wtorek, 11 marca 2014

Wpis 10

Seks jest zmieniaczem zasad gry, nawet jeśli to nie ty go masz.


Wystrzeliłam w górę i spojrzałam na zegarek. Dopiero siedemnasta. Ludzie nie uprawiają seksu o siedemnastej wieczorem. To pora obiadu. Czekają, aż jest ciemno. Wiedziałam, że to było głupie i nieprawdziwe, ale uspokajała mnie jakoś wiedza, że mam czas na odwołanie kolacji i seksu Beth.
Wyszłam pośpiesznie z łóżka i pobiegłam do łazienki. Wymyłam twarz ze śladów łez, nałożyłam trochę tuszu do rzęs i odrobinę błyszczyka do ust. Błyskawicznie wyszłam z domu. Podeszłam do ogrodzenia dzielącego nasze podwórko od Stewartów. Widziałam Noah przez okno. Przemierzał pokój, rozmawiając przez telefon. Miał dziwną minę, której nie mogłam odczytać. Kilka razy przejechał wolną ręką po włosach, patrząc przez okno na nic szczególnego. Nie zauważył mnie gapiącej się na niego, zbyt skupiony był na połączeniu.
Przeskoczyłam przez ogrodzenie i podbiegłam do tylnych drzwi Stewartów. Jak zwykle były otwarte, więc jak zwykle wpuściłam się do środka. Noah stał w salonie, rozmawiając. – W porządku. Zrobię to. Wiem. – Brzmiał na zirytowanego na kogoś z kim rozmawiał przez telefon. Moim przypuszczeniem była Beth. Spojrzał na mnie i posłał szybki uśmiech w moim kierunku. – Muszę iść. – Zakończył połączenie bez pożegnania.
- Hej, Tweet. – Próbował brzmieć pogodnie.
- Hej, hej, hej. – Starałam się dopasować do jego pogodności.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
- Tak. – Zaakcentowałam k, wymawiając słowo. Czekałam, aż poruszy temat.
Podeszłam do oparcia kanapy i oparłam się o nie. – Co chcesz dziś porabiać? Skoro nasi rodzice wyjechali na weekend, cały świat należy do nas. Możemy spędzić ze sobą tyle czasu. – Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i przewinęłam listę kontaktów. – Pasuje ci pepperoni z dodatkowym serem?
- Co? – Wyglądało na to, że moje pytanie go zaskoczyło.
- Na naszej pizzy. Pepperoni i dodatkowy ser?
- Tak, pasuje.
Wybrałam numer i podniosłam telefon do ucha.
Noah potarł kark kilka razy, zanim przerwał moje połączenie. – Um… Tweet… tak jakby mam dzisiaj plany.
- Jakie plany? – zapytałam niewinnie, odkładając komórkę.
Nastało milczenie, które wydawało się trwać półtora roku. Noah stał parę metrów ode mnie ze skrzyżowanymi ramionami na torsie, patrząc na podłogę.
- Mam randkę – powiedział cicho.
- Randkę? Z kim?
Spojrzał na mnie spod długich, ciemnych rzęs. Uśmieszek błądził po jego twarzy. – Nie rób tego.
- Czego?
- Nie udawaj głupiej. Nie jesteś w tym dobra. Poza tym dopiero co rozmawiałem z Beth.
- Naprawdę? Mówisz o swojej dziewczynie Beth? – Starałam się nie brzmieć sarkastycznie, ale nie za bardzo mi się udało.
- Przepraszam. Zamierzałem porozmawiać o tym z tobą – powiedział z zakłopotaniem.
- Więc gadaj.
Noah pokazał mi, abym usiadła na kanapie. Pokręciłam głową. Nie chciałam usiąść i się rozluźniać. Chciałam postać na wypadek gdyby ucieczka była w mojej bliskiej przyszłości. Oboje zostaliśmy na naszych miejscach.
- Nie wiem od czego zacząć – powiedział.
- Może od tego, jak mnie okłamałeś.
- Nigdy cię nie okłamałem.
- Kłamstwo pominięcia! Jest tak samo złe.
Potrząsnął głową. – Słuchaj, wiem, że jesteś zdenerwowana.
- GENIUSZ! – Wyrzuciłam ramiona w powietrze.
- Mogłabyś, proszę, zamknąć się i posłuchać przez pięć sekund. To nic wielkiego.
- Co nie jest niczym wielkim?
- Rzecz z Beth. To… - Przesunął ręką po twarzy z frustracją. – Cokolwiek powiem będę brzmiał jak największy kutas na świecie. Wiem o tym, więc zatrzymaj swoje przemądrzałe komentarze dla siebie – urwał. – Rzecz z Beth jest po prostu wygodna.
Moje brwi i ton głosu podniosły się, kiedy zapytałam. – Wygodna?
- Tak. Znamy się od dłuższego czasu. Wiedziałem, że chciała, aby coś wydarzyło się między nami.
Tylko słyszenie tych słów wychodzących z jego ust sprawiło, że zakręciło mi się w żołądku. – Czemu byłam trzymana w nieświadomości o tym?
- Nie chciałem, żebyś wiedziała.
- Dlaczego?
Zachichotał, potrząsając głową. – Z tego samego powodu, dla którego nigdy nie chciałem, żebyś wiedziała, że umawiam się z jakąś dziewczyną. Ponieważ czuję się jakbym cię zdradzał, co jest pieprzenie absurdalne, bo nie jesteśmy nawet razem – powiedział, wypuszczając zirytowane warknięcie.
- Czemu ona?
- Bo nie musiałem się o nią starać.
- Myśli, że jest w tobie zakochana, wiesz.
Noah zamknął oczy i odchylił głowę w stronę sufitu. Jak wyprostował szyję, spojrzał na mnie. Ból i tęsknota w jego oczach sprawiały mi ból.
- Poradzę sobie z Beth. – Westchnął ciężko. – Nie kocham jej. Wiesz o tym, prawda? – Brzmiało jakby błagał mnie, abym mu uwierzyła.
- Co zamierzasz jej powiedzieć? – spytałam.
- Chyba powiem jej, że nie czuję tego samego do niej. Że nigdy nie chciałem jej zwodzić. Nie szukam niczego stałego. Jeśli będzie jej to pasować, to będziemy to kontynuować.
- Co masz na myśli kontynuować to?
Noah znowu warknął. Trzymał jedną rękę na ścianie, podpierając się, podczas gdy druga opierała się o jego biodro. – Mam potrzeby – powiedział cicho.
- Potrzeby? Jakiego rodzaju potrzeby?
- Takie, jakie ma młody mężczyzna. – Byłam zdezorientowana. Wpatrywał się we mnie i czekał chwilę, aż to zarejestruję, zanim się zniecierpliwił. – Potrzebuję seksu.
- Potrzebujesz seksu? – Mój ton był protekcjonalny.
- Tak.
- Mówisz mi, że jeśli będą pasowały jej twoje warunki, to będziesz się z nią pieprzył?
- Tak. – Zaciskał zęby, a jego szczęka zaczęła drgać. Widziałam jak gniew zmienił postawę jego ciała.
W tej chwili stałam się całkowicie niema. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Tysiące słów przebiegało przez moją głowę, ale tylko jednemu udało się dotrzeć do ust. – Nie.
- Co nie? – zapytał.
- Nie uprawiaj seksu z Beth. Nie umawiaj się z Beth.
Staliśmy twarzą do siebie, wpatrując się w siebie, żadne z nas nie chciało pierwsze mrugnąć. Wyglądało tak jak westernowy impas.
- Nawet nie wiem dlaczego odbywamy tę rozmowę. – Robił się coraz wścieklejszy. – Jaka to dla ciebie różnica? Dokonałaś swojego wyboru. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. – Tryskał jadem ostatnim zdaniem.
- Tylko przyjaciółmi? Nie mów tak tego – szepnęłam.
- Nie musimy pytać się nawzajem o pozwolenie z kim możemy się umawiać. – Brzmiał chłodno, beznamiętnie.
Gardło rozbolało mnie od próby powstrzymywania szlochów. Kilka razy przełknęłam ciężko ślinę, czując łzy zbierające się w oczach. Jeszcze bardziej mi się wymykał. Noah obserwował jak moje ciało reagowało na jego słowa. Nie wiem czemu dalej go prowokowałam. Powinnam była wtedy wyjść.
- Planujesz zrobić z nią coś więcej niż wieczorną randkę – powiedziałam.
Odwrócił się do mnie plecami, przesunął dłońmi po twarzy i włosach. Opuścił ręce po bokach, zaciskając je w pięści. Niespodziewanie walnął pięścią w ścianę przed sobą, krzycząc. – NIECH TO SZLAG!!!!
Przestraszyłam się. Jego nagły wybuch zapoczątkował moje łzy. Odwracając się z powrotem do mnie, jego oczy przeszyły moje. Mówiąc wolno i cicho przez zaciśnięte zęby, powiedział. – Tak, planuję ją pieprzyć, walić, wydymać, być w niej zanurzony po jaja…
- ZAMKNIJ SIĘ!! – Szlochy atakowały mnie teraz w szybkim tempie. Ledwo co mogłam mówić. – PROSZĘ, NIE RÓB TEGO, NOAH! PROSZĘ!
- CZEMU NIE?!
- BO JESTEŚ MÓJ! – wrzasnęłam na niego, poprzez płacz.
Wzrok miałam tak rozmazany od łez, że nie widziałam jak podchodzi do mnie przez pokój. W następnej chwili wiedziałam, że poczułam ścianę przy plecach. Usta Noah znajdowały się przy moim uchu.
- Więc dlaczego do cholery mnie nie weźmiesz i nie zatrzymasz tego gówna, przez które nas przeprowadzasz? Powiesz mi, iż nie przeszkadzają ci moje ręce przesuwające się po jej ciele? Dotykające jej tyłka i cycków. Nie przeszkadza ci mój język liżący każdy skrawek jej ciała? Nie przeszkadza ci wiedza, że kiedy ty jesteś w swoim łóżku, to ja będę wsuwał się nią tutaj, gdy oboje wiemy, że powinnaś to być ty?
Przez moje ciało przeszły konwulsje. Zawładnął mną ból po usłyszeniu od niego tych słów. Kawałeczek po kawałeczku roztrzaskiwałam się, aż byłam całkowicie rozbita. Odsunął się ode mnie, pozwalając mi zsunąć się po ścianie. Nie wiedziałam jak długo tak siedziałam. Noah opuścił pokój, nic już do mnie nie mówiąc i nie wrócił.
Wzięłam się w garść na tyle, aby wstać z podłogi. Ciało było obolałe z całej męki. Moje nogi były słabe, ale stabilne. Ręka drżała lekko, jak położyłam ją na klamce. Wahałam się chwilę i pomyślałam o poszukaniu go, ale nie zostało nic więcej do powiedzenia.

Mawiają, że ciało ludzkie składa się z siedemdziesięciu procent wody. Dzisiaj wydaliłam 69.9 procent poprzez łzy i smarki. Spazmatyczne szlochanie nie jest ani zbyt ładne, ani pasujące do damy.
Jedyną myślą w mojej głowie było „Co do cholery się wydarzyło?”.
Leżałam w moim łóżku przez niemal godzinę i wciąż nie mogłam pojąć tego, co miało miejsce w domu Noah. Nigdy nie widziałam go takiego wściekłego czy zrozpaczonego. Nigdy wcześniej nie odezwał się do mnie w taki sposób. Nie mogłam go winić za bycie na mnie wściekłym. Wiedziałam, że nie miałam prawa mówić mu, z kim może się umawiać. Po prostu nie mogłam znieść myśli, że ktoś inny mógł mieć tę jego część.
Moje myśli zaczęły dryfować, zastanawiając się, co robili teraz Noah i Beth. Czy już jej powiedział, że jej nie kocha? Czy dobrze to przyjęła, czy spoliczkowała go i wypadła z domu? Zastanawiałam się czy była tam i gotowała mu kolację. Czy stała przy kuchence, mieszając jakąś wstrętną mieszankę, którą wymyśliła, a on jej się przyglądał? Czy podszedł do niej od tyłu, położył ręce na jej biodrach, potem przesunął je na jej brzuch, otaczając ją silnymi ramionami w pasie, przyciskając ją do siebie, żeby mogła poczuć jak był podekscytowany tym, że gotowała dla niego? Musiałam przestać się torturować.
Wyciągnęłam rękę i wzięłam słuchawki z szafki nocnej, wepchnęłam je do uszu i podłączyłam je do komórki. D-Bags zagrzmiało w mojej głowie. Głos Kellana zawsze mnie uspokajał. Zamknęłam oczy i spróbowałam skoncentrować się na słowach.
Musiałam zasnąć. Byłem ledwie świadoma, kiedy zorientowałam się, że muzyka nie leciała przez moje słuchawki, a łózko wydawało się lekko opadnięte, jakby ktoś siedział na jego brzegu. Nie niepokoiłam się. Wiedziałam, kto siedział obok mnie bez patrzenia. Rozchyliłem leciutko powieki i zobaczyłam patrzącego na mnie Noah. Jego oczy połyskiwały od łez, a na twarzy widniał smutek. Nie ruszałam się, zamykając oczy.
- Wiem, że nie śpisz – szepnął Noah, odchrząkując, jego głos brzmiał na spuszczony z powietrza.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na jego piękną, smutną twarz.
- Jak długo tu jesteś? – wykrztusiłam.
- Nie wiem, niedługo.
- Co tutaj robisz? – wyszeptałam.
Jedyną rzeczą, której nie mogliśmy znieść z Noah było bycie na siebie złym. Tylko parę razy byliśmy na siebie wściekli, ale nic nie zbliżyło się do dzisiejszego wieczoru. Wiedziałam, że ewentualnie naprawimy wszystko między sobą.
Usiadłam, stając z nim oko w oko. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. To ja przerwałam ciszę. – Co z Beth? – zapytałam ostrożnie.
- Nie przychodzi. Skończyliśmy ze sobą.
- Dlaczego?
- Powiedziałem jej, że jest ktoś inny.
Westchnęłam głęboko. Wiedziałam, że widział w moich oczach jaką czułam ulgę.
- Chodź, czas na ciasto – powiedział, mały uśmiech pojawił się na jego twarzy. Wskazał brodą na szafkę nocną, gdzie stał papierowy talerzyk z ogromnym kawałkiem czekoladowego ciasta opakowanym w folię i widelcem. – Chodźmy do parku.
Nie byłam pewna, czemu chciał abyśmy szli tę całą drogę do naszego miejsca. Nie było nikogo innego w domu, więc mogliśmy pogadać bez przerywania.
Podniósł się i podał mi rękę, pomagając mi podnieść się z łóżka. Bez słowa objął mnie ramionami, trzymając mocno przy szerokiej piersi. Położyłam ręce na jego umięśnionych przedramionach. Nasze twarze dzieliły centymetry. Patrzyliśmy na siebie z hipnotyczną intensywnością. Czułam się przez to nieswojo, całkowicie bezbronnie, ale nie mogłam mrugnąć albo odwrócić wzrok. Noah powoli opuścił głowę. Dotknęły się nasze czoła.
Jego oczy były zamknięte, kiedy wyszeptał cichym, chropowatym głosem. – Bardzo cię przepraszam. Nigdy nie powinienem był powiedzieć ci żadnych z tych rzeczy. Proszę, nie bądź na mnie zła, Tweet.
Wolno przesunęłam dłońmi po jego bicepsach i barkach, kładąc je na jego karku. Pochylił się lekko, dając nam obojgu możliwość wtulenia się w swoje szyje. Trzymałam się go tak mocno, jak było to możliwe i szepnęłam mu do ucha. – Strasznie przepraszam, Noah, za wszystko. Nie wiem jak to wszystko zmienić i polepszyć.
Poczułam zaciskające się wokół mnie jego ramiona, jak jeszcze bardziej ukrył twarz w mojej szyi, jego usta dotykały mojej skóry.
Długi czas staliśmy, przytulając się do siebie, żadne z nas nie chciało się odsuwać. W końcu Noah odsunął głowę i powiedział. – Myślę, że czas na ciasto.
Podniósł ciasto, wziął mnie za rękę i wyszliśmy na zewnątrz.

Będąc w parku nie poszliśmy do naszego miejsca. Zamiast tego Noah skierował się do obszaru placu zabaw. Usiedliśmy na dwóch huśtawkach, które były tuż obok siebie. Patrzyłam w milczeniu jak odwinął ciasto i podał mi widelec. Oczywiście wbiłam się w część pokrytą lukrem. Włożyłam widelec do ust, po czym wysunęłam go powoli, jęcząc cicho i zaciskając wokół niego zęby i wargi. Chciałam się upewnić, że wzięłam każdą odrobinę lukru. Zauważyłam, że Noah wpatrywał się w moje wargi. Kiedy widelec opuścił moje usta, odchyliłam głowę, patrząc w gwiazdy.
- Twoja mama kupuje najlepsze ciasta – powiedziałam, trzymając między nami widelec, wskazując, że była jego kolej.
Wziął duży haust powietrza. – Naprawdę wiesz jak jeść ciasto.
Siedzieliśmy w ciszy, wymieniając się widelcem, dopóki ciasto nie zniknęło. Gdy Noah wyrzucał nasze śmieci, pomyślałam, że nie było to tak niezręczne jak myślałam, że będzie. Pójdziemy do domu, obudzimy się jutro i wszystko będzie dobrze na świecie. Wszystko wróci do normy.
Kiedy wrócił, wstałam, myśląc, że wracamy do domu. Noah zatrzymał się parę metrów ode mnie. Wyglądał tak ponuro. Jego głos był zaledwie szeptem, gdy powiedział. – Musimy pogadać, Tweet. – Mój żołądek od razu opadł do centrum ziemi. Chciałam uciec do domu, do swojego pokoju i ukryć się pod kołdrą.
Usiedliśmy z powrotem na huśtawkach, ale Noah nie próbował rozpocząć rozmowy. Miałam okropne przeczucie, że zaraz stracę najważniejszą osobę w moim życiu. Cisza mnie dusiła. Czułam zamykające się gardło i trudniej było mi oddychać. Postanowiłam pierwsza się odezwać, żeby nie zemdleć. – Czemu siedzimy tutaj?
- Nie chciałem rozmawiać w twoim domu albo w naszym miejscu.
- Dlaczego?
Wziął głęboki wdech. – Od chwili, gdy wyszłaś z mojego domu, kiedy wchodzę do salonu widzę tylko ciebie siedzącą na podłodze, krzyczącą i płaczącą – odparł.
- Nie rozumiem.
- Nie chcę, żebyś przeżywała ten sam ból, co ja ilekroć jesteś w swoim pokoju albo w naszym miejscu. – Kiedy myślałam, że już nie mam więcej łez do wylania, poczułam jak się wzbierają. – Nie sądzę, aby to był dobry pomysł, żebyśmy byli w swoim towarzystwie przez jakiś czas. – Załamał mu się głos.
Poczułam jak cały tlen wyleciał z moich płuc, a głowa zaczęła pulsować. Wiedziałam, że wcześniejsza kłótnia była najgorszą jaką mieliśmy, ale nie sądziłam, że będzie chciał się mnie pozbyć. Moje oczy wydawały się mieć rozmiar spodków. Coraz trudniej było powstrzymywać łzy. Potrzebowałam wytłumaczenia jego oświadczenia. Może chodziło mu o coś zupełnie innego, niż słyszałam. Przecież chociaż mieliśmy silną więź, to byliśmy przeciwnej płci. Mężczyźni i kobiety cały czas błędnie siebie interpretują.
Po raz drugi dzisiejszego dnia tysiąc odpowiedzi przeleciało mi przez myśl w nanosekundzie, lecz tylko jedno słowo opuściło moje usta. – Dlaczego?
Głębokie spojrzenie Noah skupiło się na mnie ze łzami błyszczącymi mu w oczach. Zawahał się, po czym odchrząknął. Jego głos był tak cichy i zachrypnięty, że trudno było mi go dosłyszeć. – Sądzę, że wiesz dlaczego.
- Też tak sądzę, ale chciałabym usłyszeć to od ciebie, na wypadek gdybym się myliła.
Strach i lęk przeszły przez jego twarzy, zanim powiedział. – Tweet, sam nie wiem. – Zamilkł. – Ta rzecz jest dezorientująca.
- Jaka rzecz?
Wskazał na mnie i na siebie. – Ta rzecz między nami. Jest strasznie inna.
- Dobrze inna czy źle inna? – Wciąż zadawałam pytania, na które znałam już odpowiedź, rozpaczliwie starając się przedłużyć nasz wspólny czas. Dokładnie wiedziałam co się działo. Traciłam moją bratnią duszę, ponieważ byłam taka popieprzona w głowie i nie wiedziałam jak to zmienić.
- Dezorientująco inne. Wiem, że zawsze nie trawiłaś samej siebie. Wiem, że uważasz, iż robisz to, co dla mnie najlepsze. Nienawidzę tego, że tak źle o sobie myślisz i nienawidzę tego, że nie uważasz, iż do siebie nie pasujemy. Próbowałem być przy tobie i zostać w strefie przyjacielskiej. Cholernie mocno próbowałem. – Łzy spływały wolno po naszych twarzach. – W tej chwili nie mogę z tobą przebywać. Za bardzo to boli, bo jestem w tobie kompletnie zakochany, Tweet.
Powiedz mu jak bardzo go kochasz, Amanda. Przestań być takim popaprańcem i powiedz to. On cię kocha i pragnie. Tracisz go. Co jest z tobą nie tak? Przestań tak siedzieć i powiedz coś.
- Nie było dnia w moim życiu, kiedy cię nie kochałem. Chciałbym, abyś pozwoliła mi po prostu ciebie kochać – powiedział.
Podniósł rękę do mojej twarzy i lekko ją pogłaskał. Opierając czoło na moim, wyszeptał. – Zawsze będziesz najważniejszą osobą w moim życiu. Zawsze będę przy tobie, choćby nie wiem co czy kto. Nie mam bez ciebie przeszłości i nie mogę sobie wyobrazić przyszłości, która nie obejmowałaby ciebie. Po prostu potrzebuję trochę czasu, żeby wymyślić jak mieć cię w moim życiu bez ciebie będącej moim życiem.
Zamykając oczy, próbowałam się pozbierać. Ledwo co mogłam mówić. Otworzyłam je i zapatrzyłam się na Noah. Podniosłam prawą dłoń do jego twarzy, przesuwając nią od jego policzka do szczęki. – Tak bardzo przepraszam.

Wracając do mojego domu, nasze ręce ściskały się jakbyśmy trzymali się ze wszystkich sił. Staliśmy na moim ganku, przytulając się przez długi czas. Nie zamierzałam pierwsza go puszczać.
Noah szepnął mi do ucha. – Muszę iść albo tego nie zrobię, a muszę to zrobić.
- Wiem – wydusiłam przez szloch.
Cofnął się o krok. Nasze twarze były mokre od łez, a klatki piersiowe ciężkie od płaczu. Spojrzenie w jego oczach zawierało tyle znaczeń… miłość, desperację i cierpienie, które przeżywasz, gdy tracisz miłość swojego życia.
Patrzył na mnie przez kilka długich sekund. – Żegnaj, Tweet.
- Żegnaj, Noah.
Wpatrywał się we mnie, schodząc tyłem po schodach, przeciągając nasz wspólny czas na ile było to możliwe. Przez chwilę stał u podnóża schodów, jak pochłanialiśmy się wzrokiem.
Moje wargi ledwo co się poruszyły, kiedy wyszeptałam. – Kocham cię. – Przez ułamek sekundy myślałam, że mnie usłyszał, ale wtedy się odwrócił i zniknął.
Nienawidziłam samej siebie. Stała się rzecz, której próbowałam uniknąć. Straciłam Noah. Tak bardzo próbowałam panować nad sytuacją i utrzymać nasze stosunki niezmienionymi, że nie zauważyłam, że wymykał mi się pomiędzy palcami, aż było za późno. Szczęście Noah było dla mnie najważniejszą rzeczą. Chciałam, żeby był szczęśliwy nawet jeśli znaczyło to moje nieszczęście. Niesamowite jak w ciągu kilku godzin zawalił się na mnie cały świat, a ja stałam, przyglądając się temu procesowi. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz