wtorek, 11 marca 2014

Wpis 11

Być może jestem dziwadłem. W wieku niemal 18 lat raz w życiu pocałowałam jednego chłopaka. Jedynym chłopakiem, o którym fantazjowałam jest Noah, chociaż Zac Efron pojawiał się od czasu do czasu. Tak, jest bardzo ładnym chłopakiem. Jego oczy są niesamowite. Włosy takie lśniące.
Zac i Amanda Efron. O MÓJ BOŻE!! Brzmi świetnie!!
Jaki był cel tego wpisu? A tak, jestem dziwolągiem, ponieważ nie uprawiałam jeszcze seksu? Wiele dziewczyn w szkole miało już seks. Kilkoro chłopców zapraszało mnie na randkę, ale zawsze wymyślałam wymówkę, aby nie iść. Nie jestem pewna, na co czekam, to tylko seks. Żadna wielka sprawa. Kłamstwo. To jest wielka sprawa, przynajmniej dla mnie. Odkąd dowiedziałam się czym jest seks zawsze wyobrażałam sobie, że Noah będzie moim pierwszym, co jest głupie, bo nigdy do tego nie dojdzie. Muszę chwycić byka za rogi i przynajmniej iść na randkę.
Zastanawiam się czy Zac Efron bywa w Południowej Karolinie. Ten wpis jest do bani. Ech, kończę. Mam Zaca w głowie.


Minęły cztery miesiące odkąd odbyłam z Noah „pożegnalną” rozmowę. Widuję go w szkole, ale nie za wiele ze sobą rozmawiamy. Przestaliśmy jadać razem na przerwie na lunch. Siedzi teraz przy stole z drużyną baseballową. Stykaliśmy się kilka razy, gdy nasze rodziny się spotykały i jakoś przez to przechodziłam.
Beth nie odezwała się do mnie od tamtego dnia przy jej szafce i sądząc po osiemnastostronnego listu, który mi napisała, obustronnie, okazało się, że nasza przyjaźń była niemożliwa do odratowania. Mnie to pasowało. Po tych wszystkich latach zakończyć to listem było z jej strony biernie-agresywne. No dajcie spokój, czy teraz nikt nie ma jaj? Uważała, że odradziłam Noah jakikolwiek związek z nią, co było całkowitą prawdą, ale nie wiedziała tego na pewno. Było mi przykro, że już się nie przyjaźniłyśmy, lecz nie wpłynęło to na mnie tak bardzo jak nie przebywanie w towarzystwie Noah. Technicznie nadal byliśmy przyjaciółmi. Po prostu teraz tego nie odczuwałam. Nasza trójka, kiedyś spędzająca dużą część czasu razem, rozeszła się oddzielnymi drogami.
W lecie było trochę łatwiej siebie unikać. Rodzina Beth poleciała do Paryża na letnie wakacje. Zaczynaliśmy ostatni rok, więc Noah i ja byliśmy zajęci odwiedzaniem różnych kampusów, oczywiście osobno, a potem pojechał na obóz baseballowy na cały lipiec.
Po raz pierwszy w życiu czułam się kompletnie samotna. Miałam moją rodzinę, ale to nie było to samo. Moja przeciętność zakwitała ilekroć spędzałam dłuższy okres czasu z moją siostrą. Całkiem dobrze znosiłam chodzenie na filmy albo do restauracji. Chodzenie na plażę było inną historią. Emily wyglądała idealnie w bikini, co za niespodzianka. Nie miałam problemu z odwiedzaniem różnych miejsc samej, ale chodzenie z kimś pomagało mi oderwać myśli od Noah. Ponieważ Beth była poza obrazkiem, Emily była wybraną. Moja siostra próbowała zachęcić mnie do otwarcia się na temat tego, co mnie dręczyło, ale co miałam jej powiedzieć?
Um… Emily, odkąd pamiętam czułam się niezwykle niedowartościowana we wszystkich aspektach mojego wyglądu, osobowości, inteligencji, wartości. Przez mój brak pewności siebie nie mogę oddać się jedynej osobie, której pragnę, mojemu najlepszemu przyjacielowi. Starałam się kontrolować ten związek i go nie zmieniać, abyśmy pozostali przyjaciółmi. Skończyło się na tym, że i tak go straciłam. Jestem idiotką. Och, wspomniałam, że wiele z tego jest przez to, że jesteś taka doskonała?
Nie nienawidzę mojej siostry za bycie doskonałą i piękną. Zasługiwała na całą miłość i uwagę, którą dostawała. Po prostu chciałabym urodzić się pierwsza i mieć jej życie. Może gdyby tak było, byłabym teraz z Noah.
Nie wiem, kiedy dokładnie zmieniła się moja relacja z Noah. Zmieniła się w jakąś dziwną hybrydę, więcej niż najlepsi przyjaciele, ale nie para. Myślę, że zawsze byliśmy kimś więcej niż najlepszymi przyjaciółmi. Nasze uczucia do siebie nawzajem były głębsze. Nazywaliśmy siebie najlepszymi przyjaciółmi, ponieważ nie wiedzieliśmy jak inaczej to nazwać.
Bycie z dala od niego nie zmniejszyło mojego pragnienia do niego. Raczej nasiliło. Tęskniłam za nim – za jego uśmiechem, głosem, uściskami i tym jak zawsze mnie rozśmieszał. Za czasem, który spędzaliśmy w naszym miejscu rozmawiając o wszystkim i o niczym. Ironią tej sytuacji jest to, że spędziłam tyle czasu i energii starając się, aby nic między nami się nie zmieniło, żeby go nie stracić, a to odniosło całkiem odwrotny skutek. Zamiast zatrzymać go u mojego boku, kompletnie go odepchnęłam. Teraz rozpaczliwie potrzebowałam mojego najlepszego przyjaciela, żeby ze mną porozmawiał i pomógł mi to przetrwać, ale nie mogłam go mieć.
Ostatecznie zdałam sobie sprawę, że muszę spróbować o tym zapomnieć. Nie chciałam, aby mój ostatni rok przeszedł mi tuż przed nosem bez żadnej zabawy. Musiałam rozłożyć skrzydła. Zdobyć nowe doświadczenia z nowymi ludźmi.
Brad Johnson przeprowadził się tutaj podczas pierwszego roku liceum. Był niezwykle przystojnym okazem młodej męskości. Jego włosy były koloru brudnego blondu i krótkie. Wyraźnie poświęcał im wiele uwagi. Były przycięte blisko boków. Góra była trochę dłuższa i zmierzwiona. Oczy szafirowe. Bardzo ładne, ale nie tak piękne jak Noah. Brad miał przynajmniej 182 centymetry wzrostu tak samo jak Noah. Był w drużynie baseballowej, więc miał świetne ciało i wiedział, jak je ubierać. Jego ubrania zawsze pokazywały jak umięśniony był jego tors i brzuch. Nie wiedziałam czy jego brzuch miał taki sam sześciopak jak u Noah, ale widziałam, że jego klatka piersiowa nie była tak szeroka jak Noah. Jego ramiona były muskularne, ale nie zanadto i miał duże dłonie. Mógł być to jeden powód dlaczego był dobrym graczem baseballu. Duże dłonie były dla mnie atutem.
Nie byliśmy z Bradem przyjaciółmi czy też znajomymi. Poza sporadycznym „cześć” nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Chociaż nie znałam go osobiście, to słyszałam o nim różne rzeczy. Jego reputacja pozostawiała wiele do życzenia. Plotka zasadniczo mówiła o tym, iż był rozpieszczonym bogatym bachorem, który kłamał i oszukiwał całe życie, tak samo postępując z dziewczynami. Zawarłam ze sobą układ, żeby powstrzymać się od słuchania plotek. Przecież byłam dojrzałą seniorką liceum. Plotki były dla niedojrzałych. Poza tym zniosłam lata plotek o tym, że byliśmy z Noah fałszywi. Dodatkowo po szkole chodziły plotki o Noah i Beth, które wiedziałam, że były nieprawdą. Zamierzałam nie mieć uprzedzeń do Brada, nie pozwalając nikomu na mnie wpłynąć. Każdy zasługuje na szansę.

Minął jakiś miesiąc roku szkolnego. Mieliśmy z Bradem kilka zajęć razem. Podczas drugiego tygodnia szkoły, dostrzegłam, że patrzy na mnie w klasie. Także zaczął pojawiać się przy mojej szafce kilka razy na dzień. Witał się i uśmiechał, ale to wszystko. Po dwóch tygodniach tego prześladowczego zachowania zdecydowałam się wziąć sprawy w swoje ręce.
Nastąpił koniec dnia. Stałam przy mojej szafce. Zauważyłam go kątem oka. Stał jakieś trzy metry dalej. Odwróciłam się do niego, uśmiechając. – Czy matka nie nauczyła cię, że niegrzecznie jest się gapić? – zapytałam lekko zadziornie.
- Nie gapiłem się. Podziwiałem. – Podchodząc do mnie, diabelski uśmiech pojawił się powoli na jego twarzy. Zatrzymał się kilkadziesiąt centymetrów obok mnie.
- Wow, co za tekst.
- To nie tekst. – Zrobił krzyżyk na sercu, próbując wyglądać na szczerego. – Słowo skauta.
- Skauta… um… na szybko, w jakim oddziale byłeś? – zapytałam, wyzywając go.
- Oddział 543. Mój tata był naszym przywódcą.
Uśmiechnęłam się, potrząsając głową. – Czemu mnie prześladowałeś?
Oparł się jednym ramieniem o szafkę z uśmieszkiem. Nie śpieszył się z wymawianiem każdego słowa, uśmiechając się szerzej przy każdym powodzie. – Bo jesteś ładna. Mądra. Zabawna. I ładna.
- Powiedziałeś „ładna” dwa razy.
- Bo jest to warte powtórzenia.
Nie mogłam powstrzymać przewrotu oczami. – Miałeś rację z zabawną. – Jego uśmiech stał się megawatowy. Poczułam opuszczające mnie bezgłośne sapnięcie. W pierwszym wrażeniu był lekkim palantem, lecz piekielnie seksownym palantem.
Przysunął się trochę bliżej i powiedział z przekonaniem. – Rodzice Jeremy’ego Pratta pozwalają mu zrobić imprezę w ich domku na plaży w sobotę. – Nasilił się wyraz jego szafirowych oczu. – O której mam po ciebie przyjechać?
- Chodzimy ze sobą do szkoły od trzech lat. Dlaczego nagle teraz się ze mną umawiasz? – Byłam trochę podejrzliwa.
- Szczerze? Nigdy wcześniej nie zapytałem, bo myślałem, że jest coś pomiędzy tobą i Stewartem.
- Jesteśmy z Noah najlepszymi przyjaciółmi – odparłam.
- Przykro mi to słyszeć.
- Czemu?
- Ponieważ zmarnowałem trzy lata, nie zapraszając cię na randkę… więc… zamierzasz dalej trzymać mnie w niepewności czy mamy randkę? – Jak na zawołanie raz jeszcze pojawił się ten megawatowy uśmiech.
- Co się zmieniło? Nadal przyjaźnię się z Noah.
- Naprawdę? Nie wyglądaliście na zbyt przyjaźnie do siebie nastawionych. Jesteś pewna, że on nadal się z tobą przyjaźni? – Nie odpowiedziałam. Nie cierpiałam przyznawać, że mógł mieć rację. – A zatem, Piękna, o której mam po ciebie przyjechać w sobotę?
- Jesteś całkiem czarujący – zamilkłam na chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią. – Dwudziesta. Powinno być fajnie.
- Och, zapewniam cię, że będzie fajnie. Zawsze dążę do zadowolenia. – Odepchnął się od szafek. – Weź swoje rzeczy, to odprowadzę cię do auta.
- Ktokolwiek powiedział ci już, jaki jesteś apodyktyczny?
Nachylił się do mnie bardzo blisko. Gdyby był mniej atrakcyjny, możliwe że uważałabym to za zbyt blisko.
- Nie jestem apodyktyczny. Wiem, czego chcę i nie lubię tracić czasu. – Mrugnął.
Brad sprawiał, że czułam się lekko niekomfortowo. Teraz rozumiałam co powiedział Noah o poczuciu, jakby mnie zdradzał, kiedy umawiał się z innymi dziewczynami. Czułam się jakbym robiła coś niewłaściwego. Jakbym zdradzała go przez same rozmawianie z Bradem. Chciałam wziąć moje rzeczy i uciec, ale tego nie zrobiłam. Tak właśnie rozkładałam skrzydła i próbowałam nowych rzeczy. Zebrałam książki i wsadziłam je do plecaka. Gdy tylko się odwróciłam, Brad wziął go i odprowadził mnie do mojego samochodu.
Otworzyłam drzwi od strony pasażera i pokazałam mu, żeby wrzucił torbę do środka. Podążył za mną, jak okrążyłam auto do strony kierowcy. Otwierając drzwi, nachyliłam się nieznacznie i przerzuciłam torebkę przez siedzenie.
Obracając się, znalazłam się nos w nos z Bradem. Stał pomiędzy mną a otwartymi drzwiczkami samochodu, lewą rękę położył na framudze drzwi, podpierając się. Byliśmy tak blisko, że czułam jego ciepły oddech owiewający moje usta. Jego głos był niski. – Naprawdę cieszę się, że chcesz… - urwał na ułamek sekundy, przesuwając wzrok na moje usta i z powrotem na oczy, sprawiając, że przełknęłam ciężko ślinę - …abym zabrał cię na imprezę.
Odchrząknęłam i nerwowo odparłam. – Ja też.
- Wiesz co? – spytał.
- Co? – wyszeptałam.
Skupił się na moich ustach, ssąc dolną wargę, przesuwając po niej idealnie białymi zębami. – Sobota będzie początkiem wspaniałego ostatniego roku.
Zamarłam w miejscu. Nie mogłam oderwać spojrzenia od tych szafirowych oczu. Motylki przejęły kontrolę w moim brzuchu. Brad oszałamiał mnie swoją pewnością siebie. Była w nim aura tajemniczości i niebezpieczeństwa, a ja byłam zaciekawiona.
- Tak… cóż… dzięki za… um… zaproszenie i spacer – powiedziałam w końcu, potykając się w słowach. Uśmiechnął się i raz jeszcze zerknął na moje usta. Wzięłam wielki haust powietrza i dodałam. – Lepiej będę szła.
- Jesteś niezwykle urocza, wiesz.
Jasna cholera, a on był seksowny. Musiałam uciec od tego faceta. Stawałam się coraz bardziej oszołomiona im dłużej przy nim byłam. Śmiejąc się nerwowo, powiedziałam. – Ta… jestem tylko tą uroczą w rodzinie. Moja siostra jest tą ładną. Um… znasz moją siostrę? – Mój głos uderzył w taki pisk, który tylko psy mogły usłyszeć. On jedynie potrząsnął głową, uśmiechając się. – Ma na imię Emily. Emily Kelly. Oczywiście ma takie samo nazwisko jak ja, jesteśmy siostrami. Nie żebyśmy obie miały na imię Emily. Mamy takie same nazwisko. Dlatego jesteśmy siostrami, przez nasze nazwisko. To znaczy nie tylko przez to. Jest wiele ludzi z nazwiskiem Kelly, z którymi nie jestem spokrewniona. To całkiem powszechne nazwisko. Mamy tych samych rodziców. Dlatego jesteśmy spokrewnione… - zaczęłam milknąć.
Głos w mojej głowie wrzeszczał w kółko, ZAMKNIJ SIĘ, AMANDO MARIE KELLY!!
- Tak, niewiarygodnie urocza – powiedział z uśmieszkiem.
Odsunął się od samochodu i stanął z boku, dając mi trochę przestrzeni do oddychania. Po zamknięciu drzwi i szarpaniu się z kluczykami, przywołałam odwagę aby podnieść wzrok. Brad wciąż stał obok mojego auta z rękami w kieszeniach, obserwując mnie z całuśnym uśmiechem na twarzy.
Całuśnym uśmiechem?! Co jest ze mną nie tak?

Nareszcie wsadziłam przeklęte kluczyki do stacyjki, odpaliłam auto i wyjechałam z parkingu. Kiedy odjechałam dosyć daleko, a moje nerwy się uspokoiły, powróciła zdolność do przejrzystego myślenia. Nie wiedziałam, jak ten chłopak tak szybko mnie rozbroił. Chociaż spotkanie z Bradem było przytłaczające, byłam z siebie dumna za zgodzenie się na pójście z nim na imprezę. Potrzebowałam to zrobić. Musiałam. Czas założyć duże dziewczęce majtki i zobaczyć co świat ma do zaoferowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz