niedziela, 23 marca 2014

Wpis 28

Gdyby ktoś spojrzał w moim komputerze na moje ostatnie wyszukiwania… powiedzmy po prostu, że miałabym trochę do wyjaśnienia.
Moja noga zostanie odpiłowana. Ponieważ jest w niej nowotwór, tkanka zostanie przebadana, a potem noga zostanie spalona. W płomieniach. Zapytałam lekarza co stanie się z moją nogą po operacji. Nie chciał mi powiedzieć. Nie wiem dlaczego. Przecież nie poproszę ich, żeby ładnie ją opakowali, abym mogła zabrać ją na lekcje.
Nie jestem pewna czemu chciałam znać drastyczne szczegóły przyszłości mojej nogi. Chyba dlatego, że od zawsze ze mną była i wypuszczenie jej, nie wiedząc nawet co z nią będzie, wydawało się dla mnie złe.


Moja operacja była zaplanowana na tydzień przed Bożym Narodzeniem. Rodzice zapytali czy nie może być po świętach, ale doktor Lang powiedział, że czekanie jest zbyt ryzykowne.
Siedziałam w moim pokoju. Była to ostatnia noc jaką spędzę ze swoją nogą. Nie wiedziałam jak wyglądał nowotwór kości, ale wyobrażałam sobie, że był czarny i brejowaty. Trudno było uwierzyć, że między moim kolanem a kostką ta czarna maź wyjadała część mojego ciała.
Schowałam pod sobą lewą nogę najlepiej jak potrafiłam. Chciałam przygotować się na to jak moje ciało będzie wyglądać po operacji. W internecie patrzyłam na parę zdjęć osób po amputacji. Wiele zdjęć pokazywało jak życie może iść dalej po amputacji. Na zdjęciach ludzie surfowali, jeździli na nartach i wspinali się po górach. Teraz nie robiłam żadnych z tych rzeczy i miałam nadzieję, że nikt nie będzie na mnie naciskał abym stała się lśniącym przykładem tego jak pełne życie może być bez kończyny.
Wzięłam głęboki wdech i prędko spojrzałam. Gdy zobaczyłam przed sobą tylko prawą nogę, poczułam rzeczywistość. Przez te ostatnie tygodnie było tak nerwowo, że ledwo miałam czas na myślenie. Całe skupienie było na dacie operacji, planie chemioterapii i informacjach o nowotworze. Cała uwaga skupiała się na działaniu sprawy, a żadna na istocie. Jakie będzie życie jako osoba po amputacji? Jak wszyscy wykonają swoją robotę i wrócą do swoich normalnych żyć, jakie będzie „istnienie” w ten sposób? Jutro o tej porze nie będę miała części ciała.
Wyprostowałam nogę, posmarowałam ją balsamem do ciała o zapachu truskawki, ubrałam ją w mój ładny, czerwony lakierowany obcas i zrobiłam jej parę zdjęć telefonem. Moja noga jej ostatniej nocy dostała królewskie traktowanie. Przecież służyła mi dobrze przez niemal dwadzieścia lat. Właściwą rzeczą było odpowiednie jej pożegnanie. Po piętnastym zdjęciu mojej nogi komórka zawibrowała od wiadomości.
Noah: Jestem przy twoim oknie. Park?
Noah i ja zdecydowaliśmy się nie rozmawiać o tym, co się stało tamtego dnia w mieszkaniu. Miałam zbyt wiele rzeczy na głowie, które miały większy priorytet. Pogadamy o tym, tyle że nie teraz.
Ja: Chyba tam nie dotrę. Noga mnie boli.
Noah: Załóż płaszcz. Mam dla ciebie niespodziankę.
Ja: Co to jest?
Noah: Niespodzianka. Idę do drzwi wejściowych. J

Noah niósł mnie przez całą drogę trzech bloków do parku. Dzisiaj nie chciałam być nigdzie indziej tylko w jego ramionach. Zamiast zabrać nas do naszego miejsca, skierował się do obszaru ogniska. Posadził mnie na jednym z krzeseł otaczających ognisko i okrył mnie dużym polarnym kocem, który wcześniej tutaj przyniósł. Patrzyłam jak rozpalał ognisko. Miał na sobie sportową kurtkę z liceum i czapkę baseballową z napisem College of Charleston odwróconą do tyłu. Wyglądał uroczo. Słodkie było to jak próbował oderwać moje myśli od dnia jutrzejszego.
Siadając obok mnie nalał do dwóch kubków gorącą czekoladę z termosu, który stał obok jego krzesła. Uniosłam koc, jak przysunął się do mnie bliżej i dołączył do mnie pod nim. Przytuliłam się do jego boku, a on objął mnie ramieniem i przyciągnął bliżej do siebie. Poprzez płaszcz czułam jak przesuwał powoli ręką po moim ramieniu. Milczeliśmy, popijając gorącą czekoladę. Przesuwałam wzrok od ogniska do pięknego czystego nieba wypełnionego gwiazdami. Tak jakby Noah zamówił te gwiazdy tylko na ten wieczór.
- Jest idealnie. – Słowa wypłynęły z moich ust w szepcie.
- Tak, jest – powiedział.
- Dziękuję ci za to, Noah. – Jego ramię ścisnęło moje barki.
- Tweet?
- Mmmhmm?
- Przepraszam.
Przesunęłam się, podnosząc na niego wzrok. – Za co?
Skupiał się na jakimś punkcie przed sobą. Światło od ogniska sprawiało, że łzy spływające po jego twarzy błyszczały.
- Tamtej nocy, kiedy skręciłaś kostkę… powinienem był zabrać cię na ostry dyżur. Gdybym to zrobił… może szybciej wykryliby nowotwór i uratowaliby twoją nogę.
Odłożyłam kubek gorącej czekolady. Odwracając się całkiem do niego, zarzuciłam ręce na jego szyję i go uścisnęłam.
- Nie rób sobie tego. To nikogo wina – szepnęłam, dławiąc się łzami. Byłam całkowicie poruszona nim i tym jak głęboko mu na mnie zależało.
- Przetrwamy to. Będę przy tobie w każdym kroku tej drogi – powiedział.
- Próbujesz być zabawny? – zapytałam przekornie. Oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Przepraszam za to. – Na jego twarzy widniała twarda determinacja, gdy powiedział. – Przetrwamy to.
Chciałam w to wierzyć i w tamtej chwili wierzyłam. W tamtej chwili, przytulanie się pod kocem do Noah i przyglądanie się ognisku było idealne. Nie czułam się jakbym miała raka i rano miała mieć operację.
Piliśmy gorącą czekoladę i obserwowaliśmy płomienie dopóki nie zmieniły się w rozżarzone węgielki. Niewiele rozmawialiśmy. Nie potrzebowaliśmy. Wzięłam sobie przerwę od myśli o nowotworze, operacji, chemioterapii i mojej przyszłości. Nie zamierzałam pozwolić aby coś zrujnowało mi tę chwilę. Teraźniejszość była idealna i zamierzałam w niej zostać tak długo, jak to możliwe.

Gdy usłyszałam, że muszę być w szpitalu o 5 rano na operację o 7, myślałam, że sobie ze mnie żartują. Nie wystarczało, że miałam mieć odpiłowaną nogę, miałam raka i jeszcze miałam wcześnie wstawać? Te bycie pacjentką z nowotworem było do bani.
Szpital był dość cichy o tej bezbożnej godzinie. Gdy weszłam do poczekalni wyczuwałam nerwowość przepływającą przez pacjentów czekających na zawołanie na ich operację. Towarzyszyli mi tego poranka mama, tata i Emily. Minęło trochę czasu odkąd robiliśmy coś razem. Mogę dzisiaj żegnać się z moją nogą, ale mamy z tego rodzinną wycieczkę. Wyciągam z tej sytuacji wiele pocieszenia.
Mama siedziała i wpatrywała się w nicość. Tata chodził w tę i z powrotem pomiędzy nami a darmową kawą ustawioną w kącie pokoju. Emily próbowała wciągnąć nas wszystkich do rozmowy. Kiedy się denerwuje to dużo mówi. Ja siedziałam, wyglądając na zewnątrz na spokojną, ale w środku moje wnętrzności przekręcały się na wszystkie strony. Mój żołądek balansował między mdłościami a osunięciem się na ziemię.
Chciałam tylko zatrzymać czas. Chciałam uciekać. Nie byłam na tyle silna, żeby przez to wszystko przechodzić, amputację, chemioterapię, nowotwór. W głowie dźwięczał mi głośny odgłos jak tykanie zegara. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie, który mówił, że jest 5:25. Czas się do mnie zbliżał. Kiedy wejdę przez tamte drzwi nie będzie już odwrotu. Będę musiała ruszać do przodu. Jeśli zamierzałam stąd uciec to musiałam zrobić to teraz. Zaczęłam pochylać się na krześle, gdy otworzyły się drzwi.
Twarz każdego pacjenta krzywiła się, kiedy otwierały się te drzwi i wychodziła pielęgniarka. Baliśmy się, że nadeszła nasza kolej i mieliśmy przejść przez jakąkolwiek torturę, którą zamierzali w nas wymierzyć.
Wyszła niska, ciemnowłosa pielęgniarka, przyjrzała się pomieszczeniu i odezwała się. – Amanda Kelly?
Kurde, moja kolej. Nie zareagowałam. Nie miałam wystarczająco czasu na oswojenie się. Potrzebowałam więcej czasu. Pielęgniarka raz jeszcze wywołała moje imię. Czułam na sobie spojrzenia rodziców i siostry.
Mama pochyliła się i szepnęła. – Skarbie, już czas. – Tata podszedł do nas, gdy mama, Emily i ja wstałyśmy.
Pielęgniarka podeszła do naszej małej grupki. – Amanda Kelly?
- Tak. – Te małe słówko doprowadziło mnie niemal do łez.
- Możesz pójść ze mną. – Cała nasza czwórka zaczęła za nią iść, kiedy nagle się zatrzymała, spojrzała na moich rodziców i powiedziała. – Będziecie mogli państwo wejść, kiedy przygotujemy Amandę. Przyjdę po państwa.
Uniosłam głowę, patrząc na mamę błagalnym wzrokiem, żeby mnie nie puściła. Jej oczy przepełnione były smutkiem. Wiedziałam, że dobijało ją, że nie była w stanie nic zrobić. – Amanda, pojawimy się tam jak tylko pozwolą nam wejść. – Skinęłam głową i rozpaczliwie próbowałam powstrzymać łzy i uspokoić moje nerwy.
Zostałam poprowadzona długim, sterylnym korytarzem. Starałam się skupić na pielęgniarce idącej przede mną. Bałam się skupiać uwagę na otaczających mnie widokach i dźwiękach, na wypadek, gdyby przebiegł obok mnie lekarz śmiejący się demonicznie i trzymający piłę mechaniczną. Dlatego nie odrywałam wzroku i uszu od mojej pielęgniarki.
Jej bluzka pokryta była rysunkowymi szczeniakami, a skrzypiący odgłos jaki jej buty robiły na sterylnej podłodze wydawał się odbijać echem od ścian przez całą drogę. Otworzyła drzwi do małego pomieszczenia z noszami, parą krzeseł i stojakiem z kroplówką. Stanęłam tam, czekając na instrukcję.
- Nazywam się Sarah i dzisiaj będę twoją pielęgniarką. Możesz usiąść na noszach. – Przerzuciła jakieś papiery i zapytała. – Możesz powiedzieć mi jak się nazywasz i kiedy się urodziłaś?
- Amanda Kelly. 23 marca, 1990. – Zapięła na moim nadgarstku bransoletkę z informacjami tożsamości.
- A jaką dzisiaj będziemy mieć operację?
- Nie wiem jak pani, ale mnie amputują lewą nogę.
Uniosła wzrok znad jej papierów i posłała mi lekki uśmiech. Kładąc papiery na brzegu noszy, wyciągnęła cienki fartuch i plastikowy worek z wbudowanej szafki za mną.
- Możesz się rozebrać i założyć ten fartuch. To tego worka włóż swoje rzeczy. Zdejmij biżuterię. Za niedługo przyjdzie anestezjolog i wrócę, żeby podłączyć ci kroplówkę. – Wyszła, zamykając za sobą drzwi.
Ubrałam się w modny fartuszek i wsadziłam ubrania do worka. Gdy tylko weszłam pod przykrycie, drzwi się otworzyły. Wesoło uśmiechający się mężczyzna ubrany w kitel wszedł do środka, za nim weszła inna pielęgniarka i Pielęgniarka Sarah.
Pielęgniarki zajęły miejsca po obu stronach noszy, gdy doktor Śmieszek wyciągnął do mnie rękę. – Amanda Kelly? – Potaknęłam. – Witaj, nazywam się doktor McFadden, anestezjolog.
- Cześć.
Usiadł na jednym z krzeseł i przejrzał folder. – Możesz podać mi swoją datę urodzenia i jaką będziesz mieć operację?
- 23 marzec 1990 i amputacja lewej nogi. – Czułam się jakbym była w obłąkanym teleturnieju „Koło Niefortunności”.
Gdy doktor Śmieszek recytował to jak zamierza pozbawić mnie przytomności, pielęgniarka po lewej mierzyła ciśnienie mojej krwi, w tym samym czasie co Pielęgniarka Sarah klepała moje prawe ramię w różnych miejscach.
- Co pani robi? – spytałam.
- Szukam żyły, do której wbijemy kroplówkę. – Parę razy klepnęła wierzch mojej prawej dłoni i orzekła. – Ta wygląda ładnie.
Lekarz dalej mówił,  druga pielęgniarka wpychała mi do ust termometr i dostrzegłam ogromną igłę kierującą się do mojej ręki. Zbyt wiele działo się jednocześnie. Nie potrafiłam skupić się na jednej rzeczy. Nigdy nie czułam się tak bezradna i niepewna tego, co się działo. Skrzywiłam się, gdy igła przebiła moją skórę. Parę łez spłynęło po moich policzkach.
Pielęgniarka Sarah spojrzała na mnie z przepraszającą miną. – Wybacz. Nie chciałam zrobić ci krzywdy. – Zastanawiałam się czy sądziła, że będę czuć się cudownie jak wbije w moją skórę ostry przedmiot.
Robili mi rzeczy bez pytania mnie o zdanie. Zanim lekarz wyszedł powiedział. – Za niedługo wrócę, żeby dać ci trochę wesołego soku. – Nie wiedziałam o czym mówił. Za bardzo skupiona byłam taśmie, którą Pielęgniarka Sarah oplatała moją dłoń.
Skończyła mnie torturować, mówiąc. – Pójdę po twoją rodzinę. Doktor Lang przyjdzie do ciebie zanim cię zabierzemy.
- Dzięki.
- Przynieść ci coś?
- Wynieść stąd. – Uśmiechnęłam się ironicznie.
Obie pielęgniarki zebrały swoje rzeczy i skierowały do drzwi. Przed zamknięciem drzwi Pielęgniarka Sarah pochyliła się i powiedziała. – Wiem, że to przerażające. Doktor Lang jest jednym z najlepszych w kraju. – Uśmiechnęła się lekko. – Pójdę powiedzieć twojej rodzinie, że może wejść.
Parę minut później do małego pokoiku weszli mama, tata i Emily. Mama i Emily usiadły, a tata stał. Wyglądał jak zwierzę trzymane w klatce. Siedzenie i czekanie nie było jego mocną stroną. Lepiej było mu coś robić niż siedzieć i gapić się w cztery ściany. Cała ta sytuacja była ciężka dla obojgu moich rodziców, ale sądzę, że tata był trochę bardziej dotknięty niż mama. Przyzwyczajony był do bycia moim opiekunem, a teraz nie mógł tego robić.
O 6:30 przyszedł doktor Lang i zapewnił mnie, że operacja pójdzie dobrze. Po tym jak wyszedł pielęgniarka Sarah przyszła i powiedziała mnie i mojej rodzinie, że za niedługo zostanę zabrana, więc musimy się pożegnać.
Emily pierwsza wstała i długo mnie przytuliła. Nie potrafiłam już powstrzymać łez. Trzymałam się jej mocno, wiedząc, że kiedy ją puszczę będę o sekundę bliżej sali operacyjnej. – Nie płacz, Manda. Pomożemy ci to przetrwać. Kocham cię. – Skinęłam głową, która przywierała do zgięcia jej szyi. Emily opuściła pomieszczenie ze łzami.
Gdy podeszli mama i tata, mama od razu otuliła mnie ramionami. – Kocham cię, Amando i jestem z ciebie taka dumna – mówiła ciągle.
Spojrzałam na tatę, który stał po drugiej stronie. Cicho płakał. Nigdy wcześniej nie widziałam płaczącego tatusia. Świadomość, że to ja byłam powodem jego łez łamała moje serce. – Przepraszam, tatusiu. – Tylko to mogłam powiedzieć. Pochylił się i pocałował mnie w głowę.
- Nie masz za co przepraszać, księżniczko. Chciałbym tylko, żebym to ja przygotowywał się do tego wszystkiego, a nie ty.
Drzwi się otworzyły i zajrzał do środka doktor Śmieszek, sygnalizując moim rodzicom, że czas wyjść. – Dobrze się nią zajmiemy – powiedział moim rodzicom, gdy go minęli, zanim skierował swoją uwagę na mnie. – Więc gotowa jesteś poczuć się wesoło? – Skinęłam głową, ocierając twarz.
Miał strzykawkę z czymś w środku i wstrzyknął to do kroplówki. W ciągu paru sekund poczułam lekarstwo i było niesamowite. Podczas gdy przebywałam w ekspresowym pociągu do Wariatkowa, usłyszałam za drzwiami zamieszanie. Doktor Śmieszek otworzył je, żeby zobaczyć co się dzieje.
Usłyszałam kobiecy głos brzmiący jak moja pielęgniarka. – Młody człowieku, nie możesz teraz tam wejść. Zaraz zostanie zabrana na operację.
- Utknąłem w korku. Wejdę tylko na moment. Proszę. Jestem jej bratem.
Pomyślałam, że to bardzo miło ze strony mojego brata, że przyszedł się ze mną zobaczyć, a potem przypomniałam sobie, że nie miałam brata. Prawda?
- Może wejść na parę minut – powiedział doktor Uśmieszek do kobiecego głosu.
Obróciłam głowę do drzwi. Wielki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, częściowo przez wesoły sok, ale przeważnie dlatego, że przyszedł uratować mnie mój rycerz w plastikowej zbroi. – Dałem jej przed chwilą lek, więc teraz trochę wariuje.
- Dzięki – powiedział Noah, podchodząc i siadając obok mnie na noszach. Poczułam jak jego ręka przesunęła się po boku mojej twarzy. – Cześć, Tweet. Jak się czujesz?
- Doooobrze. – Zachichotał.
- Przepraszam, że nie przyjechałem szybciej. Był jakiś wypadek i utknąłem w korku.
- W porządku, mój bracie. Wszystko jest dobrze. Jesteś tutaj teraz. Weź moje ubrania i chodźmy. – Usiadłam i byliśmy twarzą w twarz.
- Tweet, nie możesz teraz wyjść.
Zmrużyłam na niego oczy i uśmiechnęłam się szeroko. – Chcesz się pobzykać? Ten fartuch ma łatwy dostęp i nic pod nim nie mam.
Wpatrywaliśmy się w siebie przez parę sekund zanim drzwi się otworzyły, zaskakując nas oboje i do środka weszła pielęgniarka Sarah. Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w Noah. Nawet w zamroczonym stanie widziałam w jego oczach całą jego miłość do mnie. Miałam nadzieję, że mógł zobaczyć w moich oczach moją miłość do niego.
Podniósł się, pozwalając pielęgniarce Sarah obejść nosze i zaczęła pchać mnie w stronę drzwi. – Pielęgniarko Sarah, czy kiedykolwiek powiedział ktoś pani, że zabija pani zabawę? – Usłyszałam za sobą jej śmiech.
- Mówiono mi gorsze rzeczy.
- To jest mój Noah. Czyż nie jest gorący?
- Jest bardzo przystojny – odparła.
- Również niesamowicie całuje. Jego język smakuje jak mięta. Nawet dotknął moich piersi i…
- Tweet, nie sądzę, że pielęgniarkę coś to obchodzi – wtrącił Noah.
Podchodząc do mojego boku pielęgniarka Sarah zapytała. – Myślałam, że jesteś jej bratem? – Spojrzała na mnie, a potem na Noah, rzucając nam znaczący uśmiech.
- Jesteśmy bardzo bliską rodziną. – Usłyszałam słowa Noah, jak zostałam wypchnięta przez drzwi i w dół korytarza.

Sala operacyjna była chłodna i niezwykle błyszcząca. Gdy leżałam już na stole pielęgniarki zabrały się do roboty. Przypominały mi ekipę NASCAR. Każdy miał swoje specyficzne zadanie. Jedna pielęgniarka upewniała się, że w mojej kroplówce płynie właściwy lek. Druga pielęgniarka okrywała mnie ciepłymi kocami. Inna pielęgniarka przyczepiała elektrody do różnych części mojego ciała. Potem zobaczyłam nad sobą doktora Śmieszka.
- Amanda, położę teraz na tobie tę maskę i dam ci trochę tlenu. Po prostu głęboko oddychaj. – Zrobiłam tak jak mi kazano. Wytrącało mnie z równowagi to, że nie mogłam widzieć tego, co ci ludzie mi robili. Odwracając lekko głowę dostrzegłam tacę zakrytą niebieskim materiałem. Przypuszczałam, że to były narzędzia chirurgiczne. Będąc mną, czyli masochistką, wyszukałam informacji o typie piły, którą używa się do amputowania nóg. Trzynastocalowa nierdzewna piła do kości sprzedawana za 17.99 dolarów i miała pięć gwiazdek na Amazonie. Klienci, którzy to kupowali, brali również noże kuchenne za 39.90. Było w tym coś bardzo złego, ale byłam zbyt odurzona, żeby się nad tym zastanawiać.

Uniosłam spojrzenie do góry i znowu zobaczyłam doktora Śmieszka. – Amanda, jesteśmy prawie gotowi. Podam ci lek, który cię uśpi. – Spojrzałam na niego. Czułam łzy, które spływały po mojej twarzy. To było to. Nie było teraz odwrotu. Nadszedł czas i wszystko było poza moją kontrolą. Opłynął mnie lek i zamknęłam oczy, pozostawiając za sobą stare życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz