W wiekopomnych
słowach Sally Brown (siostry Charliego) „Chcę tylko mój sprawiedliwy przydział.
Chcę tylko, co do mnie idzie”. Słowa, którymi trzeba żyć.
Wiedziałam, że było zimno, widząc obłok dymu uciekający z
moich ust, ilekroć wydychałam powietrze. Zdecydowanie nie czułam zimna. Nie
czułam nic. Wciąż tkwiłam na etapie, gdzie wiesz intelektualnie, co się z tobą
dzieje, ale nie pozwoliłaś sobie jeszcze tego poczuć. Siedziałam w naszym
miejscu, wpatrując się w stawek i myśląc o niczym i wszystkim. Jakimś cudem
moje życie się zmieniło, wywróciło do góry nogami w ciągu kilku minut, a ja
nigdy tego nie przewidziałam.
Usłyszałam za sobą chrzęst żwiru. Mój telefon grzmiał od
telefonów oraz wiadomości od mojej rodziny. Nikt z nich nie wiedział, gdzie
uciekłam. Gdyby wiedzieli, że byłam dosłownie trzy bloki od nich, to byliby
wściekli. Nie byłam zaskoczona, że on dokładnie wiedział gdzie mnie znaleźć.
Słyszałam więcej chrzęstu żwiru, kiedy obszedł stół piknikowy, na którym
siedziałam. Zastąpili ten, który zdemolował Noah kilka miesięcy temu. Zbliżył
się do mnie, żadne z nas się nie odezwało. Dalej patrzyłam na staw.
- Tweet – odezwał się. Jego głos był cichy i drżący.
Podszedł bliżej, przygotowując się, żeby mnie przytulić.
Odsunęłam się od niego i podniosłam rękę, pokazując mu, żeby się zatrzymał.
- Nie dotykaj mnie.
- Dlaczego?
- Bo jeśli mnie dotkniesz, to się rozpadnę. Już raz dzisiaj
się pozbierałam. Nie wiem czy zrobię to kolejny raz.
Widziałam kątem oka, że pisał do kogoś wiadomość,
prawdopodobnie do mojej rodziny, informując ich, że mnie odnalazł. Wiedziałam,
że nie powiedziałby im, gdzie byłam, więc nie protestowałam.
Usiadł obok mnie, ale utrzymywał bezpieczny dystans, tak że
się nie dotykaliśmy. Siedzieliśmy w ciszy. Noah wiedział, że będę mówić, gdy
będę na to gotowa.
Pozwoliłam myślom przepłynąć przez parę ostatnich miesięcy.
Zaczęłam od początku studiów. To był dobry semestr. Dostałam się na dziekańską
listę, przyzwyczajałam się do bycia daleko od domu, uwielbiałam moją
współlokatorkę i odzyskałam Noah.
Zaczęłam bardziej przypatrywać się temu semestrowi. Istniały
drugorzędne sprawy, które, kiedy połączyłam je razem, wywoływały mój niepokój.
Dlaczego ich nie połączyłam i nie skupiałam na nich uwagi? Moi rodzice
poruszyli nawet ten temat podczas Dziękczynienia, ale zbyłam to. Miałam inne
sprawy, które zajmowały mój czas oraz uwagę. Dwa dni temu, kiedy przyjechałam
do domu na przerwę świąteczną, nie mogłam już dłużej tego ignorować. Tak
naprawdę to moja mama nalegała, żeby natychmiast zostało coś zrobione. Gdyby
nie wywarła na mnie presji, to wciąż byłabym błogo nieświadoma, a moje życie
byłoby nietknięte. Interesujące jak trochę wiedzy i dwa krótkie słowa mogą
zburzyć cały twój świat.
- Nowotwór kości. – Wszystko co lekarz powiedział potem było
stłumione.
Czułam się jakbym przebywała pod wodą, tonęła. Byłam bardzo
zdezorientowana. Przyszłam tutaj z powodu skręconej kostki i bólu w pięcie,
który utrzymywał się od miesiąca. Myślałam, że lekarz popełnił błąd, pomylił
moje zdjęcie rentgenowskie z czyimś innym. Spojrzałam na moją mamę, która
siedziała w kącie ze łzami spływającymi po jej twarzy. Dlaczego ona płakała? To
była tylko skręcona kostka.
- Amando, słyszałaś mnie? – zapytał doktor Thompson.
- Co?
- Przykro mi. Zdjęcie rentgenowskie pokazuje guza z
nieregularnymi krawędziami. To razem z twoją stratą wagi, znużeniem i bólem
nogi, który opisywałaś, każe mi wierzyć, iż z tym się właśnie mierzymy. Wyślę
cię do doktora Langa. On jest znakomitym onkologiem.
Jego usta się ruszały i słyszałam wydobywający się z nich
dźwięk, ale musiał przemawiać obcym językiem, ponieważ nie pojmowałam tego, co
do mnie powiedział.
Mama podeszła do mnie, obejmując mnie ramionami. Położyła
rękę na mojej dłoni, kiedy lekarz mówił dalej.
- Dość rzadko rak kości pojawia się jako główny nowotwór.
Zwykle jest wynikiem przerzutów z innego miejsca, więc zrobimy na to testy.
- Na co poddajecie mnie testom? – zapytałam.
Nie rozumiałam co się działo. Dlaczego lekarz wyglądał tak
poważnie i dlaczego mama denerwowała się im więcej on mówił. Czy oni nie
zdawali sobie sprawy, że to tylko skręcona kostka?
- Musimy się dowiedzieć czy nowotwór zaatakował inne organy
– powiedział.
- To jest tylko skręcona kostka – upierałam się. Spojrzałam
na mamę, błagałam ją wzrokiem, żeby sprawiła, aby zrozumiał. – Mamo, powiedz
mu, że to tylko skręcona kostka.
Przyciągnęła mnie do siebie i głaskała moje włosy,
przytulając. – Skarbie, przetrwamy to. Wyrwałam jej się i wstałam od biurka
medycznego. Gniew wyraźny był w moim głosie.
- Czemu mu nie powiesz?! – nalegałam.
Cofnęłam się, kiedy podeszła do mnie o krok. – POWIEDZ MU,
ŻE TO TYLKO SKRĘCONA KOSTKA, MAMO!
Moje ciało ogarnęły konwulsje i płacz, jak opadłam na jedno
z krzeseł. Czułam się, jakbym tkwiła w jednym z tych snów, gdzie wydaje ci się,
że spadasz. Próbujesz chwycić się czegoś, żeby przestać spadać, a potem nagle
się budzisz. Dopiero po sekundzie wyczuwasz ulgę, że to był tylko sen. Tak
właśnie się czułam, tyle że bez części z pobudką.
Mama mnie objęła, kiedy wylewały się ze mnie łzy. – Jak na
jeden raz to wiele do przyjęcia – powiedziała do lekarza.
- Rozumiem. Może wróćcie do domu i oswójcie się z tym.
Powiem pielęgniarce, żeby zadzwoniła do was, by umówić rezonans magnetyczny i
spotkanie z doktorem Langiem. Jeżeli macie jakieś pytania, dobrym pomysłem jest
je zapisać. Szkoda, że nie przyszłaś wcześniej, kiedy dostrzegłaś pierwsze
objawy.
Spojrzałam na niego. Moja twarz była mokra od łez. – Nie
wiedziałam, że miałam objawy. Byłam bardzo zajęta i nie zawsze miałam czas na
jedzenie. Myślałam, że noga boli mnie od szyny. Kilka razy zaspałam, a moje
miejsce parkingowe było dość daleko od akademika, więc zbiegałam po schodach,
bo w moim akademiku nie ma windy. Nie mogłam spóźnić się na zajęcia. Po prostu
nie mogłam. Musiałam dostać się na dziekańską listę i udało mi się. Dostałam
się na dziekańską listę. Prawda, mamo? – Wiedziałam, że paplałam od rzeczy, ale
nie mogłam się powstrzymać. Próbowałam nadać sens bezsensowności. Potrzebowałam
odpowiedzi na to dlaczego wszystko to się działo.
Spojrzałam na nich oboje, mając nadzieję, że ktoś mi to
wyjaśni, ale nikt nie mógł zaoferować mi tej odpowiedzi. Ponad moim szlochem
słyszałam tylko lekarza bombardującego mamę informacjami o testach, które będą
musiały być wykonane.
- Jakie jest leczenie? – zapytała mama.
- Cóż, nie jestem onkologiem, ale zazwyczaj operacja,
chemoterapia i czasem promieniowanie.
- Jaka operacja?
- Jeżeli nowotwór zostanie zlokalizowany, będą próbować
usunąć całego guza. Jeżeli wdarł się do tkanki najlepszym leczeniem będzie
amputacja pod kolanem.
Wystrzeliłam z mojego miejsca i wybiegłam przez drzwi
najszybciej jak mogłam. Moje utykanie stało się całkiem wymowne przez ból od
Dziękczynienia. Usłyszałam wystarczająco. Nie mogłam znieść więcej. Nie
zatrzymywałam się, dopóki nie dotarłam do samochodu mamy. Stałam twarzą do
auta, rękę trzymałam na klamce. Usłyszałam kliknięcie zamka i wsiadłam do
środka, zamykając za sobą drzwi. Usłyszałam otwierane drzwi kierowcy i poczułam
małe poruszenie kiedy wsiadła.
- Skarbie…
- Nie. Nie mogę teraz rozmawiać. Chcę do domu.
Całą drogę do domu przejechałyśmy w ciszy. Od czasu do czasu
kątem oka zauważałam, że mama ocierała łzę z policzka. Wjechałyśmy na nasz
podjazd. Od razu wysiadłam z auta i skierowałam się na podwórko po mój rower.
Wsiadłam na niego i odjechałam, nie mówiąc słowa o tym gdzie się wybierałam, bo
sama nie wiedziałam. Po prostu musiałam być sama. Słyszałam wołania mamy
poprzez jej zduszony płacz. Nie wiem jak długo jeździłam. Przestałam, kiedy się
zmęczyłam i znalazłam się w miejscu moim i Noah.
Obecność Noah zawsze mnie uspokajała, ale gdy usłyszałam za
sobą jego kroki, to nie miałam tego samego poczucia ulgi, co zawsze. Po raz
pierwszy w życiu mój rycerz w plastikowej zbroi nie mógł uratować mnie od tego
potwora.
- Rozmawiałeś z moją mamą?
Odchrząknął. – Tak. Zadzwoniła w panice. Nie wiedziała,
gdzie jesteś, a ty nie odbierasz komórki. – Przysunął się trochę bliżej. –
Zimno tutaj, Tweet. Chodźmy gdzieś, gdzie jest ciepło.
- Staram się domyślić, co ja takiego zrobiłam –
powiedziałam.
- Co masz na myśli?
- Za co jestem karana?
Wyczuwałam łzy wzbierające się za oczami. Rozpaczliwie
próbowałam je powstrzymać. Gdy pozwolę im popłynąć, zbyt bardzo się otworzę, a
uczucia będą obezwładniające. Chciałam jeszcze trochę pozostać otępiała.
- Nie jesteś karana.
Spoglądając na Noah widziałam, że robił się nerwowy. Jego
palce drżały, jakby już nie mógł się powstrzymywać od dotknięcia mnie. W końcu
na niego spojrzałam. Wyglądał na tak samo zdruzgotanego. Patrzyliśmy na siebie
przez chwilę zanim nareszcie się poddał i mnie objął. Gdy nawiązaliśmy kontakt
zaczęły wypływać ze mnie łzy.
Noah wciągnął mnie na swoje kolana. Schowałam twarz w
zgięciu jego szyi i pozwoliłam wylać się emocjom z całego dnia. Przytulał mnie
tak mocno, że niemal trudno było mi oddychać.
- Jesteś przemarznięta, kochanie. Pozwól mi zabrać cię do
domu – powiedział.
Mocniej się go złapałam. Nie chciałam iść jeszcze do domu.
Przekonałam się, że tak długo jak tutaj byłam, nic z tego co się działo nie
było realne. Jeżeli postawię stopę w moim domu i będę w pobliżu rodziny, pojawi
się rzeczywistość i nie będę mogła się już przed nią ukrywać. Wiedziałam, że
wkrótce będę musiała wrócić, ale w tym momencie potrzebowałam udawania, że
wszystko było w porządku i rozkoszowania się byciem w ramionach Noah.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz