Seks jest
zmieniaczem zasad gry, nawet jeśli to nie ty go masz.
Wystrzeliłam w górę i spojrzałam na zegarek. Dopiero
siedemnasta. Ludzie nie uprawiają seksu o siedemnastej wieczorem. To pora
obiadu. Czekają, aż jest ciemno. Wiedziałam, że to było głupie i nieprawdziwe,
ale uspokajała mnie jakoś wiedza, że mam czas na odwołanie kolacji i seksu
Beth.
Wyszłam pośpiesznie z łóżka i pobiegłam do łazienki. Wymyłam
twarz ze śladów łez, nałożyłam trochę tuszu do rzęs i odrobinę błyszczyka do
ust. Błyskawicznie wyszłam z domu. Podeszłam do ogrodzenia dzielącego nasze
podwórko od Stewartów. Widziałam Noah przez okno. Przemierzał pokój,
rozmawiając przez telefon. Miał dziwną minę, której nie mogłam odczytać. Kilka
razy przejechał wolną ręką po włosach, patrząc przez okno na nic szczególnego.
Nie zauważył mnie gapiącej się na niego, zbyt skupiony był na połączeniu.
Przeskoczyłam przez ogrodzenie i podbiegłam do tylnych drzwi
Stewartów. Jak zwykle były otwarte, więc jak zwykle wpuściłam się do środka.
Noah stał w salonie, rozmawiając. – W porządku. Zrobię to. Wiem. – Brzmiał na
zirytowanego na kogoś z kim rozmawiał przez telefon. Moim przypuszczeniem była
Beth. Spojrzał na mnie i posłał szybki uśmiech w moim kierunku. – Muszę iść. –
Zakończył połączenie bez pożegnania.
- Hej, Tweet. – Próbował brzmieć pogodnie.
- Hej, hej, hej. – Starałam się dopasować do jego
pogodności.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
- Tak. – Zaakcentowałam k,
wymawiając słowo. Czekałam, aż poruszy temat.
Podeszłam do oparcia kanapy i oparłam się o nie. – Co chcesz
dziś porabiać? Skoro nasi rodzice wyjechali na weekend, cały świat należy do
nas. Możemy spędzić ze sobą tyle czasu. – Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i
przewinęłam listę kontaktów. – Pasuje ci pepperoni z dodatkowym serem?
- Co? – Wyglądało na to, że moje pytanie go zaskoczyło.
- Na naszej pizzy. Pepperoni i dodatkowy ser?
- Tak, pasuje.
Wybrałam numer i podniosłam telefon do ucha.
Noah potarł kark kilka razy, zanim przerwał moje połączenie.
– Um… Tweet… tak jakby mam dzisiaj plany.
- Jakie plany? – zapytałam niewinnie, odkładając komórkę.
Nastało milczenie, które wydawało się trwać półtora roku.
Noah stał parę metrów ode mnie ze skrzyżowanymi ramionami na torsie, patrząc na
podłogę.
- Mam randkę – powiedział cicho.
- Randkę? Z kim?
Spojrzał na mnie spod długich, ciemnych rzęs. Uśmieszek
błądził po jego twarzy. – Nie rób tego.
- Czego?
- Nie udawaj głupiej. Nie jesteś w tym dobra. Poza tym
dopiero co rozmawiałem z Beth.
- Naprawdę? Mówisz o swojej dziewczynie Beth? – Starałam się nie brzmieć sarkastycznie, ale nie
za bardzo mi się udało.
- Przepraszam. Zamierzałem porozmawiać o tym z tobą –
powiedział z zakłopotaniem.
- Więc gadaj.
Noah pokazał mi, abym usiadła na kanapie. Pokręciłam głową.
Nie chciałam usiąść i się rozluźniać. Chciałam postać na wypadek gdyby ucieczka
była w mojej bliskiej przyszłości. Oboje zostaliśmy na naszych miejscach.
- Nie wiem od czego zacząć – powiedział.
- Może od tego, jak mnie okłamałeś.
- Nigdy cię nie okłamałem.
- Kłamstwo pominięcia! Jest tak samo złe.
Potrząsnął głową. – Słuchaj, wiem, że jesteś zdenerwowana.
- GENIUSZ! – Wyrzuciłam ramiona w powietrze.
- Mogłabyś, proszę, zamknąć się i posłuchać przez pięć
sekund. To nic wielkiego.
- Co nie jest niczym wielkim?
- Rzecz z Beth. To… - Przesunął ręką po twarzy z frustracją.
– Cokolwiek powiem będę brzmiał jak największy kutas na świecie. Wiem o tym,
więc zatrzymaj swoje przemądrzałe komentarze dla siebie – urwał. – Rzecz z Beth
jest po prostu wygodna.
Moje brwi i ton głosu podniosły się, kiedy zapytałam. –
Wygodna?
- Tak. Znamy się od dłuższego czasu. Wiedziałem, że chciała,
aby coś wydarzyło się między nami.
Tylko słyszenie tych słów wychodzących z jego ust sprawiło,
że zakręciło mi się w żołądku. – Czemu byłam trzymana w nieświadomości o tym?
- Nie chciałem, żebyś wiedziała.
- Dlaczego?
Zachichotał, potrząsając głową. – Z tego samego powodu, dla
którego nigdy nie chciałem, żebyś wiedziała, że umawiam się z jakąś dziewczyną.
Ponieważ czuję się jakbym cię zdradzał, co jest pieprzenie absurdalne, bo nie
jesteśmy nawet razem – powiedział, wypuszczając zirytowane warknięcie.
- Czemu ona?
- Bo nie musiałem się o nią starać.
- Myśli, że jest w tobie zakochana, wiesz.
Noah zamknął oczy i odchylił głowę w stronę sufitu. Jak
wyprostował szyję, spojrzał na mnie. Ból i tęsknota w jego oczach sprawiały mi
ból.
- Poradzę sobie z Beth. – Westchnął ciężko. – Nie kocham
jej. Wiesz o tym, prawda? – Brzmiało jakby błagał mnie, abym mu uwierzyła.
- Co zamierzasz jej powiedzieć? – spytałam.
- Chyba powiem jej, że nie czuję tego samego do niej. Że
nigdy nie chciałem jej zwodzić. Nie szukam niczego stałego. Jeśli będzie jej to
pasować, to będziemy to kontynuować.
- Co masz na myśli kontynuować
to?
Noah znowu warknął. Trzymał jedną rękę na ścianie,
podpierając się, podczas gdy druga opierała się o jego biodro. – Mam potrzeby –
powiedział cicho.
- Potrzeby? Jakiego rodzaju potrzeby?
- Takie, jakie ma młody mężczyzna. – Byłam zdezorientowana.
Wpatrywał się we mnie i czekał chwilę, aż to zarejestruję, zanim się
zniecierpliwił. – Potrzebuję seksu.
- Potrzebujesz seksu?
– Mój ton był protekcjonalny.
- Tak.
- Mówisz mi, że jeśli będą pasowały jej twoje warunki, to
będziesz się z nią pieprzył?
- Tak. – Zaciskał zęby, a jego szczęka zaczęła drgać.
Widziałam jak gniew zmienił postawę jego ciała.
W tej chwili stałam się całkowicie niema. Nie wiedziałam, co
powiedzieć. Tysiące słów przebiegało przez moją głowę, ale tylko jednemu udało
się dotrzeć do ust. – Nie.
- Co nie? – zapytał.
- Nie uprawiaj seksu z Beth. Nie umawiaj się z Beth.
Staliśmy twarzą do siebie, wpatrując się w siebie, żadne z
nas nie chciało pierwsze mrugnąć. Wyglądało tak jak westernowy impas.
- Nawet nie wiem dlaczego odbywamy tę rozmowę. – Robił się
coraz wścieklejszy. – Jaka to dla ciebie różnica? Dokonałaś swojego wyboru.
Jesteśmy tylko przyjaciółmi. – Tryskał jadem ostatnim zdaniem.
- Tylko przyjaciółmi?
Nie mów tak tego – szepnęłam.
- Nie musimy pytać się nawzajem o pozwolenie z kim możemy
się umawiać. – Brzmiał chłodno, beznamiętnie.
Gardło rozbolało mnie od próby powstrzymywania szlochów.
Kilka razy przełknęłam ciężko ślinę, czując łzy zbierające się w oczach.
Jeszcze bardziej mi się wymykał. Noah obserwował jak moje ciało reagowało na
jego słowa. Nie wiem czemu dalej go prowokowałam. Powinnam była wtedy wyjść.
- Planujesz zrobić z nią coś więcej niż wieczorną randkę –
powiedziałam.
Odwrócił się do mnie plecami, przesunął dłońmi po twarzy i
włosach. Opuścił ręce po bokach, zaciskając je w pięści. Niespodziewanie walnął
pięścią w ścianę przed sobą, krzycząc. – NIECH TO SZLAG!!!!
Przestraszyłam się. Jego nagły wybuch zapoczątkował moje
łzy. Odwracając się z powrotem do mnie, jego oczy przeszyły moje. Mówiąc wolno
i cicho przez zaciśnięte zęby, powiedział. – Tak, planuję ją pieprzyć, walić,
wydymać, być w niej zanurzony po jaja…
- ZAMKNIJ SIĘ!! – Szlochy atakowały mnie teraz w szybkim
tempie. Ledwo co mogłam mówić. – PROSZĘ, NIE RÓB TEGO, NOAH! PROSZĘ!
- CZEMU NIE?!
- BO JESTEŚ MÓJ! – wrzasnęłam na niego, poprzez płacz.
Wzrok miałam tak rozmazany od łez, że nie widziałam jak
podchodzi do mnie przez pokój. W następnej chwili wiedziałam, że poczułam
ścianę przy plecach. Usta Noah znajdowały się przy moim uchu.
- Więc dlaczego do cholery mnie nie weźmiesz i nie
zatrzymasz tego gówna, przez które nas przeprowadzasz? Powiesz mi, iż nie
przeszkadzają ci moje ręce przesuwające się po jej ciele? Dotykające jej tyłka
i cycków. Nie przeszkadza ci mój język liżący każdy skrawek jej ciała? Nie
przeszkadza ci wiedza, że kiedy ty jesteś w swoim łóżku, to ja będę wsuwał się
nią tutaj, gdy oboje wiemy, że powinnaś to być ty?
Przez moje ciało przeszły konwulsje. Zawładnął mną ból po
usłyszeniu od niego tych słów. Kawałeczek po kawałeczku roztrzaskiwałam się, aż
byłam całkowicie rozbita. Odsunął się ode mnie, pozwalając mi zsunąć się po
ścianie. Nie wiedziałam jak długo tak siedziałam. Noah opuścił pokój, nic już
do mnie nie mówiąc i nie wrócił.
Wzięłam się w garść na tyle, aby wstać z podłogi. Ciało było
obolałe z całej męki. Moje nogi były słabe, ale stabilne. Ręka drżała lekko,
jak położyłam ją na klamce. Wahałam się chwilę i pomyślałam o poszukaniu go,
ale nie zostało nic więcej do powiedzenia.
Mawiają, że ciało ludzkie składa się z siedemdziesięciu
procent wody. Dzisiaj wydaliłam 69.9 procent poprzez łzy i smarki. Spazmatyczne
szlochanie nie jest ani zbyt ładne, ani pasujące do damy.
Jedyną myślą w mojej głowie było „Co do cholery się
wydarzyło?”.
Leżałam w moim łóżku przez niemal godzinę i wciąż nie mogłam
pojąć tego, co miało miejsce w domu Noah. Nigdy nie widziałam go takiego
wściekłego czy zrozpaczonego. Nigdy wcześniej nie odezwał się do mnie w taki
sposób. Nie mogłam go winić za bycie na mnie wściekłym. Wiedziałam, że nie
miałam prawa mówić mu, z kim może się umawiać. Po prostu nie mogłam znieść
myśli, że ktoś inny mógł mieć tę jego część.
Moje myśli zaczęły dryfować, zastanawiając się, co robili
teraz Noah i Beth. Czy już jej powiedział, że jej nie kocha? Czy dobrze to
przyjęła, czy spoliczkowała go i wypadła z domu? Zastanawiałam się czy była tam
i gotowała mu kolację. Czy stała przy kuchence, mieszając jakąś wstrętną mieszankę,
którą wymyśliła, a on jej się przyglądał? Czy podszedł do niej od tyłu, położył
ręce na jej biodrach, potem przesunął je na jej brzuch, otaczając ją silnymi
ramionami w pasie, przyciskając ją do siebie, żeby mogła poczuć jak był
podekscytowany tym, że gotowała dla
niego? Musiałam przestać się torturować.
Wyciągnęłam rękę i wzięłam słuchawki z szafki nocnej,
wepchnęłam je do uszu i podłączyłam je do komórki. D-Bags zagrzmiało w mojej
głowie. Głos Kellana zawsze mnie uspokajał. Zamknęłam oczy i spróbowałam
skoncentrować się na słowach.
Musiałam zasnąć. Byłem ledwie świadoma, kiedy zorientowałam
się, że muzyka nie leciała przez moje słuchawki, a łózko wydawało się lekko
opadnięte, jakby ktoś siedział na jego brzegu. Nie niepokoiłam się. Wiedziałam,
kto siedział obok mnie bez patrzenia. Rozchyliłem leciutko powieki i zobaczyłam
patrzącego na mnie Noah. Jego oczy połyskiwały od łez, a na twarzy widniał
smutek. Nie ruszałam się, zamykając oczy.
- Wiem, że nie śpisz – szepnął Noah, odchrząkując, jego głos
brzmiał na spuszczony z powietrza.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na jego piękną, smutną twarz.
- Jak długo tu jesteś? – wykrztusiłam.
- Nie wiem, niedługo.
- Co tutaj robisz? – wyszeptałam.
Jedyną rzeczą, której nie mogliśmy znieść z Noah było bycie
na siebie złym. Tylko parę razy byliśmy na siebie wściekli, ale nic nie
zbliżyło się do dzisiejszego wieczoru. Wiedziałam, że ewentualnie naprawimy
wszystko między sobą.
Usiadłam, stając z nim oko w oko. Przez chwilę patrzyliśmy
na siebie. To ja przerwałam ciszę. – Co z Beth? – zapytałam ostrożnie.
- Nie przychodzi. Skończyliśmy ze sobą.
- Dlaczego?
- Powiedziałem jej, że jest ktoś inny.
Westchnęłam głęboko. Wiedziałam, że widział w moich oczach
jaką czułam ulgę.
- Chodź, czas na ciasto – powiedział, mały uśmiech pojawił
się na jego twarzy. Wskazał brodą na szafkę nocną, gdzie stał papierowy
talerzyk z ogromnym kawałkiem czekoladowego ciasta opakowanym w folię i
widelcem. – Chodźmy do parku.
Nie byłam pewna, czemu chciał abyśmy szli tę całą drogę do
naszego miejsca. Nie było nikogo innego w domu, więc mogliśmy pogadać bez
przerywania.
Podniósł się i podał mi rękę, pomagając mi podnieść się z
łóżka. Bez słowa objął mnie ramionami, trzymając mocno przy szerokiej piersi.
Położyłam ręce na jego umięśnionych przedramionach. Nasze twarze dzieliły
centymetry. Patrzyliśmy na siebie z hipnotyczną intensywnością. Czułam się
przez to nieswojo, całkowicie bezbronnie, ale nie mogłam mrugnąć albo odwrócić
wzrok. Noah powoli opuścił głowę. Dotknęły się nasze czoła.
Jego oczy były zamknięte, kiedy wyszeptał cichym,
chropowatym głosem. – Bardzo cię przepraszam. Nigdy nie powinienem był
powiedzieć ci żadnych z tych rzeczy. Proszę, nie bądź na mnie zła, Tweet.
Wolno przesunęłam dłońmi po jego bicepsach i barkach, kładąc
je na jego karku. Pochylił się lekko, dając nam obojgu możliwość wtulenia się w
swoje szyje. Trzymałam się go tak mocno, jak było to możliwe i szepnęłam mu do
ucha. – Strasznie przepraszam, Noah, za wszystko. Nie wiem jak to wszystko
zmienić i polepszyć.
Poczułam zaciskające się wokół mnie jego ramiona, jak
jeszcze bardziej ukrył twarz w mojej szyi, jego usta dotykały mojej skóry.
Długi czas staliśmy, przytulając się do siebie, żadne z nas
nie chciało się odsuwać. W końcu Noah odsunął głowę i powiedział. – Myślę, że
czas na ciasto.
Podniósł ciasto, wziął mnie za rękę i wyszliśmy na zewnątrz.
Będąc w parku nie poszliśmy do naszego miejsca. Zamiast tego
Noah skierował się do obszaru placu zabaw. Usiedliśmy na dwóch huśtawkach,
które były tuż obok siebie. Patrzyłam w milczeniu jak odwinął ciasto i podał mi
widelec. Oczywiście wbiłam się w część pokrytą lukrem. Włożyłam widelec do ust,
po czym wysunęłam go powoli, jęcząc cicho i zaciskając wokół niego zęby i
wargi. Chciałam się upewnić, że wzięłam każdą odrobinę lukru. Zauważyłam, że
Noah wpatrywał się w moje wargi. Kiedy widelec opuścił moje usta, odchyliłam
głowę, patrząc w gwiazdy.
- Twoja mama kupuje najlepsze ciasta – powiedziałam,
trzymając między nami widelec, wskazując, że była jego kolej.
Wziął duży haust powietrza. – Naprawdę wiesz jak jeść
ciasto.
Siedzieliśmy w ciszy, wymieniając się widelcem, dopóki
ciasto nie zniknęło. Gdy Noah wyrzucał nasze śmieci, pomyślałam, że nie było to
tak niezręczne jak myślałam, że będzie. Pójdziemy do domu, obudzimy się jutro i
wszystko będzie dobrze na świecie. Wszystko wróci do normy.
Kiedy wrócił, wstałam, myśląc, że wracamy do domu. Noah
zatrzymał się parę metrów ode mnie. Wyglądał tak ponuro. Jego głos był zaledwie
szeptem, gdy powiedział. – Musimy pogadać, Tweet. – Mój żołądek od razu opadł
do centrum ziemi. Chciałam uciec do domu, do swojego pokoju i ukryć się pod
kołdrą.
Usiedliśmy z powrotem na huśtawkach, ale Noah nie próbował
rozpocząć rozmowy. Miałam okropne przeczucie, że zaraz stracę najważniejszą
osobę w moim życiu. Cisza mnie dusiła. Czułam zamykające się gardło i trudniej
było mi oddychać. Postanowiłam pierwsza się odezwać, żeby nie zemdleć. – Czemu
siedzimy tutaj?
- Nie chciałem rozmawiać w twoim domu albo w naszym miejscu.
- Dlaczego?
Wziął głęboki wdech. – Od chwili, gdy wyszłaś z mojego domu,
kiedy wchodzę do salonu widzę tylko ciebie siedzącą na podłodze, krzyczącą i
płaczącą – odparł.
- Nie rozumiem.
- Nie chcę, żebyś przeżywała ten sam ból, co ja ilekroć
jesteś w swoim pokoju albo w naszym miejscu. – Kiedy myślałam, że już nie mam
więcej łez do wylania, poczułam jak się wzbierają. – Nie sądzę, aby to był
dobry pomysł, żebyśmy byli w swoim towarzystwie przez jakiś czas. – Załamał mu
się głos.
Poczułam jak cały tlen wyleciał z moich płuc, a głowa
zaczęła pulsować. Wiedziałam, że wcześniejsza kłótnia była najgorszą jaką
mieliśmy, ale nie sądziłam, że będzie chciał się mnie pozbyć. Moje oczy
wydawały się mieć rozmiar spodków. Coraz trudniej było powstrzymywać łzy.
Potrzebowałam wytłumaczenia jego oświadczenia. Może chodziło mu o coś zupełnie
innego, niż słyszałam. Przecież chociaż mieliśmy silną więź, to byliśmy
przeciwnej płci. Mężczyźni i kobiety cały czas błędnie siebie interpretują.
Po raz drugi dzisiejszego dnia tysiąc odpowiedzi przeleciało
mi przez myśl w nanosekundzie, lecz tylko jedno słowo opuściło moje usta. –
Dlaczego?
Głębokie spojrzenie Noah skupiło się na mnie ze łzami
błyszczącymi mu w oczach. Zawahał się, po czym odchrząknął. Jego głos był tak
cichy i zachrypnięty, że trudno było mi go dosłyszeć. – Sądzę, że wiesz
dlaczego.
- Też tak sądzę, ale chciałabym usłyszeć to od ciebie, na
wypadek gdybym się myliła.
Strach i lęk przeszły przez jego twarzy, zanim powiedział. –
Tweet, sam nie wiem. – Zamilkł. – Ta rzecz jest dezorientująca.
- Jaka rzecz?
Wskazał na mnie i na siebie. – Ta rzecz między nami. Jest
strasznie inna.
- Dobrze inna czy źle inna? – Wciąż zadawałam pytania, na
które znałam już odpowiedź, rozpaczliwie starając się przedłużyć nasz wspólny
czas. Dokładnie wiedziałam co się działo. Traciłam moją bratnią duszę, ponieważ
byłam taka popieprzona w głowie i nie wiedziałam jak to zmienić.
- Dezorientująco inne. Wiem, że zawsze nie trawiłaś samej
siebie. Wiem, że uważasz, iż robisz to, co dla mnie najlepsze. Nienawidzę tego,
że tak źle o sobie myślisz i nienawidzę tego, że nie uważasz, iż do siebie nie
pasujemy. Próbowałem być przy tobie i zostać w strefie przyjacielskiej.
Cholernie mocno próbowałem. – Łzy spływały wolno po naszych twarzach. – W tej
chwili nie mogę z tobą przebywać. Za bardzo to boli, bo jestem w tobie
kompletnie zakochany, Tweet.
Powiedz mu jak
bardzo go kochasz, Amanda. Przestań być takim popaprańcem i powiedz to. On cię
kocha i pragnie. Tracisz go. Co jest z tobą nie tak? Przestań tak siedzieć i
powiedz coś.
- Nie było dnia w moim życiu, kiedy cię nie kochałem.
Chciałbym, abyś pozwoliła mi po prostu ciebie kochać – powiedział.
Podniósł rękę do mojej twarzy i lekko ją pogłaskał.
Opierając czoło na moim, wyszeptał. – Zawsze będziesz najważniejszą osobą w
moim życiu. Zawsze będę przy tobie, choćby nie wiem co czy kto. Nie mam bez
ciebie przeszłości i nie mogę sobie wyobrazić przyszłości, która nie
obejmowałaby ciebie. Po prostu potrzebuję trochę czasu, żeby wymyślić jak mieć
cię w moim życiu bez ciebie będącej moim życiem.
Zamykając oczy, próbowałam się pozbierać. Ledwo co mogłam
mówić. Otworzyłam je i zapatrzyłam się na Noah. Podniosłam prawą dłoń do jego
twarzy, przesuwając nią od jego policzka do szczęki. – Tak bardzo przepraszam.
Wracając do mojego domu, nasze ręce ściskały się jakbyśmy
trzymali się ze wszystkich sił. Staliśmy na moim ganku, przytulając się przez
długi czas. Nie zamierzałam pierwsza go puszczać.
Noah szepnął mi do ucha. – Muszę iść albo tego nie zrobię, a
muszę to zrobić.
- Wiem – wydusiłam przez szloch.
Cofnął się o krok. Nasze twarze były mokre od łez, a klatki
piersiowe ciężkie od płaczu. Spojrzenie w jego oczach zawierało tyle znaczeń…
miłość, desperację i cierpienie, które przeżywasz, gdy tracisz miłość swojego
życia.
Patrzył na mnie przez kilka długich sekund. – Żegnaj, Tweet.
- Żegnaj, Noah.
Wpatrywał się we mnie, schodząc tyłem po schodach,
przeciągając nasz wspólny czas na ile było to możliwe. Przez chwilę stał u
podnóża schodów, jak pochłanialiśmy się wzrokiem.
Moje wargi ledwo co się poruszyły, kiedy wyszeptałam. –
Kocham cię. – Przez ułamek sekundy myślałam, że mnie usłyszał, ale wtedy się
odwrócił i zniknął.
Nienawidziłam samej siebie. Stała się rzecz,
której próbowałam uniknąć. Straciłam Noah. Tak bardzo próbowałam panować nad
sytuacją i utrzymać nasze stosunki niezmienionymi, że nie zauważyłam, że
wymykał mi się pomiędzy palcami, aż było za późno. Szczęście Noah było dla mnie
najważniejszą rzeczą. Chciałam, żeby był szczęśliwy nawet jeśli znaczyło to
moje nieszczęście. Niesamowite jak w ciągu kilku godzin zawalił się na mnie
cały świat, a ja stałam, przyglądając się temu procesowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz