wtorek, 11 marca 2014

Wpis 5

Gdy moja matka ma pomysł albo myśl w głowie, zostaje tam na całe życie. Jest scementowana w miejscu, nigdy nie zostanie usunięta. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że jestem o krok bliższa zmienienia się w moją mamę, ponieważ nie mogłam wyrzucić z głowy myśli o marzycielskich jasnoniebieskich oczach, miękkich ciemnobrązowych włosach i niesamowitych umięśnionych ramionach.


Spędzaliśmy z Noah czas w jego domu, słuchając muzyki. Po wcześniejszej rozmowie z Beth i Brittani, trudno było patrzeć na niego bez myślenia o niej i nie patrzeć na jego idealny tyłek. Dzięki Bogu siedział teraz przy biurku, ukrywając ten idealny tyłek. Był całkowicie wyeleminowany z mojego pola widzenia. Dla dodatkowej ochrony zdecydowałam się położyć na plecach na łóżku. Stopy opierałam o wezgłowie. Oczy utkwiłam w suficie.
Usłyszałam koła krzesła Noah posuwające się w moją stronę po drewnianej podłodze. Odgłos się zatrzymał i ściszyła się muzyka. Zamykając oczy, przełknęłam z trudem ślinę. Ciepło mojego ciało podniosło się w tym samym czasie, co poczułam drżenie w brzuchu. Zaczęło kręcić mi się w głowie.
Dalej stukałam nogą w powietrzu w rytmie muzyki, udając, że byłam na niej skupiona. Chciał rozmawiać? Będę musiała spojrzeć w jego marzycielskie jasnoniebieskie oczy i popatrzeć na jego idealny tyłek?
Niech szlag weźmie Beth i Brittani. Muszę wyrzucić te myśli z głowy. Skup się, Amando.
Ciotka Agnes w kostiumie kąpielowym. Ciotka Agnes w kostiumie kąpielowym. Ciotka Agnes w kostiumie kąpielowym. Noah w kostiumie kąpielowym, który zwisa nisko na jego biodrach, tuż nad jego idealnym tyłkiem. Cholera.
Usłyszałam jego chrząknięcie. – Tweet – odezwał się, dźwięk jego głosu spowodował przyśpieszenie mojego tętna.
- Ta.
- Znasz tę dziewczynę, która siedziała dzisiaj z nami na lunchu, Brittani Monroe?
- Ta.
- Co o niej myślisz?
- Że jest zdzirą z imieniem striptizerki.
Dźwięk jego chichotu sprawił, że się uśmiechnęłam. – Powiedz mi, co naprawdę czujesz. Nie powstrzymuj się.
Zniżając nogi, przerzuciłam je przez bok łóżka i odwróciłam się do niego twarzą, mocno starając się nie patrzeć mu w oczy. Oparłam się na ramionach, podpierając się. Wzrok skupiałam w dole.
Starając się brzmieć bardzo nonszalancko, zapytałam. – Czemu pytasz mnie o nią?
- Zaprosiła mnie.
Wyprostowałam się szybko. – Na randkę?! – Nie potrafiłam ukryć szoku w głosie.
- Chyba tak.
- To szalone! – Moja mina była napięta. Zazdrość wyzierała z każdego pora mojej skóry.
- Co jest w tym takiego szalonego? – zapytał.
Podnosząc wzrok zobaczyłam na jego twarzy nieznaczny uśmiech. Nie miałam pewności, ale wyglądało na to, jakby Noah cieszył się z mojej reakcji. Łajdak.
- Um… no cóż, numer pierwszy, mamy tylko czternaście lat i nie wolno nam umawiać się do szesnastki. Numer drugi…
- Ja mogę się już umawiać.
Zakładając ramiona na piersi, przymrużyłam oczy. – Żartujesz sobie?
- Moi rodzice powiedzieli, że to w porządku.
Rozpaczliwie próbowałam wymyśleć inne powody, dla których nie miałby iść ze zdzirą/striptizerką, pantoflem. Moja lista przezwisk dla niej rosła bardzo szybko.
- Jak dostaniesz się na tę randkę? Nawet nie masz jeszcze prawa jazdy. Jestem pewna, że twoja kierownica roweru nie jest taka szeroka, by mogła na niej usiąść. Czy ty widziałeś jej tyłek?
- Zauważyłem jej tyłek – odparł, uśmiechając się ironicznie.
Nie podobał mi się dobór jego słów. Widzenie jej tyłka a zauważenie jej tyłka było kompletnie innymi rzeczami.
- Zapytała czy chcę iść pograć w kręgle. Jej tata nas podwiezie.
- Więc zamierzasz to zrobić?
- Raczej. Dlaczego nie? Wydaje się dosyć miła i jest nawet ładna.
Ładna? Pffft! Czy on coś palił? Ona miała wielkie cycki, wielki tyłek i pozwoliłaby, że każdy facet się po nich czołgał.
Opuszczając wzrok, zaczęłam dłubać zmyślony kłaczek na spodniach. – Rób co chcesz. Rujnujesz własne życie.
- To tylko gra w kręgle, Tweet – powiedział, uśmiech był oczywisty w jego głosie. Dobrze się bawił.
Odchylając głowę na bok, skupiłam wzrok na suficie i powiedziałam. – Ta. Najpierw jest gra w kręgle, potem film, a później weźmiecie ślub, kupicie dom i będziecie mieli małe, zdzirowate dzieci. Ale jeśli to cię uszczęśliwia, to kim ja jestem, żeby stawać na twojej drodze.
Minęło kilka sekund zanim Noah coś powiedział. – Mogę cię o coś zapytać?
- Strzelaj – odparłam.
Wahał się przez chwilę. – Całowałaś kiedyś faceta?
- Całowałam tatę i dziadka.
Pokręcił głową. – Nie chodzi mi o krewnych, tylko o faceta. Czy kiedykolwiek prawdziwie całowałaś się z facetem?
- Wiesz, że odpowiedź na to brzmi nie. – Mój głos był zdławiony. Przycisnęłam brodę do piersi, spojrzałam na podłogę i nerwowo przesunęłam stopami.
- Słyszałem od wiarygodnego źródła, że Brittani całowała się z kolesiem, właściwie to kilkoma.
- To mnie nie zaskakuje. – Siedzieliśmy w ciszy przez kolejny moment, a wtedy wpadła mi do głowy myśl. – O MÓJ BOŻE!!! Umawiasz się z nią, żeby trochę dostać?
Noah usiadł sztywno na krześle. – Co?! Co trochę dostać?!
- Miłości Brittani. – Spiorunowałam go wzrokiem. Napięły się mięśnie mojej szyi i barków.
- Nie! Idę, bo… nie wiem… Zapytała mnie. Poza tym, wiesz jak bardzo kocham frytki przy kręgielni. Jeśli nie chcesz, żebym szedł, to nie pójdę. Po prostu powiedz.
To było to. Musiałam podjąć decyzję. Mogłabym trzymać się go jeszcze przez jakiś czas i mieć nadzieję, że moje uczucia w końcu się zmienią albo mogłabym go puścić. Być może, jeśli zobaczę go z inną dziewczyną, to pomoże to wbić trochę rozumu do mojej głowy, nawet jeżeli miałaby być to striptizerka.
Odwróciłam od niego wzrok, mówiąc. – Idź. – Urwałam. – Po prostu… nie uważam, żeby to była odpowiednia dziewczyna dla ciebie.
- Och, jestem pewien, że ona nie jest dla mnie odpowiednią dziewczyną.
Od razu spojrzałam mu w oczy. Miałam motylki w brzuchu. Wyglądał niesamowicie słodko, siedząc tam w znoszonych dżinsach, bluzce i czapce baseballowej Red Soxów. Była odwrócona do tyłu i garść włosów wystawała przez otwór, tuż nad paskiem do regulowania. Naprawdę był „wszystkimi rodzajami pyszności”, chciałam skoczyć i opleść go ramionami.
Noah przeciągnął ręką po karku. – Rzecz w tym, że… że… um… Wiesz, że jeszcze nie całowałem dziewczyny. Nie mówię, że tak się stanie, ale co jeśli ona mnie pocałuje, a ja nie zrobię tego właściwie? Poniesie się to po całej szkole i równie dobrze mogę zostać kapłanem, bo wtedy żadna dziewczyna nie będzie chciała się ze mną umówić.
Wzięłam duży haust powietrza, myśląc o tym, jakby to było gdyby Noah mnie pocałował. Musiałam odpłynąć myślami, ponieważ po chwili usłyszałam. – Ziemia do Tweet.
- Sorki. Um… Nie martw się tym. Poradzisz sobie.
Pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach, co zbliżyło go mnie.
- Wiesz, co by mi pomogło?
- Co takiego?
- Gdybym mógł poćwiczyć – powiedział z niepokojem.
Podtrzymywał moje spojrzenie przez kilkanaście sekund, aż zaświtało mi to, o czym myślał. – Ze mną?
- Tak.
Potrząsnęłam głową. – Nie, to nie jest dobry pomysł.
- To świetny pomysł. Poćwiczymy na sobie, żebyśmy przed nikim się nie ośmieszyli. – Jego oczy iskrzyły się podekscytowaniem tym śmiesznie głupim pomysłem.
- Nie mam nikogo, kto chciałby mnie całować w bliskiej przyszłości – przyznałam, można było usłyszeć zażenowanie w moim głosie.
- Nie byłbym tego taki pewien.
Spojrzałam na niego, patrząc na jego poszerzający się uśmiech. Zsunął się z krzesła na jedno kolano, błagając. – Pomyśl o tym jak o przygotowaniu do przyszłości. Proszę, Tweet. Potrzebuję cię.
Siedziałam w miejscu przez czas wydający się wiecznością. Czy naprawdę chciałam to zrobić? Po pierwsze nie chciałam, żeby Noah szedł na randkę z Brittani. Na pewno nie chciałam, żeby całował , lecz na pewno chciałam, aby pocałował mnie i chciałam pocałować go. Był moim najlepszym przyjacielem i potrzebował mnie. Zrobię to dla niego. Dodatkowo, może musiałam raz go pocałować, wyrzucić to z systemu i wszystko wróci do normy.
Spojrzałam w jego piękne oczy i rzekłam. – Dobrze.
- Poważnie? – spytał.
- Tak.
Noah rzucił się do przodu, przyszpilając mnie do łóżka. Zaczął mnie bezlitośnie łaskotać. Śmiałam się tak mocno, że nie mogłam złapać oddechu.
- Tweet, jesteś najlepszejszą najlepszą przyjaciółką, jaką mógłby mieć chłopak. Jesteś niesamowita, niewiarygodna, fantastyczna…
Nie przestawałam się śmiać i łapać powietrza, jak łaskotanie się nasiliło. – Przestań mnie łaskotać! Powiedziałam ci, że pomogę. Nie pozwolę ci wyjść na głupka.
Kontynuował tortury.
- Obiecujesz?
Zaśmiewając się ze łzami w oczach, odparłam. – Tak.
- Powiedz to!
Łaskotki uspokoiły się i kiedy widziałam wyraźniej, podniosłam wzrok na wiszącego nade mną Noah. Z każdym ciężkim oddechem, nasze klatki piersiowe przyciskały się nawzajem. Podtrzymywał się na rękach, które leżały po obu stronach mojej głowy. Nasze nogi były splątane razem. Leżeliśmy kilkanaście sekund wpatrując się w siebie, zanim zorientowałam się, że mu nie odpowiedziałam.
- Obiecuję – wyszeptałam.
- To wchodzi w nawyk.
Zmarszczyłam brwi w zdezorientowaniu.
- Co takiego?
- Ty i ja leżący na sobie. – Miał diabelską iskrę w oku, jak kąciki jego ust zaczęły się unosić.
Jego usta były tak blisko. Zastanawiałam się jak smakują. Założę się, że smakowały jak wiśnie. Noah wyglądał jakby smakował wiśniami. Jego wargi zaczęły przysuwać się do mojej szyi. Dreszcze przebiegły po moim ciele. Zamierza pocałować mnie w szyję? Przełknęłam ciężko ślinę i zamarłam, czując czubek jego nosa muskający miejsce tuż pod moim uchem.
- Wow. Pachniesz naprawdę ładnie – szepnął. Jego ciepły oddech płynący po moim policzku i szyi spowodował moje drżenie.
- Przed przyjściem miałam lizaka o smaku kwaśnego jabłka. – Usłyszałam jego chichot.
Mój oddech był przyśpieszony i oczy nie zamrugały ani razu w ciągu ostatnich pięciu minut. Byłam całkowicie zahipnotyzowana.
Odsuwając się od mojej szyi, uśmiechnął się do mnie i powiedział cicho. – Dzięki za pomoc, Tweet.
- Nie ma za co. – Byłam tak bardzo obezwładniona tym, co się właśnie stało, że mój głos był prawie niesłyszalny.
Noah spojrzał mi w oczy, pytając. – Wiesz co mówią, co nie? – Potrząsnęłam głową. – Praktyka czyni mistrza. Być może będziemy musieli dużo praktykować. Jestem trochę wolnym uczniem. – Poruszył brwiami, uśmiechając się ironicznie.
Wzięłam głęboki wdech. – Chcesz teraz zacząć? – Mój głos był taki wysoki, że brzmiał jak pisk zabawki psa.
Zbliżył się do mnie, po czym wycofał się i zeskoczył z łóżka.
- Teraz nie mogę. Mam spotkanie u dentysty. Mama za niedługo po mnie przyjdzie.
Uniosłam się na łokciach, wciąż czując się dosyć oszołomiona. – Och… okej.
Wsunęłam ręce w wyciągnięte dłonie Noah. Ściągnął mnie z łóżka i przyciągnął do swojej klatki piersiowej, łagodnie unieruchamiając moje ramiona za plecami.
Patrząc na mnie z góry, uśmiechając się, powiedział rozkazującym tonem. – Dziś wieczorem. Dziewiętnasta. Nasze miejsce.
- Dobra, będę tam – odparłam bez tchu.
Biorąc kilka kroków do tyłu, ściągnął swoją czapkę Red Soxów, kilka razy przeciągnął palcami przez włosy, obrócił czapkę i z powrotem ją założył. Ani razu nie oderwaliśmy od siebie wzroku.
Jabłko Adama Noah podskoczyło parę razy, jak przełykał ślinę i rzekł. – Jeszcze raz dzięki, Tweet, za pomoc. Do zobaczenia wieczorem.
- Okej… tak… wieczorem… do zobaczenia.
Patrzyłam jak wychodzi z pokoju, głęboko wzdychając, kiedy jego idealny tyłek zniknął mi z widoku. Musiałam wziąć się w garść i wyrzucić Noah z systemu. Nie zaryzykuję stracenia najlepszego przyjaciela przez głupie, dziewczęce zauroczenie.

Adrenalina tak szybko przeze mnie przepływała po wyjściu z domu Noah, że musiałam dalej się ruszać, dlatego wskoczyłam na rower i pojechałam na długą przejażdżkę. Jazda na rowerze zawsze byłam moim sposobem na odstresowanie. Kiedykolwiek miałam kłopot albo potrzebowałam oczyścić głowę, jazda na rowerze była moją terapią. Kochałam samotność, wolność i kontrolę, którą czułam, jadąc.
Gdy wróciłam do domu, wzięłam prysznic i szybko ubrałam się w jasnozieloną sukienkę maksi i sandały. Spięłam włosy w wysokiego kucyka i założyłam parę srebrnych kolczyków w kształcie obręczy. Nie starałam się ubierać wyjątkowo. Temperatura wciąż była gorąca w Charlestown. Będzie mi chłodniej w tej sukience ze spiętymi włosami.
Jak się ubrałam, nadal miałam w sobie wiele nerwowej energii. Nie było sensu jeść kolacji, ponieważ czułam się jakbym miała w każdej chwili zwymiotować. Mój żołądek ciągle się przewracał. Dodanie jedzenia do mieszanki byłoby fatalne.
Kiedy weszłam do parku, dostrzegłam Noah stojącego przy naszym miejscu. Był zwrócony do mnie plecami. Widziałam, że usłyszał jak podeszłam, moje kroki chrzęściły na żwirze otaczającym piknikowy obszar. Gdy odwrócił się i mnie zobaczył, jego oczy wydawały się podwójnie powiększyć i jego usta ukształtowały słowo ‘wow’. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało. Wyglądał doskonale w obszernych, czarnych krótkich spodenkach do kolan, ukazując jego opalone, umięśnione łydki. Jego szeroka klatka piersiowa była zakryta białą koszulką z Nike’a. Miał czarnobiałe buty z Nike’a i jak zwykle czapkę Red Soxów, odwróconą tyłem.
Gdy odsunął się od stolika, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Została ustawiona kolacja dla dwojga; czerwonobiały obrus w kratę, papierowe talerze, napoje gazowane i serwetki były porozkładane na naszym stoliku, na naszym miejscu. Pośrodku stolika stała świeczka w czerwonym szklanym stojaku, tak jak w pizzerii. iPod Noah grał naszą ulubioną muzykę.
Stał, trzymając jedno ramię za plecami. Podchodząc do mnie, wyciągnął ramię i podał mi najpiękniejszy bukiet dzikich kwiatów, jaki kiedykolwiek widziałam. Nigdy wcześniej nikt nie dał mi kwiatów.
- Są dla ciebie – powiedział, uśmiechając się do mnie.
Wzięłam kwiaty, podniosłam je do nosa i wciągnęłam ich słodki zapach.
Noah kołysał się na piętach do przodu i do tyłu, trzymając obie ręce w kieszeniach. Był podenerwowany i uroczy. – Wyglądasz naprawdę ładnie, Tweet.
Moja twarz się rozgrzała. – Dzięki. Co to wszystko jest? – Byłam całkowicie chwycona za serce, że tak się dla mnie kłopotał.
- Chciałem ci podziękować za pomoc. Wiem, że proszę o wiele.
Uśmiechnęłam się, choć czułam łzy budujące się za oczami. Strasznie chciałam, żeby to była prawdziwa randka, a nie tylko przyjaciel pomagający przyjacielowi. Ogarnęło mnie poczucie smutku, gdy przypomniałam sobie, że to był tylko słodki sposób Noah na podziękowanie mi i wiedziałam, że jutrzejszego wieczoru inna dziewczyna będzie miała z nim prawdziwą randkę.
Poprawiając nastrój, podszedł do mojego boku, szturchając mnie łokciem. – Przestań stać tak, jak dziewczyna – droczył się. – To tylko nasz stary, regularny stolik. Siadaj.
- Dziękuję, Noah. To jest… jest… - Po raz pierwszy w życiu nie potrafiłam znaleźć słów.
Siadając naprzeciwko siebie przy stole, zamilkliśmy, patrząc na siebie i słuchając muzyki. Nie było niezręcznie. Było komfortowo i naturalnie.
- Mogę cię o coś zapytać? – zapytałam, przerywając ciszę.
- Możesz pytać mnie o wszystko, Tweet.
- Myślisz, że to dziwne, iż jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi?
- Co masz na myśli „dziwne”?
Wzruszając ramionami, odparłam. – Beth myśli, że to dziwne.
Sięgnął przez stolik, złapał mnie za dłoń i splótł nasze palce razem.
- Dla mnie nie jest to dziwne. Kiedy jestem z tobą, wszystko wydaje się idealne. Nie mogę wyobrazić sobie kogoś innego będącego moim najlepszym przyjacielem i nie chcę tego robić.
Spuszczając wzrok na nasze złączone dłonie, mój puls przyśpieszył. Musiałam sobie przypominać, że to nie była randka, nie byłam jego dziewczyną i nigdy nie będę.
Odchrząknęłam i szepnęłam. – Czuję to samo.
Łza stoczyła się po moim policzku, jak głęboko westchnęłam. Próbowałam zetrzeć ją zanim dostrzegłby ją Noah, ale nie byłam dość szybka.
Podniósł moją rękę do swoich ust i delikatnie ją pocałował, nie odrywając ode mnie wzroku. – Nie płacz, Tweet.
Było coś w tonie jego głosu i wyrazie jego oczu, co kazało mi myśleć, że chciał mi coś powiedzieć, lecz nie wiedział jak to zrobić. Noah znał mnie lepiej niż ktokolwiek inny i potrafił wyczytać moje myśli oraz uczucia. Bez wątpienia mógł wyczuć, że robiłam się dziewczęca i ckliwa z powodu kolacji, muzyki, kwiatów i jego. Starał się wymyślić sposób na powiedzenie mi, że to było jedynie podziękowanie, a nie randka, bez zranienia moich uczuć.
Odgłos klaksonu oszczędził Noah niezręczności rozczarowania mnie, a mi wstydu. Unosząc wolną rękę i celując palcem wskazującym w powietrze, powiedział. – Sądzę, że przybyła nasza kolacja.
Mieliśmy na kolację pizzę, a na deser cukierki miętowe na oddech. Noah pomyślał o wszystkim. Teraz była pora na praktykę.
Oboje byliśmy zdenerwowani. Noah uderzył kilka razy o stół, jakby grał na perkusji. Wyglądał, jakby starał się coś postanowić. Przestał bębnić i spojrzał na mnie.
- Sądzę, że stanie będzie najlepszym sposobem na zrobienie tego – powiedział. Potaknęłam ze zgodą.
Wstaliśmy, on podszedł do mnie, zatrzymując się parę metrów dalej, bezpośrednio przede mną. Zatoczył kilka kręgów barkami, rozciągnął szyję z boku na bok, po czym potrząsnął ramionami. Wyglądało to, jakby przygotowywał się na bieg. Pochylił się, kilka razy otarł dłonie o spodenki, wydychając parę głębokich oddechów. Wyprostowując się, ogłosił. – Okej, oto nadchodzi.
- Nie sądzę, aby to był dobry pomysł na oznaczanie tego ostrzegającą etykietą.
- Jutro tego nie powiem. – Pokazałam mu podwójne uniesione do góry kciuki.
- Sorry. Myślałam, że to może być jeden z twoich ruchów.  
Noah zbliżył się do mnie, pozostawiając między nami bardzo mało przestrzeni. Spoglądając w jego oczy zobaczyłam, że podenerwowanie już zniknęło i zostało zastąpione podekscytowaniem. Wpatrywaliśmy się w siebie. Moje serce biło tak głośno, że byłam pewna, iż może je usłyszeć. Poczułam mrowienie w całym ciele. Zaczęło się we wnętrzu i wybuchło na wszystkie strony, dopóki nie byłam nim całkowicie skonsumowana.
Poczułam obejmujące moją twarz dłonie Noah tuż przed tym jak jego kciuk lekko pogłaskał mój policzek, wywołując dreszcz. Uśmiechnął się do mnie, czując jak moje ciało zareagowało na jego dotyk. Mój oddech zrobił się płytki i rozpalałam się od środka. Gdyby nie stał przede mną ten piękny chłopak, pomyślałabym, że dopada mnie grypa.
Jasnoniebieskie oczy patrzyły na mnie intensywnie; byłam nimi kompletnie zauroczona. Było tak, jakby starał się zapamiętać każdą część mojej twarzy. Wzrok Noah zawiesił się na chwilę na moich ustach, po czym wrócił do moich oczu. Jego kciuk przesunął się do moich ust i delikatnie przejechał nim parę razy po moich wargach, zanim cofnął go na mój policzek.
Oboje zaczęliśmy szybciej oddychać. Przysięgam, że słyszałam krew pompującą się przez moje żyły. Części mojego ciała o których istnieniu nie wiedziałam, drżały.
Powoli jego usta przysunęły się do moich. Nasza piosenka ‘Everything’ wypełniła powietrze. Kiedy nasze wargi się spotkały, czułam się jakby zostały we mnie odpalone fajerwerki.
Początkowo jego usta były delikatne i lekko dotykały moich. Poczułam pociągnięcie za dolną wargę, jak lekko ją possał. Niemal zemdlałam. Wyciągnęłam ręce, chwytając się jego ramion, żeby złapać równowagę. Wtedy poczułam czubek jego języka między wargami, czekający aż podejmę decyzję. Chętnie je rozchyliłam. Nasze języki się dotknęły, najpierw łagodnie się głaszcząc.
Słyszałam o francuskim pocałunku i uważałam, że brzmiał obrzydliwie. Wcale nie był obrzydliwy.
Noah smakował tak dobrze. Nie smakował wiśniami. Smakował miętą. Nasze języki zaczęły poruszać się szybciej, z większym zapałem. Nigdy wcześniej nie czułam w życiu czegoś tak wspaniałego.
Wymknął mi się cichy jęk, gdy nasze ruchy się spowolniły. Noah odsunął się troszeczkę, nasze usta wciąż się dotykały. Myślałam, że usłyszałam jak szepcze. – Jesteś idealna. – Byłam tak osłupiała, że mógł nic nie powiedzieć.
Staliśmy w miejscu z zamkniętymi oczami, przyciskając do siebie czoła, próbując złapać własny oddech. Noah przesunął rękami po długości moich ramion, ściskając nasze dłonie razem. Całe poczucie czasu, przestrzeni i innych rzeczy zniknęło.
Gdy nasz oddech nareszcie się uspokoił, otworzyliśmy oczy, ale nie oderwaliśmy od siebie czół. Noah spojrzał na mnie, szeptając. – Wow.
- Rany – powiedziałam bez tchu. – Jesteś pewien, że nie robiłeś tego wcześniej, bo masz całkiem niesamowite ruchy. Skąd masz takie ruchy? – zapytałam.
- Z Wal-Martu. – Szelmowski uśmiech pojawił się na jego twarzy.
Kąciki moich ust powoli zaczęły się unosić do uśmiechu. – Jak długo zajęło ci wymyślenie tego tekstu?
- Właściwie, to właśnie teraz mnie naszedł. Pomyślałem, że jest całkiem dobry.

Po posprzątaniu Noah odprowadził mnie do domu w przyjemnej ciszy. Kiedy doszliśmy do moich drzwi, wahaliśmy się. Było dziwnie, jakby żadne z nas nie wiedziało jak zakończyć tę noc. Nadal byliśmy przyjaciółmi, chociaż ten pocałunek był z pewnością więcej niż przyjazny. Moje uczucia szybko stawały się silniejsze. Musiałam zmusić się do zignorowania ich. On był moim najlepszym przyjacielem i nie zamierzałam zrobić nic, aby temu zagrozić. Musiałam sobie mówić, że między nami nic nigdy się nie stanie. Poza tym, on o mnie tak nie myślał, choć ten pocałunek był niesamowity. Nastoletni chłopcy pocałowaliby prawie każdą dziewczynę, bo tacy byli napaleni.
W końcu przerwałam ciszę. – No to dobranoc. Zdecydowanie fajnie było z tobą ćwiczyć. Brittani jest szczęściarą. – Moja twarz od razu się wykrzywiła i żałowałam słów, które wyszły z moich ust.
- Nie wspominaj jej, nie teraz. – Przeskakiwał wzrokiem od moich ust do oczu. – Dzięki za dzisiejszy wieczór.
Odwrócił na chwilę wzrok, po czym spojrzał na mnie ze słodkim uśmiechem na twarzy. – Dobranoc, Tweet.
- Dobranoc, Noah.
Patrząc jak odchodzi i schodzi po schodach ganku, łzy zaczęły zbierać mi się w oczach. Nagle miałam te puste uczucie. Nie chciałam, żeby odchodził. Nie chciałam tych uczuć. One wszystko zniszczą.
Noah niespodziewanie zatrzymał się u podnóża stopni. – Tweet. – Jego głos był cichy i zachrypnięty.
- Tak? – Starałam się, aby mój głos był opanowany.
- Dzisiejszy wieczór był wspa… - urwał. – Ty jesteś wspaniała.
- Noah… - zamilkłam, powstrzymując szloch.
- Chciałbym, żebyś w to uwierzyła – powiedział.
Odszedł bez kolejnego słowa.
Stojąc w samotności, patrząc jak odchodzi, jedyna myśl przewijająca się przez mój umysł była taka - Też chciałabym w to uwierzyć, bym mogła być twoją dziewczyną.

Byłam przy mojej szafce w poniedziałkowy poranek po moim pocałunku z Noah. Nie widziałam się z nim ani nie rozmawiałam od naszego ćwiczenia w piątkowy wieczór. Jego randka z Intruzką była w sobotni wieczór. Musiałam pracować nad wypracowaniem całą niedzielę, więc nie było czasu na spotkanie się.
Poza tym, nie byłam strasznie zainteresowana tym, jak poszła jego randka. Kłamstwo. Byłam trochę zainteresowana. Też kłamstwo. Przez cały weekend zżerały mnie myśli o jego randce.
Wystraszyłam się, kiedy pojawił się za mną i szepnął mi do ucha. – Dobry, Tweet.
- Dzień dobry.
- Tęskniłem za tobą. Wydzwaniałem do ciebie przez cały weekend. Widziałem wczoraj twoją mamę. Powiedziała, że byłaś zajęta wypracowaniem. – Oparł się ramieniem o szafki.
- Angielski – powiedziałam.
W tym momencie podszedł jeden z kolegów z drużyny Noah, Brad Johnson, klepnął Noah w plecy i rzekł. – Hej Stewart, słyszałem, że świetnie się bawiłeś w ten weekend. Właśnie wyszedłem z zajęć z Brit. Nie mogła przestać cię chwalić, koleś. Brawo! – Gdy Brado odszedł, Noah odwrócił się do mnie i wzruszył ramionami.
Podeszło dwoje innych kolegów z drużyny, Jeremy i Spencer. Spencer żartobliwie złapał Noah za kark, mówiąc. – Słyszałem, że miałeś w ten weekend gorącą randkę. Spójrzcie, dopiero pierwszoklasista a już podrywacz. – Noah spojrzał na mnie, jak chłopcy sobie poszli.
Niewinnie spytałam. – Twoja wielka randka była w ten zeszły weekend?
- Nie rób tego.
- Czego?
- Nie udawaj głupiej. Nie jesteś w tym dobra, Tweet.
- Cóż, brzmi na to, że twoja pierwsza randka była sukcesem – powiedziałam z odrobiną złośliwości w głosie.
- Powiedziałbym, że moja pierwszy randka była idealna.
Zaczęłam przestawiać książki w szafce, nie patrząc na niego. Wiedziałam, że zachowywałam się absurdalnie. Wiedziałam, że w sobotę miał randkę z nią. Tłukąc rzeczami naokoło, czułam, że uśmiecha się do mnie. Łajdak.
- Uch… skończyłaś bić niewinną szafkę, Rocky?
- Gratulacje! Cieszę się, że twoja pierwsza randka była…
- Idealna. – Dobrze się bawił moim kosztem.
- Idealna – powtórzyłam, brzmiąc na wkurzoną. – O, mówiłam ci, że dołączyłam do szkolnej gazetki? Wiesz, może mogłabym napisać artykuł o idealnej randce i mogłabym przeprowadzić wywiad z tobą i twoją idealną randką, skoro twoja randka była taka idealna. – Moje słowa robiła się opryskliwsze im dłużej ciągnęła się moja wypowiedź.
- Czy masz pojęcie, jaka jesteś teraz urocza? – Zmrużyłam na niego oczy. – Ci faceci mówili o mojej drugiej randce.
- Już miałeś drugą randkę?
- W sobotni wieczór.
- Sobotni wieczór? – Mój gniew i zdezorientowanie gwałtownie rosły. – Myślałam, że sobotni wieczór był twoją pierwszą randką.
- Piątkowy wieczór był moją pierwszą randką.
Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc o czym gadał. – Ale byłeś ze mną przez cały piątkowy wieczór.
Nachylił się tak blisko, że nasze nosy prawie się dotykały. Jego głos był cichy. – Chyba nie myślałaś, że chciałem, aby to Brittani była moją pierwszą randką i pocałunkiem, co? Dzielę się wszystkimi pierwszymi razami z tobą. – Przesunął oczami po mojej twarzy, jak nieśmiały uśmiech zatańczył na jego pełnych wargach.

Podtrzymując kontakt wzrokowy, odepchnął się od szafek, odwrócił i odszedł korytarzem bez kolejnego słowa, pozostawiając mnie oszołomioną, skonsternowaną i zdyszaną. To musiała być najsłodsza i najgorętsza rzecz, jaką chłopak kiedykolwiek powiedział dziewczynie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz