Nie mam dziś
nic do napisania w moim dzienniczku. Jasna cholera! Uczęszczam do godnego
uznania uniwersytetu i studiuję dziennikarstwo. Jakim do diabła cudem nie mam
niczego do napisania? Zawsze mam coś do powiedzenia, opinię, głupi pomysł, ale
nie dziś.
Co jeśli tak
dalej będzie, kiedy dotrę do szkoły? Będę przedmiotem drwi. Inni studenci będą
pokazywać sobie mnie palcami, gapić się i niekontrolowanie się ze mnie śmiać.
Przecież dziennikarka bez słów jest… GÓWNIANA! Nie mam nawet odpowiednich słów
na odpowiedzenie na te pytanie. Będę musiała wrócić do domu. Będą o mnie
szeptać za moimi plecami. Jedyną jaką pracę jaką dostanę będzie dopasowywanie
odpowiednich staników starszym paniom. Nikt nie chce takiej roboty. To jest
karma i jest suką policzkującą mnie przez całą drogę do następnego tygodnia.
Zajęło mi jakieś półtora miesiąca przyzwyczajenie się, ale
studenckie życie mi odpowiadało. Najcięższą częścią jak na razie było
przyzwyczajenie się do bycia tak daleko od domu. Nie miałam pojęcia jak dobrze
było mi w domu. W szkole musiałam robić sobie pranie i było mi przypisane w
harmonogramie czyszczenie łazienki. Musiałam wyprowadzić się od mamy, żeby
naprawdę ją docenić.
Moja współlokatorka Lisa konkretną wiejską dziewczyną z
Missouri. Była śliczna z falowanymi miedzianymi włosami do ramion, dużymi
jasnozielonymi oczami i kształtami, które były dokładnie tam, gdzie być
powinny. Była mądra, zabawna i świetną współlokatorką. Miło było znowu mieć
przyjaciela i uważałam ją za moją przyjaciółkę, chociaż znałyśmy się przez
krótki czas.
Plan moich kursów był dość ambitny jak na studentkę
pierwszego roku. Brałam pięć zajęć, jeden z nich był moim głównym. Kampus był
wielki i rozłożony, ale już dobrze się obeznałam w nim. Wszystko to dodawało
się do bardzo długich dni. Były razy, kiedy byłam tak zmęczona pod koniec dnia,
że zjadałam kilka dużych łyżek lukru, który miałam schowane w mini lodówce albo
wcale nie jadłam. Zaletą mojej nowej, zbyt
zajętej żeby jeść diety było to że uniknęłam piętnastu kilogramów
pierwszego roku, tak bardzo że nic nie przytyłam. Właściwie to straciłam trochę
wagi.
Jeszcze nie byłam w domu na wizycie, ponieważ wiedziałam, że
zbyt szybki powrót sprawiłby, że wróciłabym na złą drogę, a jak na razie dobrze
mi szło z zapomnieniem o Noah. Przez większość tygodnia byłam zbyt zajęta, żeby
się na nim skupiać. Weekendy zapełniałam imprezami bractw i poznawaniem ludzi.
Noce były najtrudniejsze. Przez większość czasu uczyłam się w pokoju. Podczas
tego czasu łatwo było dać myślom popłynąć do niego.
Minęło pięć miesięcy odkąd miałam jakikolwiek kontakt z
Noah. Kiedy o nim myślałam wciąż czułam ten sam ból i samotność. Uczucia te
były nawet silniejsze niż w dzień, kiedy zniszczyłam naszą przyjaźń. Jeżeli
pozwalałam sobie zbyt długo o tym myśleć, pojawiały się łzy i spędzałam
większość nocy ukrywając się w łazience, że Lisa mnie nie widziała i nie
zadawała masy pytań.
Jednego wieczoru podczas nauki do testu z psychologii Lisa
zauważyła, że nie przewróciłam strony od dwudziestu minut. Zeskakując z jej
łóżka, wzięła dwa czerwone kubki i butelkę wina, którą ze sobą przemyciła.
- Dobra, świrze, czas na wino – powiedziała Lisa, opadając
na krzesło stojące naprzeciwko mnie.
Podniosłam wzrok, zdziwiona widząc ją tam. Byłam tak
pochłonięta myślami, że nie zauważyłam jej, dopóki nie wepchnęła mi kubka z
winem.
Opierając się o krzesło, podparła stopy o biurko i zapytała.
– Powiesz mi o kim tak rozmyślasz?
- Koncentrowałam się – powiedziałam, upijając łyk wina.
- Ta, koncentrowałaś się. Jakie jest jego imię?
- Kogo imię?
Potrząsnęła głową. – Faceta, nad którym płaczesz nocami w łazience.
Jej słowa mnie zaskoczyły. – Nie wiedziałam, że mnie
słyszysz. Chodzę tam, żeby ci nie przeszkadzać. Przepraszam.
- Więc gadaj.
- To nikt, naprawdę. – Było mi wstyd za te słowa. Noah nigdy
nie będzie dla mnie nikim, nawet jeśli już nigdy go nie zobaczę. – To znaczy,
był kimś bardzo wyjątkowym, ale to już nie jest moje życie.
- Pozwolę sobie nazwać to bzdurą. Jesteśmy tutaj od ponad
miesiąca, a słyszę jak płaczesz przynajmniej raz w tygodniu i… um… co jest z
tym sypianiem na prawo i lewo?
Zakrztusiłam się winem, kiedy usłyszałam jej słowa. –
Słucham?
- Po prostu nie szufladkowałam cię jako bułeczkę z parówką.
- Co?
- Bułeczkę z parówką. Wydajesz się otwierać swoją bułeczkę
dla każdej parówki, jaką poznasz.
- Wcale nie! – Tak naprawdę nie byłam urażona. Byłam
bardziej zszokowana tym, że robiłam takie wrażenie. Zastanawiałam się czy inni
ludzi tak uważali.
- Byłyśmy razem na czterech imprezach odkąd tutaj jesteśmy i
już spiknęłaś się z trzema innymi facetami, z tego co wiem. Albo starasz się o
kimś zapomnieć, dopasować się do kogoś albo jesteś po prostu staromodną
bułeczką z parówką. Dodaję do mieszanki płacz i stwierdzam, że starasz się o
kimś zapomnieć.
Wzięłam długi łyk wina i starałam się zdecydować czy chcę
podzielić się z nią historią o Noah. Zawsze trudno było mi otwierać się na
ludzi. Tylko z Noah to robiłam. Może jeśli porozmawiam z Lisą, wszystko z
siebie wyrzucę, to cierpienie będzie mniej bolało.
- Miał na imię Noah, dorastaliśmy razem jako najlepsi
przyjaciele, a teraz nimi nie jesteśmy. – Napiłam się wina. Dobrze było się
otworzyć.
Usiadła prosto i wycelowała we mnie palcem. – Słuchaj mnie,
jędzo. Nie otworzyłam tej
pięciodolarowej butelki wina dla skróconej wersji twojego licealnego złamanego
serca. Szczegóły. Już.
Zostałyśmy do późna w nocy, pijąc wino i rozmawiając.
Opowiedziałam jej większość szczegółów mojego życia z Noah. Ulgą było
porozmawianie o tym. Lisa była wspaniała. Słuchała, ale ani razu nie osądzała.
Przespałam się z dwoma facetami i całowałam z jednym odkąd
się tutaj wprowadziłam. Wszystkich ich poznawałam na imprezach bractwa, które
były organizowane w każdy weekend. Wprowadziłam się w weekend tuż przed
rozpoczęciem zajęć. Lisa była na drugim roku, więc już znała dość sporą liczbę
studentów. Zaprosiła mnie na imprezę, którą robiła jedna z jej koleżanek.
Poszłam tylko dlatego, że myślałam, iż będzie to dobry czas na wzmocnienie
naszej więzi. Poza tym potrzebowałam zastępstwa Brada. Wciąż łaknęłam tej
chwilowej ulgi, którą zapewniało przebywanie z facetem.
Nie musiałam koniecznie się upijać, gdy byłam z Bradem, choć
to pomagało. Te imprezy studenckie były trochę przytłaczające i nie znałam
nikogo poza Lisą. Kilka drinków pomogło mi się rozluźnić, więc stało się to
cotygodniową rozrywką. Nie mieszało się z moimi zajęciami, więc nie było żadnej
szkody. Nie miałam problemu z podchodzeniem do facetów po jednym drinku czy
dwóch. Nie wybierałam przypadkowych kolesi. Przez jakiś czas przyglądałam się
tłumowi. Musiałam czuć do nich jakiś pociąg i czuć się przy nich bezpiecznie.
Na pierwszej imprezie poznałam Matta. Był uroczy. Czarne
włosy, ciemnobrązowe oczy, wysoki, dość ładne ciało. Nie miał mięśni ani nie
był wyrzeźbiony tak jak Noah czy Brad, ale to nie miało znaczenia. Był nawet
zabawny, przynajmniej on tak uważał. W ten weekend, kiedy się poznaliśmy,
upiliśmy się i przespaliśmy ze sobą. O poranku nie było żadnej niezręczności,
ponieważ zniknęłam z jego pokoju zanim się obudził. Matt był na trzecim roku na
kierunku teatralnym, więc rzadko, jeśli w ogóle, krzyżowały się nasze drogi
podczas tygodnia.
W następny weekend
poznałam Jacoba. Znowu był uroczy i przespaliśmy się ze sobą, ale następnego
ranka Jacob miał wrażenie, że jesteśmy w związku. Pa, pa, Jacob.
Potem pojawił się Thomas. Był trochę dziwny, więc tylko
obściskiwałam się z nim przez całą noc na jednej z imprez. Wróciłam do Matta.
Był do zniesienia, nieskomplikowany i na razie wystarczał.
Matt i ja zaczęliśmy spotykać się częściej niż tylko w
weekendowe bzykanie. Można chyba było powiedzieć, że się umawialiśmy. Lubiłam go,
dobra. Nigdy nie pokocham nikogo prócz Noah. Był miłością mojego życia, moją
bratnią duszą. Nikt nigdy go nie zastąpi.
Lisa nie była zadowolona moim wyborem chłopaków. Powiedzieć,
że nienawidziła Matta byłoby niedopowiedzeniem. Przynajmniej raz w tygodniu
próbowała przekonać mnie, żebym z nim zerwała.
- Gdzie się wybierasz? – zapytała Lisa.
Zawahałam się na moment i zarzuciłam na siebie kurtkę. –
Matt po mnie przyjeżdża i idziemy coś zjeść. Chcesz iść?
Dokładnie wiedziałam, co zrobi. Wywróci oczami, potrząśnie
głową i spróbuje przemówić mi do rozsądku.
- Do diabła nie, nie chcę iść jeść z tym dupkiem o
dupkowatych manierach. Wszystko co bym przełknęła zaraz by się zwróciło, gdybym
siedziała naprzeciwko niego.
- Nie rozumiem dlaczego tak nienawidzisz Matta. Mówiłaś, że
nie znałaś go zanim go poznałam, a zawsze jest dla ciebie miły.
- Nie obchodzi mnie czy jest dla mnie miły. Nie podoba mi
się to jak ciebie traktuje.
- Dobrze mnie traktuje.
Mój żołądek zaczął drżeć. Było kilka razy, kiedy Matt był
dla mnie nieprzyjemny przy Lisie, ale był pod presją jego zajęć i produkcją
teatralną, w której występował.
- Amanda, on traktuje cię jak śmiecia. To jak się do ciebie
odzywa, dzwoni, żeby się umówić, a potem się nie pokazuje, flirtuje przy tobie
z innymi dziewczynami. Bóg jeden wie, co on wyrabia za twoimi plecami.
- Wiesz coś?
- Nie. – Lisa podeszła do mnie. – Nie chcę zranić twoich
uczuć. Chodzi tylko o to, że zasługujesz na kogoś lepszego od tego dupka.
Posłałam jej mały uśmiech, kiedy mnie uścisnęła.
Odsuwając się, powiedziałam. – Dzięki, ale to nieprawda.
Ktoś zapukał do drzwi. Lisa przeszła przez pokój i je
otworzyła.
- Amanda, przyszedł dupek – powiedziała przez ramię.
- Ciebie też zawsze miło widzieć, Lisa – powiedział
sarkastycznie Matt. – Cześć, Patyk.
To było jego przezwisko dla mnie. Uważał, że jestem
patykowato chuda. Nadał mi je po jednej wspólnej nocy.
Zsuwając się ze mnie, powiedział. – Pieprzenie cię to jak pieprzenie patyka. Hej, wbijałem mojego patyka w
patyka. To twoje przezwisko, Patyku.
Sądził, że to przekomiczne. Ja tego nie cierpiałam. Tak
naprawdę wzdrygałam się za każdym razem, kiedy je słyszałam.
- W tym wychodzisz? – zapytał.
- Tak. Czemu? – Miałam dżinsy, niebieski sweter i
czarno-szarą kurtkę marynarską.
- Byłoby miło, gdybyś czasami ładnie się ubrała. Danielle
zawsze wygląda seksownie, nawet kiedy jesteśmy tylko na próbach.
Danielle grała główną kobiecą rolę w sztuce, w której był
Matt.
- Sądzę, że wyglądam ładnie – powiedziałam.
- Ładnie to za dużo. Wyglądasz w porządku.
Kątem oka widziałam jak Lisa przygotowuje się, żeby go
opieprzyć. Szybko chwyciłam go za łokieć i wyprowadziłam za drzwi, zanim
nastąpiłaby masakra.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz