Twoja siła i
charakter robią się silniejsze i głębsze, kiedy czekasz aż powróci nadzieja.
Przebywałam w mieszkaniu Emily, siedząc w niemal dokładnej
replice mojej sypialni w domu. Rodzice zasadniczo przenieśli moją sypialnię
stamtąd tutaj. Chcieli, żeby było mi komfortowo i uważali, że osiągną to, jeśli
będę otoczona znajomymi rzeczami.
Mój pobyt w szpitalu trwał cztery dni. Przez pierwsze dwa
dni byłam tak otumaniona morfiną, że nie wiedziałam co się dzieje. W dzień
trzeci w głowie miałam wyraźniej i zaczęła się fizjoterapia. Wyciągali mnie z
łóżka i kazali używać balkonika do chodzenia do leżanki w kącie pokoju. Stała
jakieś sześć kroków od mojego łóżka. Byłam wyczerpana, gdy do docierałam do
krzesła.
Tylko raz spojrzałam w dół, bardzo szybko, na pozostałości
mojej kończyny. Zostałam poinformowana, że nazywanie tego kikutem nie jest już
politycznie poprawne. Stwierdziłam, że jeśli będę chciała nazywać to kikutem,
to tak będzie. Przecież to mój kikut. Wciąż nie odnalazłam odwagi na spojrzenie
na kikut tkwiący obok mojej prawej nogi.
Mama była ze mną przez cały dzień, a tata i Emily odwiedzali
mnie wieczorem po pracy. Nie wiem jak on to robił, ale Noah jakimś cudem
wkradał się do mojego pokoju i zostawał ze mną całą noc. Bez wątpienia błysnął
swoim seksownym uśmiechem, parę razy mrugnął swoimi jasnoniebieskimi oczkami i
całkowicie oczarował pielęgniarkę na nocnej zmianie.
Czwartego dnia zostałam wypisana. Fizjoterapia będzie
przychodzić do mnie trzy razy w tygodniu. Za dwa tygodnie, jeśli dobrze będę
już wyleczona zacznę proces dopasowywania trwałej protezy i zacznę
chemioterapię. Dobre czasy.
Najbardziej obawiam się teraz zaczęcia chemioterapii i
urojonego bólu. Czułam się jakby dolna część mojej lewej nogi wciąż tam była.
Mieszało mi w głowie, kiedy patrzyłam w dół i nie widziałam nogi, ale ją
czułam. Doktor Lang powiedział, że nie każda osoba po amputacji doświadcza
urojonego bólu. Miałam nadzieję, że tak będzie też ze mną.
Pierwszy dzień fizjoterapii był męczący. Chodziłam po
mieszkaniu używając balkoniku, zrobiłam trochę rozciągających ćwiczeń i to było
tyle. Odpoczywałam na łóżku, opierając się o wezgłowie z rozciągniętymi przed
sobą nogami.
Przesunęłam spojrzenie w dół i zamarłam. Po raz pierwszy
pozwoliłam sobie spojrzeć na nogi leżące obok siebie. Patrzyłam na nie długi
czas, czując się bardzo odcięta od dolnych kończyn, tak jakby do mnie nie
należały. Czułam się jakbym patrzyła na nogi kogoś innego.
Powoli dotarła do mnie świadomość. Ta połowa nogi była moja.
Zaczęły wylewać się ze mnie ciche łzy. Nie było jej. Część mnie, która zawsze
tam była już nie wróci. Musiałam się z tym po prostu oswoić.
Mówiłam sobie, że w przeszłości nigdy nie zwracałam większej
uwagi na tę część nogi. Mówiłam sobie, że ta część nogi zdecydowanie by mnie
zabiła, gdybym ją zatrzymała. Mówiłam sobie, że jak dopasują mi protezę to
znowu będę mogła chodzić. Wszystkie te powody przebiegały przez moją głowę,
żebym się nie denerwowała. Powinnam być wdzięczna.
Problem w tym, że nie możesz dyskutować ze stratą, możesz
tylko ją czuć. Nie ma znaczenia jak ważne są twoje powody, one nie powstrzymają
cię od cierpienia i opłakiwania straty. W tamtej chwili nie myślałam o
postępach w protetyce. Nie myślałam o intensywnym bólu, który czułam przez dwa
ostatnie miesiące. Nie myślałam o raku. W tamtej chwili czułam i myślałam tylko
o tym jak bardzo tęskniłam za moją nogą i może popełniłam wielki błąd.
Nie wiedziałam co robić. Rozmawianie o tym z kimś nie miało
przywrócić mojej nogi, nic nie mogło tego zrobić. Nie dostanę ponownej szansy.
Smutek i frustracja pochłaniają cię, kiedy zmuszony jesteś zaakceptować stratę
i musisz się z nią oswoić.
Minęło sześć dni od operacji. Emily, Noah i ja zamówiliśmy
pizzę na kolację i teraz oglądaliśmy film. Nie czułam się dobrze. Nie miałam
bólu głowy ani brzucha. Po prostu niewygodnie było mi we własnej skórze. Mój
umysł i zakończenia nerwowe wciąż mówiły mi, że amputowana część nogi nadal tam
była. Zaczęło zmieniać się to w uczucie, jakbym nosiła ciasnego buta. Nie było
to bolesny, tylko irytujące.
- Idę do łóżka – powiedziałam.
- Nic ci nie jest? – zapytała Emily.
- Tak, jestem chyba tylko zmęczona. – Zaczęłam odjeżdżać na
wózku inwalidzkim.
- Potrzebujesz pomocy, Tweet?
- Nie, poradzę sobie. Dobranoc.
Dotarłam do mojego pokoju, założyłam spodnie od pidżamy,
bluzkę i weszłam do łóżka. Uczucie ciasnego buta robiło się coraz gorsze, aż
czułam się jakby to imadło zaciskało się na mojej nodze. Wtedy nie wiadomo skąd
strzał bólu przeszył dolną część mojej nogi, której tam nie było. Wydałam
mrożący krew w żyłach wrzask.
Noah pierwszy wpadł do pokoju, a za nim szybko podążała
Emily. Krzyczałam i szlochałam spazmatycznie, nie mogłam im powiedzieć, co się
działo. Noah usiadł na łóżku i wziął mnie w swoje ramiona. Ból był
niepohamowany. Ktoś musiał ściągnąć imadło z mojej nogi, ale nie było żadnego
widocznego imadła, żeby go zabrać.
Wciąż krzyczałam w tors Noah, gdy ból robił się jeszcze
intensywniejszy. Moje ciało drżało od każdego przeszywającego mnie
elektrycznego strzału. Emily stała w nogach mojego łóżka wyglądając na
bezradną, łzy spływały po jej policzkach. Nikt nie mógł nic zrobić, bo nic
takiego nie było. Noah przesuwał ręką po moich plecach, próbując mnie uspokoić.
Jedna godzina zamieniła się w dwie, dwie w trzy. Gdy
wkraczaliśmy w czwartą godzinę myślałam, że stracę rozum. Ból zaczął powoli
odpływać. Odczuwałam ulgę przez jakieś piętnaście, dwadzieścia minut, a potem
imadło znowu zaczęło przekręcać się i zaciskać, a wstrząsy pojawiały się
znikąd, zaskakując mnie za każdym razem.
Kiedy zaczęło wschodzić słońce ból ustąpił. Noah nadal trzymał
mnie w ramionach, pocierając moje plecy. Głowę opierałam o jego klatkę
piersiową, oczy miałam zamknięte, ale jeszcze nie spałam. Byłam kompletnie
wysuszona. Nigdy w życiu czegoś takiego nie doświadczyłam.
Usłyszałam otwieranie drzwi i weszła Emily. – Noah, myślę,
że ona już śpi. Może pójdziesz do domu i spróbujesz zrobić to samo. Wyglądasz
na wyczerpanego – szepnęła.
- Nic mi nie jest. Nie zostawię jej. – Emily nie naciskała.
Następnym dźwiękiem jaki usłyszałam było kliknięcie zamykanych drzwi.
W dzień Bożego Narodzenia moi rodzice, pani Stewart i Noah
przyszli do Emily, żeby wymienić się prezentami i zjeść kolację. Zastanawiałam
się, co się działo między Noah i Brooke. On był ze mną niemal cały czas od
operacji. Nigdy nie poruszał tego tematu, a ja nigdy nie pytałam. Bałam się, że
jeśli to zrobię, to poczuje się winny, że nie jest z Brooke i zniknie.
Wino zostało polane, a prezenty rozdane przed obiadem.
Czułam się źle. Te ostatnich kilka tygodni było taką trąbą powietrzną, że nie
byłam w stanie nikomu kupić prezentu. Wszystkie panie wycofały się do kuchni,
żeby przygotować jedzenie, a tata poszedł otworzyć kolejną butelkę wina,
pozostawiając mnie i Noah samych.
- Jest jeszcze jeden prezent. – Podał mi małe czarne
satynowe pudełko. – Wesołych Świąt, Tweet.
- Noah, ty i twoja mama daliście mi już prezent. Kaszmirowe
swetry były od was obojga – powiedziałam.
- Tak, mama je wybrała. Dzisiaj po raz pierwszy je
zobaczyłem.
- Przepraszam, że nie mogłam nic ci kupić.
- Mogłabyś się zamknąć i otworzyć te pudełko. – Uśmiechnął
się do mnie.
Uniosłam pokrywkę. W środku była najpiękniejsza para
kolczyków z żółtymi diamencikami. Dosłownie otworzyłam szeroko usta. Byłam
oniemiała. Spojrzałam na niego oszołomiona.
- Zakładam, że ci się podobają? – spytał, uśmiechając się.
- Nie wiem co powiedzieć. To zbyt wiele.
- Podobają ci się?
- Uwielbiam je. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Widząc ten uśmiech, wiem, że były tego warte.
Zagryzłam dolną wargę, starając się powstrzymać łzy. Nie
sądziłam, że możliwe jest kochać go jeszcze mocniej niż teraz, ale myliłam się.
Tylko w jego ramionach odnajduję spokój i komfort. Czuję się bezpieczna, kiedy
są wokół mnie, jakby nic nie mogło mnie tam złapać.
Chciałam mu to powiedzieć. Chciałam powiedzieć mu jak mocno
go kocham. Chciałam, żeby wiedział, iż jest moją pierwszą i jedyną miłością.
Chciałam powiedzieć to wszystko, ale nie zrobiłam tego. Szkoda, że zmarnowałam
cały ten czas próbując go nie kochać, ale tak się stało, a teraz jest za późno.
Nie obciążę go taką, jaka jestem teraz. On musi żyć swoim życiem, a nie spędzać
je na byciu pielęgniarką dla mnie. Trzymałam zamkniętą buzię i spojrzałam na
piękny prezent, który mi podarował.
- Kolacja gotowa. – Usłyszeliśmy moją mamę z kuchni.
- Słuchaj, muszę iść – powiedział Noah.
- Nie zostajesz na jedzenie?
- Idę na kolację do rodziny Brooke. – Odwrócił ode mnie
wzrok, jakby był zawstydzony. Chyba właśnie dostałam odpowiedź na pytanie co
się między nimi działo. Wciąż są razem.
Pochłania mnie fala żalu do samej siebie i rozczarowania.
Spędziłam tych parę ostatnich tygodni spędzając niemal cały czas z Noah,
szczególnie po mojej operacji i nadal nie było to dosyć czasu z nim. Byłam
przyzwyczajona do tego, że był przy moim boku i nie chciałam, żeby szedł.
Dzisiaj będę musiała sama stawić czoło urojonemu bólowi. Już czułam się
samotna, a on siedział tuż przede mną.
Spojrzałam na niego ze łzami spływającymi po mojej twarzy. –
Dlaczego płaczesz? – zapytał.
Potrząsnęłam głową, kłamiąc. – Jestem zmęczona i święta mnie
rozczulają. – Wymusiłam uśmiech.
Obejmując dłońmi moją twarz, przesunął kciukami po moich
policzkach, ścierając łzy. – Chcesz, żebym podprowadził cię do stołu?
- Nie. Zrobię to w minutę.
Wstając, powiedział. – Dzwoń do mnie, jeśli będziesz mnie
potrzebować. – Potaknęłam. – Wesołych Świąt, Tweet.
- Wesołych Świąt, Noah.
Pożegnał się z resztą i wyszedł z mieszkania.
- Potrzebujesz pomocy, księżniczko? – spytał tata, wchodząc
do pokoju.
Pokręciłam głową. – Zaraz tam będę, tatusiu.
Wjechałam do sypialni tak szybko jak to możliwe i zamknęłam
drzwi. Zabierając poduszkę z łóżka, przytuliłam ją do piersi i wypłakałam się w
nią. W dole brzucha czułam nękający ból. Czułam się samiuteńka. Cieszyłam się,
że Noah spędzał święta ze swoją dziewczyną. Tak właśnie powinno być. Wracał do
swojego normalnego życia. Wkrótce wszyscy powrócą do normalnego życia oprócz
mnie. Ja będę się oswajać z moją nową normalnością.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz