wtorek, 11 marca 2014

Wpis 21

Nie mam dziś nic do napisania w moim dzienniczku. Jasna cholera! Uczęszczam do godnego uznania uniwersytetu i studiuję dziennikarstwo. Jakim do diabła cudem nie mam niczego do napisania? Zawsze mam coś do powiedzenia, opinię, głupi pomysł, ale nie dziś.
Co jeśli tak dalej będzie, kiedy dotrę do szkoły? Będę przedmiotem drwi. Inni studenci będą pokazywać sobie mnie palcami, gapić się i niekontrolowanie się ze mnie śmiać. Przecież dziennikarka bez słów jest… GÓWNIANA! Nie mam nawet odpowiednich słów na odpowiedzenie na te pytanie. Będę musiała wrócić do domu. Będą o mnie szeptać za moimi plecami. Jedyną jaką pracę jaką dostanę będzie dopasowywanie odpowiednich staników starszym paniom. Nikt nie chce takiej roboty. To jest karma i jest suką policzkującą mnie przez całą drogę do następnego tygodnia.


Zajęło mi jakieś półtora miesiąca przyzwyczajenie się, ale studenckie życie mi odpowiadało. Najcięższą częścią jak na razie było przyzwyczajenie się do bycia tak daleko od domu. Nie miałam pojęcia jak dobrze było mi w domu. W szkole musiałam robić sobie pranie i było mi przypisane w harmonogramie czyszczenie łazienki. Musiałam wyprowadzić się od mamy, żeby naprawdę ją docenić.
Moja współlokatorka Lisa konkretną wiejską dziewczyną z Missouri. Była śliczna z falowanymi miedzianymi włosami do ramion, dużymi jasnozielonymi oczami i kształtami, które były dokładnie tam, gdzie być powinny. Była mądra, zabawna i świetną współlokatorką. Miło było znowu mieć przyjaciela i uważałam ją za moją przyjaciółkę, chociaż znałyśmy się przez krótki czas.
Plan moich kursów był dość ambitny jak na studentkę pierwszego roku. Brałam pięć zajęć, jeden z nich był moim głównym. Kampus był wielki i rozłożony, ale już dobrze się obeznałam w nim. Wszystko to dodawało się do bardzo długich dni. Były razy, kiedy byłam tak zmęczona pod koniec dnia, że zjadałam kilka dużych łyżek lukru, który miałam schowane w mini lodówce albo wcale nie jadłam. Zaletą mojej nowej, zbyt zajętej żeby jeść diety było to że uniknęłam piętnastu kilogramów pierwszego roku, tak bardzo że nic nie przytyłam. Właściwie to straciłam trochę wagi.
Jeszcze nie byłam w domu na wizycie, ponieważ wiedziałam, że zbyt szybki powrót sprawiłby, że wróciłabym na złą drogę, a jak na razie dobrze mi szło z zapomnieniem o Noah. Przez większość tygodnia byłam zbyt zajęta, żeby się na nim skupiać. Weekendy zapełniałam imprezami bractw i poznawaniem ludzi. Noce były najtrudniejsze. Przez większość czasu uczyłam się w pokoju. Podczas tego czasu łatwo było dać myślom popłynąć do niego.
Minęło pięć miesięcy odkąd miałam jakikolwiek kontakt z Noah. Kiedy o nim myślałam wciąż czułam ten sam ból i samotność. Uczucia te były nawet silniejsze niż w dzień, kiedy zniszczyłam naszą przyjaźń. Jeżeli pozwalałam sobie zbyt długo o tym myśleć, pojawiały się łzy i spędzałam większość nocy ukrywając się w łazience, że Lisa mnie nie widziała i nie zadawała masy pytań.
Jednego wieczoru podczas nauki do testu z psychologii Lisa zauważyła, że nie przewróciłam strony od dwudziestu minut. Zeskakując z jej łóżka, wzięła dwa czerwone kubki i butelkę wina, którą ze sobą przemyciła.
- Dobra, świrze, czas na wino – powiedziała Lisa, opadając na krzesło stojące naprzeciwko mnie.
Podniosłam wzrok, zdziwiona widząc ją tam. Byłam tak pochłonięta myślami, że nie zauważyłam jej, dopóki nie wepchnęła mi kubka z winem.
Opierając się o krzesło, podparła stopy o biurko i zapytała. – Powiesz mi o kim tak rozmyślasz?
- Koncentrowałam się – powiedziałam, upijając łyk wina.
- Ta, koncentrowałaś się. Jakie jest jego imię?
- Kogo imię?
Potrząsnęła głową. – Faceta, nad którym płaczesz nocami w łazience.
Jej słowa mnie zaskoczyły. – Nie wiedziałam, że mnie słyszysz. Chodzę tam, żeby ci nie przeszkadzać. Przepraszam.
- Więc gadaj.
- To nikt, naprawdę. – Było mi wstyd za te słowa. Noah nigdy nie będzie dla mnie nikim, nawet jeśli już nigdy go nie zobaczę. – To znaczy, był kimś bardzo wyjątkowym, ale to już nie jest moje życie.
- Pozwolę sobie nazwać to bzdurą. Jesteśmy tutaj od ponad miesiąca, a słyszę jak płaczesz przynajmniej raz w tygodniu i… um… co jest z tym sypianiem na prawo i lewo?
Zakrztusiłam się winem, kiedy usłyszałam jej słowa. – Słucham?
- Po prostu nie szufladkowałam cię jako bułeczkę z parówką.
- Co?
- Bułeczkę z parówką. Wydajesz się otwierać swoją bułeczkę dla każdej parówki, jaką poznasz.
- Wcale nie! – Tak naprawdę nie byłam urażona. Byłam bardziej zszokowana tym, że robiłam takie wrażenie. Zastanawiałam się czy inni ludzi tak uważali.
- Byłyśmy razem na czterech imprezach odkąd tutaj jesteśmy i już spiknęłaś się z trzema innymi facetami, z tego co wiem. Albo starasz się o kimś zapomnieć, dopasować się do kogoś albo jesteś po prostu staromodną bułeczką z parówką. Dodaję do mieszanki płacz i stwierdzam, że starasz się o kimś zapomnieć.
Wzięłam długi łyk wina i starałam się zdecydować czy chcę podzielić się z nią historią o Noah. Zawsze trudno było mi otwierać się na ludzi. Tylko z Noah to robiłam. Może jeśli porozmawiam z Lisą, wszystko z siebie wyrzucę, to cierpienie będzie mniej bolało.
- Miał na imię Noah, dorastaliśmy razem jako najlepsi przyjaciele, a teraz nimi nie jesteśmy. – Napiłam się wina. Dobrze było się otworzyć.
Usiadła prosto i wycelowała we mnie palcem. – Słuchaj mnie, jędzo. Nie otworzyłam tej pięciodolarowej butelki wina dla skróconej wersji twojego licealnego złamanego serca. Szczegóły. Już.
Zostałyśmy do późna w nocy, pijąc wino i rozmawiając. Opowiedziałam jej większość szczegółów mojego życia z Noah. Ulgą było porozmawianie o tym. Lisa była wspaniała. Słuchała, ale ani razu nie osądzała.

Przespałam się z dwoma facetami i całowałam z jednym odkąd się tutaj wprowadziłam. Wszystkich ich poznawałam na imprezach bractwa, które były organizowane w każdy weekend. Wprowadziłam się w weekend tuż przed rozpoczęciem zajęć. Lisa była na drugim roku, więc już znała dość sporą liczbę studentów. Zaprosiła mnie na imprezę, którą robiła jedna z jej koleżanek. Poszłam tylko dlatego, że myślałam, iż będzie to dobry czas na wzmocnienie naszej więzi. Poza tym potrzebowałam zastępstwa Brada. Wciąż łaknęłam tej chwilowej ulgi, którą zapewniało przebywanie z facetem.
Nie musiałam koniecznie się upijać, gdy byłam z Bradem, choć to pomagało. Te imprezy studenckie były trochę przytłaczające i nie znałam nikogo poza Lisą. Kilka drinków pomogło mi się rozluźnić, więc stało się to cotygodniową rozrywką. Nie mieszało się z moimi zajęciami, więc nie było żadnej szkody. Nie miałam problemu z podchodzeniem do facetów po jednym drinku czy dwóch. Nie wybierałam przypadkowych kolesi. Przez jakiś czas przyglądałam się tłumowi. Musiałam czuć do nich jakiś pociąg i czuć się przy nich bezpiecznie.
Na pierwszej imprezie poznałam Matta. Był uroczy. Czarne włosy, ciemnobrązowe oczy, wysoki, dość ładne ciało. Nie miał mięśni ani nie był wyrzeźbiony tak jak Noah czy Brad, ale to nie miało znaczenia. Był nawet zabawny, przynajmniej on tak uważał. W ten weekend, kiedy się poznaliśmy, upiliśmy się i przespaliśmy ze sobą. O poranku nie było żadnej niezręczności, ponieważ zniknęłam z jego pokoju zanim się obudził. Matt był na trzecim roku na kierunku teatralnym, więc rzadko, jeśli w ogóle, krzyżowały się nasze drogi podczas tygodnia.
 W następny weekend poznałam Jacoba. Znowu był uroczy i przespaliśmy się ze sobą, ale następnego ranka Jacob miał wrażenie, że jesteśmy w związku. Pa, pa, Jacob.
Potem pojawił się Thomas. Był trochę dziwny, więc tylko obściskiwałam się z nim przez całą noc na jednej z imprez. Wróciłam do Matta. Był do zniesienia, nieskomplikowany i na razie wystarczał.

Matt i ja zaczęliśmy spotykać się częściej niż tylko w weekendowe bzykanie. Można chyba było powiedzieć, że się umawialiśmy. Lubiłam go, dobra. Nigdy nie pokocham nikogo prócz Noah. Był miłością mojego życia, moją bratnią duszą. Nikt nigdy go nie zastąpi.
Lisa nie była zadowolona moim wyborem chłopaków. Powiedzieć, że nienawidziła Matta byłoby niedopowiedzeniem. Przynajmniej raz w tygodniu próbowała przekonać mnie, żebym z nim zerwała.
- Gdzie się wybierasz? – zapytała Lisa.
Zawahałam się na moment i zarzuciłam na siebie kurtkę. – Matt po mnie przyjeżdża i idziemy coś zjeść. Chcesz iść?
Dokładnie wiedziałam, co zrobi. Wywróci oczami, potrząśnie głową i spróbuje przemówić mi do rozsądku.
- Do diabła nie, nie chcę iść jeść z tym dupkiem o dupkowatych manierach. Wszystko co bym przełknęła zaraz by się zwróciło, gdybym siedziała naprzeciwko niego.
- Nie rozumiem dlaczego tak nienawidzisz Matta. Mówiłaś, że nie znałaś go zanim go poznałam, a zawsze jest dla ciebie miły.
- Nie obchodzi mnie czy jest dla mnie miły. Nie podoba mi się to jak ciebie traktuje.
- Dobrze mnie traktuje.
Mój żołądek zaczął drżeć. Było kilka razy, kiedy Matt był dla mnie nieprzyjemny przy Lisie, ale był pod presją jego zajęć i produkcją teatralną, w której występował.
- Amanda, on traktuje cię jak śmiecia. To jak się do ciebie odzywa, dzwoni, żeby się umówić, a potem się nie pokazuje, flirtuje przy tobie z innymi dziewczynami. Bóg jeden wie, co on wyrabia za twoimi plecami.
- Wiesz coś?
- Nie. – Lisa podeszła do mnie. – Nie chcę zranić twoich uczuć. Chodzi tylko o to, że zasługujesz na kogoś lepszego od tego dupka.
Posłałam jej mały uśmiech, kiedy mnie uścisnęła.
Odsuwając się, powiedziałam. – Dzięki, ale to nieprawda.
Ktoś zapukał do drzwi. Lisa przeszła przez pokój i je otworzyła.
- Amanda, przyszedł dupek – powiedziała przez ramię.
- Ciebie też zawsze miło widzieć, Lisa – powiedział sarkastycznie Matt. – Cześć, Patyk.
To było jego przezwisko dla mnie. Uważał, że jestem patykowato chuda. Nadał mi je po jednej wspólnej nocy.
Zsuwając się ze mnie, powiedział. – Pieprzenie cię to jak pieprzenie patyka. Hej, wbijałem mojego patyka w patyka. To twoje przezwisko, Patyku.
Sądził, że to przekomiczne. Ja tego nie cierpiałam. Tak naprawdę wzdrygałam się za każdym razem, kiedy je słyszałam.
- W tym wychodzisz? – zapytał.
- Tak. Czemu? – Miałam dżinsy, niebieski sweter i czarno-szarą kurtkę marynarską.
- Byłoby miło, gdybyś czasami ładnie się ubrała. Danielle zawsze wygląda seksownie, nawet kiedy jesteśmy tylko na próbach.
Danielle grała główną kobiecą rolę w sztuce, w której był Matt.
- Sądzę, że wyglądam ładnie – powiedziałam.
- Ładnie to za dużo. Wyglądasz w porządku.

Kątem oka widziałam jak Lisa przygotowuje się, żeby go opieprzyć. Szybko chwyciłam go za łokieć i wyprowadziłam za drzwi, zanim nastąpiłaby masakra.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz