wtorek, 11 marca 2014

Wpis 18

Czytałam gdzieś, że nie ma gorszego cierpienia od doświadczenia śmierci ukochanej osoby. Myślę, że istnieje cierpienie, które jednak przesłania te spowodowane utratą ukochanej osoby. Jest to cierpienie nie otrzymania okazji, aby się pożegnać.
Nie możesz powiedzieć osobie jak wielki miała na ciebie wpływ. Nie możesz jej powiedzieć jak bardzo doceniasz to, co dla ciebie zrobiła. Nie możesz jej powiedzieć jak bardzo ją kochasz i jak będziesz za nią tęsknić. Kiedy nie dostajesz szansy na pożegnanie się, nie masz szansy na podziękowanie. Każdy zasługuje na podziękowanie i pożegnanie.


Cicho zapukałam do jego drzwi, mówiąc. – Noah, to ja.
Usłyszałam jego ochrypłą odpowiedź. – Wejdź.
Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Noah leżał na łóżku dłońmi zakrywając oczy. Zabrał ręce, usiadł i na mnie spojrzał. Prawie rozpadłam się na podłogę. Wylewał się z niego smutek i załamanie.
Patrzyliśmy sobie przez chwilę w oczy, a wtedy Noah powiedział. – Dostał zawału serca w pracy. Umarł zanim jeszcze dotarli tam sanitariusze. – Próbował się trzymać, żeby mówić dalej. – Widziałem go rano i wyglądał dobrze. W przyszłym miesiącu mieliśmy jechać na Fenwey, Tweet. – Krztusił się każdym słowem, nie mogąc już powstrzymać płaczu.
Moje oczy pełne były łez. Serce nigdy tak bardzo mnie nie bolało. Rozpaczliwie chciałam zabrać całe jego cierpienie. Nic nie mówiąc, podeszłam do niego. Ściągnęłam buty, wspięłam się na łóżko i usiadłam obok niego. Noah oparł się o moją klatkę piersiową. Obejmując go ramionami i nogami, schowałam głowę w zagięciu jego szyi, przytulając go mocno do siebie, jak płakał w swoim bólu.
Szepnęłam w jego szyję. – Twój tata był wspaniałym człowiekiem i był z ciebie bardzo dumny.
Nasze szlochy zaczęły cichnąć. Pozostaliśmy w tej samej pozycji w milczeniu. Po chwili do drzwi ktoś lekko zapukał.
Odezwał się żeński głos. – Noah, to Brooke. Mogę wejść?
Zanim odpowiedział drzwi się uchyliła i do środka weszła Brooke. Widząc nas w naszej pozycji na łóżku przez jej twarz przeszedł gniew. Noah pozostał w moich ramionach z zamkniętymi oczami. Brooke piorunowała mnie wzrokiem, podczas gdy jej głos był spokojny.
- Co się dzieje? – zapytała.
Pocierając twarz Noah odpowiedział. – Brooke, teraz naprawdę nie chcę być w nikogo towarzystwie. Przepraszam. Jutro do ciebie zadzwonię.
Brooke zmrużyła na mnie oczy, jeszcze mocniej przeszywając mnie spojrzeniem. Widziałam jak jej ciało zesztywniało. Zacisnęła usta, napinając twarz. Była rozgniewana i zraniona. Wiedziałam, że Brooke była jego dziewczyną i to ona powinna go pocieszać. Zaczęłam odsuwać się od Noah, żeby mogła zająć moje miejsce, ale trzymał się mojego ramienia jak imadła i nie chciał puścić.
Odwróciłam do niej głowę. Oczami prosiłam ją, żeby zrozumiała jak bardzo teraz cierpiał. Pewnie nie zdawał sobie sprawy jak brzmiało to, co powiedział. Bez słowa odwróciła się i wyszła.
- Może powinnam pójść i dać jej zostać – powiedziałam.
Noah przewrócił się na brzuch, mocno oplótł mnie ramionami w talii i oparł policzek o moją pierś.
Mruknął. – Nie zostawiaj mnie. Potrzebuję cię, tylko ciebie. Nie chcę być w nikogo towarzystwie, oprócz twoim, Tweet. – Jego ciało zaczęło drżeć. Czułam jak moja bluzka robi się mokra od jego łez.
Przytuliłam go mocniej, szepcząc. – Jestem tutaj. Nigdzie się nie wybieram. – Tej nocy nie wyszliśmy z łóżka Noah. Zasnęliśmy przytuleni do siebie.

Następnego ranka Noah i jego mama mieli iść do zakładu pogrzebowego, żeby ustalić pogrzeb jego taty. Poprosił mnie, żebym poszła i poszłam. Ani razu nie go nie zostawiłam. Noah cały czas tego dnia utrzymywał ze mną kontakt fizyczny. Trzymał mnie za rękę, siedział blisko albo obejmował mnie ramieniem. Tak jakby dotykanie mnie go uspokajało.
Przez cały dzień nie widziałam Brooke. Nie byłam pewna czy to była jej decyzja czy Noah. Dziwne dla mnie było, że nie było jej przy nim. Wiedziałam, że zeszła noc była niezręczna i Brooke była zraniona, ale właśnie zmarł jego ojciec i był zdruzgotany. Nie lubiłam Brooke, ale nie sądziłam, że będzie tak małostkowa i będzie wściekać się na Noah.
Dom Stewartów brzęczał aktywnością. Ciągle zatrzymywali się przy nim ludzie, przynosząc jedzenie i składając kondolencje Noah i jego mamie. Cała moja rodzina starała się pomóc, gdziekolwiek byliśmy potrzebni. Stewartowie byli naszą rodziną. Mój tata i pan Stewart byli jak bracia. Jego śmierć bardzo mocno uderzyła tatę. Ci dwaj mężczyźni byli w tym samym wieku i pan Stewart wydawał się być w tak samo dobrej formie co mój tata. Biegali razem kilka razy w tygodniu i nawet często grali w koszykówkę. Fakt, że pan Stewart był w tak dobrej formie, a to i tak się wydarzyło przerażał tatę.
Tego popołudnia zrobiłam pranie. Szłam korytarzem w stronę bieliźniarki, żeby odnieść kołdry i ręczniki. Przeszłam obok domowego biura pana Stewarta. Zatrzymałam się, przypominając sobie jak byliśmy dziećmi, a w tym biurze zawsze były słodycze. Tata Noah przekupywał nas Skittlesami, żebyśmy poszli bawić się na podwórko, kiedy pracował.
Usłyszałam Noah rozmawiającego przez komórkę. – Nie mogę teraz tego zrobić. – Zamilkł, pozwalając mówić komuś po drugiej stronie. – Chryste, Brooke, umarł mi tata, a mama jest kłębkiem nerwów. Potrzebuję jej ze sobą. – Znowu przerwa. – Mówiłem ci tysiąc razy, że jest moją najlepszą przyjaciółką. – Następna przerwa była o wiele dłuższa niż poprzednie. – Wiem jak to musiało wyglądać, ale ona nigdzie się nie wybiera. Jest ogromną częścią mojego życia, więc musisz się do tego przyzwyczaić, jeśli mamy być razem. – Jeszcze jedna szybka przerwa. – Decyzja zależy od ciebie. Muszę kończyć. Zobaczymy się jutro na pogrzebie. – Rozłączył się bez pożegnania.
Noah wyszedł z biura i przyłapał mnie na podsłuchiwaniu.
- Przypuszczam, że wszystko słyszałaś. – Jego ręka od razu powędrowała do mojego ramienia. Zauważył, że na nią zerknęłam. – Myślisz, że to dziwne? – spytał.
- Co takiego?
- Że nie mogę wytrzymać dwóch sekund bez dotknięcia cię.
- To dobre dziwactwo. – Posłałam mu nieznaczny uśmiech.
- Przestanę, jeśli chcesz. – Pokręciłam głową. – Czuję się po prostu tak, że jeśli puszczę cię na dłuższy czas, to cię stracę.
- Jestem tutaj tak długo jak mnie potrzebujesz. Nie musisz mnie puszczać, dopóki nie jesteś gotowy. Ale nie chcę robić ci problemów z Brooke. Nie była szczęśliwa zeszłej nocy, kiedy zobaczyła nas w twoim pokoju.
- Pogodzi się z tym… ostatecznie. – Kąciki jego ust leciutko się uniosły. – Brooke jest wkurzona. Możesz w to uwierzyć? Mój tata właśnie umarł, a ona jest wkurzona, że cię potrzebuję.
- Ona chce tylko pomóc, Noah.
- Musi zrozumieć, że teraz potrzebuję ciebie. Nikt nie może zająć twojego miejsca w moim życiu, Tweet.
Nie mogłam powstrzymać lekkiego rumieńca plamiącego moje policzki. Podobało mi się uczucie bycia przez niego potrzebną.

Tej nocy miałam problemy z zaśnięciem. Ostatnie dwa dni były tak zabiegane, że nie miałam wolnego czasu, żeby pisać w pamiętniku. W głowie tak wiele miałam myśli i uczuć, że musiałam spisać je na papierze. Kiedy nie mogłam zasnąć to dlatego, że myślałam za dużo. Zazwyczaj, gdy spisywałam myśli na papier, pomagało mi to oczyścić umysł i mogłam zasnąć. Przestraszył mnie mój telefon, gdy zawibrował od wiadomości.
Noah: Wyjrzyj przez okno.
Wstałam, podeszłam do okna i je otworzyłam. Stał pod nim Noah. Jego oczy były zaszklone i czerwone. Przypuszczałam, że od płakania.
Mój głos był niski i cichy. – Hej, co tutaj robisz tak późno? Wszystko w porządku? – Wiedziałam, że to głupie pytanie.
- Nie. Nie jest wszystko w porządku. Mogę wejść?
- Oczywiście, że możesz. Idź do drzwi wejściowych i cię wpuszczę.
- Nie potrzebuję drzwi wejściowych.
Zaczął wspinać się do mojego okna. Zdawał się trochę nietrwały, więc pomogłam mu wsunąć się do środka. Kiedy znalazł się już w środku wyczułam alkohol. Wydawało mi się, że brzmiał dziwnie na zewnątrz. Nie mogłam winić go za lekką nietrzeźwość po tym, co przechodził. Chwiejnie podszedł do mojego łóżka, więc poszłam za nim, pomagając mu usiąść. Wyraz jego oczu złamał mi serce. Wyglądał na tak zagubionego i samotnego.
Wyciągnął ręce i chwycił mnie za biodra, przyciągając mnie do uścisku. Moje łóżko było dość wysoko ustawione. Stojąc przed Noah, podczas gdy on siedział moja klatka piersiowa była na wysokości jego wzroku. Bez słowa objęłam go za szyję, przytulając do siebie. Przeczesałam palcami jego jedwabiste włosy. Nawet z charakterystycznym odorem alkoholu pachniał cudownie, świeżo i cytrusowo.
- Chciałabym zabrać twoje cierpienie – szepnęłam w jego włosy. Przytulił mnie mocniej.
Staliśmy tak przez jakiś czas, kiedy nagle poczułam jak palce Noah powoli wsunęły się pod moją bluzkę i Noah schował twarz w mojej klatce piersiowej. Było późno i byłam przebrana do łóżka w parę długich spodni od pidżamy i skąpą bluzkę. Moje sutki stwardniały, kiedy mocniej przycisnął twarz. Byłam taka zażenowana. Próbowałam pocieszyć najlepszego przyjaciela i się podniecałam.
Chciałam się cofnąć, ale Noah trzymał mnie mocno, nie pozwalając mi się ruszyć. Spojrzał na mnie spod długich ciemnych rzęs. Jego piękne jasnoniebieskie oczy przyciemnione były bólem. Te spojrzenie mnie rozbiło. Chciałam, żeby zniknęło.
Nasze oddechy stały się cięższe. Noah nie zrywał kontaktu wzrokowego, jak zaczął obsypywać pocałunkami moje piersi przez bluzkę. Jego wargi miały niesamowity dotyk nawet przez materiał. Moja skóra płonęła, kiedy fala za falą dreszczy opływała moje ciało.
Jego usta zsunęły się w dół, znajdując mały miejsce odkrytej skóry tuż nad moją kością biodrową. Zacisnęłam palce na jego włosach i wymknęło mi się sapnięcie, kiedy poczułam na skórze jego język. Zsunął dłonie po moich plecach, lądując na tyłku. Jego wargi powoli przesunęły się po mojej klatce piersiowej, łagodnie ssąc i liżąc płonącą skórę. Był pijany, odczuwał ogromny ból i miał dziewczynę. Noah powstrzymał nas od popełnienia wielkiego błędu za pierwszym razem, gdy byłam pijana, więc ja musiałam zrobić to samo. Musieliśmy przestać. Kompletnie wymknęło się to spod kontroli.
- Noah… - Głos miałam tak zdyszany i cichy, iż nie byłam pewna czy mnie usłyszał.
- Twoja skóra jest taka miękka i słodka – mruknął przy moim brzuchu.
- Nie możemy tego zrobić – szepnęłam.
Rozplątałam palce z jego włosów. Zabrałam ręce z jego umięśnionych ramion i położyłam je na dłoniach, które trzymał na moim tyłku. Próbowałam je ściągnąć, ale tak mocno ściskał i nie chciał puścić. Musnął ustami mój obojczyk, po czym przygryzając skórę po drodze dotarł do miejsca tuż pod moim uchem.
Szepnął. – Potrzebuję cię. Jesteś jedyną, której pragnę. Za każdym razem gdy jestem z nią, myślę o tobie. Straszliwie potrzebuję znaleźć się w tobie. Proszę, nie zmuszaj mnie do wyjścia.
Wiele wymagało ode mnie siły nie poddanie mu się. Pragnęłam go tak bardzo jak on mnie. – Noah, piłeś i cierpisz. Nie jesteś w stanie myśleć rozsądnie. Poza tym masz dziewczynę. Nie jesteś takim facetem. Nie zdradzasz.
Noah uwolnił mnie z uścisku, otaczając ramionami w pasie, kiedy ja objęłam go za szyję. Przytulaliśmy się tak mocno, że trudno było złapać oddech. Jego ciało zaczęło lekko się trząść i poczułam łzy opadające na moją szyję.
- Proszę nie zostawiaj mnie – poprosił w moją szyję.
- Pójdę tylko tam, gdzie ty.
- Dziękuję – szepnął.
- Zostań dziś tutaj. Twoje ciotki są u ciebie w domu razem z twoją mamą, prawda? – Kiwnął tylko głową.
Ściągnęłam buty Noah i pomogłam mu opróżnić kieszenie jego spodni. Był na tyle przytomny, że zdołał sam je ściągnąć. Odciągnęłam kołdrę na łóżku, a on położył się na nim ubrany w bokserki i koszulkę.
- Pójdę przynieść ci wodę i aspirynę – powiedziałam, przykrywając go.
Noah złapał mnie za rękę zanim puściłam kołdrę. Spojrzał na mnie, jego piękne oczy nadal błyszczały. – Nie przeszedłbym przez to bez ciebie. Strasznie cię kocham, Tweet.
Przełknęłam ciężko ślinę, kiedy usłyszałam, że mnie kocha. To był drugi raz, gdy mi to powiedział, a ja nadal nie powiedziałam mu tego samego, przynajmniej nie tak, żeby to usłyszał. Ale wydawało się, że nie ma znaczenia czy mu powiem to samo, chciał, żebym wiedziała jak dotknęłam jego serca. Miałam nadzieję, że czuł jak bardzo go kochałam, chociaż nie mogłam mu tego powiedzieć.
- Nie będziesz musiał niczego przechodzić beze mnie. – Uśmiechnęłam się do niego lekko.
Na jego twarzy pojawiła się ulga. Pocałowałam go w czoło i poszłam po wodę oraz aspirynę. Gdy wróciłam do pokoju zdążył już zasnąć. Wiedziałam, że niewiele spał przez parę ostatnich nocy, więc go nie budziłam. Długo mu się przyglądałam. Wyglądał tak spokojnie. Pożegnanie się jutro z jego tatą będzie najtrudniejszą rzeczą jaką Noah będzie musiał kiedykolwiek zrobić. Przynajmniej będzie miał parę godzin spokoju podczas snu.
Podeszłam do drzwi i zgasiłam małą lampkę stojącą na komodzie. Przed wyjściem odwróciłam się, żeby ostatni raz na niego spojrzeć. Światło księżyca przeświecało przez okno oświetlając jego piękną spokojną twarz.
- Też cię kocham, Noah – powiedziałam, zanim zamknęłam drzwi i skierowałam się na noc do pokoju gościnnego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz