, jak szepnął. – Bycie z tobą nigdy nie jest złym pomysłem. Jest tutaj
mnóstwo ludzi. Pewnie go nie zobaczymy. Zrelaksuj się. Dobrze się tobą zajmę. –
Pocałował mnie lekko tuż pod uchem. – Co cię zadowala? Jeśli chodzi o napoje,
oczywiście. Później mogę zająć się twoimi innymi przyjemnościami. – Mrugnął.
Nie starałam się ukryć przewrócenia oczami, jak potrząsnęłam
głową i powiedziałam. – Niewiarygodne.
Pojawił się megawatowy uśmiech Brada. – Piękna, nie masz
nawet pojęcia.
Tak naprawdę nie piłam. Piłam już wino, ale to był jedyny
rozmiar spożycia alkoholu. Dodatkowo przy dziwnym efekcie, który miał na mnie
Brad wolałam dzisiaj mieć czystą głowę.
Podnosząc wzrok, uśmiechnęłam się nieśmiało. – Dietetyczna
soda wystarczy. Dzięki.
- A więc dietetyczna soda. Zaraz wrócę. – Pocałował mnie
delikatnie w policzek zanim poszedł. Tak, zdecydowanie był uwodzicielem.
W ciągu kilku minut Brad wrócił z dwoma czerwonymi kubkami,
oba wypełnione były sodą. Byłam zaskoczona, że nie pił niczego mocniejszego.
Zapytałam zaciekawiona. – Nie pijesz mocnych rzeczy?
- Może później. Chcę być całkowicie czujny, kiedy będę cię
poznawał. – Chwytając mnie za łokieć, poprowadził mnie do przesuwanych
szklanych drzwi. – Wyjdźmy na taras. Jest mniej zatłoczony.
Była piękna noc. Niebo było tak przejrzyste, że gwiazdy
wyglądały jak mrugające małe, białe światełka świąteczne. Z oceanu napływała
ciepła bryza i odgłos fal rozbijających się o skały koił moje nerwy.
Podeszliśmy do balustrady tarasu zwróconej do oceanu. Kiedy cieszyłam się
morską bryzą i patrzyłam na fale, Brad patrzył na mnie. Czułam rozgrzewające
się policzki. Gapienie się wprawiało mnie w lekki zakłopotanie.
Odwróciłam się do niego, starając się brzmieć żartobliwie i
spytałam. – Co jest z tobą i tym gapieniem się?
- Mówiłem ci wcześniej, że podziwiam. Czemu tak ci
przeszkadza, że patrzą na ciebie faceci?
Teraz byłam cała czerwona. – Po pierwsze, faceci nigdy na mnie nie patrzyli. Po
drugie nie jestem typem dziewczyny, na którą się patrzy, przynajmniej nie z
dobrych powodów.
Zbliżył się do mnie tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
Powiedział cicho. – Nie masz pojęcia jak seksowna jesteś. Prawda?
- Jesteś pewien, że masz w tym kubku tylko sodę?
Brad potrząsnął głową, uśmiechając się. – Jesteś
niesamowita. Tak bardzo się cieszę, że się zgodziłaś.
Lekko przycisnął usta do moich warg. Automatycznie zamknęłam
oczy. Nagły przypływ elektryczności przeszedł przez moje ciało. Przygryzł moją
dolną wargę, po czym poczułam przesuwającej się po niej jego język. Jego wargi
były miękkie i smakowały sodą. Nasze usta poruszały się wolno, a wtedy czubek
jego języka wsunął się między moje wargi. Rozchyliłam je lekko i wsunął język
do moich ust. Każdy jego ruch był tak wolny, zamierzony i seksowny jak diabli.
Nie śpieszył się zakończyć ten pocałunek i ja również.
Niespodziewanie Brad oderwał się ode mnie. Usłyszałam krzyki
ludzi. Otworzyłam oczy. Byłam tak zdezorientowana po pocałunku, że nie od razu
pojęłam, co się działo. Gdy mój wzrok się skupił zobaczyłam jak Noah ciągnie
Brada po schodach na plażę. Kilkoro ludzi poszło za nimi. Do czasu jak zeszłam
po schodach usłyszałam ciało uderzające o ciało.
- OSTRZEGŁEM CIĘ, CO DO DOTYKANIA JEJ! – wrzasnął Noah,
uderzając pięścią w bok Brada.
W odróżnieniu od wczoraj Brad odparł atak. Popchnął Noah, po
czym podniósł lewą pięść do lewej strony szczęki Noah. Noah cofnął się
chwiejnie parę kroków i pozbierał się w sobie. Naparł na Brada pełną siłą,
zwalając go na ziemię. Atak Noah był nieustępliwy, bez przerwy nokautował
Brada.
Podbiegłam, krzycząc. – NOAH, PRZESTAŃ! ZABIJESZ GO! – Łzy
spływały po mojej twarzy.
Nareszcie podszedł Jeremy i dwóch innych facetów, i
ściągnęli Noah z Brada.
Podeszłam i kucnęłam u boku Brada, pomagając mu usiąść. – O
Boże? Nic ci nie jest? Musimy zabrać cię na ostry dyżur.
Potrząsnął głową i szepnął. – Nic mi nie będzie. Daj mi
tylko chwilkę. – Z trudem łapał powietrze.
Podnosząc wzrok, oczami błagałam Noah, żeby się uspokoił.
Jego klatka piersiowa prędko się unosiła, a oddechy były szybkie i ciężkie.
Mocno zaciskał szczękę, a ręce nadal zwinięte były w pięści. Jednak nie zrobił
żadnego ruchu w stronę Brada. To mnie przeszywał wzrokiem. Myślałam, że wczoraj
był wściekły, ale to było nic w porównaniu z furią, która teraz od niego
wibrowała. Nigdy nie kierował do mnie takiego gniewu.
Patrząc na mnie pogardliwie, zapytał. – Tego chcesz?
Jakiegoś pieprzonego sukinsyna, który chce tylko dostać się do twoich majtek?
Nie wiedziałam jak odpowiedzieć. Byłam zażenowana i on był
temu winien. Wpatrywałam się w niego ze łzami w oczach. Nie rozumiałam, co się
działo. Wiedziałam, że nie podobał mu się pomysł mojego wyjścia z Bradem. To
była tylko jedna randka. Noah zachowywał się jakbym zamierzała poślubić tego
faceta i skazać się na życie w piekle. Bez kolejnego słowa odwrócił się i
przedarł się do schodów, kierując do domu.
Jeremy, próbując sprowadzić imprezę na dobry tor,
powiedział. – No i to jest impreza! Dobra ludzie, nie ma tu nic więcej do
oglądania. Ruszać się. – Tłum zaczął się sypać i wracać do domu.
Pomogłam Bradowi wstać. – Jesteś pewien, że dobrze się
czujesz?
- Tak. Nic mi nie jest – burknął.
Położył ramię na moich barkach, a ja objęłam go w pasie.
Pozwalając mu oprzeć się o mnie, wróciliśmy na taras. Przytrzymywałam Brada,
jak usiadł na jednej z leżanek i opierał się o nią. Czułam się okropnie. To
była moja wina, że to mu się stało. Usiadłam obok niego i nie przestawałam
przepraszać. Nie wiedziałam, co innego powiedzieć czy zrobić.
Patrząc na niego współczująco, powiedziałam. – Tak bardzo
przepraszam. Mogę ci coś przynieść? Mogę coś dla ciebie zrobić?
Uśmiech powoli wpełzł na jego twarz ociekającą seksownością,
kiedy odparł. – Mogę wymyślić parę rzeczy, które mogłabyś dla mnie zrobić.
Tylko pozwól mi tutaj jeszcze trochę posiedzieć dopóki ból nie ustanie.
Pokręciłam głową. – Czy ty kiedykolwiek przestajesz
flirtować?
- Nie, kiedy jest ktoś warty flirtowania. – Puścił mi oko.
- Może powinnam posłuchać ostrzeżeń na twój temat.
- Nie będę kłamał. Wyobrażałem sobie ciebie w różnych
pozycjach. Wszystkie dotyczą obejmujących mnie twoich nóg. Ale nie tylko tego
chcę.
Miałam gęsią skórkę na całym ciele. Po czasie, który wydawał
się wiecznością nerwowo zapytałam. – A czego chcesz?
- Całej ciebie. – I raz jeszcze pojawił się ten wspaniały,
rozpływający się seksowny uśmiech. Co było w tym facecie? W jednej chwili mówi
coś bardzo niestosownego. W drugiej mówi coś, co trochę bardziej mnie
oszałamia. Boże, jestem taką dziewczyną.
Siedzieliśmy z Bradem na tarasie przez godzinę rozmawiając o
szkole, planach na wakacje i do jakich college’ów chcieliśmy pójść. Również
sporo bezwstydnie flirtowaliśmy. Oczywiście przez większość czasu Brad to
robił. Przecież był w tym całkiem uzdolniony. Jeszcze nie byłam w jego
towarzystwie do końca zrelaksowana, ale dochodziłam do tego. Jego agresywność
połączona ze słodkością wytrącała mnie z równowagi. Zdecydowanie był czarującą
osobą i spędzałam z nim dobrze czas.
Od jakiegoś czasu byliśmy na imprezie i pora była na
znalezienie łazienki. – Mogę cię na chwilę przeprosić? Muszę znaleźć łazienkę –
powiedziałam nieśmiało.
- Pewnie, nie znikaj na długo. Wciąż potrzebuję twoich
uzdrawiających rąk tam, gdzie mnie boli. Poza tym pokazało się kilka innych
miejsc, które potrzebują twojego wyjątkowego dotyku. – Posłał mi diabelski
uśmiech, poruszając brwiami.
Uśmiechając się do niego, odparłam. – Jesteś z siebie wielce
zadowolony, co?
Pomyślał przez chwilę i odpowiedział. – Hmmm… sądzę, że tak
i wiem, że ty też będziesz.
- Możesz wskazać mi kierunek łazienki?
Zachichotał, po czym odparł. – Jest jedna na dole i dwie na
górze.
- Dzięki. Zaraz wrócę.
Przeszłam przez podwójne drzwi balkonowe, które prowadziły z
tarasu do ogromnego salonu. Tłum nie bardzo się przerzedził, ale było trochę
ciszej. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Noah. Czułam, że najlepiej będzie jak
teraz będę trzymała się od niego z daleka. Nie widziałam go od bójki. Nadal nie
mogłam wyrzucić z głowy jego spojrzenia. Zapytałam parę ludzi czy go widzieli.
Powiedzieli, że wyszedł od razu po bójce. Cieszyłam się. Wyjście było
najlepsze. Musiał się uspokoić. Mogłam sama się sobą zająć.
Zobaczyłam Jeremy’ego na zastępczym parkiecie, przylegając
do, ze wszystkich ludzi, Beth. Musiała tutaj przyjść, kiedy byłam na zewnątrz z
Bradem.
Nadal ze sobą nie rozmawiałyśmy, a patrząc na jej spojrzenie
w najbliższym czasie dalej tego nie zrobimy. – Jesteś tutaj, żeby odebrać mi
także Jeremy’ego, Amando?
- Nie. I nie odebrałam ci niczego ani nikogo, Beth.
- Gówno prawda!
- Panie, nie walczcie. Jest mnie dosyć dla was obu –
wymamrotał Jeremy.
- Możesz mi tylko powiedzieć, gdzie tutaj na dole jest
łazienka?
- Nie używaj tej na dole. Czeka tam kolejka ludzi. Idź użyć
jednej z tych na górze – powiedział Jeremy.
Obróciłam się na pięcie i skierowałam do schodów, gdy tamta
dwójka wróciła do obściskiwania się. Dopiero, kiedy doszłam na szczyt schodów,
zdałam sobie sprawę, że nie zapytałam go, gdzie jest tutaj łazienka.
Stwierdziłam, że będę musiała po prostu otwierać drzwi. Przecież było tutaj
tylko kilka drzwi. Jak trudno będzie znaleźć łazienkę?
Pierwsze drzwi, które otworzyłam były od szafy. Następne
drzwi od domowego gabinetu. Może znalezienie łazienki będzie trudniejsze niż
myślałam. Na szczęście zauważyłam jak ktoś wychodzi z drzwi na końcu korytarza.
Bingo! Łazienka. Zaczęłam kierować się w tamtą stronę, kiedy usłyszałam odgłos
dobywający się zza drzwi, przed którymi stałam. Brzmiało jak głuchy stukot,
jakby ktoś został do nich przyciśnięty. Wtedy usłyszałam jęczący żeński głos. –
Och, skarbie. Tak. Pieprz mnie mocno.
Stałam wryta w ziemię, nie mogąc się ruszyć. Wiedziałam, że
powinnam iść w cholerę od tych drzwi, ale nie potrafiłam się do tego zmusić. Po
paru więcej stukotach i jękach, kobieta zajęczała. – Pocałuj mnie w usta. Czemu
nie pocałujesz mnie w usta? Chcę tego. – Stłumiony, rozgniewany męski głos burknął
na nią. Z trudem łapiąc powietrze, kobieta powiedziała. – Teraz nie mogę też
mówić? Dobra, więc dokończ mnie pieprzyć. – Wymknęło się jeszcze parę jęków i
nastąpiła cisza.
Kiedy dotarło do mnie, że hałas ucichł, poszłam tak szybko
jak mogłam do łazienki, mając nadzieję, że nikogo tam nie ma. Na szczęście była
pusta. Zrobiłam to, co musiałam, wymyłam ręce i szybko sprawdziłam swój makijaż
w lustrze. Wiedziałam, że przeciągałam. Chciałam żeby minęło tyle czasu, abym
nie musiała spotykać się ze Stukaczami. Niewiarygodne było, że ludzie mogli
uprawiać seks w kogoś domu podczas ogromnej imprezy. Nie byłam pruderyjna, ale
wydawało się to obleśne. Ludzie byli wszędzie na dole i na górze, ktoś mógłby
ich usłyszeć.
Uchyliłam drzwi łazienki na tyle, żeby upewnić się, że teren
pusty. Był pusty. Zrobiłam trzy kroki korytarzem i wtedy to usłyszałam. Drzwi
do pokoju seksu się otwierały. Zamarłam. Powinnam było pobiec, kiedy usłyszałam
drzwi. Wiedziałam, że głupio było tam stać, ale szczerze mówiąc byłam trochę
ciekawa, kim byli Stukacze. Drzwi powoli się otworzyły. Ktokolwiek to był,
chciał upewnić się, że nikt nie zobaczy, iż wychodzi z tego pokoju. Najpierw
wyszedł facet.
Amando Marie
Kelly, dlaczego nie uciekłaś zanim otworzyły się te przeklęte drzwi?
Noah trzymał głowę w dole, jak wyszedł na korytarz. Chyba
wyczuł, że ktoś tam stoi, bo od razu spojrzał w moim kierunku. Krew odpłynęła z
jego twarzy. Byłam otępiała od stóp do głów. Wszystkie moje systemy się
zamykały. Opuściła mnie zdolność do myślenia, mówienia i poruszania. Kiedy
myślałam, że ta sytuacja nie może być jeszcze gorsza, ona wyszła za nim i
spojrzała na mnie przez jego ramię.
- Witaj, Amando. Co ty tutaj robisz? – zapytała Brittani z
najbardziej zadowolonym z siebie wyrazem twarzy. Co ja bym dała, żeby móc stłuc
tę minę z jej twarzy.
Milczałam. Jak mogłam być na imprezie tak długo i dopiero
teraz ją zobaczyć? Całkiem łatwo było ją dostrzec, a przynajmniej jej wielki
tyłek. Otoczyła rękami talię Noah. On szybko odsunął się od niej. Wyglądała na
wkurzoną, ale szybko się opanowała.
Odezwała się słodko do Noah. – Skarbie, to było niesamowite,
jak zwykle. Nikt nie pieprzy mnie tak jak ty. Sposób, w jaki ssiesz moje…
- Zamknij się, Brittani – powiedział Noah, przerywając jej.
Gniew zaprawiał jego głos, podczas gdy smutek ogarnął jego oczy, które
wpatrywały się we mnie. Podniosła rękę, żeby przesunąć palcami przez jego
włosy, ale odsunął się od niej.
Kładąc ręce na biodrach, fuknęła i zapytała marudnym głosem.
– O co ci chodzi?
Zaciskając szczękę, Noah powiedział gniewnie. – Idź stąd.
Spojrzała na mnie z jej popisowym złośliwym uśmiechem. Boże,
nienawidziłam tego cholernego uśmiechu i tej twarzy.
Zamruczała do niego. – Będę na dole, kiedy będziesz gotowa
na rundę drugą, skarbie. – Posyłając mi ostatni pełen samozadowolenia uśmiech,
skierowała się na dół.
Nie odrywaliśmy od siebie spojrzenia z Noah przez cały czas
jak staliśmy w korytarzu. Niespodziewanie czucie zaczęło wracać do mojego
ciała. Chciało mi się rzygać. Odwróciłam się i pobiegłam do łazienki. Wisiałam
nad toaletą kilka chwil, zanim opróżniłam do niej zawartość żołądka. Ostatni
raz, kiedy jadłam był dziewięć godzin temu, więc niewiele się podniosło. Suche
wymioty wprawiły moje ciało w konwulsje. Waliło mi w głowie, a ból w piersi był
tak intensywny, że czułam się jakby moje serce się sypało.
Gdy byłam pewna, że wszystko, co w sobie miałam zniknęło,
usiadłam na podłodze, opierając się o wannę. Szybko zaatakował mnie szloch. Nie
miałam nad sobą kontroli. Ktoś zapukał cicho do drzwi. Nie odezwałam się.
Kolejne ciche pukanie. Potem usłyszałam pytanie Noah. – Tweet, wszystko w
porządku? Mogę wejść, proszę?
Jaja sobie robił? W ciągu mniej niż trzech minut przeszłam
ze zranionej, zdruzgotanej, wściekłej do doprowadzonej do szału.
Próbując opanować płacz, krzyknęłam na drzwi. – NIE I NIE!
Drzwi za mną powoli się otworzyły. Starając się dojść do
łazienki tak szybko jak mogłam, zapomniałam ją zamknąć. Nie mogłam uwierzyć, że
on naprawdę tutaj wchodził. Wrzasnęłam. – TRZYMAJ SIĘ ODE MNIE DO CHOLERY Z
DALEKA, NOAH!
Podniosłam się na nogi, gdy drzwi otworzyły się na oścież.
Zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam jak piekło. Oczy były
przekrwione, twarz w plamach i pokryta łzami. Noah wszedł do środka, zamykając
za sobą drzwi.
- Wiem, że nie chcesz tego teraz słuchać. – Jego głos
brzmiał strasznie cicho i napięcie. – Tak bardzo, bardzo przepraszam.
- Za co? Jestem dla ciebie nikim – powiedziałam najpustszym
głosem jak mogłam.
- To nic nie znaczy. Ona jest tylko pieprzeniem.
- Wow! Jakiś ty romantyczny.
Potarł twarz dłońmi. – Byłem na ciebie wściekły, że go
wybrałaś.
- Nie obwinisz mnie za to co ty dopiero co z nią zrobiłeś.
Jak mogłeś z nią? – Ruszyłam do
drzwi, ale chwycił mnie za ramię.
- Nie wiem. Kiedy zobaczyłem jak klękasz obok Smurfgnojka i
mu pomagasz… Wkurzyłem się.
- Więc pieprzyłeś się z Brittani, żeby na mnie się odegrać?
- Nie! Nie chciałem się na tobie odegrać. Po prostu chciałem
nic nie czuć. – Łzy nadal spływały po mojej twarzy, jak na siebie patrzyliśmy.
Wyrwałam mu się, cofnęłam o krok i powiedziałam. – Czemu z nią? Nie widziałeś wyrazu jej twarzy,
kiedy wyszła z tego pokoju po tym jak wy… i zobaczyła mnie tam. Wyglądała na
tak przeklęcie zadowoloną. Jakby wiedziała, że ona ma coś, czego ja nigdy nie
będę miała. – Wylewały się ze mnie szlochy.
- Masz mnie. Każdą
część mnie. Zawsze miałaś. Po prostu mnie nie chcesz. – Jego słowa
spoliczkowały mnie. Musiał wiedzieć, że nie o to chodziło. Wszystko mu to
wyjaśniłam. Zaczynałam się dusić. Musiałam się stąd wydostać. Pchnęłam Noah tak
mocno jak potrafiłam. Tym razem pozwolił mi usunąć się z drogi. Kiedy wyszłam
na korytarz, ruszyłam biegiem. Zbiegłam po schodach, przez salon i taras,
mijając Brada, który nadal na mnie czekał. Nie miałam pojęcia jak długo mnie
nie było. Mogły być to minuty lub godziny. Gdy dotarłam na dół schodów,
ściągnęłam klapki i pobiegłam pełną prędkością na plażę. Nie miałam pojęcia
gdzie zmierzałam. Wiedziałam tylko, że muszę stamtąd odejść.
Biegłam tak szybko i daleko jak pozwoliły mi na to nogi,
zanim opadłam na piasek z wyczerpania. Mój oddech był tak szybki i ciężki, że
poczułam zawroty głowy. Usłyszałam wołanie mojego imienia z daleka. Nie
obchodziło mnie, kto to był. Nie obchodziło mnie nic oprócz zapomnienie o tej
nocy. Gdy głos zrobił się głośniejszy nie podniosłam wzroku, wiedziałam, kto to
był. Brad podbiegł i opadł obok mnie bez tchu. Przycisnęłam nogi do piersi i
przytuliłam je do siebie. Wpatrywałam się w ocean, mając nadzieję, że uspokoją
mnie rozbijające się fale i pomogą mi zapomnieć, co się wydarzyło.
Kiedy jego oddech się uspokoił, Brad odwrócił się do mnie i
zapytał. – Co mogę zrobić?
Mój głos był beznamiętny. Nie patrzyłam na niego,
odpowiadając. – Nic.
Siedzieliśmy w ciszy przez kilka minut, zanim znowu się
odezwał. – Przykro mi, że to zobaczyłaś.
Powoli odwróciłam do niego głowę i spytałam. – Skąd o tym
wiesz?
- Brit lubi się przechwalać – odparł z zakłopotaniem.
Skierowując wzrok na ocean, mruknęłam. – Chcę całkowicie
zapomnieć o tym, że ostatnia godzina w ogóle się wydarzyła. – Obracając się do
Brada, szepnęłam. – Pomóż mi zapomnieć. – Pochylił się do mnie i delikatnie
dotknął mojego policzka ręką, po czym lekko musnął moje usta.
Brad wstał i podał mi rękę, pomagając mi wstać na nogi.
Obejmował mnie ramieniem przez całą drogę powrotną do domku na plaży. Gdy
dotarliśmy do schodów, zawahałam się. Nie wiedziałam czy Noah nadal był w
środku, ale wiedziałam, że nie chcę go widzieć.
Brad wyczuł mój lęk i powiedział. – Będzie dobrze. Upewnię
się, że nie zbliży się do ciebie. Obiecuję. – Dotknął mojej brody, leciutko
odchylając moją głowę. Jego spojrzenie mnie przeniknęło. – Ufasz mi? – W jego
oczach była tląca się szczerość.
Odpowiedziałam bez tchu. – Tak.
Spróbował poprawić nastrój i sprawić, żebym się uśmiechnęła.
– Świetnie. Zostań tutaj. Wrócę za chwilę. Wtedy zaczniemy Operację Zapomnieć – powiedział w swoim najlepszym nowojorskim
akcencie. Puścił do mnie oko i wbiegł po schodach.
Gdy Brad wrócił, pod jednym ramieniem trzymał koc,
plastikową torbę pełną kawałków limonki, solniczkę, dwa kieliszki i butelkę
tequili.
Szturchnął mnie w łokieć, pokazując, że chciał, bym wzięła
koc. – Pomóż koledze. – Wzięłam od niego koc.
- Chodź za mną – rzekł, idąc obok mnie.
Zeszliśmy kilka metrów plażą. Z domu wylewało się
wystarczająco światła, dodatkowo księżyc był bardzo jasny, więc widzieliśmy co
robimy. Jednak byliśmy dobrze ukryci przed ciekawskimi podglądaczami.
Odwracając się do mnie Brad powiedział. – Proszę, powiedz
mi, jeśli się mylę, ale przypuszczam, że nigdy nie piłaś tequili.
- Przypuszcza pan prawidłowo. – Rozkładając koc, zerknęłam
na wszystkie rzeczy, które trzymał. – Wygląda to skomplikowanie. Jest w tym
wiele rzeczy.
- Masz szczęście, Piękna, że jesteś uczona przez mistrza
tequili. – Jego żartobliwość wprowadziła mały uśmiech na moją twarz.
Usiedliśmy twarzami do siebie, krzyżując przed sobą nogi.
Brad położył wszystkie składniki między nami. Podniósł kawałek limonki i
trzymał ją w lewej ręce. Spoglądając na mnie szafirowymi oczami, polizał
wierzch tej dłoni, zwilżając ją lekko, po czym posypał ją małą ilością soli.
Wskazując brodą na tequilę, powiedział. – Nalej mi tego alkoholu do jednego z
kieliszków.
Uśmiechając się zrobiłam, co powiedział. Wziął ode mnie
kieliszek. Wyglądając bardzo poważnie, rzekł. – Przyglądaj się uważnie. Potem
będzie quiz. – Zachichotałam. Brad wykonywał dobrą robotę poprawiając mi humor.
Szybko possał limonkę, potem zlizał sól i opróżnił
kieliszek. Potrząsnął głową i warknął – Och, kotku, to smaczne – sprawiając, że
wybuchłam śmiechem.
Brad przyglądał mi się uważnie, gdy przygotowałam mój
pierwszy strzał. Przygotowałam limonkę i sól.
Podał mi kieliszek tequili, który nalał. Poinstruował mnie.
– Najlepiej zrobić to najszybciej jak się da i znać kolejność. Pamiętaj o ŚPP.
Spojrzałam na niego skonsternowana i zapytałam. – SPP?
Pojawił się szelmowski uśmiech. – Ssij. Poliż. Przełknij. –
Poczułam na policzkach głęboki rumieniec. Pochylając się, dodał niskim głosem.
– SPP może być również zastosowane w innych sytuacjach. – Posłał mi diabelskie
spojrzenie i mrugnął.
Siadając prosto, wyprostowałam ramiona i powtórzyłam w
głowie SPP. Ssałam limonkę, polizałam sól i przełknęłam tequilę tak szybko jak
mogłam. W chwili kiedy trunek dotknął mojego gardła, zaczęłam krztusić się i
kaszleć.
Brad przysunął się do mojego boku i klepał mnie po plecach,
dopóki się nie uspokoiłam. Kiedy klepał i pocierał moje plecy, przyznał. –
Prawdopodobnie powinienem był wspomnieć, że jeśli nigdy wcześniej nie piłaś
tequili to dwa pierwsze kieliszki są suką.
- Dzięki za ten kawałek informacji w tej chwili – wydusiłam.
Brad miał rację. Po drugim kieliszku, reszta szła gładko.
Kontynuowaliśmy Operację
Zapomnieć dopóki nie skończyło się nasze zaopatrzenie. Straciłam poczucie
czasu. Ale czułam się fantastycznie, nie przejmując się niczym na świecie.
Nawet nie bolało kiedy myślałam o jak mu tam było na imię. – Wow, butelka jest
prawie pustka… pustrka… pusta – wymamrotałam.
- Jak się czujesz?
Przekrzywiłam głowę na bok i odpowiedziałam. – Wstawiona i
rozpromieniona. – Wybuchliśmy śmiechem.
- Boże, jesteś cudowna i świetna w piciu tequili.
- Miałam dobrego nauczyciela – powiedziałam, patrząc na
niego spod rzęs.
W tej chwili przez moje ciało i umysł przepływała alkoholowa
odwaga. Nigdy wcześniej nie flirtowałam, więc czułam się nieswojo. Miałam tylko
nadzieję, że Brad nie zaśmieje mi się w twarz.
Nachylając się do mnie, otarł się nosem o mój nos i
wyszeptał. – Chciałbym nauczyć cię jeszcze paru innych rzeczy.
Zbliżył się jeszcze bardziej i zaczął przygryzać miejsce za
moim uchem. To łaskotało i wzbudzało we mnie dreszcze. Zachichotałam. Co się ze
mną działo? Odsunęłam się trochę od niego. Miejsce za moim uchem paliło.
Rzucając mu spojrzenie z ukosa, uśmiechnęłam się i
zapytałam. – Na przykład?
Brad podparł się na prawym ramieniu. Wrócił do miejsca za
moim uchem, przesuwając ustami po mojej skórze. Szepnął. – Chodź tutaj.
Chwycił mnie za biodra i wciągnął na swoje kolana, tak że
siedziałam na nim okrakiem. Ruch ten był tak szybki, że mnie zaskoczył. Zaczął
lizać i ssać drogę pomiędzy moją szczęką a szyją. Odchyliłam głowę na bok,
dając mu wolną drogę. Chciałam pomóc mojemu koledze kiedykolwiek było to
możliwe. Czułam się niesamowicie. Płonęłam, a zarazem miałam dreszcze. Jego
ręce powędrowały w dół moich bioder. Położył je na moim tyłku, przyciskając
mnie bliżej do swojego torsu. Dotyk jego dużych dłoni trzymających i
ściskających mnie sprawił, że mrowiła mnie każda część ciała.
- Ejjj! – Spojrzałam do tyłu na wbijające się we mnie palce
Brada i zaczęłam chichotać. – Dotykasz mojego tyłka. – Czułam jak uśmiechał się
przy mojej szyi. – Nikt nigdy tego nie robił.
- Nigdy? – mruknął zdziwiony, dalej przesuwając wargami i
językiem po mojej szyi.
- Nie celowo – zachichotałam.
Przywarł wargami do moich ust. Ssał i lekko przygryzał moją
dolną wargę. Każda część mojego ciała na niego reagowała. Przyciągnął mnie
blisko i znowu ścisnął mój tyłek, sprawiając, że cicho jęknęłam.
Szepnął w moje usta. – To mnie dziwi. To taki słodki, mały
tyłeczek.
Wyczuwałam ciepło i wilgoć rozprzestrzeniające się między
moimi nogami. Wpychał język głęboko i badał każdy cal mojej buzi przed
wycofaniem. Raz jeszcze przygryzał miejsce między moją szczęką, a szyją. Jego
gorący oddech owiał moją szyję, a jego ręce zaczęła wędrować pod moją bluzką.
Zdyszany powiedział. – Jest o wiele więcej miejsc na twoim
ciele, których chcę celowo dotknąć. – Przejechał językiem za moje ucho.
Usłyszałam jego pomruk. – Taka słodka. Chcę wylizać cię całą. – Myślałam, że
zaraz wybuchnę. Jego słowa sprawiły, że moje ciało czuło rzeczy, które nie
wiedziałam, że istniały. Doprowadzały mnie do szału.
Przeniosłam ręce z jego karku na jego miękkie ciemnoblond
włosy. Brad jęknął, jak wsunęłam w nie palce, lekko za nie ciągnąc. Nasze
oddechy były tak szybkie i ciężkie, że trudno nam było zwolnić.
Warknął cicho, po czym szepnął. – Jeżeli jeszcze nie
wyraziłem tego jasno, naprawdę cię
lubię.
- Ja ciebie też – powiedziałam, śmiejąc się. Nie wiedziałam
czy to przez Brada, tequilę czy połączenie obu, ale czułam się naprawdę
szczęśliwa.
Trzymał mnie mocno przy sobie. – Czy czujesz jak twardy jestem przez ciebie?
- Mmmhmmm… - Moja odpowiedź była jękiem.
- Chodźmy gdzieś, gdzie jest mniej piasku.
- Ok. – Uśmiechnęłam się i zachichotałam. Moja głowa tak
wirowała, że nie byłam całkiem pewna na co się zgadzam. Wiedziałam tylko, że
czuję ciepło, mrowienie i byłam podniecona.
Zeszłam z kolan Brada. Ciężko wstał, potrzebując minuty,
żeby odzyskać równowagę. Wyciągając do mnie ręce, chwyciłam je i podniósł mnie
z koca.
Zaczęłam zbierać nasze rzeczy, kiedy powiedział. – Nie
przejmuj się tym.
- Nie powinniśmy zaśmiecać środowiska – odparłam z moją
najlepszą nadąsaną miną. Wybuchł śmiechem. Lekko pociągnął mnie za ręce i
opadłam na jego tors ze śmiechem.
- Potem się tym zajmiemy. Teraz są ważniejsze kwestie, które
wymagają mojej uwagi. – Pocałował mnie szybko w usta, złapał mnie za dłoń i
pociągnął do schodów prowadzących do domu.
Impreza znacznie się uspokoiła. Brad trzymał mnie mocno za
rękę, prowadząc nas przez duży salon w kierunku schodów na górę. Weszliśmy po
paru stopniach, gdy poczułam silną ciepłą dłoń na nadgarstku, zatrzymującą mnie
w pół kroku. Przechyliłam się na poręcz. Byłam tak pijana po tequili, że zajęło
mi parę sekund uświadomienie sobie, kto mnie chwycił.
- NOAH!! – Musiałam być szalenie pijana, bo byłam
podekscytowana na jego widok.
Wyrwałam rękę Bradowi. Rzuciłam się na Noah, obejmując go za
szyję. Wyglądał na zszokowanego tym jaka byłam względem niego czuła, ponieważ
ostatnim razem jak się widzieliśmy, to na niego wrzeszczałam.
- Spójrz, Brad! To Noah! Mój
Noah! Jest taki słodki i seksowny. Jest słeksowny.
Polizał moje udo pod stołem moich rodziców. Pamiętasz jak mnie lizałeś,
Noah? – spytałam wysokim głosem.
Kładąc ręce na moich barkach Noah pomógł mi stanąć prosto.
Powiedział cicho. – Zabieram cię do domu.
Patrząc w jego piękną twarz, odparłam. – Ale Brad zamierzał
zrobić mi celowo pewne rzeczy. Nie
wiem jakie, ale świetnie się bawię. Hej! Chcesz iść z nami? – zapytałam.
Spojrzałam na Brada, który przeszywał wzrokiem Noah, ręce
zwinięte były w pięści i szczęka zaciśnięta. Noah otoczył mnie ramieniem w
talii i zaczął sprowadzać mnie po schodach. Brad był tuż za nami. Złapał mnie
za łokieć, wyrywając mnie z ramion Noah.
Niskim, groźnym tonem Brad warknął na Noah. – Nie dość jej
już dzisiaj zrobiłeś? Świetnie się ze mną bawi, więc zabieraj z niej swoje
pieprzone ręce.
Uśmiechnęłam się do Brada, następnie obróciłam do Noah i
rzekłam. – Naprawdę dobrze się bawię. On wcale nie jest Smurfgnojkiem.
Noah pociągnął mnie za drugie ramię, uwalniając mnie od
uścisku Brada. Ruszyliśmy do drzwi wejściowych, gdy raz jeszcze poczułam jak
moje ramię ciągnięte jest przez Brada. Zaczynało mnie męczyć bycie rozciąganą
między nimi. Nie wspominając, że te całe poruszanie trochę niepokoiło mój
żołądek. Bez słowa Noah puścił moją dłoń, podszedł do Brada i walnął go prosto
w brzuch. Moja ręka wypadła z dłoni Brada, jak skulił się i upadł na podłogę.
Wtedy Noah się odwrócił i przerzucił mnie sobie przez ramię.
Idąc w kierunku drzwi, złapałam się paska jego spodni,
podniosłam głowę i krzyknęłam. – PA, PA, BRAD! DZIĘKI! MOŻE NASTĘPNYM RAZEM TY POLIŻESZ MOJE UDO! PA, PA! – Nadal leżał na podłodze, kiedy
dotarliśmy do drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz